Tytuł oryginału: Hero Hunting

Autor: slantedknitting

Zgoda jest. Link w profilu.


Rozdział szósty

Dom Harry'ego


— Cholera jasna, Harry! — Ron zatoczył się w stronę sofy w salonie Harry'ego. — Ostrzeżenie następnym razem byłoby mile widziane.

— Wybacz — powiedział Harry nieprzekonywująco.

— Jak to w ogóle zrobiłeś? — zapytał Ron, prostując i otrzepując się.

— Co, aportowałem?

— Aportowałeś bez różdżki.

Harry zamrugał.

— Ale ty masz różdżkę.

— Ta, ale… ale, ale ty pozbyłeś się mojej tarczy w hotelu bez różdżki.

— Hm — mruknął Harry, idąc do kuchni.

Ron poszedł za nim.

— Nie „hmuj" mi tutaj. Jak to robisz?

— Lata praktyki — odpowiedział niejasno Harry.

— Praktyki. Tak.

— Weź, powiedziałem ci wczoraj, że nie potrzebuję różdżki. Co chcesz do picia?

— Cokolwiek ty pijesz, będzie dobre — powiedział w roztargnieniu Ron.

— Screwdriver.*

Ron patrzył, jak Harry wyciągnął butelkę wódki z lodówki.

— Em, nie jest na to zbyt wcześnie? Myślałem o, no wiesz… piwie.

— Nie jest za wcześnie. Chcesz czy nie?

— Em, taa, okej. — Ron oparł się o stół kuchenny i patrzył, jak Harry odmierza i nalewa ich drinki. — Gdzie pracuje Emily? — zapytał od niechcenia.

— W mieście.

— Jakiś konkretny budynek, czy…

— Cóż, jest nauczycielką, wczesnoszkolną. Ale, ponieważ jest lato, zatrudniła się jako sekretarka.

— Czego uczy?

— Matmy.

— Och. A, em… co ty robisz w takim razie?

— Barman — powiedział Harry, podając Ronowi szklankę.

— Och. Tak. — Ron gapił się na swój drink. — To dlatego byłeś na nogach całą noc?

— Pracowałem wczoraj w nocy, jeśli o to pytasz. Jednak pub zamyka o trzeciej… zostałem trochę dłużej.

— Trochę — zgodził się Ron, biorąc łyk. — Niezły.

— Cóż, to moja robota.

Ron pokiwał głową i zerknął do szklanki.

— Prawda.

— Ron.

— Hm.

— Mówiłeś, że chcesz odpowiedzi.

— Em, taa.

— Więc?

Ron zmusił się, aby spojrzeć w twarz Harry'ego.

— Gdzie są twoje okulary?

Harry uniósł brwi.

— Moje okulary? Cholera, nie nosiłem ich od lat… teraz mam kontakty.

— Co to są kontakty? — zapytał bezmyślnie Ron.

— Um, cóż, to są takie małe… przezroczyste płytki. Wkłada się je na oko i widzi bez okularów.

— Płytki? Na twoich oczach? Czy to nie jest niebezpieczne?

Harry parsknął.

— Nie. Całkowicie w porządku. I tak w wiele bardziej bezpieczne niż próby naprawy wzroku magią.

— Czy… czy próbowałeś tego?

— Nie. Nie jestem taki głupi.

Ron pochylił się do przodu.

— Nie wygląda na to, żebyś miał płytki w oczach.

— Cóż, o to chodzi, nie?

— Tak?

Harry potrząsnął głową i wziął łyk swojego screwdrivera.

— W każdym razie, można je zobaczyć, jeśli się patrzy z wystarczającej odległości. — Ron podszedł o krok, a Harry wywrócił oczami. — Trochę bliżej, Ron.

Ron przesunął się dziwnie przez kuchnię, póki nie stał cale od Harry'ego. Zmrużył powieki i popatrzył w zielone oczy. Po kilku sekundach zauważył bardzo lekkie kółka wokół tęczówek.

— Hm.

Harry zamrugał na Rona, a ten odsunął się szybko.

— Moglibyśmy… usiąść — zaoferował Harry.

— Taa. Dobrze. — Ron wziął duży haust drinka, podążając za Harrym do salonu i siadając obok niego na kanapie.

— Jak… jak Hermiona? — zapytał Harry po kilku sekundach ciszy.

— Dobrze. Przynajmniej tak myślę. Nie miałęm od niej wieści od kilku tygodni, ale przeprowadzam się często. Pisuję do niej jak tylko mogę, więc…

— Nadal… jesteście razem?

— Em, nie. Definitywnie nie.

— Dlaczego „definitywnie"? Myślałem, że wasza dwójka… wiesz. Kochaliście się. Byliście sobie przeznaczeni. Te wszystkie lata w Hogwarcie. I tak dalej.

— Taa… to długa historia — westchnął Ron. — Krócej, po prostu nie wyszło nam jednak… dużo… wiesz, kłótni. Myśleliśmy, że to jest do zniesienia, ale… to nie było tego warte. Teraz, em, wyszła za mąż.

— Nie — powiedział cicho Harry. — Wyszła za mąż? Za kogo?

— Dam ci jedną szansę na zgadnięcie.

— Myślę, że potrzebowałbym przynajmniej dziesięciu.

— Neville.

Żuchwa Harry'ego opadła.

— Hermiona wyszła za Neville'a.

— Taa.

— Cóż, kurwa!

Ron zachichotał.

— Wiem. To było nieco szokujące, ale… radzą sobie całkiem nieźle.

— Ale kto… zawsze myślałem, że Neville skończy z Luną. Oboje byli takimi… takimi…

— Wariatami, taa. To prawdopodobnie miałoby sens, ale nigdy się nie wydarzyło. Właściwie to Luna teraz umawia się z Deanem. W każdym razie tak było ostatnim razem, jak sprawdzałem. Ciężko nadążyć z plotkami… z tym całym…

— Prześladowaniem.

— Szukaniem.

Harry wzruszył ramionami i wypił resztę swojego drinka.

— Hermiona i Neville. Luna i Dean. W takim razie co z twoją siostrą?

— Ginny to, wiesz, Ginny. Em… zabrało jej trochę czasu zapomnienie o tobie, wiesz.

Harry spojrzał w dół na swoją pustą szklankę.

— Ja…

— Teraz jest w porządku. Zaręczyła się z jakimś mugolem. Ale… znaczy, odszedłeś tak niespodziewanie i my… nie wiedzieliśmy na początku, czy w ogóle żyjesz. Była… była dość zdewastowana.

— Nie miałem zamiaru… nie chciałem jej skrzywdzić.

— To było nieco nie do ominięcia, w sposób, w jaki odszedłeś.

— Tak myślę.

— Nie tęsknisz za nimi? — zapytał cicho Ron. — Nawet trochę?

— Tak. — Harry wzruszył ramionami. — Ale, żeby być całkiem szczerym… nie myślałem o nich przez długi czas. Ja… mam… mam teraz to wszystko. — Machnął ręką dookoła pokoju. — Mam Emily i pracę, i nowych przyjaciół. Nowe życie. Po prostu starałem się zapomnieć o wszystkim innym.

— Ale dlaczego? — naciskał Ron. Kiedy Harry nic nie powiedział, Ron oczyścił gardło. — Pora na odpowiedzi, Harry. Dlaczego odszedłeś?

— Bo umierałem, Ron — powiedział cicho Harry. — Się cholera dusiłem i nikt nawet nie zauważył. Po prostu musiałem… po prostu musiałem kurwa uciec z Anglii. Z całego… magicznego świata.

— Nie mogłeś nam powiedzieć, że czujesz się zaduszony? — zapytał smutno Ron. — Moglibyśmy pomóc. Nie musiałeś odchodzić.

— Musiałem odejść — powiedział Harry, wstając. — I teraz ty też musisz odejść.

Ron spojrzał na niego.

— Co?

— Musisz odejść.

— Dlaczego?

— Bo to jest mój cholerny dom i chcę, żebyś kurwa wyszedł.

— Dobra. — Ron postawił z trzaskiem swoją pustą szklankę na stoliku do kawy i wstał, wyciągając różdżkę. — Jesteś takim cholernym tchórzem. — Z tymi słowami obrócił się szybko i aportował z domu Harry'ego.


*koktajl alkoholowy z wódki, soku pomarańczowego i lodu.