Wiedział, że nie wolno mu myśleć o niczym istotnym. Ale w jego głowie trwała teraz burza. Jej obraz pojawiał się co chwila przed jego oczami. To wszystko co powiedział Lucjusz… i niestety też Harry, sprawiło, że poczuł się bardzo głupi. Udowodnili mu, jak bardzo nikomu nie ufa. Nie wierzy w dobre intencje. Nie wierzy nawet w siebie. Ciekawe czy to się kiedykolwiek zmieni? Jego moc była niczym plaster przyklejony na ropiejącą ranę. Zakrywał tylko paskudną dziurę, ale w żaden sposób jej nie leczył. Teraz gdy został pozostawiony sam sobie był zbudowany jedynie z lęku, który starał się zwalczyć przez całe życie. Z pogardy, którą wszczepił mu ojciec.

A jeśli to prawda? Jeśli ona go kocha? Mimo wszystko… Przecież tak powiedziała tamtej nocy, gdy… nie mógł o tym myśleć. Wspomnienie jej ust na swoich, potęgowało tylko strach. Bał się, że ona już nigdy nie spojrzy na niego w ten sam sposób. Że dojrzy w jej wzroku, tą cholerną litość, która siedziała w Potterze.

Nie chciał tego. Nawet Lucjusz mu współczuł. Zastanawiał się jak to w ogóle możliwe, by ten zimny, pozbawiony skrupułów człowiek, czuł coś takiego. By w ogóle czuł cokolwiek. Nie miał pojęcia jakim cudem on przeżył Azkaban. Co go uratowało przed zapadnięciem się w te okropne czyny których dokonał? Jak nie zwariował? A potem nagle pojął. Draco. Lucjusz kochał chłopaka i jego matkę.

Więc on też to przetrwa. Tak jak przetrwał te wszystkie lata. Ma Lily. Musi do niej wrócić. Przecież ona go potrzebuje, tak powiedział Potter. Że go kocha.

Wiedział, że jest zbyt urażona jego zachowaniem by przyjść do niego. Głupia gryfońska duma. Czuł się naprawdę fatalnie. Pojął teraz jak bardzo dziecinne i samolubne było jego zachowanie. Urządzał sceny z powodu braku magii. On. Jej. Pokonał śmierć, by ją tu sprowadzić, a teraz rozczulał się nad sobą jak jakaś baba. Ile razy powtarzał na głos, że oddałby wszystko, nawet swoją magię by ją odzyskać? A gdy to już się stało, zachował się jak idiota. Oskarżył ją o kradzież mocy. Odepchnął. Mógł zrobić jej krzywdę. Gdyby nie to, że wciąż był spetryfikowany, dałby sobie w pysk.

- Głupi, uparty, stary durniu… musisz ją odzyskać. Całe życie trwałeś w mękach, by uszczęśliwić jej ducha… a teraz? Uciekasz jak tchórz. Potter miał rację nazywając cię tchórzem. Jesteś nim. Miał rację porównując cię do twojego ojca pijaka. Jesteś nim. Zmieniasz się w nieudacznika. Zgorzkniałego dupka, który nawet nie próbuje szukać wyjaśnienia na to co się stało.. któremu nie podoba się, że inni czarują.

Otworzył oczy. Czuł, że czar rzucony przez aurorów odpuścił. Usłyszał szczęknięcie zamka za sobą i zapanowała ciemność. Przed nim znajdowały się czarne drzwi celi w Azkabanie.

##

#

Stanął na nogi i rozejrzał się w panice. Wokół były ściany z zimnego kamienia. Brudne i odrapane. Jego różdżka gdzieś zniknęła, nawet nie wie kiedy. Musiał przyznać, że żadna nauka obrony przed czarną magią nie była by go w stanie nauczyć tak szybkich reakcji, jakie mieli ci przeklęci aurorzy którzy się na nich rzucili. A pomyśleć, że kiedyś chciał być jednym z nich.

Poprawił okulary na nosie. Malutkie okienko w górze celi wpuszczało zimowe powietrze. Cieszył się, że po drodze nie widział dementorów. Był spetryfikowany, ale i tak, jakoś głupio byłoby zemdleć. Był wdzięczny, że po wojnie nie było ich w więzieniu. Zostały gdzieś wygnane.

Martwił się kogo jeszcze mogli zamknąć. Bał się, że gdzieś tam przerażony siedzi Fred, że trzęsie się i piszczy… bo o Freda tu przecież chodziło? … tyle zrozumiał z oskarżenia przy aresztowaniu.

Harry przytknął ucho do drzwi i zaczął nasłuchiwać. Jednak nie dotarł do niego żaden dźwięk. Pomyślał, że ściany muszą być jakoś magicznie zabezpieczone. Tyle dobrego… nikt nie usłyszy, co wykrzykuję w koszmarach… ja, albo Snape. Wtedy do niego dotarło, że nie jest tu sam. Że mężczyzna jest gdzieś obok. Pozbawiony mocy, by bronić się nawet przed najprostszymi czarami. Zdezorientowany, na równi z nim. A może nawet bardziej.

W świadomości też kołatały mu słowa Hermiony, która kiedyś tłumaczyła coś o mugolach, że mogą się poważnie rozchorować, gdy przestają pić po tak długim… jak ona to nazywała? Ciągu? Objawy odstawienne, tak, jakoś tak na to mówiła. On się nigdy z czymś takim nie spotkał, czasem tylko bolała go głowa po czwartym piwie imbirowym. Ale Harry nigdy nie pił tyle co Snape ostatnio. A i zawsze ktoś poratował go eliksirem z rana.

Zapukał w drzwi. Nic. Cisza. Zapukał, jeszcze raz. Po chwili uchyliło się małe okienko w drzwiach. Spoglądało na niego brązowe oko. Doleciały dźwięki z korytarza.

- Czego? Przesłuchanie będzie jutro. – warknął męski głos po drugiej stronie.

- Ten człowiek, którego aresztowaliście ze mną, on potrzebuje pomocy medycznej.

- Jasne, wszyscy potrzebujecie. – kolejne warknięcie

- Mówię serio. Zajrzyjcie do niego. – powiedział chłopak z niepokojem w głosie.

- My będziemy oceniać, czego potrzebuje. – usłyszał, i oko zniknęło z pola widzenia. Klapka w drzwiach zasunęła się bezszelestnie, a w celi znów zapanowała głucha cisza.

##

#

Krążył po celi. Kolejną godzinę. Bez cholernej mocy nie mógł rzucić nawet prostego tempus'a, by sprawdzić ile godzin zostało do rana. Małe okienko pod sufitem było czarne. Nie wiedział, czy jest tak zaczarowane, czy noc jest taka ciemna. Chciałby napisać list. Nie wiedział jednak do kogo mógłby go wysłać, by nie wzbudzić podejrzeń. Nie wchodziło w grę napisanie do Lucjusza, ani tym bardziej do rodziny Freda. Nie mógł też wysłać pergaminu i podpisać go - Lily Evans. Gdzieś na dnie duszy kołatała mu myśl, że ten kretyn, którego zamknęli w celi obok, dokładnie tak zaadresuje swoją kopertę.

Przez chwilę uspokoił się. Pamiętał, że Malfoy był przy ich aresztowaniu. Miał nadzieję, że faktycznie zdołał zabezpieczyć wszelkie księgi, które ukrywali we wrzeszczącej chacie.

Planował niczego Aurorom nie zdradzać. Jednak miał świadomość, że ta sztuczka może mu się nie udać. Że przeklęty Shaklebolt w końcu będzie się chciał dobrać do jego głowy, a zorientowanie się, że droga do wszystkich sekretów w niej ukrytych stoi otworem, nie zajmie mu dużo czasu. Oby tylko Potter nie pogrążył ich opowieścią o Lily. Oby nie palnął czegoś co pogrąży Draco i jego ojca.

Severus doskonale pamiętał jak trudno było przekonać ministra, do oddalenia zarzutów wobec starego Malfoya. Teraz, wiedząc, że nigdy nie będzie mógł zrealizować przysługi jaką Severus mu zalegał, nie będzie miał skrupułów by pogrzebać Lucjusza. Zwłaszcza jeśli się dowie, że ten idiota próbował wskrzesić Bellatrix Lastrange.

Kolejny krok spod południowej ściany pod północną ścianę i z powrotem. Zaczynał czuć się fatalnie. Strach siał wątpliwości w jego rozumowaniu. Ręce mu drżały, a serce kołatało. W ustach czuł suchość, a ciało próbowało się spocić, mimo że w celi było dość chłodno. Wiedział, że jest chłodno. A jednak jego ciało zachowywało się dziwnie.

Cela zaczęła wirować, więc się położył. Miał ochotę zwymiotować, ale powiedział sobie, że jest w stanie kontrolować własne ciało. Kolejny dreszcz przebiegł przez jego kręgosłup. A potem przyszedł potworny ból głowy. Ciśnienie rosło, energia wyraźnie spadała. Robiło mu się biało przed oczami. Wiedział , że coś złego dzieje się z jego ciałem. Postanowił wezwać strażników. Wstał znów z łóżka, by dojść do drzwi. Poczuł lodowate krople na swoim karku i skroniach, a potem ślina napłynęła do jego ust. Próbował ją wypluć, ale wydawała się różowa i lepka. Nie chciała z niego wyjść. Czuł jakby się dusił. Stuknął dwa razy w czarne drzwi. Jego nogi były bezwładne. Poczuł, że traci grunt pod nimi. Dłonie próbowały się chwycić metalowej powierzchni drzwi, lecz wymknęła się zręcznie i umknęła daleko. Widział jak sufit oddala się i znika gdzieś w bladym świetle. A potem ciemność zalała jego oczy.