VII

Delektując się drugą tego dnia (co za luksus!), gorącą kąpielą, nie mogła przestać myśleć o nader przystojnym szeryfie, który tak niespodziewanie stanął na jej drodze.

Dotąd mężczyźni pozostawali poza sferą jej zainteresowań, choć nie mogła powiedzieć, iż nie miała wcześniej kilku konkurentów. Nie była jednak w najmniejszym stopniu nimi zainteresowana (ku rozczarowaniu matki, która marzyła, by wydać ją za mąż i to z wielką pompą), o czym uprzejmie, acz stanowczo ich poinformowała, ucinając wszelkie próby zalotów. Zdumieniem więc napełnił ją fakt, że krótkie spotkanie z ciemnookim stróżem prawa, wywarło na niej aż takie wrażenie.

Szeryf Hudson zdecydowanie różnił się od reszty mężczyzn, jakich poznała w mieście, nie tylko pod względem wyglądu, ale też manier. On pierwszy nie popatrzył na nią jak na sztukę mięsa, on pierwszy nie miał w ustach rzeki śliny. Powitał ją nader grzecznie (nadal jeszcze czuła na palcach dotyk jego miękkich warg) i z prawdziwym zainteresowaniem wydawał się słuchać tego, co miała do powiedzenia, ani jednym słowem nie komentując jej mizernego wyglądu.

- Och! Że też musieliśmy się poznać, kiedy wyglądałam jak wieprzek prosto z bajora!- westchnęła zawstydzona, myjąc swoje długie blond włosy.- Co on sobie o mnie pomyśli?

Swoją drogą, im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej pewna była, że w jego oczach nie było rozbawienia, ani tym bardziej obrzydzenia, raczej ciepło, jakiego nie widziała nigdy wcześniej. Te oczy przypominały pannie Thomas czekoladki, jakie ojciec ofiarował jej na osiemnaste urodziny, kiedy to po raz pierwszy zabrał ją do Waszyngtonu, gdzie mieszkała jej ciotka, u której przez cały okres studiów rezydowała później dziewczyna. Były ciemne, prawie czarne i takie lśniące…

- Awww… Co się ze mną dzieje?- mruknęła sama do siebie, czując znajome ciepło na policzkach i dziwny uścisk w żołądku. Na dodatek, jej serce biło znacznie szybciej niż zwykle i Sue sama już nie wiedziała, co myśleć.

Szczęściem, potok jej rozmyślań przerwała Lucy, pomocnica Tary, która weszła do pokoju z garnkiem ciepłej wody do spłukania włosów. Jak na wykwalifikowaną pokojówkę przystało, pomogła Sue wyjść z wanny, a kiedy ta się wysuszyła i ubrała, zajęła się jej włosami. Najpierw ostrożnie osuszyła miękkie, błyszczące pasma, a potem z wprawą nawinęła na papiloty. Oczywiście, nauczycielka nieco oponowała, mówiąc, że potrafi upiąć też proste, ale jak się okazało, Lucy potrafiła być bardzo „przekonująca".

- Ależ, panienko!- mówiła.- Jutro jest pierwszy dzień w nowej szkole! Powinna panienka pięknie się zaprezentować, szczególnie, że pewnie zjawi się tam połowa miasta! Niech widzą, że zawitała do nas prawdziwa dama!- nalegała.

- Ale…- próbowała przerwać jej Sue, lecz niezmordowana Lucy kontynuowała:

- Poza tym, czas, by ktoś nareszcie ukręcił nosa córce burmistrza. Panna Allie z pewnością nosi go za wysoko. Uchodzi tu za najładniejszą panienkę i strasznie się przy tym wywyższa, więc mała konkurencja jej nie zaszkodzi, szczególnie, że panna Allie strasznie upodobała sobie naszego szeryfa.

- Och?- blondynka wyraziła „lekkie" zainteresowanie.

- Tak, tak! Upatrzyła go sobie na męża, ale jeśli panienka chce znać moje zdanie, byłoby to straszne nieszczęście, gdyby go zdobyła. To taki dobry człowiek, a ona, to zwykła hetera!- wyjawiła murzynka.

- Ummm…- niepewnie zaczęła nauczycielka.- A czy szeryf odwzajemnia jej afekt?- zapytała tonem niewiniątka, nagle czując, że ta informacja jest dla niej niezwykle ważna.

- A gdzie tam!- odparła zaraz Lucy.- Biedaczek ucieka przed nią, gdzie raki zimują, ale to nie oznacza, że panna Allie przestaje go gonić!

Sue zachichotała. W Lucy, podobnie jak w Tarze, były niezwykle duże pokłady humoru, a przy tym ta dziewczyna była typową dobrą duszą. W jej słowach nie było zawiści. Była po prostu szczera aż do bólu i nauczycielka pomyślała, że miło będzie również z nią się zaprzyjaźnić, bo Lucy Dotson i Tary Williams po prostu nie sposób było nie lubić.

Kiedy po kolacji w towarzystwie Tary, Sue kładła się wreszcie spać, w głowie miała tysiąc myśli na raz. Zastanawiała się, co przyniesie jej jutro. Jak przyjmą ją miejscowi mieszkańcy? Czy ją zaakceptują? Czy ktoś dostrzeże jej mały „sekret"? Czy panna Allie naprawdę jest taka zła? I przede wszystkim, czy może przypadkiem Sue znów spotka młodego, szarmanckiego szeryfa, wspomnienie którego prześladowało ją przez resztę dnia. Musiała sobie po cichu przyznać, że nie miałaby nic przeciwko temu.

Tej nocy śniła o czekoladzie i o czach pełnych ciepłego blasku, po raz pierwszy w życiu dopuszczając do siebie myśl o konkurach. To nic, że ich ścieżki dopiero co się skrzyżowały. Gdyby szeryf Hudson zechciał się do niej zalecać, z pewnością nie powiedziałaby „nie"…

TBC