Wylądowali na tarasie Hebanowej ostoi, twarze mieli skąpane we krwi. Jeden ze strażnikόw roześmiał się, gdy Mov'Jin oblizał usta z krwi, podając stażnikowi lejce. Byli zmęczeni, brudni i na pewno nie mogli się tak pokazać krόlowi. Bellan i Irdii skierowały się do ich pokoju, gdzie elfka rzuciła ciężki ekwipunek w kąt sypialni i opadła na łόżko, zwijając się w kłębek.
-Nie ma czasu na spanie. –powiedziała Irdii, siadając obok niej.
-Nie spaliśmy od... od... nawet nie pamiętam kiedy spaliśmy ostatnim razem! –jękneła, chowając twarz w rękach. Nie miała ochoty widzieć krόla Lisz. Jego ostatnie decyzje nie były dobrze widziane przez rycerzy, zaczeli się wahać. Zadania, ktόre im dawał często kończyły się śmiercią. Jaki był jego cel? Zabić wszystkich swoich rycerzy?
-Jesteśmy rycerzami śmierci, nie potrzebujemy spać. –draenei sama starała się o tym przekonać. Zasłużyli na odpoczynek, ale krόl Lisz nie był cierpliwy.
Nùmiel wszedł do sypialni, otwierając szeroko drzwi, czysty i uczesany, a za nim Mov'Jin, ledwo oczysczony.
-Anar'alah1 ! Jaki błysk ! –rzucił elf, siadając na krześle. –Widać z daleka, że idziemy do krόla. Już widzę tą całą chęć i ten wysiłek, ktόry włożyłyście w swόj wygląd, aby zachwycić krόla.
-Gdybyśmy poszli do krόla czyści, pomyślałby, że to było łatwe... –Irdii uśmiechneła się do Bellan. –Hej, nie macie wrażenie, że to trochę dziwne? Chcę powiedzieć, że od jakiegoś czasu nasz umiłowny krόl wysyła nas wypełnić zadania, prawie niemożliwe do wypełnienia?
-Przecież jesteśmy najlepsi ! –powiedział troll, robiąc zwycieski gest.
-Nie, jest jeszcze coś innego. Pamiętacie tego taurena i nocnego elfa, ktόży nas „przyjęli"? Zostali wysłani, aby znaleźć sekretne plany Szkarłatnej Krucjaty i nigdy nie wrόcili. A nie można powiedzieć, że byli słabi.
-Nie wysyła się krowy, aby zkraść sekretne plany. –obruszył się Nùmiel.- Kto widział dwu i pόł metrowego złodzieja ? No, gdyby to był troll, to jeszcze mόgłbym zrozumieć, mają naturalną zdolność aby wtopić się w ciemności...
-A więc uważasz, że rozmiar jest problemem? –spytała Irdii, wstając i prostując się. –Ty, mały...
-Nie, -roześmiał się- ale nie dziwi mnie to, że nie wrόcili. Z resztą, nie będę płakać nad ich trumnami. Nawet nie zauważyłem, że nie wrόcili.
Sala tronowa była wysika na kilka metrόw i zakończona stropem kasetonowym, gośce czuli się coraz mniejsi. Ciemne mury były pokryte szronem, a pochodnie nadawały im błękitny kolor. Na kolumnach były wyrzeźbione czaszki, symbole Rycerzy śmierci. Pod sklepieniem wisiały flagi z herbem bractwa, ktόre lekko powiewały na zimnym przeciągu. Sala kończyła się pόłkoliście, a na środku stał tron, zbudowany z czaszek i mieczy, zwieńczony czaszką kozła. Na tronie, z kolanami rozstawionymi, mieczem w ręce i hełmem na głowie siedział Książe ciemności, Pan i Mistrz plagi, Krόl Lisz. Henerał Darion Mograine stał po jego prawej stronie, Mistrz Thassarian i Mistrz Kolira Deathweaver po lewej. Bellan, Irdii, Dsh, Mov'Jin i Nùmiel przywitali krόla, zciągneli hełmy i postawili przed nimi. Książ ciemnści wskazał młodą elfkę, wstając.
-Na kolana, czempionie. –powiedział krόl, chwytając jej przyłbicę za rogi. –Kładę ten hełm na twojej głowie, aby twoje oblicze było przerażające. Wszyscy ci, ktόrzy będą mieli odwagę spojrzeć na twoją ponurą twarz, będą wiedzieć, że śmierć nadchodzi. Nie pozwόl nikomu stanąć dumnie przed twoim krόlem, albo poczuje twόj bezlitosny gniew, Bellan.
Krόl Lisz odsunął się od niej o krok i zatrwymał na chwilę swόj monolog.
-Powstańcie i pokażcie swoje lewe ramię.
Zciągneli rękawice i wystawili ręce do przodu. Krόl złapał Bellan za ramię, jej skόra zaczęła syczeć. Wreszcie, puścił ją i pokazały się srebrne znaki. Krόl powtόrzył czynność na każdym z rycerzy.
-Dzięki tym runom, będziecie mogli wejść do archiwum. Ale nie gwarantuje wam, że znadziecie to, czego szukacie. –dodał spoglądając na elfkę.
Nastała cisza.
-Została jeszcze jedna rzecz. Kaplica świetlistej nadzieji. –podjął krόl- Szkarłatna enklawa już nie istnieje. Zajmniemy się niedobitkami w Northrend. Narazie, całe nasze siły mają się skoncentrować na Kaplicy świetlistej nadzieji. Nie możecie tolerować tej obrazy na waszego mistrza! Dałem mόj ostatni rozkaz. Commandant plagi Thalanor będzie czekał na was trweciego dnia o wschodzie słońca, obok tartaku Browmana. Idźcie na pόłnocny-zachόd, przez jaskinię i Szkodliwą polanę i dalej drogę, ktόra wiedzie do tartaku. Nie zawiedźcie mnie.
Krόl Lisz obrucił się i na nowo rozsiadł się na swoim tronie. Cała piątka skłoniła się nisko i wyszła z Sali tronowej. Gdy byli już na niższym poziomie, Nùmiel się zatrzymał.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę do archiwum. –miał jak zwykle swόj pretensjonalny ton, ale wiedzieli jak bardzo był podekscytowany.
-Jesteś pewien? –spytała Bellan, nie przekonana. –A jeżeli to jest test?
-No chodź, siostrzyczko ! –powiedział Nùmiel, biorąc ją pod rękę.
Archiwa znajdowały się na najniższym poziomie. Irdii pchnęła drzwi i zobaczyli salę, długą, na kilkaset metrόw, może nawet więcej, nie widzieli końca. Stały tam wysokie do sufitu i długie biblioteczki, na ktόrych leżały dziesiątki skrzynek, dużych i mniejszych, oznakowanych runami.
-Powinniśmy być wszyscy obok siebie. –zasugerowała Irdii.
Zaczęli szukać. W tych skrzynkach były zamknięte ich poprzednie zycia. Ich zawartość była kluczem do ich dusz. Każdy z nich pragnął odzyskać, choć fragment tej duszy. Z ciekawości, aby odnaleźć pamięć, aby rozwiązać niektόre tajemnice, jak ta, ktόra uniemożliwiała Bellan zaśnięcie. Dlaczego Krόl lisz tak bardzo interesował się nią? Dlaczego pozwolił jej żyć? Do czego była mu potrzebna? Zawartość skrzyni mogła na te pytania odpowiedzieć.
-Tak! Znalazłem! –krzyknął Mov'Jin, chwytając swoją skrzynkę i przyglądając się jej z bliska.
-Haa! Wiedziałam ! –krzyknęła zadowolona Irdii. Otworzyła kufer i wyjęła z niego błyszczący miecz, o złotej rękojeści. –Paladyn! Czy ktoś już widział taki piękny miecz?
Mov'Jin wyciągnął ze swojej skrzyni zdobiony łuk, był łowcą. Nùmiel wyjął dwa złodziejskie sztylety. Tylko Bellan nie wyciągnęła jeszcze niczego, tylko przyglądała się skrzyni w ciszy. Jej kompani przeyglądali się jej pytająco. Wreszcie pokazała im zawartość.
Nic. Pustka. Żadna broń, żaden dokument. Nie było tam absolutnie niczego. Uśmiechy opuściły ich twarze, pozostawiając miejsce skrępowaniu.
-Nie ma nic. –powiedziała cicho, nie wierząc.- Dlaczego nie ma nic...?
-Może pomyliłaś skrzynię... –Mov'Jin spojrzał na nią ze wspόłczuciem.
-Nie, to są moje runy... I nie ma nic. Nic! –krzyknęła, rzucając skrzynią o mur. Kawałki drewna rozsypały się po podłodze. Zapadła cisza.
-Dlaczego...? –spytała powoli.
Tylko Dsh nie otworzył swojej skrzyni, obserwował reakcję elfki. Wreszcie odłożył kufer na pόłkę i skrzyżował ręce na piersi.
-Na co czekasz? –zasyczała, ale był smutek w jej oczach.
-Nie potrzebuję wiedzieć kim byłem. Wystarczy mi, że wiem kim jestem.
Wszyscy spojrzeli na orka, ktόry stał oparty o ścianę. Bellan nie wiedziała dlaczego to powiedział. Przez litość? Nie. Miał w tym jakiś interes. Bezpośredni lub pośredni, ale wiedziała, że to nie wyło wspόłczucie. Nie z jego strony. Złapała pudełko i otworzyła przed nim.
-Wiem, że chcesz wiedzieć, nie udawaj. Nie przeszkodzę ci w tym.
Orc wpatrywał się chwilę w jej oczy, wreszcie spojrzał na wnętrze pudełka i cztery małe totemy.
-Może nic nie znaleźli przy twoim ciele. –zaproponował trol.
-Albo ktoś oprόżnił skrzynkę przed tobą. –rzucił Dsh chowając totemy do kieszeni.
Elfka rzuciła mu wrogie spojrzenie, ale miał rację. Było tam coś i ktoś to zabrał. Szybko wyszła z archiwum.
-Bellan !
Odwrόciła się i ujrzała Dsh.
-Co? –spytała poirytowana.
-Nie, już nic. –pokręcił głową i przeszedł obok niej.
Nie znosiła go, ale wzbudził jej ciekawość. Podbiegła do niego.
-Czego chcesz? –musiała dobrze podnieść głowę aby rozmawiać z nim, co ją jeszcze bardziej irytowało.
-Nic ważnego.
-Chcę wiedzieć.
Zatrzymał się, spoglądając na nią z gόry, co go bardzo bawiło.
-Oh... Chiałem poprostu powiedzieć, że to nie powinno cię dziwić, że nic nie ma w twojej skrzynce. Dużo dziwnych rzeczy się tu dzieje.
-Jak to?
-A więc, nie zauwarzyłaś znikających rycerzy? Nasi przełożeni unikają tematu, gdy im się zadaje pytanie. Ja im nie ufam. To dlatego uważam, że to całe wejście to archiwum było głupim pomysłem. Lepiej dostać garść złociszy do ręki. I tak nam nic nie powiedzą co by nam było pożyteczne.
-Ale znaleźliście waszą broń...
-No i na co się to nam przyda? Co mam zrobić z tymi totemami? A reszta? Ta draenei się eksytuje mieczem, a ma lepszy przyczepiony na pasa! Osobście, nie odebrałem pamięci... A tak właściwie, kto mi mόwi, że to rzeczywiście nasze rzeczy? –westchnął, wzburzony. –Widzimy się pόźniej, księżniczko.
Zniknął na schodach.
1 Na światło
