Kakashi wrócił tydzień po tym jak wyruszył i właśnie wyszedł ze szpitala. Czuł się okropnie. Misja poszła źle. Stracił ludzi, niektórzy zostali ranni. Złapali zaginionych ninja, ale cena za to była wysoka. Miał już zaszytą ranę ciętą i zranioną nogę, która będzie mu zapewne dokuczać przez najbliższe parę dni. Wszedł do salonu.
Padł na kanapę odkładając swoją maskę wilka na stół i westchnął czując jak bardzo wszystko go boli. Zamknął oczy ciesząc się, że jest już wreszcie w domu.
Nie mogę znieść tego więcej, to mnie zabija... - pomyślał - Chyba już czas zrezygnować z ANBU, jeżeli tego nie zrobię to mnie zniszczy. Tęsknie za życiem Jonina. Jasne, ANBU daje mi wysoką pozycję, ale chyba już dłużej nie wytrzymam. Nie chcę być potem dla Naruto jedynie pustą skorupą, chcę cieszyć się życiem razem z nim.
Widział jak ludzie odcinali się od emocji tylko po to by pozostać przy zdrowych zmysłach i nie chciał, żeby tak się stało. Wiedział, że to jest to. To była jego ostatnia misja jako ANBU. Chciał zasnąć, ale zaczęły nachodzić go krzyki, te obrazy krwi, które chciały go zostawić. Nagle poczuł czyjąś obecność za sobą i podskoczył obracając się z kunaiem.
- Łooo, spokojnie Jednooki - powiedziała Anko.
Rozluźnił się widząc ją.
- Przepraszam.
- Hej, spoko, każdy tak ma - powiedziała. Sądząc po tym, jak nerwowy był musiał właśnie wrócić z misji. Tym właśnie grozi wysokiej rangi misja, możesz być nerwowy przez godziny, dni a nawet tygodnie po niej. Usiadła naprzeciwko niego i przyjrzała mu się. Miał cięcia na stroju, brud i krew. Dużo krwi. I wyglądało na to, że nie cała należała do niego.
- Wyglądasz okropnie - powiedziała wymuszając lekki uśmiech.
- Czuję się okropnie.
- Jak źle?
- Bardzo. Straciłem dwóch ludzi, paru zostało rannych... jeden stracił nogę. Jego kariera jako ninja skończona.
Anko skrzywiła się. Była jedna rzecz gorsza dla ninja niż śmierć i było nią nie bycie ninja. Najgorszą rzeczą było zostać tak zranionym. Całe życie trenujesz, robisz to co kochasz i w jednym momencie to tracisz.
- Zastanawiam się...
- Nad czym? - zapytała zaskoczona.
- Wracam do bycia Joninem. To koniec. Mam dość tego życia. Chcę być przy Naruto i powrót do bycia Joninem mi to umożliwi. - spojrzał na nią. - Więc, co z nim?
Anko lekko się uśmiechnęła.
- Mieliśmy trudne początki... ale to dobry dzieciak jeżeli wie się jak można sobie z nim poradzić. Nie mam pojęcia skąd bierze tyle energii. - powiedziała, czując się wyczerpana.
- Dałaś mu dziś dużo cukru, prawda? - uśmiechnął się Kakashi widząc jak leniwie przytakuje. - Mówiłem ci, żebyś tego nie robiła, ma wystarczająco energii i bez tego. Dodasz trochę cukru i jest dziesięć razy gorzej. Nie uwierzyłabyś ile musiałem przejść za pierwszym razem.
- Uwierzyłabym, naprawdę. Jak taki dzieciak może być tak nadpobudliwy? - zapytała, a on się jedynie zaśmiał. Poprawił sobie humor po tym wszystkim i Anko domyśliła się, że to jest właśnie to czego potrzebuje. - Poza tym mogłam się trochę zabawić z tym małym chodzącym chaosem. Czasem przychodziła tu ta dziewczynka Hyuga. Nie wiedziałam, że przyjaźni się z kimś z nich.
Skinął głową ciesząc się, że wszystko było w porządku.
- To pewnie Hinata, córka Hiashiego Hyugi.
- Łoooł, masz na myśli Głowę Klanu Hyuga, Hiashiego? - powiedziała zaskoczona na co przytaknął. - Rany, nigdy nie widziałam gościa na żywo, przynajmniej tak mi się zdaje. Jakiś gościu o imieniu Hizashi ją podrzucił - zamilkła słysząc jego śmiech. - Co?
- Hizashi to młodszy brat bliźniak Hiashiego. Jak mogłaś nie wiedzieć kto jest kto?
Zaczęła się powoli irytować.
- Hej, to nie była moja wina! Dla mnie oni wszyscy wyglądają tak samo. Długie włosy, takie same oczy i rodzaje ubrań, jak jakieś klony czy coś. - skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła głowę czując się trochę zawstydzona, ale starała się tego nie okazać.
- Cóż, w każdym razie cieszę się, że nie było żadnych problemów, ale teraz trochę się prześpię.
- Chyba czas już iść skoro wróciłeś - wstała zmęczona. Czekała na nią godzinna droga powrotna do domu, chociaż nie za bardzo podobała jej się perspektywa chodzenia takiego kawału o tej porze w nocy.
- Możesz tu zostać - powiedział Kakashi a ona spojrzała na niego zaskoczona. - Nie puszczę cię o tej godzinie, w dodatku Naruto pewnie będzie chciał się rano pożegnać.
- Więc gdzie będziesz spał? - uśmiechnęła się złośliwie kładąc ręce na biodrach. - Spałam w twoim łóżku i tak łatwo ci go nie oddam.
- Nie martw się. Nie sądzę bym mógł się stąd ruszyć, a kanapa mi pasuje. - położył się i prawie od razu odpłynął. Anko uśmiechnęła się na ten widok i skierowała się do jego pokoju, ale po chwili się zatrzymała. Odczekała parę minut i cicho zakradła się z powrotem. Zauważyła, że już zasnął więc to była dobra okazja. Musiała zobaczyć co jest pod tą maską. Delikatnie podeszła do kanapy i zaczęła wolno przybliżać rękę do twarzy. Wstrzymała oddech i nagle jego ręka wystrzeliła i złapała ją za nadgarstek. Podskoczyła, ale nadal była cicho.
- Okej, jasne, możesz przestać udawać... Kakashi... hej... to nie jest śmieszne...
Usłyszała ciche mruknięcie i ręka ją puściła. Wytrzeszczyła oczy. On nadal spał! Złapał jej rękę w odruchu co było zaskakujące, o ile nie straszne skoro wiedział jak to zrobić. Chciała spróbować jeszcze raz, ale wycofała się. Pewnego dnia jeszcze znajdzie sposób na ściągnięcie tej maski i zobaczy co za tajemnica się za tym kryje. Sprawdziła czy Naruto nadal śpi i już miała ochotę wziąć jego wypchaną zabawkę, położyć ją koło Kakashiego i zrobić zdjęcie.
Szkoda, że nie wzięła ze sobą aparatu. Zawsze coś do zapamiętania następnym razem. Poszła do łóżka i zasnęła dość szybko, Naruto wykończył ją kolejny dzień z rzędu. Obudziła się oślepiona słońcem i jęknęła przewracając się na drugi bok i nakrywając kołdrę na głowę.
- Boże, dajcie mi dospać. - wymamrotała próbując z powrotem zasnąć. Niestety, była tym rodzajem ludzi, że gdy obudziła się nie potrafiła znowu zasnąć. Próbowała przez 15 minut po czym poddała się i poszła zrobić sobie kawy. Idąc zauważyła, że kanapa jest pusta a maska wilka nadal leżała na stole. Uniosła brew i zerknęła do kuchni.
- Ciekawe gdzie jest? - pomyślała i przypomniała sobie jego zakrwawiony i podarty strój i fakt, że dopiero co wrócił z misji. - Pewnie bierze prysznic w łazience czy coś. Wątpię, żeby chciał by dzieciak zobaczył go w tak zakrwawionym stanie.
Zaczęła robić kawę i śniadanie gdy poczuła, że ktoś jest za nią. Szybko się odwróciła i zobaczyła, że był to Kakashi. Musiała przyznać, że nawet go nie słyszała. Miał na sobie luźne spodnie, koszulkę ale nadal tą cholerną maskę i jedno zakryte oko.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. - westchnął siadając i czując jak wszystkie fizyczne obrażenia zaczynają boleć. - Rany, wyglądasz tak delikatnie - ledwo zdołał uniknąć noża kuchennego, który w niego rzuciła, chociaż zapewne gdyby chciała, trafiłaby.
- To ostrzeżenie, jasne? - zapytała a on przytaknął. - To dobrze, bo nie ma możliwości, żebym jakkolwiek, kiedykolwiek wyglądała "delikatnie", Cyklopie.
Chwilę potem Kakashi pomagał przy śniadaniu, w końcu minęło trochę czasu odkąd jadł porządny posiłek. Racje żywnościowe nie było najlepszym jedzeniem i dodatkowo chciał zrobić trochę ramen dla Naruto. Zawsze je robił gdy wracał z misji i wiedział, że to poprawi chłopcu humor. Niedługo po tym blondyn wszedł do pokoju przecierając śpiąco oczy.
- ...dobry...
- Cześć, synu.
Naruto wytrzeszczył oczy patrząc na uśmiechającą się zamaskowaną twarz Kakashiego.
- Tatusiu! - podbiegł przytulając nogi mężczyzny. Kakashi zmierzwił mu włosy ciesząc się, że znowu go widzi. Anko przyglądała się tej scenie z uśmiechem. Ledwo pamiętała swoją rodzinę jako dziecko, ale jedyne co pamiętała to, że była wtedy szczęśliwa, chociaż było to bardzo dawno. Mogła zobaczyć jak wiele oni dla siebie znaczyli.
Przyglądała się jak Kakashi, jeden z najbardziej siejących strach ninja poza wioską, geniusz, syn legendy, zachowuje się przy niej jak normalny ojciec. Nie było pewna czy to niszczyło złudzenie, które wielu stworzyło wokół niego, ale widziała go teraz bardziej jako normalnego człowieka. Zjedli razem śniadanie, co było dość dziwnie gdyż zawsze jadła samotnie w swoim mieszkaniu.
Nawet jeżeli miała jakieś męskie towarzystwo na wieczór, to najczęściej wywalała go tej samej nocy lub rano. Doszła do wniosku, że nie jest typem, który wiąże się na stałe w związek, to tylko komplikowało życie. Chociaż cząstka jej czuła się teraz dobrze, jakby była znów zwykłą osobą. Siedzieć sobie przy śniadaniu z głośnym, nadpobudliwym dzieckiem i jego rozleniwionym ojcem, który wysłuchiwał wszystkiego co jego syn mu opowiadał. Czuła się tak surrealistycznie będąc tutaj. Ale podobało jej się.
Po śniadaniu przygotowała się i już miała wychodzić, gdy podszedł do niej Naruto.
- Hej, myślisz, że możesz jeszcze kiedyś wpaść?
Mogła zobaczyć ten wyraz twarzy pełen nadziei i prawdą było, że polubiła tego dzieciaka.
- Myślę, że tak.
Uśmiechnął się szeroko.
- Super! Za miesiąc mam urodziny, chcesz przyjść?
- Nie wiem... - nigdy nie była na tego typu przyjęciu.
- Cóż, mam nadzieję, że będziesz - powiedział Kakashi wychodząc zza rogu. - Zdaje się, że Naruto cię polubił a im więcej tym lepiej, prawda?
- Taak! - wyszczerzył zęby w jej stronę, a ona wzruszyła ramionami.
- Jak... jak nie będę zajęta to wpadnę.
- Super! Dzięki Ciociu Anko, mam nadzieję, że będziesz! - Naruto odbiegł szczęśliwy, że chociaż raz ktoś nowy pojawi się na jego urodzinach. Było fajnie z tatą, ale inne dzieci miały mnóstwo swoich przyjaciół, a on miał tylko Hinatę, Gaia i Irukę. Miał nadzieję, że Anko się pokaże, w dodatku była zabawna.
- Ciocia Anko? - spojrzała na Kakashiego.
- Hmmm... Naprawdę zrobiłaś na nim wrażenie, nie daję tych "tytułów" byle komu. Chyba naprawdę cię polubił. - uśmiechnął się.
Cicho mruknęła i odwróciła się do wyjścia. Mimo, że tego nie okazała, zrobiło jej się miło wiedząc to.
- Urodziny Naruto -
Naruto obudził się rano i gdy już trochę się ocknął zdał sobie sprawę co dziś za dzień. Zeskoczył z łóżka i pobiegł do kuchni gdzie Kakashi czekał już z przygotowanym śniadaniem. Chłopiec natychmiast zaczął wcinać.
- Zwolnij synu - Kakashi się uśmiechnął.
- Przepraszam tato, ale są moje urodziny! I w tym roku będą najlepsze!
Nie mógł się doczekać. Po raz pierwszy będzie miał tyle gości. Hinata miała przyjść, Iruka, Staruszek w szatach, Gai powiedział, że wpadnie i miał nadzieję, że będzie też Anko.
- Cóż, skoro to twoje urodziny, myślę, że możesz odpuścić sobie dzisiejszy trening.
- Łeeeee, muszę?
Kakashi był zaskoczony.
- Naprawdę chcesz dzisiaj trenować?
- No tak, a jak inaczej zostanę wielkim ninja?
Kakashi uśmiechnął się i zdjął maskę do jedzenia. To był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy jadł wolno z Naruto. Cieszył się też, że jego syn miał takie podejście, chociaż zdawało się, że Naruto traktował trening jako jakiś rodzaj zabawy.
- Dobra, to zaraz trochę potrenujemy przed przyjściem innych.
Naruto zeskoczył z krzesła z krzykiem, a Kakashi się zaśmiał. Nie było wątpliwości, że blondyn był najbardziej żywiołowym dzieckiem na całej planecie i cieszył się, że się nim zajmuje.
Trochę później, tego samego dnia, Hinata Hyuga szła w stronę domu Naruto z prezentem. Miała nadzieję, że mu się spodoba, chociaż bała się też, że może jednak nie. Był to w końcu pierwszy prezent jaki kupiła dla przyjaciela. Na szczęście uspokajała ją trochę obecność matki.
- Bądź grzecznym gościem, dobrze? - powiedziała jej matka delikatnie, a ona skinęła głową. Dotarły do domu Hatake miło przywitane przez pełnego energii chłopca. Złapał ją za rękę i zaprowadził do środka. Jej matka jedynie lekko się uśmiechnęła wchodząc. Zauważyła Kakashiego z młodym mężczyzną z blizną na twarzy.
- Dobrze, że przyszłaś - Kakashi się uśmiechnął (chociaż mogła się tylko domyślać, gdyż nadal miał na sobie maskę) - To Iruka, czasem zajmuje się Naruto i jest dla niego prawie jak przyrodni brat.
Iruka wyglądał na lekko zawstydzonego.
- To nic specjalnego, sam nie mam rodziny a Naruto jest... cóż, trzeba się do niego przyzwyczaić, ale można fajnie się z nim zabawić i nigdy nie da się nudzić.
Skinęła głową.
- Też to zauważyłam.
Gdy dwójka dzieci razem się bawiła pojawili się następni goście. Najpierw przyszedł Gai powitany radośnie przez Naruto i obojętnie przez Kakashiego. Przez to Gai zaczął opowiadać o tym jak nastawienie Kakashiego zawsze było "takie wyluzowane i fajne" zawsze gdy on okazywał swoje "płomienie młodości". Kakashi jedynie odpowiedział pytaniem, czy coś mówił przez co twarz drugiego ninja opadła. Tak naprawdę Kakashi po prostu wyłączał się gdy Gai zaczynał się nakręcać i chociaż wiedział o co mu chodzi, zabawnie było go tym drażnić.
Następnym gościem, którego nie spodziewała się zobaczyć głowa rodu Hyuga, był sam Hokage. Wszedł jak zawsze w swoich białych szatach uśmiechając się gdy Kakashi podszedł by go powitać. Chwilę stała zaskoczona, nie miała pojęcia, że Naruto znał Hokage osobiście.
- Hej, Staruszku! - krzyknął Naruto podbiegając do niego. Pomyślała, że Hokage da mu naganę, ale zamiast tego się uśmiechnął.
- Witaj Naruto, jak się dziś masz? - zapytał lekko się schylając.
- Świetnie! To będą najlepsze urodziny jakie kiedykolwiek miałem! - wyszczerzył zęby.
- Mają między sobą specjalne stosunki. - Kakashi szepnął do matki Hinaty, zaskoczonej tym jak szybko znalazł się przy niej. - Mógłby przestać go tak nazywać, ale dla niego to tak, jakby nadal mu honorowy tytuł. Tak jak Gaia nazywa "wujkiem" a kiedyś słyszałem jak do Iruki zwracał się "starszy bracie". W ten sposób okazuje przywiązanie do swoich bliskich.
Pokiwała ze zrozumieniem. Niedługo potem pojawił się następny gość. Bardzo seksownie ubrana kobieta, jak się potem okazało, nazywała się Anko. Teraz rozumiała dlaczego gdy brat bliźniak jej męża wrócił kiedyś od nich mruczał coś o nieprzyzwoitych kobietach ninja. Anko miała na sobie rzeczy, w jakich żaden Hyuga nie chciał być widziany publicznie i nie za bardzo podobało jej się, że Hinata w tak młodym wieku będzie na to patrzeć. Ale to były urodziny Naruto i nie chciała tego zepsuć.
- Ach, Kakashi, kiedy usłyszałem, ze wróciłeś do bycia Joninem trochę się ucieszyłem. - uśmiechnął się Gai. - Wreszcie będę mógł się sprawdzić z wielkim Kakashim, najlepszym Joninem w Konoha.
- Do czego zamierzasz Gai? - zapytał zmieszany.
- Po prostu, jesteś najlepszy więc chce cię pokonać w konkurencji, który sam wybiorę.
- Przykro mi, ale jakoś nie jestem zainteresowany.
Naruto to usłyszał i wpadł na pomysł jak podpuścić tatę by się na to zgodził.
- Tato, mówisz ze nie dasz rady pokonać Wujka Gaia? Więc może płomienie młodości są silniejsze i powinienem trenować z nimi po swojej stronie?
- I oto chodzi, Naruto! - Gai strzelił swoją pozę z kciukami do góry.
Jedyne widoczne oko Kakashiego drgnęło. Spędził tyle czasu zdejmując wpływ Gaia na jego syna i nie miał zamiaru mu pozwolić znowu zatruć mu mózgu tymi głupotami "Siły Młodości". Skierował się do ogrodu ciągnąc koszulkę zielonego ninja za sobą.
- Miejmy to już z głowy - mruknął.
Naruto wyszczerzył zęby, ale po chwili zauważył Hokage i podszedł do niego.
- Hej, Staruszku, słyszałem, że jesteś Hokage, no nie? To znaczy, że jesteś najsilniejszym ninja w wiosce?
Hokage spojrzał uważnie na chłopca.
- Tak, Naruto, zakładam, że tak.
- Więc pewnego dnia będę tak silny jak ty... nie, silniejszy niż ty. Będę silniejszy od wszystkich!
- Dlaczego?
Naruto uśmiechnął się, ale jego oczy wyglądały bardziej poważnie, jakby płonęły z jakiegoś powodu.
- Bo pewnego dnia... też będę Hokage!
- Dlaczego chcesz być Hokage, Naruto?
Naruto zastanowił się.
- Wtedy, kiedy ten straszny pan mnie zabrał Wujek Gai mnie uratował... Nie mogłem niż zrobić... ale on mnie uratował. Ratuje i chroni ludzi tej wioski tak jak mój tata, Anko czy Iruka. Wszyscy ich chronią i... ja też chcę chronić innych. Chcę mieć pewność, że nic im nie grozi więc chcę być najsilniejszy.
Hokage był zaskoczony postawą chłopca. Tak bardzo przypomina ojca... Minato, powinieneś być dumny ze swojego syna.
Przyjęcie dalej się rozkręcało i Naruto wpadł na pomysł. Mówił już o tym Hinacie, ale chciał jej chociaż raz pokazać, w końcu jego tata potrafił zrobić taką fajną rzecz.
- Hej tato, możesz wypuścić Pakkuna i innych?
Kakashi spojrzał w dół widząc Naruto z Hinatą.
- Chcesz ich tutaj?
- Tak, powiedziałem Hinacie, że umiesz przywołać psy ninja, które mówią i w ogóle! No i nie widziałem ich od jakiegoś czasu. - Naruto spojrzał w górę posyłając Kakashiemu ten duży niebieskooki wzrok.
Normalnie Kakashi używa psów ninja tylko do tropienia, ale czasem przywoływał je by pilnowały Naruto. W dodatku psy go lubiły i czasem obawiał się czy za bardzo go nie rozpieszczą, ale kiedy wyruszał jedynie na jeden dzień najczęściej właśnie one się nim zajmowały. Pomijając, że były jego urodziny, więc zapewne chciałyby wyjść i tak.
- Dobrze więc, Naruto - powiedział uszczęśliwiając chłopca. Wyjął kunai lekko naciął kciuk. Zauważył, że Hinata stłumiła krzyk zakrywając ręką usta. - Przepraszam, przywołania tego typu potrzebują krwi. - Zaczął tworzyć pieczęcie i gromadzić chakrę. Podczas walki potrzebował do tego zwoju, ale gdy nie spieszył się mógł użyć dłuższej metody. Był pewien, że jeszcze trochę praktycznych ćwiczeń i będzie mógł je przywoływać od razu, ale nie czuł potrzeby robienia tego za często przed pojawieniem się Naruto. Wreszcie skończył.
- Jutsu Przywołania!
Uderzył ręką w ziemię i w chmurze dumy pojawiło się osiem psów, ubranych na niebiesko z, wyglądającymi na dziecięce, rysunkami twarzy na plecach i kawałkami innych ubrań. Byli wszyscy od Bulla, wielkiego buldoga do najmniejszego, ale i najinteligentniejszego z nich, małego mopsa Pakkuna, który zawsze miał depresyjny wyraz twarzy. Kiedyś go o to zapytał, ale odpowiedział jedynie, że to jego normalna twarz. Hinata wytrzeszczyła oczy na psy, gdy najmniejszy z nich podszedł do Naruto, który się do niego schylił.
- Hej Pakkun.
- O, Naruto. Jak się masz? - odpowiedział pies zaskakująco głębokim głosem.
- Dobrze, są dziś moje urodziny i chciałem żebyście poznali moją przyjaciółkę Hinatę. Hej, Hinata! Chodź się przywitać!
Hinata podeszła trochę nerwowo do psów, które spojrzały na nią z ciekawością. Jeden, wielki biały z szarawymi odcieniami zaczął ją trochę obwąchiwać. Zesztywniała niepewna co zrobić i następny, trochę mniejszy, podszedł do niej.
- Spokojnie, jedynie cię sprawdza. Miło nam poznać przyjaciółkę Naruto.
- Tak, jest moją najlepszą przyjaciółką! - powiedział chłopiec uśmiechając się a Hinata się zarumieniła i zaczęła bawić palcami wskazującymi co było jej nerwowym nawykiem. - Hej, może dotknąć twojej łapy? Są super, zawsze takie miękkie i w ogóle.
Pakkun cieszył się, że znalazł kogoś kto to doceniał, bo oczywiście Kakashi nigdy tego nie robił, więc podniósł łapę w stronę nieśmiałej dziewczynki. Zrobiła płochliwie krok i pochyliła się w stronę łapy, która rzeczywiście była zaskakująco miękka.
- J-jest bardzo miła w dotyku, Pakkun-san.
Wreszcie, ludzie to akceptują. Nawet nie zdają sobie sprawy ile pracy wymaga psa utrzymanie ich łap by takie były. - powiedział w myślach.
- Hej, chłopaki, chcecie się pobawić? - powiedział Naruto na co chętnie czekały psy. Jako że były przywoływane głównie na misjach, to było dla nich miłą przerwą.
Kakashi oglądał z uśmiechem jak dwójka dzieci bawi się z przywołanymi zwierzętami. Rozważał nauczanie tej techniki Naruto. W końcu gdyby umiał sam przywoływać psy rozwiązało by to parę spraw. Nie potrzebował do tego nawet kontraktu, gdyż były one przekazywane w rodzinie, sam był tego nauczony przez swojego ojca, więc dobrze by było nauczyć teraz Naruto. I czułby się lepiej wiedząc, że chłopiec ma je przy sobie w razie czego.
Iruka stał obok uśmiechając się do dwójki dzieci. Jakimś cudem Naruto namówił Hinatę by wsiedli na plecy bulldoga i teraz oboje na nim jeździli. Na szczęście nie poruszał się zbyt szybko ale Hinata trzymała się mocno Naruto z czerwonym rumieńcem na twarzy.
- Jest bardzo pociesznym dzieckiem. Nigdy jeszcze nie spotkałem kogoś takiego jak on.
Kakashi skinął głową.
- Tak, właśnie taki jest.
- Chłopiec jest zdecydowanie zaskakujący - uśmiechnął się Hokage trzymając fajkę w dłoni. Widział ogień płonący w Naruto i odpowiednio podtrzymywany, może zajść bardzo daleko w świecie ninja. Zerknął na Kakashiego. Szkoda mu było, że stracił tak obiecującego ANBU, ale Itachi dawał radę przejmując jego obowiązki. Wiedział co się działo, gdy ANBU się wypali. Nie było to zbyt przyjemne dla oka dlatego rozumiał, że Kakashi chce zrezygnować zanim to się stanie.
Musiał też przyznać, że mężczyzna zmienił się od czasu przyjęcia pod swoją opiekę Naruto. Jasne, nadal się spóźniał, ale coraz mniej. Parę razy zdarzyło mu się spóźnić nawet tylko o 5 minut. Nadal odwiedzał pomnik by oddać cześć ale nie spędzał tam godzin, bo musiał zająć się chłopcem. I zauważył, że Kakashi stał się szczęśliwszy. Rzadko można było to zauważyć, ale starzec wiedział na co zawsze zwracać uwagę i dostrzegł zmianę w młodym mężczyźnie.
Zerknął na Anko rozmawiającą z matką rodu Hyuga, która próbowała utrzymać swoją maskę przyzwoitości a którą dziewczyna chciała zniszczyć. Widząc jej minę najprawdopodobniej Anko opowiadała jej jedną z tych historii, które wywracały żołądki na drugą stronę lub sprawiały, że ktoś się rumienił. Nawet ona zdawała się mieć lepsze samopoczucie odkąd poznała Naruto. Jak widać chłopiec miał umiejętność dotykania serc i umysłów tych, którzy weszli z nim w kontakt.
Uśmiechnął się. To zdecydowanie coś, czego będzie potrzebował, jeżeli naprawdę chce zostać Hokage. Lekko zmarszczył brwi przypominając sobie to, co zdarzało się wokół chłopca, "wypadki" i różne inne rzeczy. Dobrze, że jedynie plotki otaczały Naruto, nic konkretnego. Jednakże nadal była część rady, która uważała, że ludzie powinni wiedzieć, na wypadek gdyby pieczęć została złamana.
To było oczywiście niedorzeczne, pieczęć nie mogła zostać złamana przez byle co, ale i tak inni się o to obawiali. Martwił się co się stanie, gdy prawda wyjdzie na jaw. Wiedział, że byli tacy, którzy staną po stronie Naruto. Słyszał o dzieciach, które są ostrzegane by się z nim mnie zadawać, a gdy prawda wycieknie co mogą sobie pomyśleć jeżeli rodzice zaczną jawnie nazywać go demonem i potworem?
Nie podobało mu się to.
Po zabawie, do której Naruto udało się wciągnąć na trochę Irukę, przyszedł czas na prezenty. Twarz chłopca rozjaśniła się widząc różne kolorowe pudełka. Jako pierwsze podniósł to od Hinaty. Otworzył i wyjął kimono w swoim rozmiarze. Było pomarańczowo-czarne, w jego ulubionych kolorach, a także opaska i nowa zabawka.
- Super! Dzięki, Hinata!
Hinata uśmiechnęła się widząc, że mu się spodobało.
Odłożył na bok ubrania, poza opaską, którą założył. Od Iruki dostał książkę o ninja, z której już nie mógł się doczekać by się czegoś nauczyć. Jego tata dał mu nowy strój treningowy i zestaw stępionych kunai, mówiąc, że jest już gotowy by zacząć trening z broniami. Naruto już nie mógł się doczekać by wypróbować je następnego dnia. Od Hokage dostał parę fajnych zabawek a Gai dał mu ochraniacze na ręce i nogi do treningu. Miał zamiar podarować mu kolejny zielony, gumowy kostium, ale Kakashi ostrzegł go, że jeżeli kiedykolwiek spróbuje dać Naruto coś w tym stylu to użyje na nim Sharingana.
Ostatnia była Anko, która wręczyła mu pudełko.
- Nie byłam pewna co ci kupić dzieciaku, ale... chyba ci się spodoba - powiedziała.
Naruto otworzył je i zobaczył parę rzeczy. Wyciągnął maskę. Właściwie, w pudełku były co najmniej cztery zestawy tych samych masek. Wszystkie były czarne, ale miały trzy pomarańczowe ukośne znaki wyglądające jak zwierzęce wąsy na twarzy. Oczy Naruto zapłonęły i założył ją. Teraz z maską i opaską wyglądał jak mniejsza blond wersja Kakashiego.
Kakashi uśmiechnął się na ten widok a Naruto odwzajemnił naśladując swojego tatę z zamkniętymi oczami.
- Świetnie, teraz jest ich dwóch - zaśmiał się Iruka kręcąc głową.
- Masz jakiś problem z moim prezentem, Bliznowaty? - powiedziała Anko niebezpiecznym tonem a on natychmiastowo odskoczył od Jonina. Posłała mu swój nikczemny uśmiech, który wywołał u niego ciarki w złym tego słowa znaczeniu.
- Dzięki Ciociu Anko, jest super! - Naruto naprawdę tak myślał. Z opaską i swoją własną maską bardzo przypominał teraz swojego tatę. Chciał być tak silny jak on a nawet bardziej. Chciał mieć pewność, że jego bliscy będą bezpieczni i miał zamiar trenować ciężko by to osiągnąć. Dzisiaj były jego najlepsze urodziny. Poszedł bawić się z Hinatą w ninja póki mieli jeszcze psy ninja do pomocy.
Następny rozdział 8: Nowe Dzieciaki
