TEN FF NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA.

JEGO AUTORKĄ JEST lgmrkm.

Link do oryginału: fanfiction(kropka)net/s/5367389/1/Online_Offline

Link do porfilu autorki: fanfiction(kropka)net/u/1957430/lgmrkm

Zgoda na tłumaczenie: jest!

Tłumaczenie: angie337

Beta: Lenka_Outsider

Pełny opis:

Mimo że, Bella Swan codziennie otoczona jest przyjaciółmi, czuje się samotna. Nie ma prawdziwych przyjaciół, a nikt z otaczających jej ludzi nie zna jej naprawdę. Jej prawdziwym przyjacielem jest chłopak online, chłopak którego nie spotkała w realnym życiu; osoba o nieznanym imieniu, której zwierza się ze wszystkich marzeń i tajemnic. Gdy przeprowadza się ze słonecznego San Francisco do małego miasteczka Forks, stwierdza że jej stosunki z nowym sąsiadem, Edwardem Cullenem, nie należą do najlepszych. Gdy konflikt z sąsiadem wciąż trwa, dziewczyna szuka pocieszenia u przyjaciela online. Niespodziewanie jej dwa światy, online i offline, zaczynają się ze sobą zderzać.


Rozdział siódmy

OGIEŃ ŚWIATŁA ECLIPSE

BPOV

Tydzień minął zaskakująco szybko i nim się zorientowałam był już piątek. Pożegnałam się z Alice i już prawie siedziałam w moim kochanym samochodziku, kiedy usłyszałam wołanie Edwarda. - Hej Isabella! - z kluczykami w ręce, zatrzymałam się przy drzwiczkach i odwróciłam się w jego stronę.

- Co? - spytałam naturalnym tonem. Od tygodnia niewiele z nim rozmawiałam, choć musiałam przyznać, że mój gniew zelżał. Edward nie zmuszał mnie do rozmowy. Posłał mi zaledwie mały uśmiech, który był bardziej autentyczny niż ten krzywy. Gorąco Bello, nie zapominaj, gorąco! - głos w mojej głowie nalegał. Oparłam się pokusie, aby przewrócić oczami. Wydawało mi się, że chłopak robił wszystko, byle mnie tylko nie zdenerwować. Ciężko pracował na swoje wybaczenie i musiałam przyznać, że mu to wychodziło...

- Ciągle zamierzasz przyjść o czwartej do mojego domu, w sprawie projektu, prawda? - spytał.

- Tak, powiedziałam że przyjdę, więc będę – odpowiedziałam.

Cullen trochę oparł się o mój samochód. - Upewniałem się, czy nie zapomniałaś. Czy wpadłaś już na pomysł, jak razem połączymy wszystkie pomysły? - spytał krzywo się uśmiechając. Ugh! Dlaczego on musiał być taki przystojny!

- Tak – powiedziałam, jak otwierałam drzwi i rzuciłam torbę na siedzenie pasażera. Wsiadłam i zamknęłam drzwi, a Edward wciąż był i lekko stukał w szybę. Włączyłam silnik i otworzyłam okno. Chłopak oparł się o drzwiczki i pochylił się. Jego oddech otaczał mnie ze wszystkich stron. Edward zamknął mi jakąkolwiek drogę ucieczki.

- Nie zamierzasz powiedzieć mi o co dokładnie chodzi? - spytał słodko, bez zająknięcia i bardzo, ale to bardzo przytomnie. Dobry był, ale pokaże mu kto tu rządzi. Oczyściłam swoją głowę i uśmiechnęłam się sarkastycznie do swoich myśli. Zacisnęłam palce i mówiąc zbliżyłam się do niego. Edward pochylił się, a ja szepnęłam mu do ucha. Przysięgam, że lekko drgnął.

- Chciałabym, ale po tym musiałabym cię zabić – zastygnął w bezruchu, więc zamknęłam okno sprawiając że odskoczył do tyłu. - Do zobaczenia o czwartej – powiedziałam wesoło przez szybę. Zaskoczenie i szok odmalował się na jego twarzy. Wciąż byłam wstrząśnięta tym co przed chwilą zrobiłam. Wolno i uważnie wyjechałam z parkingu, starając się przy tym nie spowodować żadnego wypadku.

Czwarta po południu nadeszła nadzwyczaj szybko i wkrótce z torbą na ramieniu, znalazłam się przed domem Cullenów. Zauważyłam, że Angeli i Mike'a jeszcze nie było, o czym świadczył brak ich samochodów na podjeździe. Wzięłam głęboki wdech i lekko zapukałam. Drzwi otworzyły się po kilku sekundach. Zostałam przywitana przez Esme Cullen.

- Bella! - delikatnie mnie przytuliła. - Proszę wejdź, Edward jest już w salonie – wpuściła mnie i poprowadziła do salonu, gdzie siedział Edward. Jego książki były już otwarte, a on sam studiował jakiś opasły tom. Kiedy znalazłam się w pokoju, chłopak uśmiechnął się do mnie i poklepał miejsce obok siebie, na kanapie. Uniosłam brwi i wybrałam krzesło zamiast zaproponowanego miejsca. Cullen otwierał usta, aby coś powiedzieć lecz przerwał kiedy zadzwonił dzwonek. Esme pognała aby otworzyć.

Między mną a Edwardem zapadła niezręczna cisza. Starałam się unikać kontaktu wzrokowego. Z opresji uratowali mnie Angela i Mike, którzy weszli do pokoju.

- Cześć ludzie – chłopak wesoło się przywitał. Usiadł obok Edwarda, natomiast dziewczyna po jego drugiej stronie.

- Hej, jesteście punktualni nie ma co. – zażartowałam. Angela natychmiast przeprosiła, natomiast Mike zachichotał równocześnie wyciągając swoje rzeczy.

- Chcecie coś do picia? - Esme spytała z kuchennych drzwi. Odmówiliśmy, upewniając ją, że jeśli zmienimy zdanie, po prostu jej powiemy.

Edward klasnął entuzjastycznie w swoje dłonie. - Zacznijmy zabawę. Czy ktoś wymyślił jak połączyć wszystkie pomysły? Isabella, wspomniałaś wcześniej, że masz jakiś pomysł – uśmiechnął się do mnie. Zwęziłam swoje oczy i bez zakłóceń zaprezentowałam swój pomysł.

- Właściwie tak. Wszystkie nasze pomysły, są powiązane z rozrywką i kulturą masową. Mamy filmy, muzykę, gry wideo i książki. Wydaje mi się, że potrzebujemy coś w rodzaju magazynu, ale skupmy się na elektronice. Moglibyśmy sprzedawać DVD; włączając w to filmy Angeli, płyty CD Edwarda, gry wideo Mike'a i być może książki oraz autobiografie artystów lub zespołów, a także wszelkie magazyny. To sposób, aby połączyć nasze pomysły, nie modyfikując ich niepotrzebne. Co o tym sądzicie? - spytałam.

- Myślę, że to wspaniałe, Bells. Podoba mi się! Jestem pewna, że nie wymyśliłabym czegoś lepszego – Angela mówiła z entuzjazmem.

Mike skinął głową w porozumieniu. - Zgadzam się. Szczerze mówiąc, nie mam nic. Głosuję za pomysłem Belli.

- Oczywiście, brzmi dobrze. Teraz musimy wymyślić nazwę i zacząć myśleć ile to będzie kosztowało i tak dalej – Edward powiedział zapisując liczby i nazwy.

- Głosuję na Rozrywki Mike'a – Mike powiedział poważnie. Edward wybuchnął śmiechem i nie mogłam nic poradzić, ale dołączyłam do niego.

- Boże nie – powiedział, kiedy skończył się śmiać, na co Mike zmarszczył brwi. Intensywnie zastanawiałam się nad możliwościami nazwy, w momencie kiedy usłyszałam jak ktoś oczyszcza gardło.

- Ummm, co powiedzie na Eclipse? - Angela cicho spytała.

- Hmm, podoba mi się. Jest chwytliwe, gdziekolwiek o tym pomyślisz – spytałam.

- To jest tytuł książki, którą czytam – jej głos ponownie zabrzmiał entuzjastycznie. Wyraźnie lubiła tą książkę.

- Och nie, to powieść o wampirach – Mike zachichotał.

- Hej! To dobra książka! - Angela utrzymywała.

- Okej, ludzie wystarczy. Eclipse. Myślę, że musimy rozpocząć podział zadań, określić ile to będzie kosztować oraz wszystkie licencje, których będziemy potrzebować... - Edward nalegał. Zgodziłam się z nim. Półtorej godziny później, każdy z nas miał już przydzielone swoje zadania. Planowo w poniedziałek zgodziliśmy się porównać dotychczasowe poczynania. Następne spotkanie zaplanowaliśmy w piątek o tej samej godzinie. Podobało mi się u Cullenów i nie miałam żadnych zastrzeżeń, aby wrócić tu ponownie.

Kiedy już wychodziliśmy na zewnątrz, Mike niespodziewanie się odwrócił. - Och, tak. Całkowicie zapomniałem. Jutro jest ogromna impreza na plaży w La Push. Wybieracie się, prawda? - spytał z niecierpliwością. Angela pokiwała głową, a Edward wzruszył ramionami i mruknął „prawdopodobnie". Spojrzał na mnie, czekając na odpowiedź.

- Być może, ale będę musiała o tym porozmawiać z Alice. Później będę potrzebować skrzydłowego – zażartowałam. Hmm impreza...To brzmiało całkiem fajnie. Zdecydowanie nie chciałam tam pojawić się sama.

- Haha, jeśli chcesz ja mogę być twoim skrzydłowym. Mogę za tobą jeździć cały czas – powiedział. Zdawało mi się, że Mike lekko pochylił się w moją stronę. Nieeee to na pewno było przewidzenie. Nie miałam pojęcia jak się zachować, więc zignorowałam to. Nagle na horyzoncie pojawił się Cullen uratował mnie z opresji.

- Wiem, że Alice będzie miała zamiar pojechać, więc Mike to z pewnością nie będzie konieczne. Poza tym, prawdopodobnie będziesz pić, więc nie będziesz w stanie prowadzić samochodu – jego cichy głos, wydał się wymuszony. Spojrzałam na pozostałą dwójkę, ale oni niczego nie dostrzegli.

- Prawda. W każdym razie Bells, jeśli zmienisz zdanie zadzwoń do mnie. Na pewno odbiorę. Do zobaczenia Ang, Edward – pomachał ze swojego samochodu. Angela też odjechała, przez co zostałam sama z Edwardem. Przez moment zapadła niezręczna cisza, ale odważyłam się ją przerwać.

- No to, chyba zobaczymy się w poniedziałek – powiedziałam nagle, idąc w kierunku schodów.

- Nie idziesz jutro? - spytał. Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że jest trochę zawiedziony.

- Prawdopodobnie tak. Jestem pewna, że Alice jeszcze dziś do mnie zadzwoni przekonując mnie, jak fajnie będzie. Właściwie, to jestem zaskoczona, że jeszcze ze mną nie rozmawiała. To dla niej nietypowe – zaśmiałam się.

- Ummm, nie jestem pewny, czy ona faktycznie o tym wie – powiedział cicho, patrząc wszędzie byle nie na mnie.

- Ale powiedziałeś... - zamilkłam w połowie zdania, próbując zrozumieć co powiedział wcześniej.

- Mogę skoczyć po pistolet. Poza tym, nie chcesz Mike jako partnera w zbrodni. Po prostu obawiałam się, że podczas imprezy, nasz kolega może dać się ponieść. Skończy prawdopodobnie rzygając na twoje buty. Mówię z doświadczenia – wzdrygnął się na wspomnienie.

- Och, wielkie dzięki. Pomyślę o tym. Do zobaczenia – powiedziałam szybko, udając się w stronę domu.

- Do zobaczenia – odpowiedział. Przez całą drogę miałam wrażenie, że Edward mnie obserwuje. Kiedy spojrzałam w jego stronę, zobaczyłam jak wchodzi do domu. Potrząsnęłam głową i od razu poszłam do mojego pokoju, aby rozpocząć swoją część projektu. Jeśli jutro mam zamiar wyjść, musiałam się za to zabrać.

NASTĘPNY DZIEŃ

Właśnie pracowałam nad esejem, kiedy usłyszałam dzwonek a później pukanie do drzwi. - Bella otwórz! - mój tato krzyknął z korytarza. Wzdychając, wstałam od biurka i ruszyłam na dół. Osoba po drugiej stronie drzwi wyraźnie się niecierpliwiła bo nie przerywała pukania.

- W porządku. Już idę, już idę – krzyknęłam głośno łapiąc za klamkę. Kiedy otworzyłam drzwi niemal zostałam powalona na ziemię. Udało mi się dostrzec tylko czarne włosy. Widocznie Alice nic sobie z tego nie robiła, bo była już w połowie drogi po schodach. Kurczowo trzymała w rękach jakieś torby.

- Dalej Bella! - powiedziała opryskliwie, kiedy zmieszana spojrzałam na nią.

- Alice, co ty tutaj robisz? - spytałam.

- Mam zamiar przygotować cię na dzisiejszą imprezę. Mamy tylko trzy godziny, więc pospiesz się i chodź za mną! - Przerwała, a ja potrząsnęłam głową i szybko do niej dołączyłam. - Bella, nie kiwaj na mnie głową! - Krzyknęła z mojego pokoju. Nie pytała mnie o drogę, więc zagadką było dla mnie skąd wiedziała, gdzie się on znajduje. Dołączyłam do niej w łazience, gdzie zaczęła rozkładać różne kosmetyki. Dwie i pół godziny później, wzięłam prysznic a moje włosy były już wysuszone. Związałam je z powrotem w koński ogon i zrobiłam lekki makijaż.

Kiedy wróciłam do mojego pokoju, Alice trzymała w obu rękach torby. - Rozumiem, że jeszcze raz mnie ubierzesz? – zaśmiałam się.

- Cholera, oczywiście. Bello, w twojej szafie są poważne braki – powiedziała poważnie, patrząc na ubrania wiszące na wieszaku. - Wiem, że nie chcesz nosić sukienek, więc mam dla ciebie parę modnych rurek – wyciągnęła je i wcisnęła mi je w ręce. Sekundę później w moich rękach wylądował czerwony sweter razem z butami na bardzo płaskim obcasie, których wzór przypominał skórę węża.

- To jest wspaniałe Alice, ale nie mogę nie mieć rękawów, bo będzie mi zimno – poprosiłam. Spoglądając przez okno, zauważając jak wiatr delikatnie toruje sobie drogę przez drzewa.

- Nie. Powinno być wszystko w porządku, bo będzie ognisko. Nie powinnaś się o to martwić, jak ja – powiedziała wesoło. Po tych słowach wyjęła różową koszulkę bez ramiączek i parę złoto-srebrnych sandałów. Była tak szczęśliwa, że chyba zapomniała o zmarznięciu na śmierć.

- Alice, przez te rzeczy prawdopodobnie zamarzniesz. Dlaczego to ubierasz? - spytałam. Sukienka była ładna i w ogóle, ale bardziej nadawała się do zabawy w wypełnionych po brzegi klubach nocnych, niż na plażę.

- Bo jest urocza, a oprócz tego będę mieć Jaspera, który pomoże mi utrzymać ciepło – poruszyła brwiami i zachichotała.

- Tak, tak. Zachowaj te rzeczy dla siebie. Okej? - zażartowałam. Alice przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się i zaczęła się przebierać. Dołączyłam do niej i nie byłam zaskoczona, że cały strój pasuje idealnie. Kiedy odwróciłam się w jej stronę, nie mogłam nie zachichotać. Jej czarne spiczaste włosy i jasna karnacja sprzeczały się z kolorem jej sukienki. Wyglądała niczym lalka.

- Alice, wyglądasz jak jakaś postać z anime1 - dokuczyłam jej.

- Potraktuję to jako komplement – uśmiechnęła się promiennie, szybko się okręcając.

Wkrótce obie zbiegłyśmy na dół, żegnając się z moim tatą. - Do zobaczenia później! - nie dałam mu szansy na odpowiedź, bo już wskoczyłam do swojego samochodu, a ona do swojego. Jechałam za nią, aż do jej domu, żeby mogła zostawić samochód. Potem pojechałyśmy po Jaspera, aby go odebrać. Kiedy wślizgnął się na tylne siedzenie, musnął Alice w usta i lekko szarpnął mój koński ogon, zdobywając w ten sposób klapsa od dziewczyny.

- Jazz, nie zepsuj jej włosów – jęknęła. Zarówno ja oraz Jasper wywróciliśmy oczami.

- Hej Bella, dzięki za podwózkę dziś wieczorem – powiedział wesoło. Był wyraźnie podekscytowany, choć nie w takim stopniu jak Alice, która praktycznie podskakiwała na miejscu obok.

- Nie ma problemu – powiedziałam, do mojego wstecznego lusterka. Podczas jazdy do La Push, Alice z tylnego siedzenia, dawała mi wskazówki. Słońce chowało się za horyzontem, sprawiając, że droga tonęła w ciemności. Za nami ciągnął się sznur reflektorów. Poznałam kilka samochodów jak i kierowców, ale wiele z nich było dla mnie obcych. Alice wskazała mi parking w pobliżu plaży. Nie łatwo było o jakieś wolne miejsce.

- Edward przyjedzie? - zapytała Alice Jaspera.

Chłopak pokręcił głową. - On już tu jest – powiedział wskazując na srebrne volvo zaparkowanie niedaleko. Moje oczy od razu przeczesały tłum ludzi, ale nie widziałam go. Kiedy spojrzałam na Alice, dziewczyna uśmiechnęła się posyłając mi znaczące spojrzenie, którego nie rozumiałam.

- Co? - spytałam.

- Och nic – mówiła głosem, który przechodził w śpiew. Przewróciłam oczami. Szliśmy małą dróżką, która została oświetlona kilkoma światłami. Na plaży było dużo osób. Nasza trójka chodziła razem czasami, zatrzymywaliśmy się aby porozmawiać ze znajomymi. Przez chwilę tańczyłam z Alice, ale szybko zrezygnowałam, bo moja równowaga pozostawiał wiele do życzenia. Chociaż kilka razy moje i Edwarda spojrzenie napotkało się, to udawałam, że wcale go nie widziałam. Po około dwóch godzinach odłączyłam się od Alice i Jaspera, tym samym dając im trochę czasu i zostawiając ich samych. Nigdy nie czułam się źle w ich towarzystwie, ale dziś po prostu czułam się jak trzecie koło u wozu.

Spacerując, znalazłam się nad brzegiem morza. Idąc kopałam kamienie i oddychałam głęboko, ciesząc się rześkim powietrzem. Kilku chłopaków poprosiło mnie do tańca, ale grzecznie odmówiłam. Zauważyłam jedno z kilku ognisk, które nie było otoczone ludźmi, więc podeszłam i usiadłam przy nim.

Przez około godzinę siedziałam sama na pniu drzewa, a w ręku trzymałam kubek piwa, który otrzymałam od Alice. Nie miałam zbyt dużego doświadczenia z alkoholem i nie byłam fanką piwa, ale pomyślałam co do diabła. Nie chciałam się upić, ale jedno czy dwa na pewno mi nie zaszkodzą. Wielu ludzi tańczyło i gromadziło się przy innych ogniskach, które były rozsiane po całej plaży. Muzyka otaczała powietrze wokół mnie i znikała w oceanie. Mimo że, nie wychodziłam wieczorami, to dobrze czułam się obserwując nastolatków z Forks i La Push, którzy dobrze się bawili. Mój wzrok intensywnie wpatrywał się w płomienie, Alice i Jaspera oraz Edwarda.

Edward rozmawiał z niektórymi dzieciakami, którzy wyglądali na uczniów z gimnazjum. Śmiali się i opowiadali sobie dowcipy, tak często że słyszałam jego śmiech. Potrząsnęłam głową i szukałam wzrokiem pozostałej dwójki. Znalazłam ich jak tańczyli. Alice była zbyt ożywiona biorąc pod uwagę tłum nastolatków.

W końcu zapanowałam nad sobą i wpatrzyłam się w ogień. Oglądałam piękny i niebieski taniec kolorów. Robiłam zdjęcia płomieni, kiedy usłyszałam szelest i ruch obok mnie. Odwróciłam twarz na lewo, aby zobaczyć kto do mnie dołączył. Chłopak miał długie i czarne włosy oraz wspaniałą skórę. Był wysoki, wyższy niż Edward i był dość muskularny. Zauważyłam, że wciąż rośnie bo jego twarz wciąż zawierała młodzieńcze krągłości. Odwrócił się do mnie i uśmiechnął się uprzejmie. Jego uśmiech był zaraźliwy, bo zrobiłam to samo.

- Cześć, jestem Jacob – podał mi dłoń i potrząsnęłam ją.

- Bella – powiedziałam, wysuwając rękę.

- Nie widziałem cię tu wcześniej. Myślałem, że wszyscy są z liceum z Forks – mówił ciekawie.

- Przeprowadziłam się w październiku, to moja pierwsza wizyta tutaj – powiedziałam szczerze.

- Cool. Jak ci się tutaj podoba?

- Jest wspaniale. Chciałabym być tutaj podczas wschodu lub nawet zachodu słońca – mój głos był zadumany i wpatrywałam się w ciemność. Jednym z moich ulubionych zajęć z przeszłości, było przychodzenie na plażę rano lub wieczorem i oglądanie wschodu lub zachodu słońca. Malujące się pomarańcze, róże i czerwienie, błękity i fiolety, były wspaniałe i choć nie wiedziałam jak je uchwycić, uwieczniałam je za pomocą słów. Malowałam obrazy na swój własny sposób.

Każdej nocy2.

Światła horyzontu

Wirują róże i pomarańcze

Niebieskie i fioletowe płomienie

Kilka spojrzeń niepokoi

Na błogosławieństwo

Że nadejdą tylko raz na dzień

Każdy wschód słońca jest inny

Nie ma dokładnie dwóch takich samych

Różnica przez nie przepływa

Chwilami jest jedno podobieństwo

Nad oceanem

Lub za pośrednictwem zgarniaczy nieba

Na prerii

Lub w mieszkaniu

Możesz zobaczyć jeszcze kawałek

Kawałek czegoś

Coś co nigdy nie da się przywrócić

Zachód słońca

Kolory są mieniące

Przez chwilę kiedy staną

Tylko znikają zmiany

Zmiany są piękne jak ostatnie

Dlatego też

Nie ważne gdzie jesteś

Jedna rzecz pozostaje taka sama

Różnice w zachodzie słońca

W twoim zachodzie słońca

Jacob wyrwał mnie ze wspomnień, kiedy ponownie zabrał głos. - Tak. Plaża w tym czasie jest niesamowita, kiedy chmury nie mają zamiaru przeszkadzać – uśmiechnął się ironicznie. Odwróciłam się w jego stronę. - Kamienie w wodzie działają prawie jak lustro, odbijają wzdłuż brzegu niesamowite kolory.

Starałam to sobie wyobrazić, ale wkrótce zdecydowałam, że zobaczę to na własne oczy. - To brzmi pięknie. Chyba powinnam częściej decydować się tutaj przyjeżdżać.

- Myślę, że spodoba ci się. Więc, skąd przyjechałaś? - spytał przesuwając się w moja stronę. Postawił swój napój na ziemi i wyciągnął ręce w stronę ogniska, aby je ogrzać.

- San Fransico – odpowiedziałam z uśmiechem. Aż tak bardzo nie tęskniłam już za starym domem i nie czułam się tutaj źle. Muszę przyznać, że wciągu tygodnia zdążyłam się zaaklimatyzować w Forks. Pod wieloma względami nie uważałam już San Francisco za dom.

Jacob cicho zagwizdał. - Niech zgadnę, zrozumiałaś że potrzebujesz więcej emocji i zagrożeń, dlatego powiedziałaś sobie „wiesz, Forks jest miejscem gdzie to znajdę" - zażartował.

Cichy śmiech opuścił moje usta. - To zdecydowanie był powód. Matka natura ma wiele dla człowieka – powiedziałam.

- Lwy, tygrysy i niedźwiedzie! O mój Boże! - Jacob zareagował wysokim i dziewczęcym głosem, który spowodował, że dołączyłam do śmiechu.

- Jacob, jesteś fanem Czarnoksiężnika z Krainy Oz3.? Nie chcę wbić ci kołka jak chłopiec z południa Kansas lub Munchkin4.. Nie, nie. Czekaj, już to widzę. Jesteś Glindą5, dobrą wiedźmą z północy. Podobieństwo jest niesamowite!

Prychnął i przewrócił oczami. - Haha, bardzo śmieszne. Hej, kiedy dorastasz w domu ze starszymi siostrami, które uwielbiają ten film, możesz polepszyć kilka rzeczy – bronił.

- Jasne, cokolwiek powiesz Jake – zaśmiałam się.

Potem rozmowa potoczyła się łatwo. Gadaliśmy o przypadkowych ludziach i rzeczach. Po pewnym czasie Jacob zaczął opowiadać mi niektóre plemienne legendy. Przeszedł nawet do najnowszych i do najbardziej skandalicznych plotek z rezerwatu La Push. Nie pozostałam mu dłużna i odwdzięczyłam mu się tym samym. Nieważne jak bardzo cieszyłabym się z jego towarzystwa, jednak czasami nie mogłam powstrzymać się, przed zerkaniem na Edwarda i niekiedy na Jaspera i Alice.

- Kłopoty z facetem? - spytał nagle. Szybko odwróciłam się w stronę jego twarzy i przysięgam, że uszkodziłam sobie parę ścięgien szyjnych. Moje oczy były szeroko otwarte. Zanim się odezwałam delikatnie potarłam swoja szyję.

- Dlaczego tak myślisz? - spytałam. Miałam nadzieję, że mój głos brzmiał naturalnie i spokojnie.

- Nie wiem. Ciągle spoglądasz w górę i patrzysz w te same dwa kierunki. Zgaduję, że ma to coś wspólnego z tym wysokim blondynem i... umm, krasnalem – parsknął jak opisał Alice. Znowu walczyłam z uśmiechem. - Lub z tym rudym chłopakiem.

- Brązowowłosym - powiedziałam szybko i bez zastanowienia.

- Huh – spojrzał zdezorientowany i miałam nadzieję, że światło ogniska nie zdradzi moich rumieńców. Jacob czekał na odpowiedź, więc chrząknąłem i wbiłam swój wzrok w ognisko.

- Umm, jego włosy nie są rude, tylko brązowe – w moim zakłopotaniu, mój głos był cichy. Chłopak uniósł brwi, uśmiechnął się złośliwie i popatrzył na mnie wilkiem. - Zamknij się! - powiedziałam ze złością.

Podniósł ręce w kapitulacji. - Hej, nic nie mówię!

- Tak. Dobrze, że jasno określił nasze relacje – mruknęłam. Zdałam sobie sprawę, że chłopak prawdopodobnie nie zasługuje na moją wrogość, ale byłam zbyt zakłopotana aby zachowywać się uczciwie. Byłam zażenowana, że ledwo poznany dzieciak mnie przejrzał. Byłam zakłopotana, że chcąc naprawić prosty i niewinny błąd, dostrzegałam tak niewielkie cechy Edwarda. I wreszcie, byłam zawstydzona tym, że naprawdę z daleka go obserwowałam, jak w jakimś bzdurnym romansie, w którym jest choć jeden bohater ma zranione serce. Żałosne.

- Cóż, jeśli cię to pocieszy nie jesteś jedyna – Jacob powiedział cicho, biorąc łyk piwa i patrząc w tłum.

- Co masz na myśli? - spytałam ciekawa i wdzięczna, że będziemy mówić o kimś innym.

- Widzisz dziewczynę w ciemnoczerwonej koszulce i czarnej spódnicy? - Kiwnął głową w kierunku grupki ludzi, która składała się z dwóch dziewczyn i trzech chłopaków. Szybko wyłapałam dziewczynę o której mówił. Miała wspaniałą, nieskazitelną skórę i ciemne włosy opadające na plecy. Śmiejąc się z czegoś, przechyliła głowę do tyłu. Zwróciłam swoją uwagę z powrotem na Jacoba, który w dalszym ciągu na nią patrzył. - Nazywa się Leah i lubiłem ją od zawsze. Przez kilka lat byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale teraz nie widzi we mnie żadnego interesu – westchnął, przed podjęciem kolejnego łyku.

- Skąd wiesz? Próbowałeś ją o to zapytać? - spytałam delikatnie. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego ona go nie chciała. Jacob był przystojny, zbyt młody jak dla mnie, ale był wysoki na swój wiek i wydawało mi się, że jest naprawdę miłym facetem. Zdecydowanie był materiałem na chłopaka.

- Nie, ona ma obsesję na punkcie Sama i nie mogę z nim konkurować – powiedział smutno, opuszczając głowę i wpatrując się w ogień. Współczułam mu, bo poważnie dziewczyna mu się podobała, ale ona nie wierzyła, że jest niedoścignionym ideałem.

- Który z nich to Sam? - spytałam ciekawa, kto był obiektem uczuć Leah. Nie wiem, dlaczego poruszyłam tą sprawę, ale chciałam im pomóc w tym miłosnym trójkącie. Jacob uniósł głowę i ponad minutę szukał wzrokiem, nim skinął głową w odpowiednim kierunku.

- W zasadzie, to jeden z tych gigantów. Sam jest w czarnej koszulce i szortach. Ci dwaj, którzy koło niego stoją to Jared i Paul. Ponadto to mój kuzyn – Jacob zaśmiał się lekko i pokręcił głową.

- O-okej. Więc co stoi na przeszkodzie, aby Leah była z Samem? - zwróciłam się do niego. Zobaczyłam, że się uśmiecha. No dobra, wyglądał jakby ledwo powstrzymywał śmiech.

- Emily – po prostu powiedział. Wnioskowałam, że to dziewczyna która podeszła i pocałowała Sama w policzek. Widziałam, że Leah spogląda w ich stronę i marszczy brwi nim ponownie odwróciła się do swoich przyjaciół.

- Ach, więc zakładam że Emily jest dziewczyną Sama – spytałam, potwierdzając to co podejrzewałam.

- Tak, ale też kuzynką Leah – zaczął się śmiać. Zszokowana spojrzałam na niego.

- Mówisz poważnie? Pozwól mi wszystko podsumować. Lubisz Leah, ale ona lubi Sama, który jest twoim kuzynem i nie odwzajemnia jej uczuć, bo jest z Emily, która jest kuzynką Leah. Czy dobrze mówię? - Próbowałam się nie śmiać, ale to smutne pomieszanie genealogiczne, było odrobinę zabawne. Jacob skinął głową potwierdzając moje słowa. Pokręciłam ze zdumieniem głową. - To jest jak...

- W czcigodnym Springerze6. – Jacob zaproponował, a ja wybuchnęłam śmiechem.

- Dokładnie! - pomimo skomplikowanych relacji miłosnych, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Jacob był łatwym towarzyszem do rozmowy i nawet pod natłokiem problemów był śmieszny.

- Tak, to jest smutne, ale zostawmy już Springera... Cóż, pozostaje mi mieć nadzieję – zaśmiał się i jakby na absurd lekko pokręcił głową. - Więc co z tobą? Jaka jest twoja sytuacja z brązowym panem? - zapytał. Domniemałam, że patrzył na Edwarda, bo nie chciałam patrzeć w górę i napotkać jego wzroku.

- Przede wszystkim ma na imię Edward, a po drugie, kto ci powiedział, że jest jakaś historia? - zapytałam w obronie.

- Proszę. Wyraźnie widać, że jest coś między wami i nawet nie próbuj zaprzeczać. Mówiąc delikatnie, koleś zdecydowanie wydaje mi się podejrzanym typem, czy kimś w tym stylu. Plus w tym momencie, wygląda jakby miał mnie zamiar zamordować i myślę, że wiem dlaczego – powiedział. Kątem oka zobaczyłam, że Jacob mówi prawdę. Edward posyłał w jego stronę mordercze spojrzenie. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Jacob uśmiechnął się do niego ironicznie i pomachał mu. Chcąc go powstrzymać, chwyciłam go za rękę.

- Co ty do cholery robisz? - syknęłam do niego.

- Próbuję go zmotywować. Będziesz zaskoczona do czego jest zdolny zazdrosny mężczyzna – zażartował, a kiedy go puściłam objęłam się ramionami. Choć nigdy nie pozwoliłabym na to żadnemu facetowi, tym razem mogłam zrobić wyjątek, bo Jacob miał dobre intencje. Chłopak wytwarzał ciepło, więc przechyliłam się w jego stronę. Lubiłam go. Wydawał się być całkiem zabawnym gościem, z którym można fajnie spędzić czas. Po paru sekundach chłopak zaczął podśmiewać się z czegoś. - Brązowy pan nie daje już rady. Jestem genialny. Do końca nocy będzie twój – zaczęłam śmiać się razem z nim.

- Czy na pewno nie jesteś gejem? Albo jakiegoś rodzaju guru?

- Nie, jestem tylko człowiekiem – zniżył głos i naprężył mięśnie, tym samym starając się wyglądać jak macho, bo każdy wie, że geje nie mają mięśni. Potrząsnęłam głową na jego zachowanie, a on kontynuował. - Trochę wiem o męskiej psychice i przez pomoc mogę umożliwić ci do niej dostęp.

- Kto powiedział, że chcę twojej pomocy? W sumie, to on jest nadętym osłem, który nic nie robi, a i tak mnie wkurza. Nie jest w moim typie, ani nawet nie jest wart mojego czasu – to było całkowite kłamstwo, choć może niekompletna prawda. Prawdą było, że byłam zadowolona z zachowania Edwarda, a raczej z jego zazdrości, jak przyznał Jacob. Po raz kolejny, miałam kogel mogel w myślach.

- Mmmm, wmawiaj to sobie – ton jego głosu, wskazywał na to, że bez problemu mnie przejrzał. Niepokoiło mnie to, ale zarazem dodawało otuchy. Potem przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, obserwując innych. Alice z Jasperem dołączyli do nas, ale byli trochę nietrzeźwi i szybko zasnęli.

- Jeśli nie obudzę ich, kiedy będę się zbierać, będę musiała ciągnąć ich tyłki do samochodu – powiedziałam poważnie. Choć może z Alice dałabym sobie radę, to z Jasperem sprawa byłaby przegrana. Ach te minusy bycia kierowcą.

- Jak tak będzie, na pewno pomogę ci – Jacob zaaferował. Zgodziłam się. Po kilku minutach i o kolejne piwo Jacoba więcej, zauważyłam Mike'a idącego w naszą stronę. Trochę się potykał. Nie wydawał się być zbyt pijany, ale zdecydowanie był podchmielony.

Kiedy Newton znowu się potknął, Jacob prychnął i szepnął. - Co za fujara.

- Cii – mruknęłam pod nosem. Tuż przed tym jak podszedł do nas Mike. Z całych sił starałam się powstrzymać śmiech.

- Hej Bella, kim jest twój nowy przyjaciel? - chłopak spytał, spoglądając nieufnie na Jacoba, który w dalszym ciągu, otaczał mnie ramieniem. Nie zauważyłam jak podkreślił słowo przyjaciel. Starałam się zbyt długo na niego nie patrzeć.

- Mike Jacob, Jacob Mike – powiedziałam, żywo gestykulując. Jacob wyciągnął dłoń w stronę Mike'a, który ją uścisnął. Obydwoje przytaknęli głową w uznaniu.

- Więc Bello, czy chcesz dołączyć do nas po drugiej stronie plaży, aby potańczyć? - spytał z niecierpliwością. Spojrzałam, gdzie znajdował się wskazany tłum i lekko się skrzywiłam. Grupa składała się z Lauren, Jessicy, Tylera i Erica. Żadna z osób nie przepadała za mną, a mnie całkowicie wystarczało towarzystwo Jacoba.

- Przepraszam, ale nie dzisiaj Mike. Muszę myśleć jako kierowca. Mam za zadanie odwieźć tą dwójkę, nim zapadną w śpiączkę na piasku – powiedziałam lekko, przechylając głowę w stronę Alice i Jaspera, którzy w tym momencie, nienaturalnie głośno chrapali. Nigdy byś nie uwierzył, że ktoś taki jak Alice, potrafi wydobyć z siebie tego typu dźwięk. Chociaż, przecież wszechświat jest paradoksem. Mike zachichotał kiedy, zauważył tą dwójkę na ziemi.

- W porządku, do zobaczenia w poniedziałek! Cześć! - powiedział szybko posyłając mi czarujący uśmiech, zanim dołączył do pozostałych.

- Cholera! Jak wiele jeszcze masz wielbicieli? - Jacob szepnął zszokowany, ale mogę powiedzieć, że próbował się nie roześmiać. Stojąc i rozkruszając sztywne mięśnie, żartobliwie go uderzyłam.

- Zamknij się Jacob i pomóż mi zabrać tych twoje – podeszłam do Alice i Jaspera. Schyliłam się i potrząsałam nimi. - Alice, Jazz myślę, że powinniśmy już iść. Dalej ludzie, jeśli nie wstaniecie, jadę bez was – zagroziłam, choć nie miałam do tego podstaw. W sumie to było kuszące. Z drwiącym uśmieszkiem, Jacob wstał, w momencie jak zakochane ptaszki zaczęły się budzić.

- Co? - Alice rozpoczęła, ale przerwała i ziewnęła. Jej oczy były zamglone. Nim nawiązała ze mną kontakt wzrokowy, rozejrzała się dookoła, jakby zapomniała gdzie się znajduje. - Bella? Co robisz? - spytała sennym tonem. Alice nie piła dużo, ale była niska, przez co była bardziej podatna na działanie alkoholu.

- Czas wracać do domu, Ali. Jest już po północy i musisz spać w łóżku, a nie na pisaku – powiedziałam, delikatnie pomagając jej wstać. Jacob skoczył i pomógł mi przy Jasperze, który był nietypowo chwiejny i wciąż znajdował się na granicy snu.

- Jaki piasek? - wolno spojrzała w dół. - O nie, moja sukienka – powiedziała cicho i byłam pewna, że niezależnie od tego czy jest w stanie upojenia alkoholowego, czy jest całkowicie trzeźwa, pod względem ubrań zawsze będzie świrować.

- Wszystko w porządku z twoją sukienką. Nie martw się – zapewniłam ją.

- Hmmm – położyłam jej wypoczętą głowę na moim ramieniu. Cały jej ciężar wsparłam na ramionach otoczonych wokół jej talii.

- Jezu, jest cięższy niż wygląda – Jacob mówił, starając się utrzymać Jaspera, który przechylił się na niego.

- Cóż, jeśli nie potrafisz sobie z nim poradzić, wezmę go – nagle ogłosił aksamitny głos. Odwróciłam się szybko i zobaczyłam wpatrującego się z pogardą Edwarda w Jacoba. Chłopak wyglądał jakby, w proteście chciał coś powiedzieć, ale zatrzymał się i „wręczył" Jaspera, Cullenowi.

- Hej, jak chcesz. Wyluzuj – powiedział. Spacerem podszedł do mnie i otaczającą mnie w niezręcznym uścisku atomówki. Kiedy objął mnie, szepnął mi do ucha. - Rozchmurz się, Bells. Wierz mi lub nie, ale wszystko się rozwiąże. Czy on właśnie nie zabija mnie wzrokiem? - zaśmiał się lekko. Spojrzałam ponad jego ramię, aby zobaczyć, że rzeczywiście Edward był zły.

- Oczywiście, że jest. Dzięki Jake. Nie poddawaj się i powiedz Leah, jak się czujesz. Pożałujesz jeśli tego nie zrobisz. Jesteś świetnym facetem, który zdoła otworzyć jej oczy – szepnęłam z powrotem. Jacob puścił mnie, a następnie pocałował mnie w policzek.

- Do zobaczenia Bello. Wracaj szybko, okej? - spytał z uśmiechem.

- Jasne Jacob, obiecuję – powiedziałam szczerze, bo wierzyłam że chłopak mógłby być wspaniałym przyjacielem. Spojrzałam przez ramię na zamyślonego Edwarda, a chwilę później Jacob odsunął się ode mnie i mrugnął. Stłumiłam chichot, jak po raz ostatni do mnie pomachał i ruszył w kierunku jednego z wielu domów.

- Więc, kim jest twój nowy przyjaciel? - spytał chłodnym głosem, a ja spiorunowałam go wzrokiem.

- To nie twój interes – syknęłam. Jeśli Cullen nie zamierzał być dla mnie miły lub zmienić swojego nastawienia do mnie, ja tym bardziej nie zamierzałam się zmienić. Zazdrosny lub nie, wciąż obowiązuje go przestrzeganie podstawowych norm człowieka.

- Nie lubię go – stanowczo stwierdził.

- Nie musisz – odparłam wyzywająco.

Nie mówiąc już nic więcej, odwróciłam się na pięcie i ciągnąc Alice szłam w stronę samochodu. Słyszałam jak Edward idzie tuż za mną oraz mamrocze coś do siebie, czego nie mogłam dosłyszeć. W połowie drogi, atomówka zaczęła cicho jęczeć i zsuwać się na ziemię. - Chodź Alice, jesteśmy już prawie na miejscu – wydyszałam. Usłyszałam jak Edward dalej idzie za mną i powiedział coś podobnego do Jaspera, tylko że w o wiele bardziej kolorowej wersji. Wyłowiłam klucze z torby, którą miałam na ramieniu i nacisnęłam odblokowujący przycisk. Otworzyłam drzwiczki i włożyłam Alice do auta, a Edward zrobił to samo z Jasperem. Minęło kilka sekund nim chłopak owinął ramiona wokół dziewczyny i ponownie razem odlecieli.

- Pojadę za tobą i pomogę Jasperowi dostać się do domu – Edward powiedział, zamykając za Jasperem drzwiczki.

- Dzięki – powiedziałam cicho. Spojrzałam na niego i przez sekundę patrzyliśmy na siebie. Ot tak... po prostu. Kiedy roześmiana grupa nastolatków przeszła obok nas, otrząsnęliśmy się i każde z nas poszło do swojego samochodu. Nagle o czymś pomyślałam. - Edward!

Chłopak zatrzymał się i spojrzał na mnie. Zarumieniłam się, ale musiałam być pewna. - Jesteś w stanie prowadzić, prawda? Nie chcę abyś wjechał w jakieś drzewo, czy coś podobnego – Cullen uśmiechnął się krzywo i odrobinę się cofnął. - Wiesz, szkoda by było gdyby twoi rodzice musieliby kupić nowy samochód – powiedziałam szybko. Może i przez ostatnie dni była na niego wkurzona, to jednak nie chciałam aby spotkała go krzywda. Nie byłam przeciwna piciu alkoholu, ale kiedy to robisz, to czyń to z głową.

Na moje ostatnie zdanie, jego uśmiech nie zniknął z twarzy, ale w dodatku zachichotał. - Nie martw się, piłem tylko jedno piwo i to blisko dwie godziny temu. Z samochodem będzie wszystko dobrze – spojrzał na mnie i mogę powiedzieć, że był szczery. Po jego zapewnieniu skinęłam głową, wsiadłam do samochodu i uruchomiłam silnik. Wyjechałam z parkingu i ruszyłam w kierunku Forks. Kilka sekund później dostrzegłam w lusterku samochód Cullena. Włączyłam muzykę, próbując zagłuszyć odgłosy, które dochodziły z tylnych siedzeń.

Nie musiałam długo jechać, aby znaleźć dom Jaspera, który tonął w ciemności. Wjechałam na podjazd i postanowiłam nie wyłączać silnika. Właśnie otwierałam tylne drzwi, kiedy zostałam oślepiona przez światła z samochodu Edwarda. Próbowałam wyciągnąć Jaspera, co było niesamowicie skomplikowane, zważywszy na to, że ta dwójka kurczowo się siebie trzymała, jakby od tego miało zależeć ich życie. Cullen i ja staliśmy ramię w ramię, kiedy staraliśmy się go wyciągnąć z pojazdu. Bez skutku.

- To zadziała – Edward narzekał obok mnie, kiedy chłopak uderzył śpiącego Jaspera w tył głowy.

- Edward! - syknęłam jak Jasper wymamrotał „OW!". Chłopak wypuścił rękę Alice, i oszołomiony złapał się za głowę. Korzystając z okazji, Cullen przyciągnął go do siebie i uśmiechając się triumfalnie, podniósł go.

- Nie sądzę, żeby to było konieczne – powiedziałam jak zamykałam drzwi, tym samym zostawiając Alice samą.

- Cóż, jednak zadziałało – powiedział i dźwigając Jaspera ruszył do jego domu. Właśnie miałam wsiąść do swojego samochodu, kiedy nagle Edward zatrzymał się i spojrzał na mnie. - Co robisz? - spytał.

Spojrzałam na niego i to wprowadziło mnie w zmieszanie. - Umm, jadę zawieźć Alice do domu, zanim sama pojadę do siebie.

Potrząsnął głową. - Poczekaj aż odprowadzę Jaspera i pojadę z tobą, upewniając się, że dojedziesz bezpiecznie do domu – powiedział poważnie. Nie mogłam poradzić, ale wybałuszyłam oczy.

- Edward, nie jestem bezradną dziewczyną w niebezpieczeństwie, więc myślę, że dam radę zawieźć atomówkę i dostać się do domu bez żadnych problemów – powiedziałam lekko. Cullen wyraźnie zesztywniał i zrobił ku mnie krok, wciąż trzymając Jaspera, jakby ten nic nie ważył.

- Czekaj, co powiedziałaś? - jego oczy rozszerzyły się w szoku.

- Umm, że mogę odwieźć Alice do domu nie robiąc sobie przy tym krzywdy? - stwierdziłam, ale zabrzmiało to bardziej jak pytanie. Nie rozumiałam jego reakcji. Wyglądał jakby zobaczył ducha, czy coś.

- Nie, jak nazwałaś Alice – urwał i pokręcił głową. - Nieważne, to tylko głupia myśl. Niemożliwe – powiedział do siebie cicho, przed odwróceniem się do mnie.

- Co jest niemożliwe? - ciekawa spytałam.

- Nic, zapomnij co mówiłem. Proszę, poczekaj na mnie – poprosił, a ja popełniłam błąd, bo popatrzyłam mu w oczy. Westchnęłam ciężko, a on się uśmiechnął się wiedząc, że przegrałam.

- Dobrze, ale się pośpiesz – wymamrotałam, ciężko opadłam na miejsce kierowcy. Nie musiałam czekać długo, bo już po pięciu minutach wracał i jechaliśmy do domu Brandonów. Edward został w samochodzie, kiedy prowadziłam Alice w stronę wejściowych drzwi. Po tym jak dostałam się w domu atomówki, zaprowadziłam ją do jej pokoju. Kiedy tam byłam, umieściłam ją na łóżku i delikatnie zdjęłam jej buty.

- Bella? - sennie zawołała.

- Wszystko jest dobrze. Jesteś w domu, idź spać. Porozmawiamy jutro – powiedziałam delikatnie, starając się nie obudzić rodziców dziewczyny.

- Dzięęękuujęę Bello – niewyraźnie się uśmiechnęła przed powrotem do snu. Wyciągnęłam spod nią kołdrę i przykryłam nią. Wkradłam się do jej łazienki, zabierając stamtąd szklankę wody i ibuprofen7. Zostawiłam to na jej szafce nocnej, ponieważ wiedziałam, że będzie tego rano potrzebować. Zeszłam z powrotem na dół i będąc na zewnątrz, udałam się prosto do mojego samochodu. Edward czekał na poboczu.

Do domu jechałam szybko. Kiedy kierowałam się w stronę drzwi wejściowych usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się, ale to było niepotrzebne, bo Edward szedł obok mnie. - Przecież jesteś pewny, że nie jestem pijana i trafiłam do dobrego domu – zażartowałam, jak szłam po schodach.

- Powiedziałem, że upewnię się że ty i Alice dotrzecie bezpiecznie do domu – powiedział poważnie.

- Czego oczekujesz stojąc razem ze mną pomiędzy moim samochodem a drzwiami wejściowymi? - spytałam nieufnie.

- Dzięki swojej koordynacji nigdy się nie dowiesz – jego ton głosu był dokuczliwy. Spowodował grymas na mojej twarzy. Kilka sekund później, wciąż staliśmy przed drzwiami. Starałam się znaleźć klucze w swojej torbie, równocześnie ignorując jego utkwione we mnie spojrzenie. Kiedy nareszcie je znalazłam, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Spojrzałam na Edwarda, nie wiedząc co powiedzieć.

Na szczęście, chłopak przede mną zerwał ciszę. - Dobrze, dobrej nocy Bello – powiedział delikatnie przed odwróceniem się i pomaszerowaniem do swojego domu. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy. W końcu zwrócił się do mnie Bella.

- Dobrej nocy Edwardzie – szepnęłam w noc.


A/T Jak się podobało? Co sądzicie o chwilowym podejrzeniu Edwarda? :D Następny rozdział postaram się wrzucić za dwa tygodnie.


WYJAŚNIENIA:

1. anime – japońska animacja

2. Wiersz jest autorstwa Jessicy Millsaps.

3. Czarnoksiężnik z krainy Oz - powieść dla dzieci autorstwa L. Franka Bauma, pierwsza część cyklu o czarodziejskiej krainie Oz. To pierwszym utwór fantasy w amerykańskiej literaturze dziecięcej. Jest też zaliczany do klasyki światowej literatury dla dzieci.

4. Munckin - popularna niekolekcjonerska gra karciana stworzona przez Steve'a Jacksona. Rozgrywka w Munchkina w żartobliwy sposób symuluje bardzo uproszczoną sesję, w której liczy się jedynie zdobywanie poziomów, zabijanie potworów i zbieranie skarbów

5. Glinda – postać z Krainy Oz. Jest potężną czarownicą, władczyni Quadling Country i południowej części Emerald City, równocześnie chroni księżniczkę Ozmę.

6. Springer – prowadzący telewizyjny talk-show Potyczki Jerry'ego Springera.

7. ipubrofen – lek o działaniu przeciwzapalnym, przeciwbólowym i przeciwgorączkowym.