Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Jestem i zapraszam na kolejny rozdzialik! :) Proszę jak zwykle o to samo :)
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 6: Trening i Wrogowie
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Naruto obecnie miał 21 miesięcy lub skończony rok i 9 miesięcy – sami sobie wybierzcie. Jako że trenował praktycznie od dnia swoich narodzin, jego kontrola chakry stawała się coraz lepsza. Blondyn niegdyś sądził, że za pierwszym razem był w tym naprawdę kiepski… ale teraz, gdy do starych rezerw doszła zdublowana moc Kyuubi'ego i duchowa część chakry z poprzedniego życia (od autorki: chakra = energia duchowa + fizyczna), miał naprawdę niemały orzech do zgryzienia.
Reasumując, dobrze się stało, że Naruto rozpoczął treningi już dawno temu. Gdyby pieczęć nie została stworzona przez Boga Śmierci i Yondaime, z pewnością nie wytrzymałaby tak wielkich pokładów mocy.
*Oczami Naruto*
Na chwilę obecną jestem w stanie stworzyć około pięćdziesięciu klonów – zgaduję, że to dobrze, biorąc pod uwagę wiek niecałych dwóch lat – najtrudniejszym zadaniem jest jednak znalezienie odpowiedniego czasu i miejsca na treningi. Ćwiczę chodzenie po ścianach w moim pokoju i – jeżeli jestem ostrożny – unoszenie się na wodzie w wannie… z tym drugim to akurat ciężko – tata nie zostawia mnie samego dłużej niż na minutę w obawie, że się utopię. Zostaje zatem pokój, ale i tutaj muszę mieć oko na wiecznie pilnujących mnie ANBU. Chętnie przywołam tu świetnie pasujące do sytuacji powiedzonko Shikamaru – jakie to kłopotliwe…
Na całe szczęście do tej pory udało mi się trenować i nie zostać przyłapanym. Niedawno przyszedł mi do głowy kolejny pomysł, który – choć na początku wydawał się bardzo ryzykowny – zakończył się sukcesem. Od pierwszej próby minął tydzień.
Wyglądało to tak: jako że tata dzień w dzień zabiera mnie ze sobą do pracy, zanim pojawił się u mnie w pokoju stworzyłem klona i rozkazałem mu zamienić się ze mną miejscami, sam zaś schowałem się pod łóżkiem i ukryłem własną chakrę. Potem już poszło z gładka – kiedy Yondaime wyszedł z klonem, sam opuściłem dom tylnym oknem – przedtem upewniając się, że nigdzie nie czai się żaden z ANBU – i, będąc wystarczająco daleko, przemieniłem się poprzez Henge w kogoś innego i udałem na pole treningowe numer siedem. Wybór był nieprzypadkowy – wiedziałem, że nie będzie używane jeszcze przez kolejnych dziesięć lat.
*Narrator*
Wszystko wydawało się w najlepszym porządku, póki kilku pochodzących z Iwy szpiegów nie dostrzegło chodzącego po rzece miniaturowego Żółtego Błysku Konohy… i jego dwudziestu klonów. Dziecko sięgało im zaledwie do kolan. Tak, to chyba w tym momencie sprawy poszły w innym, niepożądanym kierunku...
Wyczuwam na sobie wzrok agresorów… Iwa… śmierdzą jak śmieci.
Naruto powoli obrócił się na wodzie tak, by sprawiać wrażenie, że nie zdaje sobie sprawy z obserwujących go ninja. Trzymał nisko głowę, intensywnie wpatrując się we własne stopy i dopiero po chwili uniósł wzrok, napotykając nim przybyłych. Biorąc pod uwagę odległość, w jakiej od niego się znajdowali, nie powinni być w stanie tego zauważyć – on zaś, dzięki wyostrzonym zmysłom będących zasługą Kyuubi'ego, wszystko widział perfekcyjnie.
Stanowili trzyosobową drużynę – dwóch mężczyzn, jedna kobieta, poziom około chuunina. Blondyn wiedział, że będzie zmuszony choć spróbować stawić im czoła. Gdyby użył mocy Dziewięcioogoniastego mógłby ich zatrzymać – tę opcję jednak wykorzysta dopiero jako ostatnią deskę ratunku, bowiem jeśli nawiałby choć jeden z napastników i złożył odpowiedni raport swoim władzom, byłoby to coś, co mogłoby jeszcze bardziej zmienić przyszłość, a także skutkować w wielu płatnych mordercach.
Najpierw, by zaoszczędzić sił, blondyn odwołał znajdujące się w lesie, trenujące chodzenie po drzewach klony – wrodzy ninja tego nie widzieli. Chwilę później zaczął rozważać dwie opcje: odwołanie kopii znajdującej się z jego ojcem i aktywacja pieczęci do Hiraishin no Jutsu tak, by mógł przybyć tu Yondaime lub próba ucieczki.
Możliwości zaczęły się wyczerpywać w momencie, gdy zaczął zbliżać się jeden ze szpiegów. Była to kobieta – jej twarz zdobił lekki uśmiech, próbowała wyglądać na miłą, niestanowiącą zagrożenia. Naruto zaczął grać swoją rolę, zachowując się – jak to przystało na małe dziecko – niewinnie.
- Hej mały, jak masz na imię? Dlaczego jesteś tutaj sam? – zapytała, znajdując się nie dalej niż w odległości paru metrów. Jej towarzysze obstawiali tyły.
Blondyn póki co postanowił robić swoje i czekać na rozwój wydarzeń.
- Jestem Naruto. Właśnie trenuję. A ty jak masz na imię? – celowo pominął swoje nazwisko, co jego rozmówczyni, rzecz jasna, zauważyła.
Kunoichi na początku nie była pewna, czy powinna się przedstawiać, ale jako że miała do czynienia z małym dzieckiem, które nic nie będzie potrafiło zrobić z tą informacją, stwierdziła, że nic złego się nie stanie:
- Hotaru. Musisz być silny. Nie jesteś czasem za mały na takie ciężkie treningi? Ile masz lat? – spytała. Naruto wiedział, że nie powinien odpowiadać, ale obecnie został zagnany w kąt i nie miał możliwości ucieczki bez pomocy z zewnątrz. Odwołał klona znajdującego się z jego tatą razem z pozostałymi kopiami na rzece i odparł:
- Mam prawie dwa lata.
Hotaru zszokowała się. Wiedziała, że dzieciak był mały i silny jak na swój wiek. Dawała mu trzy, może cztery lata myśląc, że po prostu nie urósł i uznała go za wyjątkowy talent… ale on nie liczył sobie nawet dwudziestu-czterech miesięcy! Patrzyła się, dopóki dziecko nie położyło dłoni na swojej kurtce i posłało w nią odrobinę chakry.
Naruto aktywował pieczęć Yondaime. Zanim ninja z Iwy zorientowali się, co robi, ujrzeli żółty błysk, a następnie stojącego tuż obok Kage.
Hotaru cofnęła się.
Minato obserwował bawiącego się w jego biurze syna, ekhm… to znaczy ciężko pracował nad wypełnianiem położonej na jego biurku sterty ważnych papierów. Kiedy usłyszał pyknięcie i upadła zabawka Naruto, Czwarty doskonale wiedział, co to oznacza. Kage Bunshin. Zakazane Jutsu rangi A… a chłopiec nie miał nawet dwóch lat. Może to czyjś Henge Bunshin?
W tej chwili jednak nie miało to większego znaczenia. Naruto zaginął. Pierwsze co Minato obleciał dookoła całe biuro. Gdy nic nie odkrył, zaczął powoli panikować. Próbując się uspokoić, przystąpił do szukania pieczęci, które umieścił na ubraniach dziecka. Wtedy nagle poczuł przyciąganie. Yondaime zdawał sobie sprawę z tego, że mogła to być pułapka, ale ta aktywująca pieczęć znajoma chakra… Naruto. Jeśli znajdował się w niebezpieczeństwie, wskoczyłby za nim nawet w ogień. Zniknął w żółtym błysku.
