Spinner's End
Lily wzięła głęboki wdech i po raz kolejny zaczęła walić pięściami w drzwi niewielkiego, dość pokracznego domku.
- Nikogo nie ma w domu – rozległ się pełen złości głos Severusa. Odetchnęła z ulgą. Naprawdę była bliska tego, by uwierzyć że dom świeci pustkami i wrócić do Lupinów.
- Sev! – krzyknęła, kopiąc w drzwi. – Sev, otwórz, to ja!
- Evans? – spytał z powątpiewaniem gospodarz. – Jesteś sama?
- Pewnie, że jestem sama, idioto – wycedziła przez zęby. – Wpuść mnie! Jest mi zimno i woda z dachu kapie mi za kołnierz.
- Czemu nie pójdziesz do siebie?
- Nikogo nie ma w domu! Tylko ja wróciłam wcześniej. Jeśli mnie nie wpuścisz, będę nocować pod drzwiami!
Nie słyszała kroków w głębi domu. Nagle drzwi domostwa Snape'ów otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem i stanęła w nich blada, przypominająca nieco ducha postać.
- Sev – wyszeptała z przerażeniem Lily. – Co się stało? Co się dzieje? Widziałam cię w szpitalu i….
Chłopak wzruszył ramionami. Wciąż stał w drzwiach, skutecznie blokując wejście do środka.
- Nic takiego – odparł z posępnym uśmiechem i wsadził ręce do kieszeni mugolskich spodni. – Mama gorzej się poczuła. Odwiedzałem ją.
- Co… kiedy? Jak długo tam jest?
- Chyba tydzień – odparł z jakąś dziwną bezradnością w głosie.
- A twój ojciec? – spytała Lily, wpatrując się w niego z autentycznym przerażeniem. Czegoś takiego się nie spodziewała. – Gdzie jest twój ojciec?!
- Prawdopodobnie świętuje swoje wielkie osiągnięcie jakim było doprowadzenie mamy do szału. Albo wyniósł się na dobre. Jakoś nie miałem nastroju pytać go, co właściwie ma w planach.
Lily zrobiła kilka kroków w jego stronę. Wyciągnęła dłoń i poklepała go lekko po ramieniu. Momentalnie zesztywniał i rozejrzał się nerwowo. Gdziekolwiek planował uciec, nie zdążył. Dziewczyna mocno objęła go ramieniem i zaprowadziła do środka.
- Chodź – powiedziała łagodnie. – Chodź, usiądź tutaj.
Lekko popchnęła go na jeden z foteli stojących w ciasnym saloniku
- Gdzie trzymasz herbatę? Albo kawę? w sumie napiłabym się kawy, padam z nóg.
Za oknem przetoczył się cichy pomruk burzy. Severus obserwował swojego gościa milczeniu, jakby próbując przewidzieć jego następny ruch i przygotować jakąś obronę Sprawiał wrażenie nieco wystraszonego.
- Co ty sobie właściwie wyobrażasz, Evans? – wycedził przez zęby, gdy Lily postawiła na stole dwa kubki i usiadła na sąsiednim fotelu.
- Że wyglądasz jak upiór i coś ciepłego do picia na pewno dobrze ci zrobi.
- Nie musisz się nade mną litować.
Lily prychnęła cicho.
- Naprawdę sądzisz, że się nad tobą lituję? – spytała. Severus uśmiechnął się z przekąsem i skinął głową.
- Jakieś takie dziwne odniosłem wrażenie.
- Jakieś takie mylne. Nie lituję się nad tobą, Sev – powiedziała poważnie i upiła łyk kawy ze swojego kubka. – Masz problem, więc to naturalne, że chcę ci dotrzymać towarzystwa i w miarę możliwości jakoś pomóc. Tak robią przyjaciele.
- Przyjaciele – uśmiechnął się pod nosem i również sięgnął po swój kubek. Ani na moment nie odrywał wzroku od towarzyszki. – Z tego, co mi wiadomo ten etap mamy już za sobą. Co robiłaś w szpitalu ze swoimi… przyjaciółmi?
- Odwiedzaliśmy Pottera. Debil rozbił sobie łeb grając w Quiditcha.
-Nawet największym zdarzają się upadki – stwierdził sentencjonalnie, acz szyderczo Snape. – To przez niego wróciłaś wcześniej?
- Po części – uśmiechnęła się przewrotnie. – Rzeczywiście trochę się przestraszyłam, bo nie wiedziałam, co się stało. Poza tym wypadek kolegi to świetna wymówka żeby się zerwać z beznadziejnej wycieczki.
- Aż tak źle było?
- Strasznie – przewróciła oczami. – Ale nie martw się, nie gorzej niż u ciebie – dodała, wyprzedzając szyderczą uwagę, którą na pewno miał zamiar poczynić. Uśmiechnął się pod nosem.
- Wnioskuję, że skoro twoi mugole nie wrócili a pan Potter jest obłożnie chory, zostałaś przygarnięta przez Blacka albo Lupina. Dlaczego u nich nie zostałaś?
- Bo widziałam cię w szpitalu – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. – Przestraszyłam się, że dzieje się coś złego. I jak widać miałam rację.
- Zbytek troski, Evans – powiedział sucho. Wbił wzrok w swoje dłonie – Poradzę sobie.
Lily ze stukiem odstawiła swoją kawę na stolik, po czym przesiadła się na oparcie Severusowego fotela. Lekko objęła go i przyciągnęła do siebie. Poddał się prawie od razu i posłusznie oparł głowę na jej ramieniu.
- Będzie dobrze, Sev- wyszeptała, gładząc go po włosach. – Będzie dobrze. Zobaczysz.
- Wiem.
- Masz ochotę pograć w szachy czarodziejów?
- z tobą zawsze.
Grali w magiczne szachy prawie cały wieczór. Na kominku płonął ogień, za oknem przetaczała się wyjątkowo intensywna letnia burza, a oni leżeli na brudnym dywanie w saloniku ze starą szachownicą rozłożoną między nimi. Nie mówili do siebie nic poza „szach" i „mat". Przy trzeciej albo czwartej partii Lily nie mogła już opanować ziewania, więc przestali. Severus nieco plącząc się i jąkając wyjaśnił, że właściwie nie ma tu zbyt dużo miejsca do spania. Koniec końców niespodziewany gość został ulokowany na nieco wąskim i nieco skrzypiącym łóżku Severusa, właściciel łóżka postanowił zaś spać na kanapie.
- Jesteś pewien, że to nie problem? – spytała po raz dziesiąty Lily.
- Zawsze też mogę wystawić cię na deszcz.
-Dobra, dobra, biorę łóżko. Sev…
- Co?
- Mogę tu posiedzieć? – spytała Lily, po raz pierwszy tego wieczoru unikając wzroku Snape'a. – Tylko trochę, dopóki nie uśniesz.
- Po co? – spytał z autentycznym zdumieniem.
- Chcę się upewnić, że nie będziesz miał żadnych kłopotów ze snem ani nic – powiedziała cicho.
- Nie miewam problemów ze snem – zapewnił ją Severus. – Ale skoro musisz to sprawdzać empirycznie, to proszę bardzo.
Lily rozsiadła się w fotelu, otuliła jakimś znalezionym w naprędce kocem i popijając zimną już kawę obserwowała, jak czarnowłosy chłopak kładzie się na starej, zjedzonej przez mole kanapie, nakrywa się kołdrą i odwraca twarzą do ściany.
Zwija się w kłębek, zauważyła z rozbawieniem. Był to raczej duży i raczej nieforemny kłębek, ale… większość osób na ich roku w Hogwarcie podejrzewało, ze Severus śpi zawieszony do góry nogami pod sufitem na podobieństwo wielkiego nietoperza. Ślizgoni zarzekali się, że to widzieli. Czarownica ziewnęła przeciągle i wypiła ostatni łyk z kubka. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak bardzo jest senna i zmęczona. Wstała i modląc się w duchu by o nic się nie potknąć, zbliżyła się do kanapy. Chciała się upewnić czy Sev aby na pewno śpi.
Spał.
Albo bardzo dobrze udawał, że śpi, bo chyba zaczął oddychać szybciej gdy podeszła. Nie zamierzała go demaskować. Okryła chłopaka kocem i wycofała się do wyznaczonego jej pokoju, po czym prawie bez sił zwaliła się na łóżko.
