Harry został w ich komnatach tej nocy, ale jedyne co robili to przytulali się tuż przed snem, który zmorzył ich o wiele za późno. Nie był pewien do końca czy kiedy obudzi się rano, nie okaże się to jednym z tych pokrętnych koszmarów. Nie wierzył w nocne mary, ale sądził też, że legenda o bazyliszku była wyłącznie bajką, którą straszono dzieci w Hogwarcie. Potter udowodnił mu jak zawsze, że nie miał w tym względzie racji.

I podobnie sytuacja miała się obecnie. Obudził się z ciepłym, znajomym ciałem u boku. Zbyt długie kosmyki Pottera łaskotały jego nos i to też było czymś, co było spodziewane o tej porze. Harry przeważnie spał dłużej od niego, poza tymi nielicznymi dniami, kiedy Severus wypił o jedną lampkę wina za dużo. I po każdych odwiedzinach u rodziny Granger-Weasley, bo wtedy potrzebował kilku chwil, aby odespać ból głowy, z którym wracał. Ronald być może był dorosły na papierze, ale z pewnych rzeczy – takich jak bezmyślność – nie wyrastało się po prostu.

Nie zabrał ramienia spod głowy Harry'ego i fakt, że został jednak w łóżku wydał mu się idiotycznie sentymentalny. Niczego nie zmieniłoby, gdyby wstał, ale nie potrafił się do tego zmusić. Harry wyglądał tak spokojnie i tak prawidłowo w tym momencie. Jeśli obaj się obudzą, będą musieli zmierzyć się z rzeczywistością, a to nie było najłatwiejsze.

Minerwa ostrzegła go, że Callahan poprzedniego wieczoru udał się do Hogsmeade pod opieką Longbottoma ze wszystkich ludzi. Nikt nie dobijał się w środku nocy do jego komnat, więc chłopiec zapewne nie pragnął jego rychłej śmierci, ale nie był pewien co Maria zamierzała mu powiedzieć. Nie wydawała się jedną z tych kobiet, które szukały zemsty za wszelką cenę. Callahan przeżył już dostatecznie wiele z ojcem, który bił ich oboje. Wyjawienie tajemnicy jego pojawienia się na świecie na pewno nie pomogłaby w niczym. Severus jednak nie rozumiał nigdy kobiet i nie potrafił przewidzieć ich ruchów.

- Nie śpisz? – spytał Potter.

- Nie – przyznał krótko i rzeczowo.

Nie miał pojęcia, co miałby dodać. Nie wiedział jak mają teraz rozmawiać. I dlatego też pobudkę odciągał jak długo mógł. Harry chyba wyczuł jego nerwowość, bo zesztywniał w jego ramionach i próbował się podnieść. Severus jednak objął go tylko mocniej.

- To jest w porządku? – spytał Potter wprost. – Ja z tobą w łóżku? – uściślił.

- Tak – powiedział krótko. – Po prostu leż – dodał, nie wiedząc, gdzie ich to zaprowadzi tym razem.

ooo

Zostali w ich komnatach na śniadanie i Severus prawie tego żałował, bo kiedy tylko wszedł do swojej sali, poczuł wbity w swoje plecy wzrok. I doskonale wiedział kto tak usilnie się mu przypatruje. Callahan nie wyglądał na wzburzonego czy przerażonego. Patrzył na niego z umiarkowanym zainteresowaniem, nie robiąc nic więcej. Severus starał się spokojnie prowadzić lekcje, ale to nie było aż tak proste. Przeżył Voldemorta i najwyraźniej Harry'ego Pottera. Pomylił się wtedy, ale teraz był pewien, że złamie go jedenastolatek. Nigdy nie uważał się za tchórza, ale rozmowa z Marią Applebaum należała do tych wydarzeń w jego życiu, które napędziły mu największego stracha. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek był tak przerażony i idiotycznie sądził, że to uczucie zniknie, kiedy będzie miał to za sobą.

Nigdy nie będzie miał tego za sobą jednak tak naprawdę.

Lekcja minęła tak szybko, że niemal nie zauważył, że faktycznie jego uczniowie przygotowali odpowiednie mikstury. Na szczęście nie było wypadków i może fakt, że pokolenie ich rodziców warzyło w domach eliksiry sprawił, że te wywary, które stały na jego biurku mogłyby nosić miano przyzwoitych. Najlepsze oczywiście należały do Callahana i jego małej koleżanki z Ravenclawu, z którą stali się nierozłączni.

Chłopak podszedł do jego biurka jako ostatni i Severus starał się nie zwracać na to uwagi. Większość uczniów wyszła już i Callahan w końcu odchrząknął zwracając na siebie jego uwagę.

- Rozmawiałem wczoraj z moją mamą – poinformował go dzieciak. – Chciała, żeby pan przyszedł do niej, kiedy nie będzie pan tak zajęty – rzucił Callahan.

Severus nie tego się spodziewał.

- Jak się czuje twoja mama? – spytał pospiesznie, zanim dziecko zdążyło wyjść na korytarz.

Gra świateł sprawiała, że jeszcze bardziej przypominał jego samego sprzed lat. Ta sama blada cera i wystające kości, rysy tylko nieznacznie łagodniejące z wiekiem.

Callahan wziął głębszy wdech, jakby nie wiedział jak to wyrazić.

- Jest inna – przyznał chłopak. – Chyba… - urwał. – Chyba czuje się lepiej, ale była smutna, kiedy rozmawialiśmy wczoraj – przyznał.

- Smutna? – podchwycił Severus, czując się trochę jak idiota, kiedy przesłuchiwał dziecko.

- Zamyślona – uściślił Callahan. – Myślę, że boi się tego świata – przyznał.

- Świat czarodziejski jest inny – rzucił ostrożnie Severus.

Callahan szybko pokiwał głową.

- Tak i mama nie ma magii – podchwycił chłopak. – Więc wszystkiego się boi, ale z drugiej strony powiedziała, że jest szczęśliwa, że znalazłem swój świat. Tylko… Jeśli to jest mój świat, a nie jej…

- Matki nie zostawiają swoich dzieci – poinformował go całkiem poważnie Severus.

Nie ważne jak bardzo ojciec bił jego własną rodzicielkę, nie oddała go do sierocińca, nie wyrzuciła. Siedzieli w tym we dwoje.

- Ale ja nie chcę, żeby ona była nieszczęśliwa – powiedział Callahan, ponieważ to oczywiście było całkiem logiczne.

Severus jednak nie posiadał uniwersalnego przepisu na szczęście.

- Pójdzie pan się z nią zobaczyć? – spytał Callahan.

- Jeszcze dzisiejszego wieczora – obiecał mu, chociaż jego serce biło ze strachu tak mocno, że prawie czuł je w gardle.

ooo

Harry spoglądał na niego niepewnie, kiedy Severus założył płaszcz. Rozmawiali o tym wcześniej. Nie chciał, aby Potter poszedł z nim na to spotkanie. Nawet jako ciche wsparcie. To było bezsensowne. Nie miał pojęcia, co Potter miałby tam robić. Słuchać ich krzyków? Bronić go? Sam nie znajdował nic, co mogłoby sensownie przemówić do kobiety. Wyjaśnienia, że była wojna wcale nie umniejszały jej bólu.

- Pójdę z tobą – rzucił Potter.

- Nie – powiedział krótko.

- Ale – zaczął Harry.

- Nie – powtórzył ostrzej i Potter zbił usta w wąską kreskę, a potem zawinął ręce na piersi.

- Mógłbym…

- Wyjaśnić jej dlaczego została zgwałcona? – spytał Severus wprost. – A jeśli chce odzyskać swoje wspomnienia? – spytał.

Harry drgnął, a potem schował twarz w dłoniach.

- Chcę coś zrobić – jęknął Potter.

- Ponieważ jesteś Gryfonem – prychnął Severus. – Nie masz esejów do poprawienia?

- Nie zadaję ich, żeby mieć wolne wieczory – poinformował go poważnie Harry.

- Merlinie. Będziesz najbardziej kochanym nauczycielem w tej szkole – westchnął Severus. – I jesteś największym idiotą. Nie chodzi o to, żeby cię kochali, ale coś potrafili, kiedy skończą Hogwart. Wyniki ich OWUTEMów świadczą o tym jak uczysz, a wtedy mamy w szkole zewnętrznych egzaminatorów – poinformował go całkiem poważnie i odczuł tylko niewielkie wyrzuty sumienia na widok przerażonej miny Harry'ego.

Wyszedł, zanim Potter zorientowałby się, co jest grane.

Droga do Hogsmeade minęła o wiele za szybko. Z czasem działo się coś dziwnego, bo kiedy wspinał się po schodach na piętro, gdzie znajdował się pokój Marii, to się mu z kolei wydawało niekończącą się wędrówką. Zapukał do drzwi, czując się nieswojo. Rosmerta poinformowała go, że jej lokatorka nie opuszczała budynku, schodząc tylko po jedzenie i picie. Rozmawiały wyłącznie o czarodziejskim świecie, który kobieta chciała ewidentnie poznać. Wojna interesowała ją również, ale Rosmerta nie przepadała za tym tematem, więc starała się nie wchodzić w szczegóły. To nadal było trudne dla każdego z nich.

- Proszę – usłyszał i wsunął się do środka.

Maria spoglądała na niego ze spokojem na twarzy, ale widział jak drżały jej dłonie, więc nawet nie wchodził głębiej do pomieszczenia. Został przy samych drzwiach, czując się na intruz, którym pomimo zaproszenia był.

- Pytałam Callahana o pana – przyznała kobieta.

Nie drgnął nawet.

- Wiem o wojnie – ciągnęła dalej, a potem spojrzała na swoje dłonie. – Nie wiem jak to działa, ale nie chcę z powrotem moich wspomnień – poinformowała go z zaskakującą pewnością siebie. – To nie zrobi niczego dobrego – rzuciła, przełykając ciężko.

Skinął jedynie głową, nie wiedząc co teraz.

- Rozmawiałam z Callahanem, ale nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć – przyznała, a potem spojrzała na niego z wyczekiwaniem.

- Może nie wiedzieć – powiedział, przełykając ciężko.

Spojrzała na niego zaskakująco ostro.

- Pozostawiam to do pani decyzji. Nie musi wiedzieć, ale będę was wspierał jak długo będzie pani chciała. Callahan martwił się, że nie podoba się pani czarodziejski świat – dodał pospiesznie, chyba pierwszy raz czując potrzebę mówienia, aby zagłuszyć ciszę.

- Nie chcę, żeby to tak wyglądało – powiedziała. – Jest pan… Jesteś jego ojcem. Widzę to teraz, kiedy na niego patrzę. I nie chcę pamiętać co się stało. Nie chcę tego wiedzieć. Przeraża mnie, że ty to pamiętasz. Myślałam, że chcesz nas oboje. Że chcesz nas zabrać ze swojego świata i stworzyć rodzinę, ale pytałam o ciebie. Podobno spotykasz się z tym czarodziejem, który uratował was wszystkich. Niektórzy twierdzą, że gdyby nie ty, ta wojna nie zakończyłaby się – ciągnęła dalej. – Callahan dotąd sądził, że jego ojciec go nienawidzi – westchnęła, a potem spojrzała na niego jeszcze raz z determinacją, która go zaskoczyła. – I mam mu nie powiedzieć, że jego ojciec jest bohaterem? – spytała z niedowierzaniem.

- Nie jestem bohaterem – powiedział.

- Nie, nie uważasz się za bohatera, ale Callahan na pewno nie zasługuje na to, aby czuł się przywiązany do człowieka, który bił nas oboje – poinformowała go. – Możesz się nie uważać za bohatera, ale w oczach ludzi stąd i w oczach mojego syna jesteś nim. I zrobimy to dla niego, bo Callahan zasługuje na więcej. Powiem mu, że jesteś jego ojcem. I nie powiemy mu jak to się stało. I nigdy do tego więcej nie wrócimy. To będzie nasza tajemnica – powiedziała, patrząc mu prosto w oczy i Severus nie wierzył w to co słyszał.

- Chcesz… - zaczął.

- Chcę, żeby Callahan był szczęśliwy – poinformowała go całkiem poważnie. – Musimy go wychować na dobrego człowieka.

- Dobrego czarodzieja – powiedział, kiedy zaczął rozumieć do czego zmierzała.

I nie umknęło mu, że ona nadal nie powiedziała, co o nim myśli.