Część 7

Rano (wiem zmaściłam to )

Pierwszy obudził się Booth, a raczej jego zdrętwiałe ramię dało się we znaki. Chciał je wyciągnąć, ale nie dał rady. W końcu otworzył oczy. Zobaczył, że przyczyną odrętwienia jest jego partnerka. Spała spokojnie na twarz spadał jej niesforny kosmyk włosów. Była piękna. Nie chciał przerywać tej chwili, ale jeszcze trochę i musieliby mu amputować rękę. Zaczął je wyciągać, niestety zbudził przy tym zabiegu Temprence.

-Co jest?- zapytała nieprzytomna

-Miażdżysz mi ramię, ale to nic śpij dalej- poinformował ja żartobliwie szeptem.

-Aha.. Dobra- narazie wiele do niej nie dochodziło. W końcu się wyswobodził. Postanowił przygotować śniadanie, spojrzał na zegarek, mieli godzinę do „zbiórki". Ruszył do łazienki.

Temprence czuła się dziwnie spokojna i bezpieczna. Było to niepodobne do niej, zawsze przecież cos ją spinało, ale wszystkie emocje chowała w sobie. W końcu i ona otwarła oczy usłyszała odgłos prysznica dochodzący z łazienki. Przeciągnęła się i zobaczyła, która godzina.

-Booth pospiesz się, mamy tylko 50 minut.

-Już wychodzę- powiedział i wyszedł z łazienki w samych bokserkach. Brennan mimowolnie zmierzyła go wzrokiem to co zobaczyła bardzo jej się podobało. – Nie potrzebujesz chyba godziny w łazience Bones? Zawsze myślałem, ze nie należysz do tych kobiet

-Jakich kobiet?- zapytała zafrapowana.

-No tych, co siedzą bez sensu pół godziny przed lustrem i robią dziwne rzeczy z twarzą i włosami?

-Jakie dziwne? Zresztą od dziś obowiązuje zero makijażu, wiec 10 minut mi chyba wystarczy- powiedziała bardziej do siebie niż do niego i zaczęła się zbierać do łazienki.- Jak myślisz ta sukienka jest wystarczająco mało miejska?- pokazała mu sukienkę w kwiatki do kostek o nie wyszukanym kroju.

-Dlaczego mnie się pytasz?

-Nie czuj się urażony, dlatego ,że pochodzisz z przedmieść- prosto z mostu powiedziała pani antropolog.- Pytam się ciebie, bo nikogo innego tu nie ma.

-Skąd ty masz taką kieckę?- postanowił się z na nie kłócić.

-No, mam. Myślisz, że może być?

-Muszę cię w niej najpierw zobaczyć- posłał jej swój rozbrajający uśmiech.

-Jasne – ruszyła pod prysznic. Po 15 minutach wyszła. Była obrana we wspomnianą prędzej sukienkę. Wyglądała w niej bardzo dziewczęco, a mimo swego prostego kroju podkreślała jej nienaganna figurę.

Booth, który już się ubrał w dżinsy i właśnie zapinał koszulę w kratę na jej widok oniemiał.

-I jak? Może być?

-Tobie to we wszystkim do twarzy kochanie- wyksztusił z siebie, niby żartem. Nigdy nie widział Bones w tak nieformalnym stroju. Mimo że wybierała się czasem na jakieś bale czy na randki zawsze była wtedy jakoś podrasowana wszystkimi kosmetykami. Teraz widział jej naturalne piękno, aż się uśmiechnął do swoich myśli.

-Dziękuje, tobie też Tom- podeszła i zapięła jeszcze 2 guziki w jego koszuli, bo zauważyła, ze się zaciął.

Oboje zjedli śniadanie jeszcze raz powtarzając swój nowy życiorys na głos. W końcu nastała pora ich spotkania z Johnnym. Wyszli i wymeldowali się z hotelu. Johnny czekał już na nich w swoim pick-upie. Zapakowali się do niego i weszli do samochodu.

-No to akcje czas zacząć- powiedział krótko Booth i ruszyli przed siebie.

Po godzinie trafili na miejsce. Rudowłosy mężczyzna kazał im zaczekać. Po jakiś 10 minutach wrócił.

-Załatwione, zamieszkacie w domu Johnson'ów.

-Mam nadzieję, dadzą nam pokój, w którym będziemy mogli dyskretnie dzwonić do Dexa- pomyślał na głos Booth

-Cały dom będzie do waszej dyspozycji, wiecie oni wyjechali na misję.

-Czy było to małżeństwo z 3 dzieci?- zapytała dr Brennan

-Tak, skąd wiesz?

-Nie ważne- przerwał jej agent mina mu zrzedła- lepiej idźmy do tego domu.

-Za jakieś 30 minut jest obiad u Grega, jesteście zaproszeni. Rada chce was poznać. Wpadnę po was za jakieś 20 minut, dom jest tam- wskazał mały biały domek nieopodal. Booth wziął ich bagaże i ruszyli we wskazanym kierunku.

Zdążyli się jedynie rozejrzeć po domu, gdy mężczyzna już po nich wrócił. Poszli na obiad. Okazało się, że odbywać się będzie w ratuszu. Było ok. 15 osób. Wszyscy patrzyli na Brennan i Booth bardzo życzliwie.

-Witamy w naszych skromnych progach- uśmiechnęła się starsza kobieta, najwyraźniej była pewnego rodzaju przywódczynią, bo siedziała u szczytu suto zastawionego stołu. – Johnny opowiedział nam o wszystkim, cieszymy się, że do nas trafiliście. Miejmy nadzieję, że znajdziecie tu spokój ducha. Częstujcie się.

Booth skinął głową i lekko się uśmiechnął. Brennan nie było do śmiechu na stole widniało tylko mięso. Booth nie wiedział początkowo, o co chodzi, ale sięgając po talerz zdał sobie sprawę z sytuacji.

-Susan czego ci nałożyć?- zapytał, jakby chciał ją zmusić do nagłej zmiany diety i poglądów.

-Odrobinę… czegoś- wykrztusiła.

-Dał jej kawałek udka z kurczaka, a sam nałożył sobie wołowiny. Podał partnerce talerz.

-A nie macie żadnych… warzyw?- zapytała w końcu Tempie, nie mogąc się przemóc.

-Proszę?- zapytała zdziwiona gospodyni.

-Bon… znaczy Susan skarbie. – powiedział Booth – żona po prostu nie przepada za mięsem.

-Rozumiem, jednak u nas na dziękczynnych obiadach jemy tylko mięso. Będziesz musiała skarbie to zjeść.- Mówiła bardzo miłym głosem, ale wyczuć było jej apodyktyczność. Brennan zmierzyła ją wzrokiem..

-Oczywiście- powiedział Booth i znacząco spojrzał na Bones. Ta miała ochotę wygłosić tyradę na temat katowania zwierząt rzeźniach, nie dobrych dla zdrowia tłuszczy zwierzęcych i wielu złych aspektów jedzenia potraw mięsnych, lecz jedyne, co wycedziła przez zęby to:

-Oczywiście.- podczas tego posiłku mieli wyciągnąć jak najwięcej informacji, aby po pierwsze złapać jakiś dodatkowy trop po drugie sprawdzić Johnny'ego. Przecież mógł ich okłamywać ponadto Booth miał, co do gościa złe przeczucia. Niestety Temprence cały czas była rozkojarzona poprzez swój obiad, a Seeley przez zachowanie Bones, która dziwne rzeczy robiła ze swoim posiłkiem- tzn. wszystko oprócz jedzenia. W końcu nie wytrzymał.

-Susan, może ja to dokończę, widzę jak się z tym męczysz

-Nie bardziej niż ten kurczak…- zaczęła, ale wymowne spojrzenie partnera kazało jej przerwać. Całe towarzystwo spojrzało na nią nieco wrogo.- Po prostu nie mam ochoty.

-Więc chcecie mieć potomstwo tak?- zapytała starsza kobieta

-Tak, bardzo. Pani..?

-McMillan, trafiliście wprost idealne. Bóg jest dla nas bardzo łaskawy. Jak tylko odnowicie ślub z pewnością ześle wam dar w postaci potomstwa.

-Odnowimy ślub?- to był Booth.

-Dar?- a to Brennan.

-No przecież musicie zjednać się z Bogiem. –mówiła jakby to było oczywiste- Więc postanowione. Jutro załatwimy wszystkie obrzędy łącznie ze spowiedzią, więc lepiej zróbcie porządny rachunek sumienia- na te słowa Bones zrobiła nieco przerażoną minę.- A po jutrze urządzimy wam ślub. – Booth'a zatkało. Spodziewał się mafii siedzącej za tym stołem. To co zastał było surrealistyczne i w największym tego słowa znaczeniu niedorzeczne.

-Dziękujemy za gościnę u państwa Johnson. Można wiedzieć gdzie oni przebywają?

-To straszne, ale wyjechali nagle i wieść o nich zaginęła. – Na te słowa rudowłosy mężczyzna zbladł.

c.d.n.