-NARUTO! - Ryknął Sasuke, którego znamię zaczęło wręcz szaleć. Zraniony blondyn upadł na ziemię. Momochi nie znał jednak litości, zaczął kopać leżącego już jinchurikiego. Po chwili męczarni nadszedł czas na ostateczny atak. Zabuza ułożył odpowiednie pieczęcie a następnie użył:
-Suiton: Daibakufu no Jutsu! - Wtem ogromna fala odepchnęła Naruto na bardzo daleką odległość. Opadł bezwładnie na ziemię, tracąc z pola widzenia Zabuzę i Sasuke.
Naruto: Cień Konohy
Rozdział 7: Nowa technika
-SASUKE! - Zawołał Naruto, lecz nie usłyszał odpowiedzi - Cholera! Cholera! Cholera! W którą stronę iść!? GDZIE JESTEŚ, SASUKE!? - Zawołał ponownie, lecz efekt był taki sam, jak poprzednio. Blondyn rozejrzał się dookoła, zdeterminowany i wypełniony niewiedzą, co dalej uczynić, wpadł na pewien pomysł - Kage Bunshin no Jutsu! - Naruto utworzył dziesięć klonów, a następnie każdy z nich rozbiegł się w inną stronę w celu odnalezienia Sasuke.
15 minut później
Jeden z klonów zauważył Momochiego celującego mieczem w Uchichę. W ostatnim momencie atak Momochiego odparł Naruto, który przyjął cięcie wymierzone w Sasuke na swe barki. Przestraszony Uchicha zaczął krzyczeć:
-NARUTO! - Lecz blondyn odparł mu tylko:
-Spokojnie... zaraz po ciebie przyjdę... - Naruto zamienił się w parę i znikł. Wtedy było już jasne że to tylko klon. Sasuke kopnął z całej siły w brzuch Zabuzę. Nie był on w stanie zablokować ataku Uchichy, gdyż był on niewidoczny ze względu na parę jaką wytworzył klon Jinchurikiego. Jednak ninja z Kraju Fal był bardzo dobrze zbudowany, ataki fizyczne praktycznie nie skutkowały, dlatego też młody brunet, resztkami swej chakry, wykonał technikę która mogłaby unieszkodliwić Momochiego aż do czasu dotarcia na pole walki Naruto - Katon: Hōsenka Tsumabeni! - Sasuke wyrzucił całą resztę swych shurikenów i kunai, a następnie wydychał na nie swoją resztkę ognia, dzięki czemu bronie były w stanie poważnie poszczerbić miecz Zabuzy a także jego ciało. Obydwoje którzy toczyli ze sobą bój, zostali unieszkodliwieni i padli na ziemię. Dobrze zbudowany Momochi zaczynał się podnosić. Jedyną myślą Sasuke w tej chwili było: "Naruto, obyś zdążył na czas".
-Huh... czyżbyś już zamierzał się poddać? - Zapytał stojący nad Sasuke Zabuza. Uchicha nic nie odpowiedział, splunął Momochiemu w twarz - Sukinsyn! Wezmę twe oczy, a następnie będę cię zabijał bardzo powoli, tak, abyś dowiedział się co to prawdziwy ból!
-Z... zamknij pysk! - Odparł Sasuke
-Mocny w gębie, nieprawdaż? Zobaczymy jak będziesz szczekać gdy zacznę cię ćwiartować!
-P... prędzej sam wydłubię sobie oczy... niż dam je komuś takiemu jak ty...
-Koniec tego. Pora abyś zginął - Zabuza podniósł swój miecz. Miał już nawet zadać cios lecz...
5 minut wcześniej
okolice pola treningowego
-Gdzie teraz, Hinato? - Zapytał zmęczony biegiem mistrz Iruka.
-Ciągle przed siebie, nie zostało nam więcej niż sto metrów! - Odparła nieśmiała Hyuga, która miała aktywowanego Byakugana. Aby mieć pewność odbicia Sasuke zabrała ze sobą dwie osoby, mistrza Irukę, nauczyciela początkujących ninja, oraz doskonałego młodego stratega, Shikamaru Narę. Gdy tylko najwyższy urząd Konohy zauważył niezwykle gęstą mgłę, sprowadził do siebie młodą Hinatę, gdyż była ona jedyną posiadaczką Byakugana przebywającą wewnątrz wioski. Dostrzegła ona wybuchy i niezwykle potężne skupiska chakry. Sam Trzeci Hokage nakazał tej oto trójce zbadać tę sytuację i ewentualnie interweniować. Gdy byli już parę metrów przed celem, Hinata wydała rozkaz:
-Zatrzymajcie się! - Wykonano - Uh... Shikamaru, użyj techniki kontrolowania cieniem. Widzisz tego wysokiego mężczyznę? Tego celującego mieczem na leżącego?
-Ta... - Odparł Shikamaru
-W takim razie postaraj się przejąć nad nim kontrolę, wtedy ja poprowadzę mistrza Irukę i razem zaatakujemy tego mężczyznę!
-Eh... to takie kłopotliwe... nie chce mi się marnować chakry... a poza tym, nie wyspałem się...
-Proszę! On może zginąć!
-Uh... dobra, dobra... Kagemane no Jutsu! - Spod Shikamaru wydostał się długi, ciągle rozciągający się wzdłuż cień. Po chwili młodemu Narze udało się przejąć kontrolę nad Zabuzą. Hinata i Iruka pobiegli w stronę shinobiego z Kraju Fal. Mistrz młodych ninja wbił Zabuzie w lewe ramię kunai. Po chwili jednak Momochi chwycił go z całej siły za szyję. Parę chwil później Iruce zabrakło tchu w piersiach i upadł na ziemię.
-Och... przybyła hałaśliwa gromadka? - Zapytał grubiańsko Zabuza - Żałosne... wszyscy jesteście żałośni...
-Przestań obrażać moich uczniów! - Wykrzyknął leżący Iruka, lecz Momochi przycisnął swą stopą jego głowę do ziemi
-Zamknij się... nikt nie ma ochoty cię słuchać - Iruka stracił przytomność - cóż... teraz zostało dwóch pachołków, a potem bez problemu dostanę sharingana!
-Jeżeli już o tym mówisz, to TRZECH! - Wykrzyknął nadbiegający Naruto
-Jeszcze jeden? Irytujące...
-Uważasz że jestem tylko nic nie znaczącym śmieciem, jak ty!? Mylisz się! Kage Bunshin no Jutsu! - Naruto utworzył pięć klonów - Pora użyć kombinacji którą sam wymyśliłem! - Jeden z klonów uderzył Zabuzę od frontu w twarz, natomiast cztery pozostałe wybiły bo kopniakami w górę, wykrzykując przy tym - U-ZU-MA-KI! - Prawdziwy Naruto podskoczył na wysokość Momochiego kopiąc go w twarz, wykrzykując - NARUTO RENDAN! - Zabuza upadł na ziemię, z hukiem uderzając głową o ziemię. Klony blondyna zniknęły
-Huh... żartujesz sobie? - Zapytał ironicznie podnoszący się już z ziemi Momochi - Myślisz, że cokolwiek poczułem? Cóż... widzę że nie mam do czynienia z nowicjuszami... dlatego też użyję mojej obrony doskonałej! Sam ulepszyłem tę technikę, dzięki czemu będę celem praktycznie nie do zdobycia! Suiton: Suijinheki! - Wokół Zabuzy pojawiła się przeźroczysta tafla wody, wręcz przesączona chakrą.
-C... co to!?
-Moja doskonała tafla wody obronnej... spróbujesz ją przebić?
-Nie prowokuj mnie!
-Aha... czyli mam rozumieć, że się poddajesz, a ja będę mógł sobie w spokoju przejąć sharingana Sasuke?
-S...sharingana? To po to tu przybyłeś!?
-Nie mam ochoty walczyć, po prostu dajcie mi Uchichę, a puszczę was wolno!
-Wal się! Nie oddam go choćby za cenę życia!
-W takim razie walcz... jeżeli się odważysz...
-Cóż... widzę że bez walki się nie obejdzie... w takim razie użyję "tej" techniki... co prawda, jest ona jeszcze niedokończona, ale... nie mam innego wyjścia - Sasuke podniósł się z ziemi i zapytał się Naruto:
-Jaka znowu niedokończona technika?
-Zobaczysz... Kage Bunshin no Jutsu! - Naruto tym razem utworzył tylko jednego klona. Po chwili prawdziwy jinchuriki wyłożył dłoń przed siebie, natomiast klon zaczął nad nią krążyć swą ręką. Pomiędzy ich rękoma powstała kula która była mieszaniną powietrza i chakry. Klon zniknął, a prawdziwy Naruto wykrzyknął w końcu nazwę techniki - RASENGAN!
-Naruto... co to?
-Pora zaprezentować ci technikę, która znacznie przerasta twoje ogniste techniki! Mieszanina chakry i powietrza!
-Czy... no wiesz... Kyubi cię tego nauczył?
-T... tak... wiem że przez to może zaprzestać nauczać mnie kolejnych technik ale... muszę cię obronić! Obronię nas! Obronię wszystkich tutaj zgromadzonych! Mnie, Ciebie, Mistrza Irukę, Hinatę i... i... i...
-Shikamaru...
-Shikamaru! Zabiję tego całego Zabuzę! - Naruto rzucił się na Momochiego ze swym rasenganem
-Bezsensowne... moja woda jest wypełniona chakrą... nie uda ci się jej przebić! - Jednak blondyn się nie zatrzymał, uderzył kulą chakry w tarczę Zabuzy, lecz było to pozbawione sensu, gdyż nie udało mu się nawet jej zadrapać... - Mówiłem... a teraz zezwólcie na mój atak... Suiton: Daikōdan no Jutsu! - Momochi utworzył gigantycznego wodnego rekina, z którego ust natomiast wydostawały się zabójcze odłamki wody. Shikamaru i Naruto byli w stanie obronić się przed nimi używając swych kunai. Sasuke był w stanie unikać ich gdyż posiadał nie lada refleks. Gorzej było z Hinatą i mistrzem Iruką gdyż... ich stan nie był idealny... młoda Hyuga to... zwykła niezdara, natomiast Iruka... cóż... nie mógł się nawet poruszyć.
-Cholera... muszę coś zrobić - Utworzył więc dziesięć klonów cienia, pięć podbiegło do Hinaty, pozostała piątka dotarła natomiast do mistrza Iruki. Otoczyły one ich, przyjmując na siebie wodne ataki Zabuzy. Był to bowiem jedyny sposób na ich ocalenie. Gdy pocisków zabrakło, Momochi w miarę cicho i spokojnie powiedział:
-Przygotujcie się na eksplozję - Wielki wodny rekin eksplodował tworząc kolosalną falę rozlewającą się na wszystkie strony. Wszyscy zostali ciężko ranni, oprócz Zabuzy, oczywiście, gdyż był on zakryty swą tarczą.
-Kurcze! Ale jestem obolały! Pozostali jednak też nie mają lepiej, ale... chwila... czyżby mgła opadała? Rzeczywiście, jest o wiele mniej gęsta! NO JASNE! Przecież Momochi używa wody z tej oto mgły do wykonywania technik... a to znaczy... że nie może on wykonywać więcej technik, gdyż mgła opadnie, a wtedy zostanie on zwierzyną w oczach naszych najlepszych shinobi! Jedyną jego możliwością jest atak fizyczny! Jednak musimy się spieszyć, bo mgła cały czas staje się coraz gęściejsza! Atakujmy, Sasuke!
-Jasne - Odparł. Obydwoje rzucili się na Zabuzę. Uchicha używał technik ognia, natomiast Naruto blokował go, używając co chwila klonów cienia. Shikamaru starał się złapać go w swoje cienie których wypuszczał bardzo wiele, co jeszcze bardziej ograniczało ruchy Zabuzy. Hinata tylko się przyglądała.
Po chwili jednak wydarzyło się coś niesamowitego. Naruto utworzył Rasengana, natomiast Sasuke przypadkiem potraktował jutsu jinchurikiego ogniem, tworząc kulę chakry większą niż poprzednio, do tego płonącą. Przerażony Naruto zapytał się Sasuke:
-Co to jest!?
-Wygląda na to, że łącząc twoją naturę powietrza z moją naturą ognia możemy wykonać technikę zmącania ognia! Naruto! To wielka, ognista, rzażąca się kula chakry! Nie wiemy jak bardzo wielkie szkody jest w stanie wyrządzić!
-Cóż... szkoda by tego nie wykorzystać, prawda?
-Huh... mamy podobny tok myślenia
Naruto i Sasuke rzucili się na Momochiego z kulą ognia i chakry, po chwili obydwoje zauważyli, że jego wodna tarcza została przebita...
...
W rozdziale poprawiono wszelakie błędy
