7. Bo wciąż pamiętam
Weekend minął Naruto zdecydowanie za szybko — był już poniedziałek i jechał właśnie do pracy, w której niestety nie uda mu się uniknąć Sasuke. Nie miał pojęcia, jak zachowa się w jego obecności, gdy w końcu poznał prawdę i wiedział, że dla Uchihy był jedynie tymczasową zabawką, którą ten by wyrzucił po znudzeniu się. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien przywiązywać się do kochanka, że miał tę świadomość, że to tylko przygodny seks i nic więcej. Ale stało się. Wpadł po uszy i nie potrafił wyrzucić z pamięci wspomnień związanych z osobą, która go zwyczajnie oszukała i to w tak brutalny sposób. Prędzej zniósłby zwykłe rozstanie, że nie wyszło, że to nie to, że coś równie innego, banalnego… ale nie był w stanie zaakceptować tego, że okazał się jedynie „tym trzecim". I pomyśleć, że jak gdyby nigdy nic zakochał się w najpospolitszym dupku.
Czując napływającą złość, zupełnie bez udziału woli uderzył pięścią w kierownicę. Zreflektował się dopiero wtedy, gdy usłyszał głośny dźwięk klaksonu. Westchnął i skupił się na prowadzeniu auta, aby w jakiś sposób odrzucić od siebie niechciane myśli. W końcu nie miał zamiaru dać się zwariować albo, co gorsza, spowodować wypadek. Tak więc jechał w kompletnej ciszy, z miejsca darując sobie słuchanie piosenek, które to niezwykle zachęcały do życia lub opowiadały o tym, jak ważnym uczuciem była miłość. Na pewno. Zwłaszcza ta jednostronna, która nie miała żadnych szans na powodzenie. I oczywiście między gejami, nietolerowanymi przez sporą część społeczeństwa.
Po niezwykle długich i męczących minutach Uzumakiemu ostatecznie udało się dojechać do pracy w jednym kawałku. Mimo złego humoru powstrzymał się przed zwyzywaniem ochroniarza, który jak zwykle sprawdzał mu legitymację, bo przecież mężczyzna był niewinny. To Naruto miał problem, że mimo krótkiego weekendu, nie zdążył pogodzić się z sytuacją, w jakiej się znalazł. Czy też z jakiej już wybrnął, bo raczej nie widział tego, aby radośnie i w podskokach wrócić do Sasuke z podkulonym ogonem. I w ogóle to jeszcze go przeprosić, bo niby jak śmiał się przejąć jakąś tam narzeczoną.
Tyle tylko, że to nie była „jakaś tam narzeczona", ale narzeczona Uchihy. I ten fakt bolał Uzumakiego najbardziej, mimo że nie mógł nic z tym zrobić lub, aktualnie rzecz jasna, nawet nie chciał. Jakby nie patrzeć on niczym nie zawinił, no chyba że zakochaniem się w Sasuke.
Ponownie, tak samo jak w piątek, Naruto dość szybko zaparkował na swoim ulubionym miejscu, po czym, już znacznie sprawniej, opuścił auto. Tym razem nie rozkoszował się słońcem, ciepłem czy bezchmurnym niebem — po wyjściu z pojazdu skierował się prosto do głównych drzwi teatru. Po przekroczeniu progu uśmiechnął się szeroko, przynajmniej udając, że miał głęboko w poważaniu wydarzenia z soboty. Przecież nie pokaże przy Sasuke swoich słabości, że naprawdę przejął się Sakurą czy tym, że zwyczajnie został potraktowany jako zabawka na chwilę. Co to to nie. Miał też swoją dumę, co prawda nie tak wielką jak Uchiha, i choćby musiał znosić obecność shite dwadzieścia cztery na dobę, to podoła. W końcu to była jego praca i powinien umieć oddzielać życie zawodowe od prywatnego, a przynajmniej tak mu się zdawało do momentu, w którym nie zauważył byłego kochanka w garderobie. Nie powstrzymał się od rzucenia mu morderczego spojrzenia, ale nie zrobił niczego ponad to. Niemal natychmiast przemknął do przebieralni, żeby wcisnąć się w dresy i we względnym spokoju pójść na próbę. Na początku, kiedy jeszcze nie pogłębił znajomości z Sasuke, był w stanie znosić jego obecność na scenie, więc nadchodzące, wspólne ćwiczenia nie powinny okazać się kompletną klapą. W końcu Naruto jakoś przetrwa. Jakoś.
VvV
Uzumaki, gdyby tylko miał taką możliwość, już dawno przyznałby sobie medal za cierpliwość. Okazywanie spokoju w towarzystwie osoby, którą najchętniej sprałoby się na kwaśne jabłko, było nie lada wyczynem. Naruto autentycznie się zdziwił, gdy po wyjściu na scenę i stanięciu obok Sasuke, samą siłą woli powstrzymał się od podzielenia się z shite pewnymi, mocnymi argumentami. Oczywiście uosobieniem argumentu „A" był prawy sierpowy, a „B", „C" i kolejne znalazłby ujście w posłużeniu się kataną. Zdecydowanie. Choć chyba było coś innego, co powinno zacząć martwić mężczyznę, a mianowicie nagłe zwiększenie zainteresowania przemocą. Uzumaki od zawsze był porywczy i mało kiedy zastanawiał się nad konsekwencjami swoich czynów, ale wiedział, że rozmyślanie o użyciu siły do niczego go nie doprowadzi. Zapewne nawet nie zdobyłby się na to, aby wykonać jakiś banalny cios czy uderzyć Uchihę z przysłowiowego liścia. Nie potrafił. Sasuke mógłby się nadstawić i oczekiwać ataku, ale Naruto prędzej popadłby w atak histerii aniżeli przyłożył z pięści komuś, kto mimo wszystko wciąż dużo dla niego znaczył.
Niemniej jednak próba przebiegała nawet sprawnie i ani po nim, ani po byłym kochanku nie było widać, że w weekend coś mogło pójść nie tak. Że wręcz się pokłócili czy też raczej Naruto co nieco wygarnął Sasuke. Obaj grali tak, jakby nic złego między nimi się nie wydarzyło, jakby nigdy nie przekroczyli określonej granicy i wciąż byli dla siebie jedynie scenicznymi partnerami.
Właśnie Uzumaki miał zamiar wstać i kolejnym gestem sprowokować reakcję shite, kiedy ze strony widowni rozległ się stanowczy głos dyrektora.
— Przerwa! — krzyknął Fugaku, tym samym zwracając na siebie uwagę pracowników. — Piętnaście, może dwadzieścia minut i wracamy do tej samej sceny — zarządził, a cały personel odetchnął z ulgą, ciesząc się z krótkiego odpoczynku.
Naruto od razu wycofał się z głównej sceny na podest i przeszedł do garderoby. Potrzebował chwili spokoju, aby pomyśleć. Podczas gdy na sali momentalnie pozostali pracownicy podzielili się na grupki i oddali głośnym dyskusjom, jakby było to najważniejsze zajęcie na świecie. Kiedy tylko mężczyzna znalazł się w pokoju, zaległ na kanapie i przymknął oczy. Zasnąć nie zaśnie, ale wiedział, że jeśli straciłby poczucie czasu, to ktoś na pewno by po niego przyszedł.
W głowie Uzumakiego… cóż, jego umysł wariował i walczył między dwoma sprzecznościami. W dalszym ciągu było coś, co ciągnęło go do Uchihy, ale stanowczo odstraszyła go Haruno. Jakby nie patrzeć, to Sasuke miał już wybiegające w przyszłość plany, w których dla niego nie było miejsca. Z tym, że przez całe pół roku kochanek nie sprawiał wrażenia, jakby w jakikolwiek sposób przejął się zdradzaniem narzeczonej. Zaraz jednak Naruto pokręcił głową, bo nie spodobał mu się kierunek, w którym podążały jego myśli. Zupełnie jakby próbował usprawiedliwić zachowanie shite, co było absurdalne. Zwłaszcza po informacji, jaką otrzymał w prezencie na „pokojowe" zakończenie związku.
— Dorośli od siedmiu boleści — zakpił pod nosem, na siłę wykrzywiając usta w uśmiechu. Niespiesznie uchylił powieki i sapnął niemal bezgłośnie, gdy zauważył siedzącego przy toaletce Sasuke. Mężczyzna, jak zwykle zresztą, palił papierosa i zdawał się niczym nie przejmować. Nawet tym, że przebywał w pomieszczeniu z osobą, której sprawił ogromny ból, ale taka już była ich szara rzeczywistość, do której przeważnie razem wracali po udanym weekendzie. Jednak bajka musiała się kiedyś skończyć.
Naruto miał zamiar się zebrać, aby z powrotem przejść na salę, kiedy zatrzymał go głos Uchihy.
— Wciąż jedziesz do Sendai? — zapytał, obracając się na krześle w stronę shitezure.
— Tak. Jeśli chodzi o Hanami to nic się nie zmieniło — odparł, po czym wzruszył obojętnie ramionami. Patrzył prosto w ciemne tęczówki, nie chcąc się ugiąć pod intensywnym spojrzeniem. Nie ucieknie.
— Sam? — dopytywał.
— Sam — przytaknął krótko, nie wiedząc, co jeszcze mógłby dodać. Jakby nie patrzeć pierwszy raz rozmawiał z Sasuke od czasu tej feralnej soboty i nie miał pojęcia, jak powinien zachować się w jego towarzystwie. Oczywiście, że wciąż czuł do niego żal za to, że ten ukrył przed nim tak ważną informację. Gdyby tylko zdawał sobie sprawę, w co tak naprawdę zapragnął się pchać, to przemyślałby sytuację już na początku. Na pewno nie mógł stwierdzić, że ot tak, jak gdyby nigdy nic, bawiłby się w piąte koło u wozu. No bo czym był dla rodziny Uchiha w tamtym momencie? Co Haruno mogła o nim myśleć? Dla Sakury pewnie nie znaczył niczego więcej, jak tylko facet, który za plecami niewinnej kobiety dobierał się do jej narzeczonego, a dla rodziców kochanka… cóż, u Fugaku byłby kompletnie skończony. Nie dość, że dyrektor teatru nie omieszkałby się go obrazić aż do pięciu pokoleń wstecz, to jeszcze Uzumaki na bank straciłby wymarzoną pracę. Po prostu żyć, nie umierać.
Uchiha jedynie na moment obrócił się, aby zgasić papierosa w popielniczce, po czym ponownie wbił wzrok w twarz mężczyzny. Aż się skrzywił, gdy dostrzegł pełne rozczarowania spojrzenie niebieskich tęczówek.
— Nie patrz tak na mnie — mruknął, jakby bez udziału woli. Dopiero po chwili zorientował się co powiedział, ale nie zdążył zastanowić się nad swoim błędem, bo usłyszał odpowiedź.
— Jak? — burknął Naruto pod nosem. Lekko się przygarbił, nie mając ochoty ciągnąć tej gry. — Jakbym dowiedział się, że facet, z którym sypiałem, ma narzeczoną? — zapytał w końcu. Przecież nie mogli ciągle uciekać od tego tematu, jeśli nie chcieli się prędzej czy później pożreć na scenie. Jednak reakcja Sasuke wcale go nie zaskoczyła. Można powiedzieć, że spodziewał się jej.
— Nie tutaj, młotku — odparł Uchiha. Temat nieplanowanej wizyty Sakury i rozmawianie o ich relacjach w garderobie, do której w każdym momencie ktoś mógł wejść, było złym posunięciem. W ogóle przyznanie się do tego wszystkiego na głos było wyjątkowo niewygodne.
— Oczywiście, że nie tutaj — powtórzył i okręcił się na pięcie, uważając temat za zakończony. Był głupi, że poruszył tę kwestię przy Sasuke, a mógł najzwyczajniej w świecie trzymać język za zębami. Niewątpliwie uniknęliby wtedy kolejnego nieporozumienia, które i tak skończyłoby się kłótnią, gdyby w porę nie wyszedł. Zacisnął dłonie w pięści i, z postanowieniem wieczornego biegania, usiadł przy swoim filarze na głównej scenie. Zdecydowanie przemoc nie była żadną opcją pogodzenia się z rzeczywistością, a złość Naruto mógł wyrzucić z siebie podczas wysiłku. Fizyczne zmęczenie w jakiś sposób zawsze go odprężało, mimo że później dawały mu się we znaki obolałe mięśnie i wyczerpanie, to czuł się przyjemnie rozluźniony i odstresowany.
VvV
O dziwo mężczyzna z każdym dniem radził sobie coraz lepiej, aby ignorować obecność byłego kochanka. Zaskakujący okazał się fakt, że ich zepsute relacje w żaden sposób nie wpłynęły na jakość ćwiczenia scenariusza i szło im tak dobrze, że mogliby wystawić sztukę już dwa tygodnie wcześniej. Fugaku oczywiście był zadowolony z efektów, zwłaszcza że w końcu zmienili układ, którego przyswojenie nie sprawiło ani Sasuke, ani tym bardziej Naruto najmniejszego problemu. Nic, tylko się cieszyć, że wszystko przebiegało zgodnie z planem.
Zanim się obejrzał, już wychodził z teatru po piątkowej próbie. Przez te kilka dni, które strasznie mu się dłużyły, zdobył się nawet na to, aby w miarę normalnie porozmawiać z Uchihą. „W miarę" było słowem kluczem, ale Naruto i tak podziwiał siebie za całkowite opanowanie. Jednak obaj zgodnie szerokim łukiem omijali temat feralnej soboty, nie chcąc dolewać oliwy do ognia. Wystarczyło, że raz weszli na ten niepewny grunt i omal nie przypłacili tego kolejną kłótnią. Co prawda mężczyzna liczył na jakieś wytłumaczenie ze strony byłego kochanka, ale ten nie sprawiał wrażenia, jakby zależało mu na wyjaśnieniu sprawy. Dlatego też Uzumaki nie naciskał — zdążył poznać Sasuke na tyle dobrze, aby wiedzieć, że w taki sposób niczego nie zmieni. Mimo że chociaż to był mu winny.
Naruto przystanął przed samochodem, aby zlokalizować kluczyki, które gdzieś wcześniej wcisnął i zwyczajnie o nich zapomniał. Sprawdził kieszenie spodni, w których był jedynie telefon, również wszelkie otwory w bluzie okazały się puste. Chwilę tak stał i dumał, gdy kątem oka dostrzegł ruch przy drzwiach budynku, a do jego uszu doszedł znajomy głos dyrektora. Spojrzał w bok i momentalnie zastygł, gdy dostrzegł idącego w jego stronę Sasuke. Przez ułamek sekundy skrzyżowali ze sobą spojrzenia, po czym młody Uchiha zatrzymał się i obejrzał na ojca.
— Sasuke, mógłbyś chwilę zaczekać? — zapytał Fugaku.
Uzumaki przyglądał się napiętej sylwetce byłego kochanka i nie umknęło mu to, że ten zacisnął dłonie w pięści. Właściwie sam zastanawiał się, co w tym momencie zrobi Sasuke — wróci do tatusia, jak grzeczny synek, czy zignoruje prośbę i dokończy to, co zaczął. Naruto odpowiedział na następne, krótkie spojrzenie, które rzucił mu mężczyzna, ale widząc jego zawahanie, pokręcił smętnie głową. Nie przejmując się już jego obecnością, położył torbę na ziemi i zaczął przeszukiwać jej kieszonki.
Sasuke kolejny raz stchórzył. Wycofał się, podkulił ogon i wrócił do Fugaku.
Mimo wciąż odczuwanego żalu, trochę bawiło to Uzumakiego, bo okazało się, że był ktoś, kto potrafił ugiąć młodego Uchihę tak, aby się nie wykręcał i praktycznie był w stanie spełnić każde żądanie tej osoby. Jednak nie takiego Sasuke pokochał — uległego, podatnego na opinie ojca i czekającego na najmniejsze skinienie Fugaku. To właśnie dla tego ciężkiego charakteru, obojętności i dystansu Naruto gotów był całkowicie oddać się mężczyźnie. Nie tylko prawda o Sakurze bolała, ale również widok upadającego Sasuke był dla niego czymś, co najchętniej wymazałby z pamięci. Na zawsze.
Kiedy wszystkie odgłosy ucichły, a Uzumaki ponownie został sam na parkingu, mężczyzna przeszedł do dalszego przeszukiwania torby. Kluczyki znalazł wplątane w dresowe spodnie, w których ćwiczył na próbie. Ciesząc się ze znaleziska, czym prędzej wpakował swoje rzeczy na siedzenie pasażera, a sam zajął miejsce po stronie kierowcy. Z racji tego, co zaszło w poprzedni weekend, wizja powrotu do pustego mieszkania nie kusiła tak bardzo jak w przypadku spotkania z Sasuke. W końcu minęło zaledwie kilka dni od feralnej soboty, a Naruto w dalszym ciągu miał problem z wyrzuceniem kochanka z pamięci. Jakby nie patrzeć przy pożegnaniu ten mówił mu, że nie musiało to się skończyć w taki sposób. Co prawda Uzumaki nie bardzo rozumiał, co miał na myśli Uchiha w tamtym momencie, ale domyślał się, że mogło to się niebezpiecznie wiązać z udawaniem, że nic złego się nie stało. Że to nic, że Sasuke zataił przed nim informacje o narzeczonej, przyszłym ślubie i idealnie zaplanowanej przyszłości. To tylko szczegóły i to na pewno Naruto wszystko wyolbrzymiał, bo kochanek prawdopodobnie nie miał oporów przed kolejną schadzką na boku.
Uzumaki przymknął oczy, aby uspokoić zszargane nerwy, po czym rozluźnił ręce, które chwilę wcześniej mocno zacisnął na kierownicy. Nie powinien tak się irytować z powodu Uchihy. Przynajmniej mógł spróbować wyrzucić z głowy myśli o kochanku na weekend, żeby ostatecznie zacząć cieszyć się nadchodzącą celebracją Hanami. Jak pomyślał o święcie w tym momencie, to aż nie mógł uwierzyć, że przegapił porę kwitnienia wiśni w Tokio. Z mglistych wspomnień pamiętał, że prawdopodobnie prognoza była zapowiedziana na zeszły piątek, który koniec końców spędził w pracy, a później u Sasuke. W tym wypadku nie dziwił się, że tak jakby przypadkowo umknął mu ten dość istotny szczegół.
Niemniej jednak, następnego dnia z samego rana wyruszał do Sendai. Cieszył się nie tylko z powodu Hanami, ale również dlatego, że dawno nie zapuszczał się nigdzie poza obręb Tokio. A tu proszę — dzięki kochankowi wpadł na genialny pomysł, aby wreszcie urządzić sobie małą wycieczkę do innej prefektury. Oczywiście początkowo wyjazd miał wyglądać kompletnie inaczej, ale na to Naruto już nic poradzić nie mógł. Znaczy, teoretycznie niby mógł, ale to by wymagało od niego sięgnięcia po ukryte pokłady cierpliwości, której zwyczajnie nie posiadał. Tak czy owak cieszył się z podróży - z tego, że po prostu, na chwilę wyrwie się z domu i zwiedzi inne miasto, które wielkością było niemal trzykrotnie mniejsze od Tokio. A czas i tak w dużej mierze planował spędzić na świeżym powietrzu, dlatego też wynajął hotel w zachodniej części Sendai. W internetowym przewodniku wyszukał informacje o tym, że to właśnie tam, głównie wokół gorących źródeł Akiu i Sakunami znajduje się wiele miejsc wartych odwiedzenia. Jako że zawsze słynął z tego, że wręcz lgnął do natury, nawet się nie wahał przy wyborze lokalizacji noclegu. Może w ciągu niepełnego weekendu nie uda mu się zobaczyć chociażby jednej czwartej tego, co chciał, ale wiedział, że coś na pewno zdoła zwiedzić. Inaczej nie nazywa się Uzumaki Naruto!
