Rozdział 7
Namikaze. Sam nie wiedział czemu zdradził mu kim jest. To był odruch. Jego instynkt samozachowawczy, jakby w tamtym momencie się wyłączył. Ale stało się. Uchiha poznał jedną z jego tajemnic.
Ciekaw był, czy będą z tego jakieś konsekwencje. Co brunet postanowi zrobić z taką informacją? Zachowa ją dla siebie, czy może wręcz przeciwnie? Naruto sądził, że czarnooki nikomu się nie wygada. Jest skrytą i dumną osobą, a gdyby rozpowiedział niepotwierdzoną informacje, że Czwarty Hokage jednak miał syna, byłoby to dla niego niekorzystne.
Wiedział więc, że jego drugie nazwisko pozostanie tajemnicą. Podejrzewał jednak, że Uchiha spróbuje jakoś wykorzystać tą wiedzę. Może szantażem. Jasnowłosy jednak nie przejmował się, że ta tajemnica wyszłaby na jaw. Kiedyś i tak ludzie by ją poznali. Chciał po prostu odwlec ten moment. Najpierw powinien zostać oficjalnie shinobi. Podszkolić swoje umiejętności w praktyce. Zdobyć wiedzę na temat innych nacji w świecie i zarobić trochę pieniędzy na misjach.
Do czego były mu potrzebne pieniądze? Otóż, coraz częściej myślał o opuszczeniu wioski, bądź długich podróżach. Przez te kilka lat, niechęć ludzi do niego, nie zmalała. Z czasem, miał po prostu dość tej atmosfery. Pragnął uwolnić się od tego miejsca i zdobyć rodzinę, która zaakceptuje go, takim jaki jest.
Mieszkańcy Konohy wciąż go atakowali, pogardzali nim, szeptali i wyzywali. Nic się nie zmieniło z ich strony. Natomiast Naruto, po poznaniu z Kyubim, uczył się jak sobie z nimi radzić. Potrafił się skutecznie ukrywać. W razie złapania, umiał się obronić, bądź znów uciec. Nawet nie przeszkadzał mu w tym jego rażąco, pomarańczowy dres. Nie mógł się jeszcze nazwać „mistrzem", ale kamuflować się potrafił całkiem nieźle.
Wraz ze zdobywaną wiedzą, stawał się silniejszy, pewniejszy siebie, spokojniejszy. Ale wciąż dokuczała mu samotność. Miał oczywiście swojego, ukochanego współlokatora, jednak demon nie był w stanie zastąpić człowieka, ani rodzica. Był opiekunem, przyjacielem, mentorem, mistrzem… bratem. Kochał go całym, swoim nastoletnim sercem. Uważał, że gdyby nie poznał Kuramy, nie poradziłby sobie w życiu. Uśmiechał się za każdym razem, gdy przypominał sobie dzień, kiedy poznał jego imię.
Po około 8 miesiącach znajomości, uświadomił sobie, że wciąż zwraca się do niego „Kyubi". Świadomość, że nie zna imienia jego przyjaciela, spowodowała u niego załamanie No bo jak to tak? Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Co z niego był za przyjaciel? Okropny jak widać.
Tamtego pamiętnego dnia, jak burza wpadł do swojego umysłu. Cały zalany łzami, roztrzęsiony i smutny, szlochał koło klatki Lisa. Jego zachowanie przerwało drzemkę demona, więc ten nie wiedząc co się stało, wystraszył się okropnie, widząc stan blondyna. Szukał ran i przeglądał jego ostatnie wspomnienia, jednak nie znalazł nic, co byłoby w stanie do tego doprowadzić. Ośmioletni wtedy chłopak, klęczał z ramionami swobodnie zwisającymi rękami. Jego barki były zgarbione, a głowa opuszczona.
- Jestem okropny… - zdołał powiedzieć. – Tak bardzo… mi wstyd. – jego słowa przerywał szloch. Nie był w stanie się opanować. Natomiast Kyubi był przerażony. Chłopak nigdy wcześniej tak nie płakał. Coś złego musiało się stać.
- Co się stało? – chłopak jednak nie odpowiadał. Wyglądał okropnie taki załamany. Demon pragnął wręcz, jak najszybciej zakończyć cierpienie jasnowłosego. – Naruto, kto cię skrzywdził? Podnieś się i podejdź do mnie, pomogę ci. – w odpowiedzi jednak usłyszał tylko mocniejszy płacz.
- Ale ja… nie powinienem… nie zasługuje…
- Nie rozumiem, gaki. Na co nie zasługujesz? – Lis już całkiem nie wiedział co się dzieje. Roztrzęsiony chłopak, podniósł głowę i skierował na niego swój zapłakany wzrok.
- No bo ja… ja nie wiem… nie wiem jak masz na imię. – Naruto powiedział to tak smutno, że demona coś okropnie ścisnęło za serce. Ból był okropny, jednak czuł też wzruszenie. Dzieciak załamał się tak bardzo, tylko dlatego, że nie znał jego imienia.
Lis nie był nawet pewien, jak powinien zareagować. Wyciągnął więc łapę w kierunku krat i delikatnie złapał nią dzieciaka. Położył go na zwiniętych ogonach i otulił szczelnie. Ułożył swoją głowę jak najbliżej blondyna i przyglądał mu się czule.
- No już bachorze. Nie ma o co, aż tak ryczeć. – mimo tych lekko złośliwych słów, był bardzo szczęśliwy. Chłopcu najwyraźniej bardzo na nim zależało. A poza tym, oprócz jego ojca i braci, nikt wcześniej nie poznał jego imienia. – Na imię mam Kurama. A teraz uśmiechnij się, chcę zobaczyć te twoje straszne zębiska.
Lis po prostu nie mógł patrzeć na łzy chłopca. Miał nadzieję, że chociaż jego ulubionym żartem, zdoła go rozweselić. Pogratulował sobie w myślach, gdy usłyszał mieszający się śmiech i płacz. Z Naruto jakby znikły wszystkie troski, rozluźnił się, uspokoił oddech, przetarł mokre policzki i szeroko się uśmiechał.
- Kurama… - szczęśliwy chłopiec ułożył się wygodnie i wtulił w miękką sierść przyjaciela. Przymknął czerwone od płaczu oczy, a zmęczenie które go dopadło, powoli go usypiało. Zdążył jeszcze jedynie spojrzeć w te czerwone ślepia i wtedy zdecydował się powiedzieć po raz pierwszy, te dwa najważniejsze słowa. – Kocham cię. – po czym zasnął głęboko.
Lis nigdy mu nie powiedział, że gdy zamknął oczy, postrach świata shinobi, również uronił łzy. Nie były one wielkie jak te chłopca. Wypłynęły tylko po jednej z każdego oka, jednak były bardzo wyjątkowe, ponieważ były oznaką szczęścia. Demon czuł wtedy, jakby wstąpiło w niego nowe życie, którego tak bardzo zawsze pragnął. Przysiągł sobie tamtego dnia, że zrobi wszystko, aby ten dzieciak był szczęśliwy. Choćby nawet miał się bratać z wrogiem.
To wspomnienie jest dla Naruto jednym z najważniejszych, ponieważ Kurama jakby się na niego bardziej otworzył. Coraz chętniej sobie żartował, nie był złośliwy, nawet gdy był marudny podczas nauki. Od tamtego dnia, demon zawsze zasypia uśmiechnięty, co wielce radowało chłopaka. Co jakiś czas więc, powtarzał, że kocha go jak brata. Dotychczas jednak nie usłyszał odzewu, ale nie smucił się z tego powodu. Widział przecież ile radości sprawiają Lisowi te słowa, ale po tysiącach lat nienawiści, taka zmiana nastawienia może być dezorientująca.
Zastanawiał się czasem, czy gdyby i on usłyszał choć raz te słowa, to denerwujące uczucie samotności, by zniknęło? Ostatnio wciąż mu dokucza. Wszystko się zaczęło w momencie, gdy zdecydował się pomóc jego rówieśnikowi w ucieczce przed zgrają dziewczyn. Nie myślał wtedy wcale o konsekwencjach, jego ciało samo się poruszyło. Incydent ten okazał się dla niego niekorzystny, ponieważ Uchiha zaczął się mu uważniej przyglądać. Akurat wtedy, gdy Korzeń śledził każdy jego ruch.
Podziemia ANBU, nie były wymarzonym miejscem dla Naruto. Nie miał zamiaru zostać ich bronią, zabawką. Chcieli go przekonać, do wstąpienia do organizacji. Wmawiali mu, że stałby się szanowany jako silny shinobi. Nikt by się już z niego więcej nie śmiał, nie pogardzał. W zamian oczekiwali tylko całkowitego posłuszeństwa. Propozycja całkiem kusząca, jednak spóźnili się.
Kurama zdążył mu już szczegółowo opowiedzieć czym różni się Korzeń od ANBU podlegającym Hokoge. Obie organizacje, skupiały w sobie shinobi o niezwykłych talentach i umiejętnościach. ANBU Konohy potrafili ukryć swoje emocje, przełożyć powodzenie misji nad własne życie. Było to szanowane, choć trochę kontrowersyjne, nie wszyscy bowiem zgadzali się z takim postępowaniem. Natomiast ninja z podziemi, którzy podlegali okrutnemu człowiekowi zwanemu Danzo, nie posiadali żadnych uczuć. Wychowani w bestialskich warunkach, byli jak marionetki. Bez własnego życia, bez własnej woli, gotowi na poświęcenie w każdej chwili.
Nie posiadali uczuć, co czyniło ich bezwzględnymi. Naruto pałał do nich niechęcią. Nigdy nie był jak oni i nigdy nie będzie. Kiedy odmówił dołączenia do organizacji, ci postanowili go obserwować. Chcieli poznać jego upodobania, pragnienia, znajomych i ogólnie cały tryb życia. Znając jego słabości mogliby jeszcze raz spróbować go przekonać, tym razem skutecznie. Z tego powodu, blondyn musiał zmienić swoje zachowanie.
Pierwszą jego myślą, co by chciał zmienić w swoim zachowaniu, to uśmiech. Zazwyczaj ludzie którzy są szczęśliwi, nie wzbudzają podejrzeń. Nie mają tajemnic, zmartwień czy problemów. Na początek Naruto musiał zacząć się ciągle śmiać, co okazało się nie aż takie łatwe. Samo udawanie nie szło mu najgorzej, ale po dłuższym czasie, jednak potrzebował choć odrobiny rozbawienia, aby utrzymać maskę. Samo udawanie szczęśliwego, o dziwo okropnie go smuciło, ponieważ on chciałby taki być, nie tylko takiego grać.
Odkrył więc, że pewne zadowolenie daje mu odgrywanie się na mieszkańcach wioski, za te wszystkie nieprzyjemności, których doświadczył z ich strony. Zaczął więc robić kawały, najlepiej takie najgłupsze jakie przyszły mu tylko do głowy. Po tym podtrzymanie maski szczęśliwego stawało się łatwiejsze. Natomiast jego niedojrzałe zachowanie, miało też dodatkowe plusy. Ludzie na ulicach nie plotkowali już na temat strasznego i złego demona, a raczej głównym tematem, był rozwydrzony i niewychowany dzieciak.
Te obelgi, mimo, że wciąż raniły nastolatka, ułatwiały mu trochę życie. Nie patrzono już zazwyczaj na niego nienawistnym wzrokiem, raczej zdegustowanym. Nie przykładano też, takiej uwagi do uprzykrzania mu życia o każdej porze. W sklepach mógł kupić lepsze produkty, nie tylko te prawie zepsute. Ubrania też kupił sobie nowe i inne, jednak wciąż chodził w pomarańczu dla niepoznaki. Drugie trzymał na specjalne okazje. Kilka drobnych zmian, ale jednak znaczących.
Sytuacja wyglądała tak samo, jeśli chodzi o naukę w Akademii. Udawanie nierozgarniętego i głośnego, odsuwało od niego zainteresowanie. Jego słabe oceny i przeciętne umiejętności, dawały mu więcej swobody. Mógł obserwować uczniów i nauczycieli, gdy myśleli, że buja w obłokach. Podsłuchiwał ważne rozmowy, ponieważ ludzie sądzili, że nie będzie w stanie wykorzystać tych informacji. Znał każdy zakamarek uczelni, więc z łatwością mógł się zakraść do wszystkich pomieszczeń.
Nikt się nie interesuje słabymi uczniami, bez szczególnych umiejętności. Dlatego Korzeń powoli odpuszczał obserwowanie go. Nie potrzebowali kogoś takiego jak on. Wciąż jednak był nienawidzony. Zdarzały się sytuacje jak ta ostatnia, gdzie chcieli go skrzywdzić. Ukrywanie się dobrze mu szło, nawet z Uchihą. Jednak chwilowo zapomniał, że bruneta również obserwują. Zostało więc zauważone, że czarnooki dziwnie się zachowuje i często wgapia się w blondyna. To z kolei zrodziło różne podejrzenia.
Prawie dwa tygodnie unikał Sasuke. Ciemnowłosy za każdym razem gdy widział Naruto, przyglądał mu się uważnie. Starał się go złapać na osobności, jednak blondyn był nieuchwytny. Ten wiedział, że muszą porozmawiać, ale najpierw należało się pozbyć zbędnych oczu, śledzących każdy ich ruch. W tym wypadku, brunet okazał się niecierpliwy, przez co wszystko okazało się trudniejsze. Jasnowłosy wręcz żałował, że tamtego popołudnia pochwalił jego umiejętności krycia się. To było niepojęte, jak bardzo ten chłopak był niedyskretny, w swoich codziennych obserwacjach błękitnookiego.
Naruto próbował zrzucić całą winę na brak doświadczenia, ale wtedy przypominał sobie jaki rodowód posiada jego znajomy. Tą sytuację trzeba było naprawić. Uchiha musiał dostać przysłowiowego kopniaka w dupę. Kiedy tylko nadarzy się korzystna sytuacja, blondyn postanowił porwać kolegę na poważną rozmowę.
Na szczęście z umiejętnościami jasnowłosego, nie trzeba było długo czekać. Zgubienie własnego ogona nie było dla Naruto trudne, robił to dość często. Problemy pojawiły się natomiast, gdy należało „porwać" bruneta. Niczego nieświadomy chłopak, wędrował powoli ulicami wioski i wciąż znajdował się na widoku, co utrudniało sprawę. Blondyn wahał się, czy powinien jakoś zachęcić towarzysza do zmiany kierunku i uliczki, czy raczej należałoby pozbyć się obserwatora.
Wybrał pierwszą opcje, ponieważ był wprawiony bardziej w ucieczkach i ukrywaniu się niż bezpośrednich kontaktach z doświadczonymi shinobi. Analizując kierunek w którym szedł Sasuke, domyślił się, że ten zmierza do swojego mieszkania. W jego pobliżu jednak nie było znanego dla Naruto miejsca, gdzie mogliby niezauważenie zniknąć. Musiał więc jakoś sprawić, aby go zauważył.
Ukrył się w gałęziach drzewa, które rosło dwie ulice przed celem wędrówki bruneta. Jak zdążył zauważyć, obcy shinobi śledził czarnookiego z odległości mniej więcej 50 metrów. Nie powinien więc, niczego usłyszeć, jeśli tylko Sasuke się nie zdradzi. Kiedy zauważył swój cel w pobliżu jego miejsca ukrycia, w myślach prosił Kyubiego, aby wszystko się udało.
Ignorując chiche prychanie wewnątrz swojego umysłu, lekko wprawił gałąź, na której siedział, w ruch. Efektem tego, kilka pojedynczych liści oderwało się od drzewa, spadając prosto pod nogi czarnowłosego. Jako że panowała bezwietrzna pogoda, miał nadzieje, że w ten sposób uda mu się zaciekawić kolegę. Jak się okazało Sasuke nie jest całkowitym ignorantem, ponieważ zatrzymał się pod jego gałęzią.
- Nie spoglądaj w górę. – zauważył, że brunet drgnął zaskoczony. Najwyraźniej się go nie spodziewał. – Wyciągnij portfel i udawaj, że sprawdzasz jego zawartość. – przyglądał się jak Sasuke ostrożnie wykonuje jego polecenia. – Teraz odwróć się z zamyśloną miną i skieruj do Ichiraku na ramen. – zachichotał na tą myśl. Jeszcze mu się nie zdarzyło zobaczyć tam czarnookiego, podobno nie lubi tego dania. Aż żałuje, że nie jest w stanie teraz zobaczyć jego miny.
Z rozbawieniem przyglądał się idącemu brunetowi. Kiedy Naruto był już pewny, że jest bezpiecznie, skierował się do jego ulubionej budki z jedzeniem. Stosując, znane tylko sobie, drogi i przejścia, znalazł się tam bardzo szybko.
- Dzień dobry! – przywitał się serdecznie widząc, że jest jedynym klientem. – Poproszę jedną miskę ramen, ze wszystkimi dodatkami.
- Witaj Naruto! – właściciel uśmiechał się do niego szeroko. – Już podaję, mojemu ulubionemu klientowi.
Blondyn zasiadł zadowolony przed ladą. Uwielbiał tego staruszka, był on jednym z niewielu osób, które zachowywały się w stosunku do niego przyjaźnie. W miedzy czasie, poprosił o kartkę i coś do pisania. Zamierzał zostawić krótką wiadomość dla swojego kolegi.
