Okej, tym razem to już naprawdę muszę się wziąć za następnego fika :v
Przepraszam, że trochę to trwało, no ale wiecie... święta i tak dalej...
No przepraszam bardzo, świąteczny event w czołgach sam się nie rozegra.
Ile ten event już mi dał radości, to nie macie pojęcia. Może i wydałam pieniądze, ale to co dostałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Jak ktoś chce zobaczyć czołga z wackiem, to niech w wyszukiwarce grafiki google wpisze "Sentinel 4 AC"... Nie wiem jaka będzie wasza reakcja, ale ja osobiście boję się tym jeździć XD
Ale wracając do oryginalnego tematu, cieszcie się ostatnim (póki co oczywiście) rozdziałem z tego tutaj.
A ja wracam do zjadania mojej babci ozdób choinkowych... poważnie, chyba tylko babcie wieszają na choinkach ozdoby ze świeżego piernika...
Jakby był stary to bym nie zjadła :v
Chyba...
- W-wiesz co? Już mi lepiej, więc możesz zabrać tę rękę – wymamrotał Feliks. - Najlepiej może w ogóle wróćmy do tamtych dwóch? - zaproponował.
- Hmm… nie – stwierdził Tomas, zaglądając do kolejnego pomieszczenia i kompletnie ignorując pytanie Polaka. Jak do tej pory nie natknął się na miejsce, które by mu odpowiadało. - Hmm… a może na górze? - mruknął, ruszając w stronę głównego holu.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Jeśli pytasz o to, czy słucham tego, co mówisz, to tak, jeśli o to, czy zamierzam cię posłuchać, to nie – odparł alter-Litwa.
- Och… czyli jak poproszę, żebyś, hmm… rozwiązał mi nogi i postawił na ziemi, bo umiem sam chodzić, to też nic z tego? - zapytał Polska, podziwiając płytki pokrywające podłogę. - Obiecuję, że będę grzeczny i nie będę próbował uciekać.
- To było mało przekonujące kłamstwo – stwierdził Tomas ze śmiechem. - A nawet gdybym dał się nabrać, to dobrze wiesz, że bardzo szybko znów bym cię złapał.
Temu Feliks nie mógł zaprzeczyć. Bądź co bądź nie udało mu się w magiczny sposób dorobić lepszych butów do biegania, ze związanymi rękami niewygodnie się uciekało, bo były bardzo przydatne w zachowaniu równowagi, a rana na nodze, mimo że została opatrzona, gdy był nieprzytomny, była dość dokuczliwa. W ostatecznym rachunku wyszło mu, że ma raczej marne szanse na ucieczkę i że pomoc Torisa też raczej nie wchodziła w grę, bo nie był w wiele lepszej sytuacji od niego. Miał tylko nadzieję, że jego partnerowi nic się nie stanie…
Z zamyślenia wyrwało go uczucie, że leci na podłogę. Krzyknął zaskoczony i lekko wystraszony, szykując się na zderzenie z ziemią. Jak się okazało, niepotrzebnie, bo wylądował na czymś miękkim… a ściślej rzecz ujmując, na kanapie. Jakoś umknął mu moment, w którym weszli po schodach i dotarli do salonu.
- Uch… eee… faktycznie, to o wiele lepsze, niż siedzenie na podłodze – stwierdził Feliks, przełykając cicho ślinę. Zerknął nerwowo na Tomasa, który usadowił się obok i lustrował go teraz wzrokiem, oparty wygodnie o oparcie sofy. - Więęęęc… skąd ten przejaw… eee… troski? Jakby nie patrzeć, jesteśmy przeciwnikami.
- Nie jesteśmy przeciwnikami. - Tomas przekrzywił głowę na bok i podparł ją na ręce. - Przynajmniej ja nic nie mam ani do ciebie, ani do Torisa, ani do jakiekolwiek innej nacji z tego świata.
- Aha… - burknął Polska, patrząc na swoje posklejane nadgarstki. - To ja chyba nie chcę wiedzieć, co by było, gdybyś „coś do mnie miał".
- Mówię poważnie, nie mam pojęcia, co Luciano chce osiągnąć, i mam to gdzieś. Jestem tu tylko dlatego, że akurat piekielnie mi się nudziło, a wycieczka brzmiała jak fajny pomysł. Och, no i jeszcze dlatego, że Franiu się wybrał – dodał po chwili namysłu. - Jak on w czymś bierze udział, to pewne, że będzie ciekawie.
- Niech zgadnę, to dlatego, że rzadko kiedy bierze w czymś udział… w takim razie ciekawe, co sprawiło, że zaszczycił nas swoją obecnością, bo nie wygląda na zbytnio zadowolonego z wycieczki.
- Bo ja wiem? - alter-Litwa wzruszył ramionami. - Na pewno to, że chce mieć oko na Włochy, a czy ma w tym jakiś inny interes, to możesz go zapytać, chociaż wątpię, żeby ci odpowiedział.
- Franciszek chce mieć oko na Luciano? Dlaczego?
- Wiesz, akurat to jest dość śmieszna sprawa, bo to działa w obie strony. Luciano ma nierówno pod sufitem, ale głupi nie jest, zaprosił Frania na wyprawę, bo nie chciał spuszczać go z oka, a Franio zgodził się z tego samego powodu… ta cała gwarancja niezawracania mu dupy przez sto lat to tylko taki miły dodatek, chociaż szczerze wątpię, żeby Włochy miał dotrzymać słowa.
- To zabrzmiało tak, jakby ten wasz Włochy bał się Franka.
- Bo tak jest – powiedział Tomas unosząc brwi. - Zresztą nie tylko on, chyba nikt nie chce zaleźć mu za skórę.
- Biorąc pod uwagę to, co do tej pory widziałem, stwierdzam, że jesteś tym wyjątkiem, co to ma potwierdzać regułę…
- Nie no, ja się z nim tylko odrobinę drażnię, poza tym znam granice… zazwyczaj.
Polska otworzył usta, żeby zapytać o coś jeszcze, jednak został uciszony przez alter-Litwę, który położył palec na jego wargach.
- Starczy na razie tych rozmów, nie po to cię tu zabrałem. - Tomas przesunął dłoń po policzku Feliksa, odgarniając kosmyk włosów z jego twarzy. - Pytałeś, skąd ten przejaw troski z mojej strony…
Polska wstrzymał oddech, bojąc się chociaż drgnąć, kiedy alter nacja nachyliła się w jego stronę. Zadrżał mimowolnie, czując oddech bruneta na swoim uchu.
- Już to wcześniej powiedziałem, spodobałeś mi się… - zamruczał Litwin niskim głosem. - A teraz mam idealną sposobność, żeby poznać cię bliżej.
- O... och… to o ten poziom znajomości ci chodziło… - Teraz Feliks już wiedział, z czym kojarzyły mu się ty błyski w oczach bruneta. Wychodziło na to, że miał z Torisem więcej wspólnego niż początkowo zakładał. - To… eee… jestem zaszczycony i tak dalej, ale jak już wspominałem, mam chłopaka, z którym jestem szczęśliwy i nie czuję potrzeby zawierania tak bliskiej znajomości z kimś innym.
- Hmm… faktycznie coś wspominałeś – stwierdził Tomas, odsuwając się odrobinę i robiąc zamyśloną minę. - Ale wiesz, co ci powiem? Mam nadzieję, że twój chłoptaś umie się dzielić, bo mam to gdzieś.
- Akurat w tej kwestii nie bardzmmmpfmm! - Feliks poczuł się jakby ktoś wylał mu na głowę wiadro lodowatej wody i przy okazji oblał wrzątkiem, kiedy Litwin wpił się łapczywie w jego usta.
( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)Test nowej interlinii, nie przeszkadzajcie sobie XD( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Czy któryś z tych popaprańców nas goni? - zapytał Finlandia.
- Nie, najwyraźniej nie zauważyli naszej ucieczki – odparł Szwecja, oglądając się przez ramię.
- Fajnie, a możesz mnie już puścić? Najlepiej zanim wyrwiesz mi ramię ze stawu – syknął Islandia, starając się nadążyć za wyższą nacją.
- Przepraszam – mruknął Berwald, spełniając prośbę Islandczyka. - Chciałem się tylko upewnić…
- W czym?
- Że uciekniemy wszyscy.
- To chyba trochę ci nie wyszło, bo brakuje nam Norwegii – stwierdził Islandia z sarkazmem.
- Słuchaj, Ice, wiem, że jesteś zły, ale gdybyś tam został, to cały jego wysiłek poszedłby na marne – powiedział Tino. - Okej… tutaj możemy odpocząć… a przynajmniej taką mam nadzieję.
Schronili się pośród roślinności w ogrodzie na tyłach budynku. Sam ogród (oczywiście w stylu angielskim, jak należało się tego spodziewać), był świetnym miejscem żeby zaczerpnąć świeżego powietrza w trakcie długich obrad, chociaż przy obecnej porze roku raczej z niego nie korzystano. Bardziej istotne było to, że w pobliżu znajdowało się drugie wejście do centrum i wyglądało na to, że było niepilnowane.
- No dobra, a co jak już odpoczniemy? - zapytał Islandia, starając się znaleźć miejsce osłonięte od deszczu.
- Wtedy spróbujemy się nieco rozeznać w sytuacji – odparł Finlandia, biorąc się za opatrywanie ramienia Szwecji. - Pasowałoby wiedzieć z iloma przeciwnikami mamy do czynienia i obmyślić jakąś strategię.
- Chwila, czyli planujemy walkę z tymi świrami?
- Oczywiście, że tak – mruknął Berwald, starając się ignorować piekący ból oparzonego ramienia.
- Mamy Norwegię do odbicia, w końcu jesteśmy nordycką piątką, co nie? - dodał Tino. - Po drodze można by pomóc reszcie towarzystwa, bo coś podejrzewam, że też mają kłopoty.
- Cóż… szkoda, że Dania nie przyjechał, przydałby się ktoś głu… odważny, żeby w razie czego robić za wabia – powiedział Islandia, odwracając wzrok, żeby ukryć lekkie rumieńce pokrywające jego policzki.
- Teraz to zabrzmiałeś zupełnie jak Norwegia – stwierdził Finlandia z cichym śmiechem, a Szwecja skinął głową na znak, że się z nim zgadza. - Gołym okiem widać, że jesteście spokrewnieni.
- Z-zamknij się...
Arthur rozglądał się wokół, zagryzając nerwowo wargi. Starał się jakoś znaleźć wyjście z obecnej sytuacji. Po tym, jak w końcu Ameryka został pokonany przez swoje lustrzane odbicie, wszyscy z wyjątkiem Włoch zostali zebrani w jednym miejscu w sali i otoczeni. Z tego co zauważył, spośród nich brakowało Finlandii, Islandii, Szwecji, Litwy i Polski, więc nie było jeszcze tak tragicznie, wciąż istniała szansa na wybrnięcie z tego bagna. O ile wcześniej Anglia był pewny, że cała ta napaść została szczegółowo dopracowana, a biorące w niej udział alter nacje ściśle ze sobą współpracowały, o tyle po niezbyt długiej obserwacji szybko zweryfikował swoje poglądy. Wyglądało to raczej, jakby każdy zjawił się z innego powodu. Przykładowo Allen zdecydowanie szukał zaczepki, jego brat zapewne też miał taki plan, ale o wiele bardziej zajmowało go teraz opowiadanie Mattowi chyba o wszystkim, co mu tylko przyszło do głowy. Chyba tylko Luciano miał jakiś konkretny cel w tej wizycie, jednak jak na razie Arthurowi nie przyszedł do głowy żaden pomysł na to, co by to mogło być.
- Czyli mówisz, że Finlandii, Szwecji i Islandii na pewno udało się uciec? - mruknął cicho do siedzącego w pobliżu Norwegii, który jakiś czas temu został przywleczony przez lustrzane odbicie swoje i Islandii. Sądząc po tym, że był cały umorusany ziemią i czymś, co przypominało sadzę, musiał stoczyć nie lada batalię.
- Tak myślę, nie mam stuprocentowej pewności – odparł Norweg, walcząc z sennością. Może i szybko odzyskał przytomność, ale był wykończony. - Ale powinni być bezpieczni, moja alter wersja nie wyglądała na bardzo zainteresowaną pościgami… już raczej efektownym marnowaniem energii magicznej – mruknął, zerkając w stronę alter-Norwegii, który drzemał w najlepsze oparty o stół obrad.
- Czyli jest spora szansa na to, że nam pomogą… właściwie można śmiało stwierdzić, że są naszą jedyną szansą, żeby się z tego wyplątać. Swoją drogą, wyglądasz jakbyś miał zaraz kopnąć w kalendarz – stwierdził Anglia.
- A czuję się nawet gorzej… jak uda mi się wrócić do domu, to będę spał minimum tydzień.
- Czyli w razie czego na ciebie nie możemy liczyć… Jak oceniasz nasze szanse powodzenia?
- Teraz? Bliskie zera… a tak ogólnie, to ciężko mi powiedzieć. W teorii prawie wszystkich nas wyłapali i jesteśmy na ich łasce, w praktyce, to gdyby nie gigantyczny element zaskoczenia i chociaż szczątkowy plan działania, nie poszłoby im tak łatwo. - Norwegię ten fakt irytował bardziej, niż był skłonny przyznać. Gdyby alter-Norwegia i alter-Islandia nie przygotowali wcześniej areny pod siebie, to on miałby przewagę ze względu na pogodę.
- Ale wciąż mają przewagę liczebną – westchnął ponuro Arthur. - My mamy trzech ludzi… może pięciu, nie mam pojęcia, gdzie są Toris i Feliks.
- Jeśli mógłbym prosić, to jednak wolałbym wersję z pięcioma naszymi...
- Moi drodzy gospodarze! - powiedział głośno Luciano, uciszając w ten sposób wszystkie rozmowy. - Jako że część zapoznawczą mamy już za sobą, przy czym chciałem serdecznie podziękować za tak ciepłe przyjęcie. - Potoczył spojrzeniem po zebranych nacjach, ignorując niezbyt przyjazne spojrzenia. - Pewnie zadajecie sobie pytania „skąd oni się tu właściwie wzięli? Czego od nas chcą?" i tym podobne… Cóż, część z tego zostawimy sobie na później, a część załatwimy teraz.
- Ale my wiemy „skąd" się tutaj wzięliście – stwierdził Anglia. - Raczej niespecjalnie to ukrywacie… bardziej interesującą kwestią jest „jak" to zrobiliście.
- Och, to całkiem proste, wystarczyło tylko… - zaczął z zapałem Oliver.
- Nie teraz, Oliver, później sobie będziesz przyjaciół szukał – przerwał mu alter-Włochy. - Cóż, to mi… nam, znacznie ułatwia sprawę. W takim razie pozwólcie, że zapytam, kto z was ma największe wpływy?
- Czy tylko mnie ucieszył teraz fakt, że Chiny i Rosja nie przyjechali na spotkanie? - zapytał cicho Hiszpania.
- Nie… - mruknął Niemcy. - Wolę sobie nie wyobrażać… hmm… zamieszania... jakie wywołałoby to pytanie, gdyby tu byli.
- A więc? - zapytał Luciano, spoglądając na swoich jeńców z uniesioną brwią. - Nie radzę wam wystawiać mojej cierpliwości na próbę, akurat tej cnoty nie posiadam w nadmiarze.
- Byłbym skłonny zasugerować, że nie posiadasz żadnej – oznajmił Flavio, przyglądając się krytycznie swoim paznokciom.
- No chyba, że chodzi o TĘ cnotę – powiedział Allen, poruszając znacząco brwiami, co wywołało kilka przytłumionych chichotów wśród zebranych w sali osób.
- Dostanę w końcu odpowiedź na moje pytanie, czy będę musiał kogoś zachęcić do udzielenia mi tej informacji? - wycedził alter-Włochy przez zaciśnięte zęby, obiecując sobie, że po całej akcji policzy się ze swoim bratem i tym nadętym Amerykaninem.
- Ale… tak ogólnie, czy spośród osób obecnych w tym budynku? - zapytał Ludwig.
- W tym budynku. Chyba nie myślisz, że mam czas i ochotę na latanie po całym świecie?
- Hej, czemu wszyscy tak na mnie patrzycie? - zapytał Alfred, kiedy niemal wszystkie pojmane nacje spojrzały w jego stronę. - Chwileczkę… co miało znaczyć „w tym budynku"?!
- Doskonale, i co, było to takie trudne? - westchnął Luciano rozmasowując sobie skronie. - Liechtenstein, pomóż wstać panu wpływowemu, pójdziemy sobie chwilę porozmawiać na osobności. Wstawaj, ty też idziesz – rzucił do swojego lustrzanego odbicia, samemu podnosząc się z miejsca.
- Jak mam wstać, skoro przywiązałeś mnie o krzesła? - zapytał Feliciano. Zbladł nieco, kiedy alter-Włochy z cichym warknięciem złapał za nóż i przeciął więzy.
- Ej! Dlaczego to Liechtenstein ma z wami iść, skoro chcesz gadać z moim lustrzanym odbiciem? - zapytał alter-Ameryka. - Skoro tak naciskałeś na to, żebyśmy im nie zrobili znaczącej krzywdy, to coś się musi za tym kryć! A skoro tak, to ja chcę mieć oko na tutejszego Amerykę!
- Dobra, dobra! Niech ci będzie, chodź! - syknął Luciano, machnąwszy ręką ze zniecierpliwieniem. - Rany boskie, otaczają mnie kretyni – westchnął, przykładając sobie rękę do czoła. - Jednak było wziąć ze sobą trochę aspiryny…
- Paracetamol jest delikatniejszy dla żołądka – stwierdził Włochy.
- Mam. To. Gdzieś!
- Mam jedno pytanko – oznajmił Alfred, podchodząc do nich, eskortowany przez swoją alter wersję. Luciano spojrzał na niego z uniesioną brwią.
- To… skąd właściwie się tutaj wzięliście?
Mina, jaką alter-Włoch zrobił po tym pytaniu, sugerowała, że toczył teraz ze sobą wewnętrzną walkę o to, żeby nie zacząć krzyczeć.
Przez jakiś czas Feliks starał się przetworzyć, co właściwie teraz miało miejsce.
Och… no tak...
Właśnie całował się z gościem, który niby wyglądał niemal zupełnie jak Toris, ale jednak nim nie był, co było mocno dezorientujące. Nie mógł zaprzeczyć, że Tomas naprawdę znał się na rzeczy, ale mimo wszystko Feliks uważał siebie za wiernego partnera, więc całowanie się z obcym facetem siłą rzeczy nie znajdowało się na liście rzeczy, które powinien robić. Nie było to proste z ciasno sklejonymi nadgarstkami, ale jakoś udało mu się odepchnąć alter-Litwę przynajmniej na tyle, żeby móc się odezwać.
- W-wiesz, ja mówiłem poważnie, kiedy wspominałem, że jestem szczęśliwy z moim partnerem – wymamrotał, starając się nie patrzeć Tomasowi w oczy. Jakoś łatwiej było mu się skupić na próbie wybrnięcia z tej sytuacji bez widoku ciemnoczerwonych oczu błyszczących od żądzy.
- A ja mówiłem poważnie, kiedy stwierdziłem, że mnie to nie obchodzi – odparł Litwin, pochylając się na tyle, żeby móc muskać wargami usta blondyna. - Ja po prostu chcę się odrobinę zabawić, a ty mi się spodobałeś.
- Jestem niezmiernie rad z tego powodu – mruknął Feliks, dochodząc do wniosku, że rumieniec goszczący na jego twarzy prędko z niej nie zniknie. - Ale… yyy… nie uważasz, że to trochę za szybko? No wiesz… - dodał pospiesznie, gdy brunet uniósł pytająco brew. - Jestem raczej staroświecki i takie szybkie eee… tempo… sprawia, że czuję się trochę niekomfortowo…
- Jeśli sugerujesz, że mam najpierw zabrać cię na kilka randek, zanim poczujesz się na tyle komfortowo, żeby się zabawić, to wiedz, że ani nie mam na to czasu, ani to w moim stylu – oświadczył Tomas, wsuwając dłonie pod marynarkę Polaka i zaczynając głaskać jego boki.
- Mam rozumieć, że nie przestrzegasz reguły trzech randek…
- Nieee, mam zamiar bzyknąć cię na pierwszej.
- Do subtelnych też nie należysz… - Feliks ugryzł się lekko w język, czując, jak lekki dreszcz wywołał na jego ramionach gęsią skórkę. Zaklął w duchu na fakt, że jego ciało wolało raczej współpracować z nowym znajomym niż z nim.
- Nie mam czasu zawracać sobie głowy pierdołami – zamruczał alter-Litwa. - Nie mam pojęcia, ile ta wycieczka będzie trwać, ale mam zamiar zaliczyć wszystkie atrakcje.
- „Panie Boże, błagam o wybaczenie za moje wcześniejsze słowa, możemy jeszcze renegocjować warunki wybawienia mnie od tego gościa?" - pomyślał Polska, zastanawiając się gorączkowo nad innym rozwiązaniem. - Tak bez gry wstępnej?! - wypalił nieco piskliwym głosem, unosząc dłonie tak, żeby zasłonić sobie usta.
- W sumie… - Tomas zrobił zamyśloną minę. - Co ty i twój chłoptaś robicie, zanim przejdziecie do konkretów?
- „W zależności od stopnia upojenia alkoholowego mojego „chłoptasia" skala wynosi od prawie nic do nic" - stwierdził w duchu Feliks. Musiał jednak wymyślić coś, co da mu więcej czasu. - Umm… najpierw zazwyczaj w coś gramy albo oglądamy film… tak dla rozluźnienia po pracy – wydukał, z wysiłkiem starając się wymyślić jak najbardziej wiarygodną historię. - Znaczy, ja zazwyczaj się nie przejmuję pracą jak już wracam do domu, ale Toris czasami ma z tym problem, jak zdarzy mu się wpaść z wizytą.
- Jaja sobie ze mnie robisz… - Alter-Litwa uniósł brew z niedowierzającą miną. - Chcesz mi powiedzieć, że moje tutejsze wcielenie woli myśleć o robocie niż o tym, jak dobrać się do swojego partnera?
- Nie no, skąd – powiedział szybko Polska, starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco. Z czym nie miał większego problemu, bo, jak na ironię losu, ostatnio sam miał w tej kwestii wątpliwości.
- Hmm… właściwie, jak tak na niego popatrzyłem i jeśli wziąć pod uwagę to, że w większym lub mniejszym stopniu jesteśmy przeciwieństwami… To w co lubicie zagrać?
- Umm… w szachy na przykład… - mruknął Feliks, chociaż osobiście wolał jakieś zręcznościowe gry komputerowe… albo chociaż zwykłe planszówki. W szachy też lubił zagrać, ale były raczej marnym pomysłem, żeby się rozluźnić, bo wymagały naprawdę dużo myślenia… zwłaszcza kiedy się grało z Torisem.
- Zaczynam się zastanawiać, czy ten gość ma równo pod sufitem… - Brunet potarł podbródek, siadając prosto na kanapie. - Szachy? Poważnie? Chociaż… faktycznie wygląda na tyle sztywnego, żeby emocjonować się szachami bardziej niż perspektywą miłej zabawy...
Odsuwając się lekko, tak, żeby przypadkiem nie zwrócić na siebie zbyt dużej uwagi, Feliks zaczął układać w myślach mowę przebłagalną dla swojego partnera. Fakt, że Toris potrafił zachowywać się dość sztywno, ale aż tak źle nie było… chyba… w sumie nie był do końca pewien.
Po chwili przemyśleń Polska stwierdził, że na jego szczęście z dwóch personifikacji Litwy, które miał okazję poznać, to Tomas był tym mniej przenikliwym przypadkiem, więc jakkolwiek brzmiałaby odpowiedź na ten szachowy problem, to jednak odniósł swój mały sukces...
- Nie zmienia to jednak tego, że nie mam ze sobą szachów i nie umiem w nie grać – powiedział Tomas. - Możemy co najwyżej zagrać w karty – stwierdził, wyciągając z kieszeni talię kart. - Jeśli naprawdę chcesz, to możemy pograć... - zaczął z szerokim uśmiechem, zanim blondyn zdążył odpowiedzieć. - Ale to ja wybieram w co będziemy grać.
Albo może jednak nie do końca...
- Ja nie wiem, co ty tam do siebie mruczysz, ale mógłbyś przestać? - westchnął Franciszek, zerkając znad gazety na jeńca, który mu został do pilnowania. - No co? Mówiłem ci przecież, że moje lustrzane odbicie przypadło Tomasowi do gustu jako partner do zabawy. – Alter-Polska uniósł brwi pytająco na widok poirytowanego i lekko niedowierzającego spojrzenia, jakie posłał mu Toris. - No i czego się tak gapisz?
- I nie rusza cię to, że akurat twoje lustrzane odbicie „przypadło mu do gustu"? - zapytał Litwin. Kawałka taśmy z ust pozbył się bez większych problemów, gorzej radził sobie z tymi warstwami, które krępowały jego ręce i nogi.
- A dlaczego miałoby? Może i wygląda bardzo podobnie do mnie, może też jest personifikacją Polski, ale koniec końców to dla mnie zupełnie obcy człowiek. - Franciszek wzruszył ramionami i wrócił do swojej lektury. - Mam w takim razie rozumieć, że ty czujesz jakąś więź emocjonalną ze swoim lustrzanym odbiciem?
Toris zazgrzytał ze złością zębami. Już prędzej wolałby przyznać się do pokrewieństwa z amebą, niż być w jakikolwiek sposób związany z tym bezczelnym chamem, który nie potrafił trzymać łap przy sobie. - Arogancki sukinsyn... niech ja go tylko dorwę…
Alter-Polska tylko westchnął głośno, odkładając gazetę na stół, po czym wstał i ruszył w stronę wyjścia.
- A ty dokąd się wybierasz? - zapytał Litwa, śledząc alter nację spojrzeniem.
- Na spacer... Skończyła mi się taśma, a nie mam ochoty słuchać twojego mamrotania, nawet jeśli po twoim tonie wnoszę, że najprawdopodobniej planujesz zamordowanie Tomasa ze szczególnym okrucieństwem. Bądź tak miły i nie próbuj uciekać, nie mam ochoty marnować czasu na łapanie cię po raz drugi.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne – burknął Toris, w odpowiedzi słysząc tylko ciche kliknięcie drzwi.
- Na ile znam tego włoskiego padalca, to zapewne skończył się już bawić, więc najwyższy czas iść i spróbować dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi – mruknął Franciszek, bez pośpiechu udając się na poszukiwanie reszty towarzystwa ze świata równoległego, ze szczególnym uwzględnieniem pomysłodawcy całej tej wyprawy.
A tak z innej beczki, to jestem dumna ze swoich umiejętności kreowania postaci XD
"(...) skończyło się tak że przez ciebie rujnuje mi życie postać która nawet nie istnieje kanonicznie w tym fandomie" - pewna persona o 2pLitwie.
I żeby nie było "rujnuje" w pozytywnym sensie :v
To ten, jako iż jestem pewna, że na 99,9% nie wyrobię się przed świętami z następnym rozdziałem, to pragnę wszystkim czytającym moje wypociny życzyć wesołych i spokojnych świąt, oraz szczęśliwego nowego roku (na wypadek gdybym przed Sylwestrem też się nie wyrobiła :v).
No i żeby wigilijna ciąża spożywcza nie była zbyt dokuczliwa.
