Zaczęło się ściemniać, gdy w pełni zdecydowana i przekonana stanęła przed drzwiami rezydencji. Wcześniej ustaliła sobie nawet to, co chce mu powiedzieć i wymyśliła kontrargumenty na wszystko, czego może się spodziewać z jego strony. Nie rozumiała, dlaczego ot tak się po prostu poddawał – to nie był Akkarin, którego kiedyś znała.

Nie rozumiała, że Gildia dotarła do momentu, w którym Akkarin stał się zbędny, bo sami umieli poradzić sobie z czarną magią. Mieli wiedzę, księgi, które przekazał im Wielki Mistrz. Ale o tym wszystkim nie mogła wiedzieć.

Podniosła rękę i zapukała. Drzwi otwarły się i pewnie weszła do środka. Wpadła na niego w salonie: siedział w fotelu w swobodnej pozie, z książką na kolanach i kieliszkiem wina, które właśnie popijał. Gdy ją zobaczył, w jego oczach pojawiło się zaskoczenie i coś jeszcze. Odłożył napój na stoliczek i podniósł się, odkładając książkę na fotel.

– Nie spodziewałem się ciebie tutaj, Soneo – powiedział.

– Musimy porozmawiać – rzuciła i zeszła po kilku małych schodkach z wejścia do salonu. Opadła na fotel i zamknęła oczy na chwilę. Gdy je otwarła, Akkarin siedział w fotelu i wpatrywał się w nią wystudiowanym, pozbawionym emocji spojrzeniem. – Chcę zrozumieć, dlaczego to robisz.

– Dlaczego robię co? – zapytał, jakby mogło chodzić o mnóstwo rzeczy. Może, uświadomiła sobie z lekką obawą. Ile Akkarin miał sekretów? A ile z nich znam?

– Poddajesz się – powiedziała. – Przecież to zawsze było robione dla Gildii. – Takie było jej zdanie. Został Wielki Mistrzem, aby chronić Gildię. Nauczył się czarnej magii, aby uciec. Zabijał, aby chronić Gildię. Miał przed Gildią tajemnice, aby ją chronić. Niewiedza chroniła Gildię. – Król to zrozumie, Akkarin. – Miała wielką ochotę nim potrząsnąć. Liczyła, że się w końcu opamięta.

– Jesteś taka naiwna – powiedział cicho. Zalała ją wściekłość.

Wyciągnął z szafki kieliszek i nalał jej wina. Przyniósł ze sobą butelkę i jej kieliszek. Podał jej go, a ona przyjrzała się jego zawartości z niepokojem. Jeden kieliszek nic jej nie zrobi. Gdy wypiła drugi, czując w ustach ten intrygujący, słodko ostry smak, stwierdziła, że najwyżej jutro rano będzie ją boleć głowa. Dla maga boląca głowa nie była żadnym zmartwieniem.

Nawet nie zorientowała się, kiedy w milczeniu wypili pierwszą butelkę. Gdy moczyła usta w kolejny raz zapełnionym przez Akkarina kieliszku, on wreszcie się odezwał:

– Gildia nie pozwala samodzielnie myśleć. – Jego głos był matowy, niemal smutny. – Każdy, kto się wyłamuje, zostaje natychmiast zniszczony. Może to pozostałość po tym, że wszyscy pochodzimy z Domów i zabraniano nam myśleć samodzielnie – nie wiem. W Domach żyjesz według ustalonych zasad, zasad zachowania, moralnych, według ustalonych ideałów, nie ma miejsca na własne. – Obserwowała z zafascynowaniem, jak mówił o życiu, którego nigdy nie znała. I które nie malowało się wcale tak pięknie, jak dotychczas myślała. – Wszyscy, którzy się wyłamują, są natychmiast niszczeni. Weźmy na przykład Dannyla. – Oparł ramię na podłokietniku, a na nim głowę, wpatrując się w nią tym dziwnym wzrokiem. Mimowolnie przeszedł ją dreszcz. – Zrobiłem mu ogromną przysługę, wysyłając go do Elyne. W Gildii wielu magów wręcz go lekceważyło. I to tylko z powodu małej plotki, która pojawiła się, gdy był nowicjuszem. Wiedziałem, że ludzie w Elyne mają lżejsze obyczaje, więc nikt na takie drobne plotki jak niewiadoma preferencja nie zwróci uwagi. Dannyl jest bystry i mądry. Nie mógłby rozwinąć tych umiejętności w Gildii, która oceniałaby go po zachowaniu, a nie po umiejętnościach i motywacjach.

Wszyscy, którzy się wyłamują, zostają zniszczeni. Czarna magia również się wyłamuje, więc my też. My się wyłamujemy z tych sztywnych zasad Gildii, Soneo. O ile dla ciebie jest jeszcze szansa, ja już jestem zniszczony.

– Zniszczony przez Domy, które od dzieciństwa wpajały mi niezrozumiałe zasady. Zniszczony przez Gildię, która nigdy nie zrozumie, dlaczego nauczyłem się czarnej magii. Dla nich wszystko jest takie proste. Życie jest tylko czarne lub białe. A tak nie jest.

Sonei zakręciło się w głowie i spostrzegła, że kieliszek znów jest pusty. Spojrzała na kieliszek Akkarina, a potem oboje zwrócili wzrok na butelkę – również była pusta. Na stoliczku stały już dwie puste butelki. Parsknęła. Uśmiechnął się, nagle rozbawiony i wstał, kierując się do szafki po kolejną. Obserwowała go i zastanawiała się, dlaczego jej to wszystko mówi. Ile w tym jego własnej chęci, a ile w tym działania alkoholu, który i jej przyjemnie szumiał w głowie. Sięgnął po kolejną butelkę, ale przypadkiem potrącił jedną obok. Upadła, a wykładzina stłumiła uderzenie. Wstała i ruszyła w jego kierunku, a resztki świadomości podpowiadały jej, że powinni już nieco przyhamować z tym winem. Podniósł butelkę i postawił ją na szafce. Oparł się o ścianę i przyłożył palce do skroni.

Podeszła do niego. Za blisko, uświadomiła sobie później. Opuścił ręce i popatrzył na nią zamglonym wzrokiem.

– Gildia zwiąże mi moc – szepnął.

– Ucieknij – odszepnęła. Alkohol podpowiadał jej to rozwiązanie i w tym momencie uważała to za całkiem mądry pomysł.

Zamrugał i spojrzał na nią jeszcze raz. W tym momencie dostrzegła wszystko, co zawsze ukrywał – zmęczenie, mnóstwo niezidentyfikowanych emocji w oczach, jeszcze większe zmęczenie, nieco obaw o przyszłość, zmęczenie, zniecierpliwienie, oczekiwanie i pragnienie. Niemal przeraziła ją ta mieszanka.

– Więc ucieknij razem ze mną – wyszeptał. W jego oczach zapłonęło wyzwanie.

Otwarła usta, ale zamknęła je, bo nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Bez wahania chwycił jej drobną twarz w dłonie i pochyliwszy się, pocałował ją. Całował ją namiętnie i gwałtownie, jakby nie chciał już dłużej czekać, bo czekał wystarczająco długo. Całował ją tak, jak jeszcze nikt jej nigdy nie całował, nawet Dorrien. Tylko przez sekundę trwała w bezruchu, zdziwiona tym wszystkim, a potem rozwarła lekko wargi i podjęła tę szaloną grę.

Świadomość miała jeszcze tylko przez chwilę. Później zawładnęły nią emocje i uczucia, jakie w niej rozpalił. Jego język bawił się z jej językiem. Objęła go za szyję, jednocześnie czując, jak jego ramiona zaciskają się mocno na jej talii. Przyciągnął ją do siebie mocniej, a ona z całą siłą, na jaką było ją stać, popchnęła go tak, że oparł się plecami o ścianę.

Szybkim ruchem odwrócił się tak, że to on przyciskał ją do ściany. Oderwał od niej usta na chwilę. Wzięła głęboki oddech, czując dreszcze, gdy przygryzł płatek jej ucha. Wplotła palce w jego włosy, przyciągając jego głowę do siebie, usta do ust. Z zadowoleniem przesunęła językiem po jego dolnej wardze, a on pocałował ją mocniej.

Jego ręce zostawiły jej talię i zawędrowały na jej pośladki. Odsunął się nieco od ściany, przyciągając ją mocniej do siebie. Poczuła, jak jej nogi unoszą się w powietrzu. Objęła udami jego biodra, a on w końcu mógł ją porządnie chwycić. Odchyliła głowę do tyłu, gdy musnął wargami na jej szyję.

Jęknęła, gdy ją lekko ugryzł. I natychmiast chciała mu się odwzajemnić pięknym za nadobne. Poczuła, że Akkarin porusza się i zorientowała się, że zaniósł ją do swojej sypialni, w której była kiedyś jako nowicjuszka.

Postawił nią i gwałtownie zaczął szukać wiązania jej szaty. Zieleń opadła na podłogę wraz z czernią, gdy na chwilę rozstając się, zdejmowali przez głowy swoje koszule. Nie odrywając warg od jego warg, przydepnęła nogawki i jakimś cudem zdjęła swoje spodnie. Sięgnęła lekko drżącymi dłońmi do paska jego spodni.

Pościel była przyjemnie zimna, zupełnie różna od gorącej skóry Akkarina przyciśniętej do jej własnej. Jego ciężar sprawiał jej przyjemność, tak samo jak ręce, badające każdy zakamarek jej ciała. Przycisnęła wargi do jego nagiego ramienia, a z jego ust po raz pierwszy wydostał się jęk. Spodobało jej się to. Zbliżała usta, aby pocałować go w drugie ramię, ale zniecierpliwiony rozsunął jej gwałtownie nogi. Po chwili leżała pod nim, jęcząc i wzdychając, odrzucając z przyjemności głowę do tyłu, zaciskając jedną rękę na jego plecach, wbijając w nie paznokcie, a drugą na pościeli. Zanim przymknęła powieki, zobaczyła tylko czarne, zamglone spojrzenie.