Rozdział szósty: The Sharpest
„Miłość widzi wszystko w ostrych barwach, nienawiść postrzega to jeszcze ostrzej. Ale zazdrość spogląda na wszystko zdecydowanie najostrzej, o wiele bardziej niż miłość i nienawiść razem wzięte."
- przysłowie arabskie
Written by: The Black Arrow
Translated by: Eileen
Beta: angie1985, chochlica1
Bella odepchnęła od siebie Edwarda, sprawiając, że ten wylądował na własnych pośladkach. Dziewczyna udała, że nie dostrzega wygiętych w szoku brwi Emmetta i podskoczyła do góry, potykając się o miedzianowłosego w trakcie podejmowania usilnej próby oddalenia się od niego. Stare przezwisko wykradło się spomiędzy jej warg, zanim sama zorientowała się, co wygaduje:
− Emmy!!
Brunetka uwiesiła się szyi starszego z Cullenów, a jego śmiech o mały włos jej nie ogłuszył. Chłopak poderwał ją z ziemi, aż jej stopy zadyndały na wysokości jego kolan.
− Belly!
Oboje uśmiechnęli się szelmowsko, wspominając swoje dawne przezwiska. Emm zakołysał Bellą na boki niczym pies potrząsający królikiem. W drzwiach stanęła Rose w bardzo zaawansowanej ciąży. Jej urocza twarz wydawała się strasznie różowa i pomarszczona. Żona starszego z braci Cullen bez wątpienia spała w samochodzie. Upuściła na podłogę pokaźnych rozmiarów żółtą torbę, której zawartość wydała z siebie huczący dźwięk cichego tłuczenia.
Edward położył się na podłodze, przypatrując się gniewnie temu ewidentnemu przejawowi sympatii. Nie spodobał mu się widok Belli przymykającej powieki i układającej swój policzek na ramieniu Emmetta. Sprawiała wrażenie, jakby go kochała. To zachowanie zdecydowanie różniło się od tego, jakiego doświadczył sam miedzianowłosy wcześniej na polu.
− Oddawaj ją – powiedział urywanym, zmienionym głosem.
Opuszki palców nagle zaswędziały młodszego z Cullenów i zaczął drapać nimi perski dywan, który nagrzał się odpowiednio w cieple wydzielanym przez ogień płonący w kominku. Brzmiało to tak, jakby Edward ponownie liczył sobie zaledwie dziesięć lat i przyczaił się pod domkiem na drzewie należącym do Emma, żądając opuszczenia w dół uplecionej ze sznura drabiny, a także formułując coraz bardziej wymyślne groźby. Tymczasem Bella i jego brat leżeli znów ramię przy ramieniu, a ciche łzy śmiechu spływały w dół ich policzków.
Emmett pokręcił głową w kierunku miedzianowłosego i ponownie zakołysał brunetką tam i z powrotem, szczerząc się przy okazji.
Młodszy z Cullenów uciekł wzrokiem gdzieś w bok, bezgranicznie rozdrażniony.
Dziewczyna zerknęła znad ramienia Emma przed siebie, wyraźnie zaskoczona.
− O mój Boże, Rose, jesteś ogromna! – wymsknęło się jej. – To znaczy… tryskasz zdrowiem.
− Sądzę, że potraktuję to jako komplement – powiedziała młoda małżonka, wywracając oczami, po czym wyciągnęła do Belli ręce.
Emmett postawił brunetkę na ziemi. Po chwili obie kobiety całowały już swoje policzki, przyciskając je do siebie – lico panny Swan okazało się gorące, a pani Cullen chłodne.
– Powiedziałaś, że do mnie zadzwonisz, jeśli dotrzesz cało na miejsce – Rose złajała dziewczynę, poprawiając top na jej ramieniu, po czym wsunęła niesforne loki za ucho przyjaciółki.
Przypatrywała się pałającemu obliczu Belli rozgorączkowanymi, jasnymi oczyma.
– Wybacz, zapomniałam. – Brunetka pochyliła się w kierunku Rose, wdychając w nozdrza zapach Chanel.
Oplotły wzajemnie swoje talie rękoma, lustrując wzrokiem obu braci.
Edward wciąż leżał nieruchomo rozłożony na dywanie, oświetlany ogniem z kominka, a wyraz jego twarzy pozostawał nieodgadniony. Jego włosy przedstawiały plątaninę unoszących się ku górze kosmyków, które nie wiedzieć czemu przypominały Belli rogi jakiegoś zwierzęcia. Emmett podszedł do miedzianowłosego, podając mu rękę, po czym podniósł go do pozycji stojącej. Przytulił go mocno, po czym natychmiast się odsunął.
– No, stary, niezła gafa. Czyżbyśmy w czymś wam przeszkodzili?
Cisza zdawała się przewiercać zebranych w salonie na wylot. Napięcie seksualne opadło ciężko dosłownie na wszystko.
Brunetka gapiła się nieruchomo na obrazek powieszony nad kominkiem, aby odciągnąć własną uwagę od rozdzierającego jej wnętrze zażenowania. Zakazała swemu wzrokowi ucieczki do jakiejkolwiek części ciała Edwarda, pomimo tego że jej spojrzenie wbrew woli ciągle ku niemu spełzywało. Malowidło zatytułowane „Wędrowiec nad morzem mgły" przedstawiało ubranego na czarno mężczyznę widocznego od tyłu, a stojącego na skałach wyłaniających się spod mlecznej pary wodnej. Jego twarz nie była widoczna, ale w zależności od humoru dziewczyny postać wydawała się być przybita, umierająca, rozgniewana, zrezygnowana, zbolała. Esme opowiadała rozmaite historie na ten temat podczas wydawanych przez siebie kolacji w czasach dzieciństwa Belli, która myślała, iż oblicze człowieka z obrazu należało do miedzianowłosego Cullena.
Rose i Emmett wymienili znaczące spojrzenia w rozbrzmiewającej oskarżeniami ciszy.
Wreszcie Edward odpowiedział:
– Co mogę powiedzieć? Laluniu w ciąży, zrób to dla mnie. Chodź no tutaj, ślicznotko. – Uniósł lubieżnie swoje brwi, zupełnie niespeszony.
Rosalie zakryła sobie usta dłonią, tłumiąc w ten sposób uroczy, piskliwy chichot.
– Nie wybieram się nigdzie, tak długo, jak masz na sobie te gacie od pidżamy. To obsceniczne. Znowu odbywałeś stosunek seksualny z Bellą na sucho?
Blondynka rozbawiła młodszego z Cullenów definitywnie.
– Jak zawsze. Nie zatrzymuję się przed tym, jeśli tylko otrzymuję podobną sposobność. – Pochwycił wzrokiem wyraz twarzy brunetki, a jego uśmiech stopniowo przygasł.
– Cóż, mimo wszystko dobrze cię znowu widzieć, nawet jeśli wolelibyśmy wszyscy, aby nastąpiło to w lepszych okolicznościach. No, ale jeśli trochę poczekasz, to może uda ci się zobaczyć swoją bratanicę albo bratanka. – Rose ułożyła dłonie na swoim wielkim brzuchu, uśmiechając się do siebie samej.
Światło rzucane przez ogień z kominka ozłociło jej blond włosy w odcieniu masła, a lekko zaokrąglone policzki czyniły ją młodszą z wyglądu. Stanęła spokojnie, ziewając i podawała swoje kończyny posłusznie Emmettowi oraz Belli, którzy ściągali z niej płaszcz, szale oraz kamizelki. Kobieta oparła się ręką na plecach męża, podczas gdy on zdejmował z jej nóg buty z kożuszkiem i przypatrywała się bez słowa, jak ustawiał je koło paleniska.
– Musisz iść do łóżka, kochanie – powiedział Emm, przesuwając palcami po jej twarzy tuż poniżej oczu.
Chłopak schylił się, a Rose pocałowała go w koniuszek nosa.
– Chodź utulić mnie do snu, Bello – odparła blondynka, wyprowadzając brunetkę z pokoju. – Zostaw chłopców, niech sobie pogadają. – Dziewczyna poszła w jej ślady, dzierżąc w dłoniach ciężką torbę swojej przyjaciółki, wdzięczna jej niezmiernie za ocalenie.
Kiedy kobiety zniknęły w korytarzu, Emmett oraz Edward mogli bardzo wyraźnie słyszeć starannie wystudiowany szept Rosalie:
– Czy dobrze słyszeliśmy, że on dzwonił do ciebie, aby zabawić się w seks – telefon?
***
– Co tam, bracie? – Emm zaczął rozcierać swoje dłonie nad ogniem, zsuwając z siebie gigantyczny płaszcz jak u drwala. – Oczywiście ponad to, co zawsze.
Edward wybuchł śmiechem i skierował swoje kroki w kierunku barku, wyciągając z niego kryształową karafkę. Nalał z niej dwie olbrzymie szklanice szkockiej. Kochał takie frazesy.
– Po staremu, po staremu. – Miedzianowłosy usadził się w fotelu.
Jego brat zajął sofę. Emmett był tak wielkim facetem, że sprawiał swoim wyglądem, iż kanapa stawała się nagle fotelem. Rysy jego odrobinę kanciastej, grubo ciosanej twarzy miękły w blasku ognia. Przypominał farmera, zawodowego boksera, drwala, strażnika więziennego. W rzeczywistości pracował jako radca prawny zwłaszcza do spraw trudnej młodzieży. Rodzice kilkunastoletnich chłopców zorientowali się, że ich synowie darzą wyglądającego jak grizzly mężczyznę wystarczającą ilością szacunku, aby nie wyjść z pomieszczenia.
Był niczym Skała Gibraltarska we wrzącym morzu ludzkich emocji. Emmett zawsze zachowywał się w podobny sposób, nawet jako dziecko. Jego osobowość została utkana z lojalności i cierpliwości. Starszy z braci Cullenów usiadł nieruchomo, obejmując spojrzeniem pokój. Przy sięgających od podłogi do sufitu biblioteczkach przystawiono drabiny, dzięki którym można było sięgnąć do najwyższych półek. Zapach skórzanych oprawek od książek oraz środków do czyszczenia mebli nadawał bawialni wygląd niezwykle staroświecki oraz ponadczasowy. Wiszący nad kominkiem obraz przyjmował barwy szarości i różu. Stanowił jedyny łagodzący ogólny charakter tego typowo męskiego, mrocznego pomieszczenia element.
Edward mieszał alkohol w swojej szklance, najprawdopodobniej nawiązując właśnie więź ze swoim wewnętrznym Bondem.
– Jak się ma mama? – Emmett wziął niewielkiego łyka ze swojego naczynia, utrzymując trunek na języku, nim ostatecznie go przełknął.
Starał się nie zakrztusić pod wpływem strużki ognia, która przelała się wzdłuż przełyku w kierunku żołądka. Starszy z Cullenów oddychał przez nos. Nie miał tak naprawdę ochoty na szkocką – potrzebował kawy i to wręcz desperacko, ale nie chciał robić z tego tytułu większego problemu. Edward by go wyśmiał. A przecież nie znajdowała się tutaj żadna roślina doniczkowa, do której można by wylać alkohol.
Miedzianowłosy wlał sobie whisky do gardła. Emmett poczuł się zaalarmowany tym zachowaniem, ale wbrew własnej woli był także pod wrażeniem. Ten gość wyglądał tak, jakby używał trunku zamiast płynu do płukania ust. Chłopak odepchnął od siebie tę myśl, decydując się przyglądać konsumpcji szkockiej przez swojego brata. Warto dodać, że spożywanie alkoholu w pobliżu paleniska to jak przykładanie zapalonej zapałki do lontu laski dynamitu.
– Ucieszyło ją spotkanie z Bellą. Stała się odrobinę bardziej gadatliwa. Ale nadal… nie na długo. – Edward wpatrywał się w resztkę bursztynowego płynu wyskokowego, wdziewając na twarz standardowe zniecierpliwienie.
Emmett jak zawsze poczuł duszący ucisk w płucach i gardle, ilekroć tylko pomyślał o swojej matce. Ze wszystkich sił próbował zmyć z siebie to uczucie kolejnymi kroplami whisky.
– A więc Bella… Czy będziesz łaskaw wytłumaczyć mi, co się tutaj takiego wydarzyło? – Starszy z Cullenów od razu przeszedł do sedna problemu.
Typowe dla młodszego z braci zmarszczenie czoła zmieniło się w wyraźny grymas niezadowolenia. Jego oczy lśniły ostrzegawczo.
– Nie twój pieprzony interes.
– Cholera, ależ oczywiście, że mój. Ta dziewczyna jest dla mnie jak młodsza siostra. Jeśli znowu ją zranisz, zmiażdżę cię – Emmett drażnił się z miedzianowłosym, a jednak w jego głosie pobrzmiewała stalowa nuta.
– Cóż, na całe szczęście dla mnie, ona nie urodziła się naszą młodszą siostrzyczką. Może inaczej – będę dość perwersyjny. Chryste, ona jest naprawdę gorąca! Nie mam tylko pojęcia, dlaczego uważasz, że ją skrzywdzę. Zawsze robiłem tylko to, co okazywało się dla niej najlepsze – Edward na chwilę przerwał swoją wypowiedź. – A tak w ogóle, co masz na myśli, mówiąc – znowu?
Emm pokręcił głową.
– Załamała się po tym wyskoku, jakiego dopuściłeś się z Alice Brandon w tamtego znamiennego Sylwestra. Powinieneś wiedzieć, że była w tobie zauroczona.
– Och, dopierdol mi. Dzisiejszy dzień wydaje się świetny do tego, aby dywagować na temat tego, jaki ze mnie kutas. – Młodszy z Cullenów przewiesił jedną z dolnych kończyn przez oparcie fotela i zaczął szarpać się za włosy.
Jego irytacja sprawiała, że prawie z niego iskrzyło, a próba obrony, jaką podejmował, czyniła z niego prawdziwego, szorstkiego dupka. Miedzianowłosy zagryzał zębami dolną wargę, a jego palce skubały zielone obicie. Edward zaczął wymachiwać nogą w powietrzu.
– Po prostu sobie odpuść.
Własny brat fascynował Emmetta. Chłopak nigdy dotąd nie spotkał kogoś takiego jak on. Z racji swojej pracy starszy z Cullenów widywał setki osób rocznie i był wyczulony na zmiany w mowie ich ciała. Potrafił stwierdzić, kiedy kłamali, bronili się, okazywali złość czy też brak równowagi psychicznej.
Dla kogoś ułożonego i czujnego Edward sprawiał wrażenie nieświadomego tego, że zdradzał się ze swoim zachowaniem – dumał postawny prawnik.
Przyglądanie się temu, jak miedzianowłosy wpadał w złość, przypominało przypatrywanie się atakującemu wężowi. Zdawał się od tej wściekłości cały wibrować, jakby lada moment miał zadać swój cios.
Emmett zdecydował się go sprowokować. Spróbować zmusić go do gadania. Czasami zdawało to rezultat. Młodszy brat nie chciał rozmawiać o niczym, co sięgało pod powierzchnię.
– Nie, nie odpuszczę sobie. Jesteś dla niej podły, Edwardzie, a zatem weź się od niej odpierdol. Jak zawsze tylko ją wykorzystujesz. – Emm patrzył, czy jego słowa trafiły celnie czy też nie.
Oczy miedzianowłosego zwęziły się, a on sam znieruchomiał. Nic nie odpowiedział.
Starszy z Cullenów podjął kolejną próbę.
– Nie możesz starać się dobierać do jej spodni. Odrobinę na to za późno.
Edward odprężył się, marszcząc brew, po czym wypił resztkę alkoholu ze szklanki jednym łykiem.
– Nigdy nie jest za późno. Mogłem skopać ci tyłek za to, iż swego czasu też się z tym zdemaskowałeś. Nawet się już do tego zabierałem… – Przeciągnął się nonszalancko na fotelu.
– Ona jest zaręczona, chyba masz tego świadomość, prawda?
Brudne zagranie. – Pomyślał Emmett.
Tymczasem gniew młodszego z Cullenów wreszcie objawił się błyskiem w jego tęczówkach. Pociemniały one do odcienia morderczej, butelkowej zieleni. Ten wąż był ewidentnie wściekły.
Ręka Edwarda zacisnęła się kurczowo na kryształowej szklanicy, aż pobielały mu palce. Na ten moment wyglądał tak, jakby zamierzał cisnąć naczyniem o ścianę usytuowaną za plecami swojego brata, który już się na to w duchu przygotowywał. Zamiast tego jednak rozmyślnie postawił je na stole i schylił się, aby podnieść pierścionek z diamentem wraz z zerwanym łańcuszkiem, które leżały zapomniane na dywanie. Trzymał je w górze dwoma palcami.
– Ta rzecz przyprawia mnie o mdłości. – Miedzianowłosy studiował biżuterię z pewnego rodzaju obrzydliwą fascynacją.
– Dlaczego to coś leży na podłodze? – Emmett przyglądał się, jak twarz jego brata rozciąga się w pierwszej namiastce uśmiechu.
– Ponieważ tam to cisnąłem.
– Edwardzie, jesteś pieprzonym jaskiniowcem. Wiesz, że to chore. Normalni ludzie nie robią takich rzeczy.
Młodszy z Cullenów wybuchnął śmiechem.
– Nigdy nie będę pretendował do miana normalnego. – Kołysał błyskotką uwieszoną łańcuszka w tę i z powrotem niczym wahadłem.
Emmett nie zaprzestał swojej tyrady, niezrażony nonszalancją brata.
– Zerwanie pierścionka z jej ręki niczego nie zmienia. Ona jest teraz zajęta. Pogódź się z tym. Michael to przyjemny gość. Trochę sztywny, ale mimo wszystko sympatyczny. Zatrzymaliśmy się nawet na parę nocy w ich mieszkaniu, kiedy byliśmy w tamtym roku w Portland.
Ścięgna uwidoczniły się na przedramionach miedzianowłosego.
– Nie chcę o tym słuchać. Nie interesuje mnie, czy to jakiś pieprzony święty. Jeśli go spotkam, zapewne go zabiję.
– Miałeś już kiedyś swoją szansę, Edwardzie i zmarnowałeś ją. Teraz musisz sobie odpuścić.
Młodszy z Cullenów wyciągnął chytrze różowy telefon komórkowy ze swojej kieszeni I otworzył klapkę. Emmett przypatrywał się temu przez trzydzieści sekund, jako że gadżet ten wydawał się tak irracjonalny w rękach jego brata. Wreszcie załapał.
– Ukradłeś komórkę Belli?
– Pożyczyłem ją… Sprawiasz, że zaczynam myśleć… Być może powinienem sprawdzić swojego konkurenta.
– To już zamach na prywatność. Oddawaj go. – Emm wyciągnął rękę.
Miedzianowłosy pokręcił głową, uśmiechając się łobuzersko, po czym zaczął przeglądać prywatne wiadomości brunetki. Wystartował od skrzynki odbiorczej. Po upływie trzydziestu sekund, zerknął na swego brata.
– To najbardziej nudne teksty, jakie kiedykolwiek czytałem. Przykłady? Bello, nie będzie mnie w domu na kolacji. Bello, proszę kup mąkę ryżową. A co to jest do cholery ta mąka, pytam cię? Co się z tym robi? Ten koleś to kurewski nudziarz. Czekaj, posłuchaj tego. Ładnie dziś wyglądasz.
Edward zachichotał, ogromnie rozbawiony.
– Bez wątpienia, konkurencja nie jest zbyt silna.
Emmett pokręcił głową, z żalem stwierdzając, iż go to śmieszy. Wykorzystywał wszystkie pokłady samokontroli, aby się nie uśmiechnąć. Młodszy z Cullenów wywoływał taki efekt u każdego. Człowiek łapał się na tym, że próbuje nie parsknąć śmiechem w reakcji na to jego czyste, nienaruszalne okropieństwo.
– Być może ona pragnie stabilizacji, pomyślałeś o tym, Edwardzie?
Adresat wypowiedzi był za bardzo pochłonięty lekturą, aby przysłuchiwać się bratu z dostateczną uwagą. Przeszedł do skrzynki nadawczej. To przyniosło o wiele więcej informacji. Wiadomości Belli okazały się treściwe, przemyślane, całkiem jakby dziewczyna chciała wykorzystać pieniądze wydane na SMS – a w stu procentach. Użyła dosłownie każdej dostępnej literki, którą miała do swojej dyspozycji.
– Wygląda na to, że ona pisze do każdego poza mną – stwierdził chłodno miedzianowłosy. – Koresponduje z Rose chyba z dziesięć razy dziennie, a nawet ty otrzymałeś kilka wiadomości. Jakie to kurewsko urocze.
Edward przeczytał każdego możliwego SMS – a, zachłannie wchłaniając w siebie słowa brunetki, te wycinki z jej życia, jakie mógł tam znaleźć. Te związane z pracą okazały się nudne. Jej zawód musiał być wyjątkowo tandetny. Bella wysłała kilka informacji tekstowych niejakiej Angeli, a ich treść głosiła: „Dziękuję za twoje wsparcie, jakim obdarzałaś mnie przez ostatnich kilka tygodni. Poczyniłam spore postępy. Czuję się tak, jakbym potrafiła ponownie stawić mu czoła." Co to, do cholery, miało znaczyć? Miedzianowłosy przeszedł książki adresowej, przewijając ją. Porównywał widniejące tam nazwiska ze swoim własnym mentalnym inwentarzem. Kim byli ci wszyscy ludzie w jej aparacie telefonicznym? Edward otworzył kontakt przypisany sobie samemu, aby zapoznać się ze szczegółami. Brunetka posiadała jego prawidłowy numer telefonu. Jedyne co widniało w tej zakładce to jego imię i właśnie ciąg cyferek. To sprawiało wrażenie zupełnie bezosobowego.
Młodszy z Cullenów zerknął na brata. Przez moment jego czoło przecinała zmarszczka. W końcu przypomniał sobie swoje wcześniejsze pytanie i odpowiedział na nie cierpko:
– Ona nie chce stabilizacji. Myślę, że zapadła w jakąś śpiączkę.
– Nie jest istotne to, co ty myślisz. Ona wybrała jego. Czemu cię to w ogóle obchodzi? Nigdy nie zrozumiem, co łączy ciebie i ją.
Emmetta przywitała cisza.
– Ona należy do mnie. – Ton głosu Edwarda sugerował ostateczne stanowisko poparte faktami.
Jego pięść zacisnęła się na pierścionku z diamentem.
– Potrafisz czytać jej w myślach, racja? – Starszy z Cullenów powiedział to mimochodem, jednak szok, jaki wywołało to stwierdzenie, odbił się echem po pomieszczeniu.
Emm poruszył wreszcie nietykalny temat. Miedzianowłosy gapił się na niego przerażony, a szczęka lekko mu opadła.
– Edwardzie, jak niby miałem się o tym nie dowiedzieć? Czy wydawało ci się, że nie zauważę tych jednostronnych konwersacji, które wy dwoje prowadziliście jako sześciolatkowie? Tego, że kiedy graliśmy w „Go Fish" zawsze kompletnie ją unicestwiałeś? Albo tego, jak znalazłeś jej ukryte czekoladowe jajko wielkanocne tylko dzięki przyłożeniu palca do jej czoła? – Starszy z Cullenów uśmiechnął się smutno, zapatrując się w palenisko. – Biedny dzieciak. Nigdy nie miała z tobą żadnych szans. Była niczym twoja wymyślona przyjaciółka z tym, że naprawdę istniała. Jedyna rzecz, jaką chciałbym wiedzieć to… jak to robisz? – Spojrzał bezpośrednio na swojego brata. – A co ja myślę?
– Emmett, ty dupku. – Edward rozpromienił się delikatnie na twarzy, uparcie nie dając po sobie niczego poznać.
Władza to władza, nieistotne czy prawdziwa, czy też wymyślona.
Postawny chłopak zazgrzytał zębami, nie czując się ani trochę zaskoczony. Nic, co dotyczyło tego konkretnego członka rodziny, nie przychodziło łatwo. Starszego z Cullenów fascynowała koncepcja telepatii. Ślęczał nad wszelkimi możliwymi gazetami oraz nowymi publikacjami dotyczącymi tego zagadnienia. Gdyby wierzył tylko w przekaz słowa pisanego, zlekceważyłby przypadek Edwarda, traktując krewnego wyłącznie jako zręcznego manipulatora. Nie uwierzyłby w to wszystko albo zaliczyłby w poczet dziecięcej wyobraźni, gdyby nie doświadczył tego wszystkiego z pierwszej ręki tak wiele razy. Pamiętał, jak widział pewnego dnia Bellę i swojego brata przez okno, kiedy ci byli nastolatkami. Emmett znajdował się właśnie w kuchni, nalewając sobie odrobinę wody, gdy ich spostrzegł. Młodzi przebywali na zewnątrz, tkwiąc pośrodku ogródka warzywnego. Brunetka stała w grządce kapusty, a Edward naprzeciwko niej, zwracając się do obserwatora plecami.
– Podaj mi ją – powiedział miedzianowłosy, wyciągając rękę ku dziewczynie, jakby prosił o zapłatę.
Mimo iż Bella działała wyraźnie pod przymusem, wsunęła dłoń w tę należącą do chłopaka. Jej twarz ściągnęła się w geście koncentracji, napinając się, a ona sama odwróciła się od niego.
– Nie, podaj mi je! – syknął Edward, po czym nie przykładając do tego najmniejszej wagi zdeptał rządek sałaty znajdujący się tuż za nim.
– Jego imię, Bello. – Brunetka zapatrzyła się w rozmówcę, a jej oblicze wygładziło się.
Ramiona dziewczyny spięły się w słabiutkim geście obronnym. Oboje stali tam w kompletnej ciszy przez kilka chwil. Oczywiście dotąd, nim złość brata obserwatora w końcu nie eksplodowała.
Młodszy z Cullenów podniósł szklankę ze swoją szkocką, po czym opróżniał jej zawartość, nim nie zorientował się, że była pusta. Zlizał pozostałe jeszcze w naczyniu krople.
– Zaraz się wkurwisz, ale przekonałem Bellę do tego, aby udawała, że się we mnie zakochuje. Wiem, że to uszczęśliwi mamę.
Emmett załamał swoje wielkie dłonie i wbrew wszelkim oczekiwaniom Edwarda, wydawał się zamyślony. Za wiele nasłuchał się przez te wszystkie lata. Nic nie mogło go zszokować.
– Cóż… Sądzę, że Esme zawsze wierzyła w to, iż wy dwoje skończycie w końcu jako para.
Miedzianowłosy rozparł się w swoim fotelu, zadowolony z tego, że nie musiał wciskać całej tej idei swojemu bratu.
– Dokładnie to powiedziałem też Belli. Ona po prostu musi udawać, że się we mnie zakochuje, tak byśmy mogli odesłać mamę na tamten świat z ostatnim elementem układanki wpasowanym w swoje miejsce. Jasne i proste zasady.
Emmett utkwił wzrok w suficie i pokręcił głową.
– Spójrz. Nie mogę cię powstrzymać i nic nie zdradzę. Jednak wydaje mi się, że to naprawdę zły pomysł. Nic, co wiąże się z tobą, nie wydaje się łatwe. Ty i mała siostrzyczka mieliście za sobą sporo złych historii. – Uniósł rękę do góry, kiedy młodszy z Cullenów już otworzył usta z zamiarem wszczęcia sprzeczki.
– Edwardzie, raz o mały włos po prostu nie wywlokłeś jej z domówki u Tylera, ponieważ wydawało ci się, że rozmawia z facetem. Zgadza się, faktycznie to robiła, z tą drobną różnicą, iż okazałem się nim ja. Ty jednak wstawiłeś się tak bardzo, że sobie tego nie uświadomiłeś. Bella miała pełne prawo do tego, aby wierzyć, iż jesteś socjopatą.
Spojrzenie miedzianowłosego emanowało nienawiścią. On sam nie lubił, gdy przypominano mu o podobnych incydentach. Sprawiały, że czuł się absurdalnie.
– Nie potrafiłem nic na to poradzić. Upiłem się. Tylko żartowałem – sprzeczał się, przeczesując włosy swoją dłonią.
– Jak cholera. Odstawiłeś niezłą scenkę na trawniku przed domem, drąc się na nią i krzycząc, podczas gdy ona tylko płakała. Wmawiałeś jej, że należy tylko do ciebie. A potem walnąłeś mnie pięścią w brzuch, kiedy podszedłem, aby cię powstrzymać. Ludzie ze szkoły gadali o tym przez całe tygodnie. Bella czuła się jak pośmiewisko. Wszyscy sądzili, że uwikłała się w jakiś połowicznie kazirodczy miłosny trójkąt. A ty jak zawsze się przez to prześlizgnąłeś, migając się od wszelkiej odpowiedzialności.
Pierścionek zaręczynowy z brylantem dyndał w palcach Edwarda, a jego oczy sugerowały, że chłopak nad czymś rozmyśla, gdyż pojawiły się w nich błyski. Nagle sprawiał takie wrażenie, jakby nie słuchał swego brata, jakby zmienił właśnie częstotliwość sygnału radiowego. Miedzianowłosy bardzo rzadko przysłuchiwał się temu, co mu nie odpowiadało.
– Zastanawiam się nad tym, czy nie jest aby za późno na to, by zadzwonić do Michaela. Ciekawi mnie, czy takie schludne prawnicze typki już śpią. – Młodszy z Cullenów otworzył klapkę telefonu, na co Emmett poderwał się na równe nogi, stawiając szklankę z ledwo co napoczętą whisky tuż obok pustego naczynia Edwarda.
– Nawet o tym nie myśl, do cholery. – Postawny mężczyzna wyciągnął swoją dłoń. – Oddawaj mi to.
– Ja tylko żartowałem – zaprotestował miedzianowłosy. – Zamierzam ją przeprosić i kupić jej nowy łańcuszek.
Emm gapił się na brata przez dłuższą chwilę, nie będąc w stanie doszukać się jakichkolwiek oznak nieszczerości w wyrazie jego twarzy.
– Zgoda, zobaczymy się rano. – Odszedł korytarzem, a jego kroki okazały się tak ciężkie, że deski podłogowe wydawały z siebie w geście protestu cichy jęk.
Edward zapatrzył się w ogień w kominku i opróżnił każdą z pozostałych w szklance starszego z Cullenów kroplę szkockiej. Wsadził sobie pierścionek Belli do ust, ssąc go, a także testując gorzko – słone złoto. Okręcał sobie ostry brylant wokół języka.
Zegar zaczął tykać, co wprawiło miedzianowłosego w zniecierpliwienie. Chłopak nie potrafił znieść dźwięku cykania. To brzmiało całkiem jak zmarnowany czas. Bawił się telefonem Belli.
Przechylał go na boki, całkiem, jakby była to czarodziejska, szklana kula, a sam ekran ujawniły znaki układające się w wyraz: tak. Znajome wyrzuty sumienia i poczucie zadawanej komuś krzywdy zaczęły go irytować.
Wybrał odpowiedni numer. I wcisnął przycisk połącz.
***
Bella wybuchła śmiechem, podczas gdy razem z Rose wdrapywały się po schodach na drugie piętro, kierując się do dawnej sypialni Emmetta.
– Tak, on dzwoni do mnie mniej dwukrotnie w ciągu roku, pijany przy tym i samotny z pokoju hotelowego w jakimś przypadkowym kraiku. To wyjątkowo nędzne kwestie. – Głos brunetki rozbrzmiewał zwodniczą lekkością.
Rosalie prychnęła, po czym obie przystanęły na pierwszym piętrze.
– Jakiego rodzaju rzeczy ci opowiada? – spytała zafascynowana.
– Najbardziej wkurzający jest fakt, że dzwoni w nocy, ale ta pora dnia dotyczy tylko miejsca, w którym aktualnie przebywa. Nie bierze pod uwagę innych stref czasowych. Czasami otrzymuję telefon o dziesiątego rano w niedzielę albo o w pół do czwartej popołudniu w poniedziałek, kiedy akurat siedzę w pracy. To naprawdę irytujące.
Dziewczęta podjęły dalszą wspinaczkę po schodach.
– Przestań robić uniki, Swan, wyduś to z siebie. Jakiego rodzaju rzeczy ci opowiada?
Bella uciszyła ją i otworzyła torbę podróżną blondynki, zachwycając się szerokim asortymentem zlokalizowanych w niej przedmiotów. Taśma miernicza. Stanik. Foremka do pieczenia ciastek. Kłębek wełny.
Przyjaciółki wdrapały się wreszcie na drugie piętro, dostając się do sypialni Emmetta określanej mianem błękitnego pokoju. Weszły do środka. We wnętrzu pomieszczenia panowało urocze ciepło, a Carlisle rozpalił ogień na niewielkim palenisku. Sypialnia pachniała świerkiem całkiem jak w święta Bożego Narodzenia. Rose podeszła do kominka, układając dłonie nad strzelającym płomieniem.
– Opowiadał rzeczy takie jak… – Blondynka nakierowała Bellę na właściwe tory.
Ale ona nie odpowiedziała kompletnie nic.
– No, dalej! Jestem twoją najlepszą przyjaciółką! Powinnam wiedzieć o czymś takim. W przeciwnym razie jak mogłabym ci pomóc?
Brunetka ukucnęła, aby uklęknąć naprzeciwko paleniska i zerknęła na żonę Emmetta z wyrazem twarzy sugerującym zadumę. Rose potrafiła przejrzeć ją na wylot. Dziewczyna poczuła irytację z tytułu tego, że każdy umiał odczytać jej myśli, a potem wyciągnąć je z niej.
– Cóż, ostatnim razem kiedy zadzwonił, działo się to kilka miesięcy temu, w listopadzie, tak sądzę. Telefonował z Nowej Zelandii. Robił zdjęcia lodowców.
– Myślałam, że on zajmował się w tamtym okresie jedynie fotografią wojenną – skomentowała blondynka, poprawiając zakurzone bibeloty stojące na osłonce przeciwżarowej.
– Edward wypełnia sobie w ten sposób wolny czas pomiędzy pstrykaniem ujęć militarnych, tak mi się zdaje. Zwłaszcza, jeśli trafi do kraju, jaki zawsze chciał odwiedzić. – Głos Belli ociekał zazdrością.
Młody Cullen prowadził najbardziej niesamowity styl życia, z jakim się kiedykolwiek spotkała. Spoglądanie do wnętrza jego paszportu przypominało przeglądanie atlasu. Według sprawozdania Esme miedzianowłosy dorobił się drugiego dokumentu w tamtym roku, albowiem wszystkie strony tego wcześniejszego zostały już zapełnione.
– Mówił mi, jak zimno tam było, a także o tym, jak to on i pozostali dziennikarze, z którymi podróżował, natknęli się na gorące źródła w Rotorua, gdzie się upili. Powietrze pachniało niczym zgniłe jaja z powodu unoszącej się nad wodą siarki. Jaki uroczy fetysz. W każdym razie. Zaczął opowiadać mi, jak bardzo za mną tęskni, używając tego swojego specjalnego tonu głosu…
Rose wtrąciła się w przemowę przyjaciółki:
– Jakiego głosu?
– Hmmm… Tego, który łączy w sobie jednocześnie gładkość, szorstkość… Tego, który jest dodatkowo odpowiednio niski. Czy to ma dla ciebie jakiś sens? Od tego momentu domyśliłam się, do czego zmierzał.
Blondynka udała się w kierunku łóżka i położyła się ciężko na plecach.
– A zatem, co powiedział?
– Zaczął mówić mi, jak bardzo za mną tęskni. Że przemierza cały świat wszerz i wzdłuż, a nigdy nie spotkał nikogo choćby w małym stopniu tak atrakcyjnego jak ja. – Bella dłubała w wystrzępionym obszyciu wyblakłego perskiego dywanu leżącego na podłodze, wodząc palcami wzdłuż tkaniny w odcieniu chłodnego błękitu, granatu i szarości. – Co jest kompletną bzdurą. Umawia się z modelkami, na rany Chrystusa.
Dziewczyna zapatrzyła się na swoje paznokcie, krótkie i niczym nie pomalowane. Wyobrażanie sobie Edwarda u boku innej kobiety okazywało się znajomo bolesne, jednak zawsze w jakiś sposób powiewało także nudą oraz siłą. Miedzianowłosy był na tyle wspaniały, że zawsze potrafił skraść serca przedstawicielek płci przeciwnej. Jeśli nastawiał swój umysł na zdobycie względów którejś z nich, te nigdy nie opierały mu się zbyt długo. Wcześniej czy później któraś z nich uziemi go na dobre. Brunetka czuła się oswojona z tą myślą. Od wielu lat przygotowywała się na to, że Esme lub Carlisle wspomną mimochodem o tym, że ich syn wprowadza się do kogoś lub co gorsza oświadcza się jakiejś kobiecie. Nie mógł być całe życie Piotrusiem Panem.
– Jesteś o wiele piękniejsza od któregokolwiek z tych bezdusznych manekinów – Rose zaprotestowała, ziewając. – Choć zaczynam twierdzić, że mój szwagier gustuje w laskach o najczarniejszych duszach, na jakie może się natknąć. Oczywiście, są bardzo ładne, ale zgniłe w środku. – Ciałem blondynki wstrząsnął dreszcz. – Ta, którą ja i Emmett spotkaliśmy kilka lat temu… ugh. Zdaje mi się, że nazywała się Tanya. Gdy tylko spojrzałam jej w oczy, zobaczyłam w nich czyste, wcielone zło.
Bella zaśmiała się w reakcji na ewidentną tendencję Rosalie do wyolbrzymienia pewnych kwestii.
– Cóż, dzięki za opinię co do mojej urody.
– Chryste! Czuję się tak, jakbym rozwierała ci zęby siłą! Co powiedział potem? – Blondynka odczuwała zmęczenie, dlatego też ton jej głosu stał się ostrzejszy.
– Mówił, że chciałby, abym znalazła się u jego boku. Że jest tam zupełnie sam i gdybym leżała obok niego, to on by mnie właśnie dotykał.
Rose uniosła się niezdarnie do góry na łokciach.
– No, robi się nieźle. A co powiedział potem?
Policzki brunetki pałały. Skończyła w pośpiechu.
– Opisywał rozmaite rzeczy, jakie pragnąłby mi robić. Że sprawiłby, iż zapamiętałabym, że należałam do niego. Że w chwili, gdyby tylko mnie tknął, od razu bym się mu poddała. Wiesz, to co zawsze.
Blondynka leżała płasko na posłaniu, poddając się w kwestii wyciągnięcia z przyjaciółki bardziej soczystych szczegółów.
– Gorące. I obskurne. Ale mimo to nadal podniecające. Czy to złe, że uważam, iż mój szwagier jest gorący w pewien perwersyjny sposób?
W tym momencie zapadło dłuższe milczenie. Bella użyła pogrzebacza, aby poprawić ogień w palenisku. Spostrzegła, że Carlisle dodał jako opał igliwie świerku, aby wyzwolić cudowny aromat. Był najbardziej zapobiegawczym mężczyzną, jakiego dziewczyna znała.
– Czy zastanawiałaś się nad tym, że być może Edward dzwoni do ciebie tylko wtedy, kiedy jest pijany, ponieważ tylko wtedy posiada dość odwagi, aby to zrobić?
Brunetka obróciła się w stronę przyjaciółki, ale jedyne, co zobaczyła, to jej stopy.
– A kiedy to on potrzebował pewności siebie? Zwykł brać prysznic w biały dzień przy otwartych drzwiach od łazienki.
Rose westchnęła głęboko. Uniosła dłonie na wysokość swojej twarzy i obróciła pierścionek oczkiem w odpowiednią stronę. Poczuła, że spoczywające w jej łonie dziecko rozprostowało się ukontentowane.
– Czasami facetom ciężko rozmawiać o uczuciach. Szczególnie tym tak skomplikowanym typom jak Edward.
– Edward nie odczuwa nic. – Ton wypowiedzi Belli brzmiał płasko, nie podlegał dyskusji.
Blondynka zaśmiała się dźwięcznie.
– Jego emocje są silniejsze niż kogokolwiek innego.
– Och, Rose. Nie to miałam na myśli. Źle mnie rozumiałaś. Oczywiście on posiada uczucia. To właśnie one zdominowały całe moje życie. Chodzi mi o to, że on nie żywi żadnych emocji względem mnie.
– Jego emocje względem ciebie są najsilniejsze.
– Chyba raczej najostrzejsze… Być może tak. Ale nie mają nic wspólnego z romantyzmem. On nie rozumie tego, czym mnie darzy i prawdopodobnie nigdy tego nie pojmie. A zatem nie istnieje sposobność, abym poddała jego zachowanie analizie. To doprowadziłoby mnie do szaleństwa.
– Czy uważasz, że on się masturbuje, kiedy z tobą rozmawia? – Rose wyszczerzyła się demonicznie.
– Zgaduję, że tak. Pod koniec brakuje mu oddechu.
Blondynka głęboko westchnęła.
– Pod koniec? A zatem, kiedy on dyszy ci do telefonu, ty co robisz? Rozłączasz się? Dmuchasz w nauczycielski gwizdek, aby go zagłuszyć?
Bella milczała.
– Czy ty… mu odpowiadasz?
Brunetka przygryzła swój policzek od wewnątrz.
Rosalie gapiła się w sufit, starając się pogodzić się z tą wizją. Jej przyjaciółka, która robiła sos żurawinowy na święta Bożego Narodzenia? Ta sama, która nadal posiadała domek dla lalek? I to ona świntuszyła z jej szwagrem?
To ma nawet sens. – Pomyślała blondynka.
Michael był strasznym sztywniakiem, a poza tym te ciche dziewczęta okazywały się zawsze lekko zbzikowane. Rose odczuwała tak straszne zmęczenie, że ta rozmowa zaczęła sprawiać wrażenie jej halucynacji.
– Nie mówię kompletnie nic. – Bella zaburzyła tok myślenia swojej przyjaciółki.
Zerknęła na blondynkę z płonącym w jej tęczówkach niewielkim płomieniem.
– A zatem co, po prostu słuchasz?
– Po prostu… Nie rozłączam się – wyjaśniła wreszcie brunetka.
– No proszę, proszę… – Rosalie uniosła niezdarnie dolne kończyny ku górze, wdrapując się pod okrycia w pełni odziana. – To bardzo interesujące.
Bella przyglądała się, jak jej powierniczka zapada w sen.
***
Brunetka wróciła ponownie do białego pokoju i znalazła swój pierścionek zaręczynowy wraz z telefonem komórkowym leżące na środku jej poduszki. Emmett. Jaka ulga, że on także się tutaj znajdował. To wielkie szczęście, że Edward nie położył na tym swoich łap. Dziewczyna potrafiła stwierdzić, że miedzianowłosy nadal nie spał, ponieważ świetlista łuna wykradała się złocistym blaskiem ze szpary w drzwiach. Poza tym Bella mogła usłyszeć rozbrzmiewający cicho w tle „Black Dog" autorstwa Led Zeppelin.
Brunetka dwukrotnie sprawdziła, że jej drzwi od łazienki są zamknięte, nim rozebrała się i stanęła pod strumieniem cieczy. Dokładnie w tym samym punkcie, w którym Edward stawałby nagi każdego ranka. Dziewczyna zadrżała, mimo wysokiej temperatury wody. Jej myśli popłynęły ponownie ku temu wszystkiemu, co zataiła przed Rose. Bella czuła się winna, że zatrzymała to dla siebie, ale nie istniała sposobność, aby wydusiła z siebie na głos którekolwiek z jego słów. Poza tym nie miała pewności, że właściwie je pochwyciła.
***
– Bello – przymilił się do niej, a odgłos jego trzeszczącego pod ciężarem ciała materaca był delikatnie słyszalny w tle. – Bello, moja cudowna Bello. Leżę tutaj, w swoim łóżku, rozmyślając o twoich włosach. Jeśli znajdowałabyś się teraz ze mną, oplótłbym je sobie wokół nadgarstków i pocałowałbym cię. Possałbym twój język, oczywiście tylko odrobinę, bo wiem, że to uwielbiasz. Poza tym podoba ci się, kiedy cię kąsam, mam rację? Kiedy to robię, twoje myśli stają się zbereźne… – Zaśmiał się ochryple, a brunetka rozejrzała się ukradkowo dookoła siebie, aby sprawdzić, czy nikt się jej nie przyglądał.
Wykradła się właśnie z niewiarygodnie nudnej rozprawy sądowej, żywiąc nadzieję, że jakaś sensacja nie będzie miała miejsca pod jej nieobecność. Dziewczyna skierowała swoje kroki do odległej części korytarza, przycupnąwszy na okiennym parapecie.
Była trzecia trzydzieści w poniedziałkowe popołudnie. Edward ewidentnie zalał się w trupa, anonsując jej, że znajduje się w Nowej Zelandii.
Bella tkwiąca w potrzasku dusznego holu niczym pluskwa w słoiku nie potrafiła zabrać głosu z powodu targającej nią zazdrości. Od dobrych paru minut piękny Cullen czynił względem niej żartobliwe uwagi, nim wreszcie przestawił się na tryb długodystansowego uwodziciela.
– Co masz na sobie? – wypaplał gładko, nieświadomy albo niebaczący na to, jak wyświechtana wydawała się jego gadka. – Odzież służbowa – stwierdził wreszcie, pewny siebie.
– Mogę się tym zająć – wymamrotał, niezrażony tonem jej głosu. – Spódnica, biała koszula… I zakładam się, że także twoje słynne okulary. – Bella spojrzała po sobie.
Nie mylił się.
– Cóż, oto jak to widzę. Przekręcę cię na plecy i odgryzę każdy pojedynczy guzik twojej koszuli, zaczynając od tego ulokowanego najniżej… Naprawdę powoli. Przeżuję je i wypluję. – Brwi dziewczyny ściągnęły się, a ona sama wcisnęła się dalej w okienny parapet, jako że grupa odzianych na szaro prawników przeszła obok niej, prowadząc we własnym gronie głośną dyskusję.
– Zostawilibyśmy twoje kujońskie okularki na dłuższy moment… Czy to wciąż te same głupie szkiełka z czarnymi oprawkami? Podniecają mnie tak, że nie masz pojęcia. Czy nadal tam jesteś? – Oddech chłopaka stał się przerywany, na co łechtaczka Belli zadygotała w odpowiedzi, budząc się do życia.
Korytarz ponownie opustoszał. Znowu była całkiem sama, a serce podeszło brunetce do gardła.
– Tak, nadal tam jestem. – Udało jej się powiedzieć to lakonicznie, a ona sama włożyła wszelkie starania w to, aby wypowiedź ta przypominała rozmowę biznesową dla każdego postronnego słuchacza.
W duchu natomiast Bella krzyczała do siebie samej, by się rozłączyć, a mimo to z jakiegoś powodu nie potrafiła wykonać tego zadania. Wyobraźnia Edwarda okazała się niezmiernie żywa. Być może kierowała nią ciekawość, co piękny Cullen powie w następnej kolejności. I prawdopodobnie właśnie dlatego nie była w stanie zawiesić połączenia. Bawiła się jednym z guzików swojej koszuli, zafascynowana.
Odgryzłby je? – Dziewczyna skryła swoje pałające policzki za kurtyną włosów, chowając je przed wzrokiem dowolnego przechodnia.
– Owszem, to właśnie słowa tak użyłabyś, gdybyś znajdowała się teraz przy mnie i wypowiedziałabyś je tym samym nadętym tonem… A zatem podsumowując, zniszczyłbym w cholerę twoją bluzkę, podciągając ją do góry, a następnie związałbym nią twoje nadgarstki tuż nad głową. Następnie rozsunąłbym suwak twojej spódnicy, czyniąc to tak wolno, niezmiernie opieszale… Aż zaczęłabyś mnie błagać, abym się pośpieszył. – W tym momencie głos Edwarda stał się niezwykle szorstki, nim on sam przełknął ślinę i kontynuował: – A potem zsunąłbym ją z ciebie.
Bella ześlizgnęła się z okiennego parapetu. To, że była tak strasznie napalona w pracy, w miejscu publicznym wydawało się po prostu złe. Podjęła podróż korytarzem, w kierunku wyjścia przeciwpożarowego.
– Czyżbyś gdzieś szła? – spytał Cullen, a jego oddech wyraźnie przyśpieszał, dzwoniąc w uszach brunetki. – Słyszę twoje obcasy.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Pchnęła ciężkie drzwi, wkraczając w strefę półcienia i oparła się na nich. Jej skóra stała się wrażliwa na dotyk na tyle, że potrafiła wyczuć chłód wrót, o które się wspierała, co stanowiło niezwykły kontrast względem jej rozgrzanego ciała skrytego pod bawełnianą koszulą. Jej sutki stwardniały.
– Hmmm… Pozwól mi się przyjrzeć – kontynuował Edward. – Będziesz miała na sobie jedynie… stanik, majteczki i rajstopy. – Miedzianowłosy milczał przez kilka chwil, a Bella zamknęła oczy, zagryzając wargę i czując, że robi się coraz bardziej mokra.
Sam dźwięk jego głosu ociekał erotyzmem. Dziewczyna uświadomiła sobie, że musiało to być wyjątkowo dobre połączenie międzynarodowe. Słyszalność była wręcz krystaliczna. Brunetka potrafiła prawie usłyszeć jego oddech tuż przy swoich uszach.
– A zatem… Te rajstopy muszą zniknąć. Prawdopodobnie po prostu podarłbym je na strzępy, liżąc twoją skórę wyłaniającą się z każdej powstałej w ten sposób szczeliny. Najpierw wygryzłbym jedynie niewielki otwór, ale potem poszłoby mi już bardzo łatwo… – Jego głos stał się mroczny, spięty. – Nie będziesz w stanie powstrzymać się od myślenia o tym, co pragnęłabyś, abym zrobił. Ja usłyszę twoje błagania i spełnię te prośby. Uczynię także to, o co prawie modliłabyś się, bym tego zaniechał. I wtedy staniesz się moja, tylko moja... Bezgranicznie. Gdy tylko moje dłonie dotkną twego ciała, tak też właśnie będzie… na zawsze… – Edward zamilkł. Jego oddech rozbrzmiewał urywaną brutalnością, przyśpieszył. – I nic na to nie poradzisz, ponieważ twoje dłonie będą skrępowane.
Bella otworzyła oczy i rzuciła do słuchawki, zanim mogła się w ogóle od tego powstrzymać:
– A jeśli nie będę związana? Może wtedy moje ręce znajdą się na twoich plecach. – Czuła się zirytowana tym, że to zawsze ona występowała w charakterze jego ofiary, jego własności.
Głos chłopaka praktycznie unicestwił łącze telefoniczne, o mały włos nie wyrządzając nieodwracalnego ogłuchnięcia brunetki. Piękny Cullen jęknął, głośno i niezwykle głęboko. Przypominało to zwierzęcy skowyt. Ten dźwięk ociekał czystym seksem. Był stuprocentowo męski, tak bardzo podobny do Edwarda. Bella oplotła ramieniem swój brzuch, starając się zignorować pulsowanie w jej szyi, piersiach, pomiędzy udami, które odezwało się w jej ciele w odpowiedzi na ten odgłos. Panna Swan trwała nieruchomo, gdy tymczasem jego oddech znowu zwolnił.
– No, udało ci się. – Miedzianowłosy zaczął śmiać się leniwie. – Ty brudna dziewczynko. Czy chcesz, żebym dalej do ciebie mówił?
Brunetka pozwoliła, aby chłód emitowany przez drzwi przebiegł po niej całej, formując ochronną powłokę wokół jej jestestwa. Zażenowanie i wstyd, które do tej pory w sobie tłamsiła, uwięziły jej oddech w płucach.
Wreszcie powiedziała z największą godnością, na jaką umiała się zdobyć:
– Do widzenia, Edwardzie.
***
Ciepła woda w prysznicu Belli nagle wyczerpała się, kiedy ciepła struga popłynęła w kabinie prysznicowej Cullena, odtwarzając idealnie tamto uczucie.
N: Kochani!!! Oto zapowiadana niespodzianka:):):) I już można czytać 6 rozdział:):) Kocham Was i w najbliższy czwartek pojawi się rozdział 7...:) Muszę nadgonić inne tłumaczenia i własną twórczość...:) Cierpliwości;) Ja i Sally liczymy na komentarze!!!:**** Podziękowania dla moich cudownych bet!!! You rock girls!!!
