Witajcie! Cieszę się zdobywaniem kolejnych czytelników i mam nadzieję, że ten rozdział także przypadnie Wam do gustu. I tak, będzie tak samo krótko jak zwykle:P Enjoy!
Draco siedział w swoim pokoju, czekając na przyjście Rafaela. Od kilku dni zastanawiał się, w wyniku czego Potter tak naprawdę zmienił strony. Bo fakt, że był w jakimś związku z Voldemortem, musiał być jedynie skutkiem owej zmiany. Kuzyn nie chciał mu nic powiedzieć, a ojca bał się zapytać. Nie ulegało wątpliwości, że rodzice byli ostatnio szczęśliwsi i jakby mniej zestresowani. Jakby poznanie prawdy sprawiło, że ponownie wierzą w to, co robili od wielu lat.
I była jeszcze kwestia samego Złotego Chłopca, czy raczej jego zachowania podczas ich ostatniego spotkania. Sam przed sobą musiał przyznać, że chłopak był gorący i działał na niego zdecydowanie zbyt mocno. Nigdy nie oceniał go w takich kategoriach, ale najwyraźniej i na to nadszedł czas.
— Draco? — Rafael pomachał blondynowi dłonią przed twarzą, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. — O czym myślisz?
— O Potterze — mruknął.
— Czemu mnie to nie dziwi? — zapytał sam siebie, siadając obok Malfoya na łóżku i krzyżując stopy w kostkach. — I do jakich wniosków doszedłeś?
— Powiedz mi — burknął. — Powiedz mi, dlaczego on odsunął się od Dumbledore'a?
— Przecież doszliście do jakiegoś porozumienia — zbył go ostrożnie. — Nie mogę ci powiedzieć.
— Ale nie rozumiem — warknął Draco. — Kto normalny pieprzyłby się z mordercą własnych rodziców? Już nie mówiąc o wspieraniu jego strony w wojnie. Złoty Gryfiak może i jest szalony, ale nawet jego szaleństwo ma granice.
Lestrange westchnął cicho i ułożył się wygodniej, jedną rękę zarzucając ponad głowę, a drugą zasłaniając oczy. Zabroniono mu opowiadać kuzynowi o tym, co zobaczył we wspomnieniach Czarnego Pana, ale jeżeli zdradzi tylko trochę, nie powinno być problemów. Chyba.
Draco, widząc wahanie Rafaela, pochylił się lekko nad jego ciałem, dłonią rozsuwając sczepione ze sobą palce, zasłaniające ogromne oczy. Chłopak uchylił powieki, a widząc twarz blondyna tak blisko swojej aż jęknął cicho. Malfoy patrzył, jak zahipnotyzowany na zmieniający się powoli wyraz jego twarzy. Z niepewnej stawała się powoli otwarta, na ustach pojawił się niewielki uśmiech, a źrenice zwęziły się lekko, jakby oceniając zamiary Ślizgona.
— Powiedz — szepnął znowu.
Rafael w ułamku sekundy uniósł dłoń i pogładził Malfoya po alabastrowym policzku. Jego ruchy były spokojne, choć pewne. Jakby oswajał zwierzę, które w każdej chwili może się spłoszyć i uciec. Draco patrzył teraz na niego z dziwnym dystansem i jakąś obawą, które nie spodobały się chłopakowi. Wplótł więc palce w jego jasne włosy, ściskając je silnie i odchylając jego głowę nieco do tyłu, czym wywołał cichy okrzyk bólu.
— Rafael, do cholery! — warknął.
Ciemnowłosy zaśmiał się krótko i przyciągnął Ślizgona do nieco brutalnego pocałunku. Ten wyrywał się przez chwilę, próbując uciec od jego ust, w końcu poddając się i rozchylając nieznacznie wargi. To już druga taka sytuacja w przeciągu kilku dni i chłopak zaczął się zastanawiać, czy inni postrzegają go jako kogoś słabego, skoro najwyraźniej nie robią sobie nic z jego protestów, biorąc od niego to, czego w danej chwili chcą.
Lestrange jęknął z aprobatą, kiedy Draco poddał się jego działaniom, choć nie szczególnie spodobała mu się bierność blondyna. Wolałby, żeby walczył. Wolałby, żeby oddał mu pocałunek, albo chociaż strzelił mu za takie zachowanie w twarz. Nie oczekiwał od niego uległości. Uległość była nudna, przynajmniej na tym etapie zdobywania. A Rafael mimo, że na takiego nie wyglądał, był zdobywcą. I to zdobywcą, który zamierzał ujarzmić smoka, kryjącego się gdzieś w duszy kuzyna. Draco jeszcze będzie jego i to na warunkach, które on będzie dyktował.
— Czarny Pan nie zabił rodziców Harry'ego — mruknął po chwili, odsuwając od siebie Draco i wstając pospiesznie z łóżka. — Zrobili to ludzie Dumbledore'a — dodał jeszcze, kiedy zatrzaskiwał za sobą drzwi.
Malfoy otworzył w zdziwieniu usta, zastanawiając się, czy bardziej zdziwiły go słowa kuzyna, czy raczej jego zachowanie.
I co niby miał znaczyć ten pocałunek?
Wpatrywał się w drzwi pokoju, machając przecząco głową. Jak niby do tego doszło, że w oczach innych stał się kimś, kogo można tak łatwo zbyć? I jak on teraz spojrzy chłopakowi w oczy? Szczególnie, że Lestrange wcale nie wydawał się zadowolony wychodząc stąd. Nie, żeby Draco chciał go zadowolić, ale jego ego i jego duma domagały się jakiejś pozytywnej reakcji. W końcu to nie on całował, więc byłoby miło, gdyby Rafael chociaż uśmiechnął się po wszystkim, a nie po prostu wyszedł, zostawiając go skołowanego i wzburzonego. Już całkowicie pomijając fakt, że byli rodziną, Malfoy nie uważał się za osobę, którą można tak potraktować i odejść. Wystarczyło mu upokorzenie, które czuł po spotkaniu z Potterem. Rafael naprawdę nie powinien wzbudzać w nim podobnych odczuć.
Harry oderwał się w końcu od Remusa i rozlał Ognistej do dwóch szklanek. Zanim jednak zdążył się odezwać, drzwi do pokoju otworzyły się i przeszedł przez nie Tom, a zaraz za nim Severus. Lupin warknął i poderwał się ze swojego miejsca, stając w pozycji gotowej do ataku i zasłaniając ciałem Gryfona. Voldemort popatrzył na niego z rozbawieniem, unosząc do góry jedną brew, a Snape prychnął cicho, omijając obu i lewitując kolejne naczynia na stół. Potter patrzył na dwóch czarodziei, nie bardzo wiedząc, jak zareagować. Riddle nie wykazał, jak dotąd, żadnych oznak zniecierpliwienia, więc chłopak miał nadzieję, że Remus się opanuje i nie zrobi niczego głupiego.
Wilkołak rzeczywiście po kilku chwilach wziął głęboki oddech i stanął prosto, nie spuszczając jednak wzroku i wciąż wpatrując się w Toma.
— Czy wiesz, że masz zdrajcę w swoich szeregach? — zapytał spokojnie.
Czarny Pan drgnął wyraźnie i spojrzał pytająco na kochanka. Ten tylko kiwnął smętnie głową, upijając łyk alkoholu.
— Już wiem, dlaczego Belli nie udało się porozmawiać z Szyszymorami — mruknął. — Była w tym czasie zajęta pertraktacją z Greybackiem.
— Słucham? — warknął niezadowolony, podchodząc o krok do Lupina.
— Nie podobają jej się twoje rozkazy dotyczące Harry'ego — wyjaśnił mężczyzna, wyraźnie zmęczonym głosem. — Ale poza tym, namawiała go jednak do przyłączenia się do ciebie. Obiecała mu kilka rzeczy, o których przed momentem przekonałem się, że ty byś nie obiecał. I pragnie w zamian cichej śmierci syna moich przyjaciół — dokończył, wskazując ręką na Gryfona.
Tom burknął cicho, wychylając całą szklankę whisky na jeden raz. Bellatrix zawsze była mu wierna i tego, co teraz robiła też do końca zdradą nazwać nie można było. Prędzej zemstą za torturowanie jej przed kilkoma miesiącami. Nie zmieniało to jednak faktu, że działała przeciwko jego rozkazom, a za to musiała spotkać ją kolejna kara.
— Skąd o tym wiecie?
Harry opowiedział pokrótce przebieg dzisiejszego spotkania, a Remus dodał kilka słów od siebie. On, jako wysłannik dyrektora Hogwartu także musiał dokładnie orientować się w planach Alfy. Jeszcze wczoraj był przekonany, że jego działania przyniosą upragniony pokój i zakończenie tej wojny. Jednak obecnie był pewien, że jeśli owa wojna skończy się wygraną Albusa, nie wyniknie z tego nic dobrego.
— Nie będę dla ciebie zabijał — zaznaczył, znów patrząc na Voldemorta.
— Nikt tego od ciebie nie wymaga, Lupin.
— A co z Harrym? — zapytał cicho.
— To jego wybór. Do niczego go nie zmuszam.
Chłopak skinął lekko, pamiętając jednak, że na przyszły tydzień zaplanowali atak, w którym obiecał sobie, że weźmie udział. Remus nie musiał jednak o tym wiedzieć. To będzie jego pierwszy atak, ale naprawdę uważał, że przyszedł czas na to, żeby zacząć działać, a nie tylko siedzieć z założonymi rękoma. Tom nauczył go, jak walczyć. Nauczył, jak zwyciężać.
Severus przysłuchiwał się z zaciekawieniem nowinkom, które przyniósł wilkołak. Był zdziwiony, jak społeczność tych stworzeń jest podzielona, mimo, że właściwie wszyscy chcą przyłączyć się do Czarnego Pana.
— Lupin, przyjdź w poniedziałek na zebranie śmierciożerców — mruknął w końcu Snape, a trzy pary oczu spoczęły na nim, wpatrując się z niedowierzaniem. — Wiem, że to nie ja powinienem cię zapraszać — burknął, machając niedbale dłonią w kierunku Riddle'a. — Ale uważam, że to dobry pomysł. Będziesz w szacie i masce, więc nikt cię nie pozna. Na głównym spotkaniu staniesz obok mnie, co zaniepokoi większość zebranych, bo naprawdę mało osób dołącza do Wewnętrznego Kręgu. W naszym kameralnym gronie, Tom przedstawi cię, jako swojego zaufanego szpiega wśród wilkołaków — wyjaśniał, a pozostali patrzyli coraz bardziej nieufnie. — Och! — warknął po chwili. — Chcę zobaczyć reakcję Belli. Jeżeli dobrze to rozegramy istnieje możliwość, że się przyzna, jeżeli tego nie zrobi… No cóż, tutaj decyzja będzie należała do ciebie, Tom. Wiem, że nie chcesz jej zabijać — dodał ciszej, wzruszając ramionami.
— Nie chcę, masz rację.
Harry zastanowił się chwilę, czy przedstawienie Lupina Malfoyom i Lestrange'om będzie dobrym pomysłem, czy lepiej zachować jego tożsamość ukrytą. O ile o dorosłych się nie obawiał, o tyle Draco nadal stanowił pewien problem i dawanie mu zbyt dużej ilości informacji na jeden raz, mogłoby zakończyć się kolejną katastrofą. Poza tym Ślizgon nadal nie znał treści prawdziwej przepowiedni, ale akurat to będzie musiał omówić z Rafaelem. Chłopak wprowadzi go we wszystko bezboleśnie i powoli, dzięki czemu blondyn nie wyskoczy znowu z czymś głupim.
— Będziemy dopracowywać atak — przypomniał Czarny Pan. — Jesteś pewien, że chcesz być tego świadkiem? — zwrócił się do wilkołaka.
Lupin przełknął głośno i zerknął niepewnie na Harry'ego, ale ten był pogrążony we własnych myślach. Mężczyzna przytaknął więc szybko, a po kilku minutach w komnacie pojawiła się Skrzeczka i podała mu mały medalion z uroborosem.
— To świstoklik — powiedział Tom. — Przeniesie cię bezpośrednio do tego pokoju. Tu jest najbezpieczniej, bo szansa na to, że spotkasz tu kogoś poza Harrym albo mną jest minimalna. W tamtej szafie znajdziesz szaty i maskę — mruknął, machając różdżką, a jedne z drzwi otworzyły się, ukazując obszerną garderobę. — Nie wychodź stąd bez nich — dodał ostro.
— W razie potrzeby wezwij Skrzeczkę, ona nas powiadomi, albo zaprowadzi cię na spotkanie. Zebranie w poniedziałek o dwudziestej pierwszej. Nie spóźnij się, proszę — nakazał Gryfon.
Wilkołak ponownie skinął i aportował się wraz z Severusem, zostawiając Złotego Chłopca z Voldemortem.
— Jesteś pewien, że Lupin nie będzie robił problemów? — zapytał starszy mężczyzna, przyciągając chłopaka do siebie.
— Nie będzie — burknął Potter. — Cieszę się, że jest po mojej stronie.
Zaśmiał się głośno, popychając Riddle'a na kanapę i usadawiając się na jego kolanach. Polizał linię jego szczęki, mrucząc przy tym cicho.
— Zastanawiam się, jak zareaguje na widok Charliego i bliźniaków.
— Nie powiedziałeś mu?
— Wszystko w swoim czasie — mruknął. — Chcę, żeby oni też zostali na spotkaniu Wewnętrznego Kręgu.
— Co znowu knujesz, dzieciaku?
— Świstoklik ma zaklęcie zabezpieczające, które przeniesie go tu związanego, jeśli wyjawi komuś prawdę — szepnął, ocierając się lekko o krocze mężczyzny. — Muszę mieć pewność, Tom. Po zdradzie Rona i Hermiony, nie jestem w stanie nikomu zaufać w stu procentach.
Lord parsknął cicho, kręcąc niedowierzająco głową. Ne pomyślałby, że chłopak rzuci tę klątwę na wisiorek. Co prawda sam chciał to zrobić, ale najwyraźniej Potter nie potrzebował już prowadzenia za rączkę. I dobrze. W końcu nie po to go szkolił, żeby dzieciak na każdym kroku oczekiwał od niego pomocy i wsparcia.
— Co zrobimy z Bellatrix?
— Nie jestem jeszcze pewien — przyznał Czarny Pan.
— Dobrze. Zobaczymy na spotkaniu.
Harry zszedł ze swojego partnera i odsunął się kilka kroków. Niespiesznie sięgnął dłońmi do zapięcia swojej szaty, której nie zdążył zdjąć po naradzie wilkołaków i zaczął rozpinać guziki. Kiedy czarny materiał zsunął się miękko na podłogę, chłopak sięgnął po guziki szarej koszuli. Tom przyglądał mu się z przymrużonymi oczyma. Ładnie zarysowane mięśnie wyłaniały się powoli spod warstw ubrań, których Potter sukcesywnie się pozbywał. Po kilku minutach stał zupełnie nagi, a jego kochanek chciwie pochłaniał jego obraz. Niewątpliwie ciało Gryfona zmieniło się diametralnie w ciągu ostatniego roku. Po zaniedbanym, niedożywionym dziecku nie został nawet najmniejszy ślad. Teraz stał przed nim młody mężczyzna, którego zielone oczy przewiercały mu duszę i nie pozwalały oderwać od niego wzroku.
Harry machnął różdżką, przywołując do siebie najbliżej stojące krzesło i usiadł na nim, lekko zapierając się o drewniane oparcie. Szeroko rozstawione nogi i stopy oparte na owalnej łączynie, pozwalały mężczyźnie dokładnie obserwować jego ruchy. A było co obserwować. Potter odchylił głowę w tył, przygryzając nieuważnie dolną wargę. Palcami prawej ręki wyznaczał szlak od szczęki, przez szyję, obojczyki, zatrzymując się na wysokości mostka i przesuwając je po chwili na sutek, który ścisnął nieznacznie, żeby po chwili potrzeć z zapałem. Jęknął przy tym cicho, a z wargi pociekła mała strużka krwi, którą zlizał pospiesznie. Druga dłoń zsunęła się niżej i objęła sztywniejącego już penisa. Potarł lekko główkę i w boleśnie powolnych ruchach zaczął przesuwać dłonią w górę i w dół. Jego erekcja szybko stawała się dobrze widoczna, kiedy chłodne powietrze rywalizowało o pierwszeństwo z ciepłymi palcami. Po kilku minutach rozsunął jeszcze szerzej nogi, a druga dłoń powędrowała do ciężkich jąder, by sekundy później obwieść delikatnie anus. Potter jęknął ponownie, kiedy pierwszy palec pokonał pierścień mięśni i wślizgnął się do jego ciała, rozciągając go i przygotowując na przyjęcie czegoś większego.
Tom nie odrywał od niego spojrzenia swoich czekoladowych oczu, które zaszły teraz mgiełką pożądania. Chciał go takiego odsłoniętego i wyuzdanego. Chciał chłopaka, który przez wiele lat był jego utrapieniem, a teraz pokazywał mu prawdziwego siebie. Przełknął ciężko, kiedy trzeci palec zanurzył się w odbycie Gryfona. Świadomość, że robił to dla niego, że to dla niego przygotowywał swoje ciało, pozwalając się przy tym obserwować, działała na niego niezwykle stymulująco. Ale nie zamierzał nic robić. Nie zamierzał ulec. Jeżeli dzieciak czegoś chciał, musiał o to prosić. I rzeczywiście, chwilę później jęk, który wydał z siebie Wybraniec mógł być tylko prośbą. Może nawet błaganiem. Na jego ciele perliły się już drobne krople potu, a twarz i tors pokryły się rumieńcem. Riddle podszedł do niego spokojnie, transmutując krzesło, na którym siedział, w niski stoliczek i przesuwając dłonią po odsłoniętym ciele od długiej szyi po rozedrgane uda. Rozpiął zamek spodni i szarpnął za dłoń, której palce tkwiły w ciele nastolatka. Harry sapnął głośno i skrzywił się lekko, ale kiedy poczuł usta kochanka na swoich, zamruczał z aprobatą. Tom wszedł w niego bez zbędnego pośpiechu, rozkoszując się wciąż niesamowicie ciasnym wnętrzem.
— Nigdy mnie nie opuszczaj — szepnął Gryfon.
— Nie mam zamiaru.
— Nigdy nie pozwól mnie skrzywdzić — dodał nieco głośniej, kiedy mężczyzna wsunął się do końca, uderzając jądrami o jego pośladki i wycofał szybko, żeby powtórzyć ten ruch.
— Nie pozwolę — odparł, schylając się po pocałunek.
— Jeżeli sprowadzisz mnie kiedyś do roli swojej zabawki, wypełnię słowa przepowiedni — mruknął chwilę po tym, jak Tom uderzył w jego prostatę, wyrywając tym głośny krzyk rozkoszy z jego gardła.
— Nie zrobię tego — warknął nieuważnie, czując, jak mięśnie Złotego Chłopca zaciskają się na jego członku, a biaława, lepka sperma osiada na brzuchach ich obu.
Voldemort skończył chwilę po kochanku i opadał wykończony na młode ciało pod sobą, nie zauważając oplatających ich jasnych wstęg magii. Harry uśmiechnął się kącikiem ust, obejmując mężczyznę ramionami i składając małe pocałunki na jego przymkniętych powiekach. Nie wypuścił go, dopóki zgromadzona wokół nich energia, nie przestała pulsować, by ostatecznie zniknąć w małym rozbłysku. Przyciągnął jeszcze Riddle'a do namiętnego pocałunku, zastanawiając się, czy kiedykolwiek będzie musiał wykorzystać przysięgę, którą nieświadomie złożył jego partner. Nie miał zamiaru być znowu wykorzystany, a skoro to właśnie tu znalazł dom, i to właśnie ten człowiek nauczył go, jak być silnym, nie da sobie wyrwać owej siły z rąk. Chciał wierzyć w Toma. Chciał wierzyć w to, co ich łączyło, ale jego życie zbyt często okazywało się kłamstwem, żeby tak bezkompromisowo przyjąć fakt, że los jest mu teraz przychylny.
Dobrze mnie wyszkoliłeś, kochanie, pomyślał, głaskając mężczyznę po plecach. Jeżeli mnie oszukasz, z najbardziej oddanej ci osoby stanę się twoim największym wrogiem…
