Stiles obudził się, czując na swoich ustach cudzą dłoń. Włoski na ręce mężczyzny podrażniły jego nos, więc niemal kichnął, a zapewne powinien wrzeszczeć, a przynajmniej się szamotać.

- Cicho – wyszeptał Derek wprost do jego ucha. – Zdejmę dłoń, ale nie krzycz – ostrzegł go i faktycznie ręka znikła.

Stiles momentalnie podciągnął swoją kołdrę pod samą brodę. Nie miał zwyczaju sypiać w bieliźnie i zaczął tego żałować. Oczywiście nigdy nie spodziewał się, że miejscowy alfa włamie się do jego mieszkania w środku nocy, ale powinien był to przewidzieć. Derek oczywiście pomimo jego wolnego i tak patrolował okolice.

- Co się stało? – spytał Stiles.

- Ktoś się do ciebie włamał – poinformował go Derek półgłosem.

- Zauważyłem – warknął Stiles.

Nie widział twarzy Dereka, ale mógł wyobrazić sobie jak mężczyzna przewraca oczami. Jednak głupie oświadczenia nie mogły nie spotkać się z jego sarkazmem. Kto normalny włamywałby się do mieszkania szeryfa? W szufladzie szafki miał broń! Może i kule nie były z tojadem, ale to też dało się załatwić – na przyszłość.

Stiles miał właśnie coś sarknąć, ale z pokoju obok dobiegł go szmer. Faktycznie ktoś był w jego mieszkaniu!

- Zaraz… - zaczął, starając się sięgnąć do szuflady po broń, ale Derek powstrzymał go znowu wciskając go w materac.

Wilkołak naprawdę powinien był przemyśleć kwestie tego co robi. Stiles był w pełni kompatybilny do tego, aby stawać w swojej obronie.

- Chcę wiedzieć czego szuka. Niech to weźmie. Odnajdę to rano i oddam ci wszystko – obiecał Derek. – Nie możesz przebywać tutaj sam. Las… coś się dzieje – wyszeptał alfa.

Stiles z chęcią odpowiedziałby, ale ręka Dereka wciąż zaciskała się na jego ustach, jakby mężczyzna nie wierzył, że on potrafi siedzieć cicho. A przecież patrolowali razem Beacon od dobrych kilkunastu dni. I naprawdę nie marudził i nie wypytywał Dereka o jego plany częściej niż raz na dyżur.

Zastanawiał się czy nie ugryźć wilkołaka – sprawiłoby mu to częściową satysfakcję. W końcu byłby to chociaż jakiś protest. Ręka Dereka jednak chociaż przyjemnie pachniała, ale włoski, które nadal łaskotały go w nos i nie nastrajały go pozytywnie. Sam czuł się trochę nago, trochę bezwłoso przy tym sporej wielkości w pełni męskim wilkołaku.

Derek nie miał problemów z paradowaniem w bieliźnie podczas ich patroli. I Stiles zaczynał podejrzewać, że właśnie w swojej sypialni gości półnagiego wilkołaka, jakby tego jeszcze było mało.

Ręka Dereka w końcu znikła, najwyraźniej podobnie jak włamywacz, bo Hale w końcu odsunął się od niego. Stiles w ciemności widział tylko jego sylwetkę na tle okna, ale już same kontury utwierdziły go w przekonaniu, że wilkołak faktycznie znowu paradował w bieliźnie. Pytanie stanowiło co robił w okolicy jego mieszkania. Byli w końcu w centrum Beacon Hills, a nie na granicy z Rezerwatem.

- Spakuj swoje rzeczy – zarządził Derek nagle.

- Co? – spytał, podnosząc się na łokciach.

Hale musiał znaleźć włącznik światła, bo nagle w jego sypialni zrobiło się jaśniej. Stiles mimowolnie osłonił oczy. Zegar wskazywał, że jest trzecia w nocy. Dzisiaj miał się wyspać za wszystkie czasy, ale jak zawsze pokrzyżowano mu plany. Zaczynał się do tego powoli przyzwyczajać, ale przynajmniej tym razem Scott nie dzwonił spanikowany, że coś plącze się po jego ogródku.

- Co? – powtórzył, bo Derek najwyraźniej zignorował jego pierwsze pytanie.

- Nie możesz tutaj zostać. Coś wie, że tutaj mieszkasz – poinformował go alfa tonem, jakby rozmawiał z dzieckiem.

- Nie przeprowadzę się do ojca, żeby ściągnąć na niego niebezpieczeństwo – sarknął zirytowany.

Ostatnim czego chciał to wciągać ojca w kolejne rozgrywki supernaturalnych istot. Ich dom zresztą leżał jeszcze bliżej Rezerwatu, więc to było bardziej nastawianie się na niebezpieczeństwo niż unikanie go. Lydia mieszkała na strzeżonym osiedlu, a do niej też się włamano bez problemów. To nie tak, że w Beacon było jakiekolwiek bezpieczne miejsce i wiedział o tym od dłuższego czasu.

Derek przewrócił oczami.

- Przeprowadzisz się do mnie – poinformował go wilkołak tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Coś weszło do twojego mieszkania i nie obudziłeś się. Podważyłem okno…

- Jesteśmy na trzecim piętrze! – wyrwało mu się.

- Podważyłem okno i nawet nie drgnąłeś – syknął Derek. – Nie mogę ufać, że się sam obronisz. Widziałem cię z shapeshifterem. A jeśli to był kolejny? – spytał wilkołak.

Stiles zacisnął usta w wąską kreskę. To nie trzymało się kupy. Można było podmienić Lydię, ale on w Beacon nie miał, aż takiej władzy. Jego podwładni zresztą szybko zorientowaliby się, że coś nie gra. Miał swój niepowtarzalny sposób prowadzenia odpraw, które zakładały przynajmniej jeden marny żart na koniec.

- Powiedziałeś, że czegoś szukało – wytknął mu Stiles. – Shapeshifter zamroczyłby mnie i przybrał moją postać – stwierdził.

- Może szukało sztućców – warknął Derek. – Też jestem superanturalną istotą, ale moje posiłki nigdy się bez nich nie odbywają – poinformował go głucho.

Stiles przełknął nadmiar śliny. Kiedy spojrzał na tę sytuację z tej strony… Coś faktycznie mogło w końcu zeżreć go w nocy. Może nosił zapachy wszystkiego z czym zetknął się w czasie swojej służby. Albo w lesie poszła plotka, że zakopuje leprekauny na podwórku McCallów. To nie tak, że te stworzenia nie były złośliwe i mściwe.

- Zbieraj się – powtórzył Derek i Stiles zdał sobie sprawę, że jest całkiem nagi.

- Zgaś światło – odparł szybko, a potem przypomniał sobie, że wilkołak zapewne widzi w ciemności. – Albo chociaż się odwróć – poprosił.

Derek wpatrywał się w niego przez chwilę, jakby nie rozumiał o co chodzi. Potem jego wzrok padł na kołdrę podciągniętą ,aż po szyję Stilesa.

- Widzisz mnie w bieliźnie każdego wieczoru… - zaczął Derek i wredny uśmieszek gdzieś tam błądził po jego ustach.

- Ale nie bez – rzucił Stiles.

- Mogę to zmienić – odparł Derek spokojnie.

Stiles nie rozumiał tej wielkiej potrzeby alfy do posiadania ostatniego słowa. A może w pełni orientował się jak to jest wygrywać te małe bitwy każdego dnia, bo sam nigdy nie odpuścił, jakkolwiek sytuacja nie wydawałaby się tragiczna.

- O moi bogowie! – jęknął. – Odwróć się albo wynoś z mojego mieszkania. Masz wybór. Z korytarza też usłyszysz zresztą czy coś nie wpadło mnie pożreć – dodał.

- Ale nie będę mógł tak szybko zareagować – warknął Derek i faktycznie odwrócił się do niego plecami, co ani trochę go nie uspokoiło.

Sporo osób widziało go nago w swoim życiu. Cała drużyna lacrosse'a w szkole średniej (i Danny wciąż twierdził, że to prawie wypaliło mu oczy), potem męska część posterunku, ponieważ komunalne prysznice sprawiały, że takich sytuacji po prostu nie dało się uniknąć. Melissa, jego ojciec i zapewne nie znowu taka mała liczba ludzi, z którymi spał. Derek jednak był poza tą grupą i tak miało pozostać. Wilkołak już wcześniej wgapiał się w jego chude ciało, jakby go obrażało. Może swoją bladością. Sam zdawał się być opalony w miejscach, które sugerowały, że paradował w bieliźnie nie tylko na nocnych patrolach.

Nie chciał sobie nawet wyobrażać Dereka biegającego nago po lesie, a alfa przecież nie do końca musiał się chyba obawiać stworzeń, które tam egzystowały. Opowiadano, że z wilkołakami było jak z lwami puszczy – całe te brednie o królach i podwładnych. Zapewne miało to jednak wiele wspólnego z obecną polityką. Rozumiał, że alfy pilnowały, aby miasta były bezpieczne, ale to była służba publiczna. Gloryfikowanie ich nadludzkiej siły sprawiało, że coraz więcej ludzi chciało bez zastanowienia ugryzienia.

- Wstajesz? – spytał Derek.

Stiles faktycznie wciąż nie drgnął. Jego pościel była ciepła i przyjemna. A na zewnątrz na pewno było chłodno. Zimno nie służyło mu, zapewne jak każdemu mężczyźnie. Chyba, że był Derekiem Hale'em. Albo inaczej – Stiles nie chciał wiedzieć jak wygląda przód bokserek wilkołaka, gdy ten znajduje się w ciepłym pomieszczeniu. Dorobił się już dostatecznie dużej ilości kompleksów.

- Już – warknął pod nosem, wysuwając się spod przykryć.

Jego wczorajsze ubrania trafiły oczywiście do łazienki. Rano miał zrobić małe pranie przed wyjściem do pracy, ale oczywiście ten plan właśnie spalił na panewce.

Naciągnął na siebie bokserki wyciągnięte z szuflady i zobaczył w odbiciu lustra, że Derek obserwuje go. Co prawda mężczyzna był faktycznie do niego tyłem, ale zapewne nic mu nie umknęło. Ciepło uderzyło mu w policzki, więc zacisnął usta, zirytowany. Westchnął, prostując się i spojrzał z wyzwaniem na Dereka, ale wilkołak nawet nie mrugnął okiem, jakby nic go nie ruszało.

- Rano muszę zawieźć rzeczy do prania – poinformował Dereka zanim sięgnął po torbę.

Było dokładnie tak chłodno jak sądził, więc na jego skórze niemal natychmiast pojawiła się gęsia skórka.

- Mamy pralkę – odparł Derek.

- Wiesz, że możesz się już odwrócić? – sarknął Stiles.

- Nie wiem dlaczego… - zaczął Derek.

- Lydia cię zabije, jeśli nie uszanujesz jej prywatności – oznajmił mu Stiles. – Nie wiem jak jest wśród wilków, ale ludzie nie oglądają się nago bez pozwolenia.

- Mieszkałem z ludźmi. Część z mojej rodziny to ludzie – odparł Derek nagle zirytowany i odwrócił się do niego twarzą. – Co ma do tego pani burmistrz? – spytał niepewnie.

- Lydia wychodzi dzisiaj ze szpitala. Rozumiem, że chcesz mieć nas oboje na oku. Jeśli te stwory z Rezerwatu zamierzają atakować w głównodowodzących tutaj. Powiem posterunkowym, żeby robili częściej objazdy wokół domów radnych, ale trzeba będzie ich ostrzec… - zaczął i dostrzegł, że Derek wpatruje się w niego dziwnie. – Co? – spytał. – Musimy zaplanować…

- Wszystko po kolei. Są zainteresowani tobą – powiedział Derek.

- Mną? – spytał z niedowierzaniem Stiles. – Myślałem, że jeśli będą chcieli rozpocząć inwazję to zaczną od Lydii…

- Zaczęli, ale pokrzyżowałeś im plany – stwierdził sucho Derek. – Jest w tobie coś czego nie rozumieją. Ludzie normalnie nie wiedzą jak rozpoznać shapeshiftera, ale tobie się udało. To nie powinno się zdarzyć. Po to jesteśmy my – poinformował go Derek.

- Och, nagle uraziłem twoją wilkołaczą dumę? To człowiek już nie może…

- Tu nie chodzi o to czy uważam cię za słabego – warknął Derek. – Znowu wracamy do tego samego? Mam ci udowodnić, że masz ułamki sekund, których nie wykorzystasz? Wszedłem tutaj bez problemów i nawet nie drgnąłeś – sarknął.

Stiles otworzył usta, a potem je zamknął, bo faktycznie nie miał żadnych argumentów. Mało tego, gdy zaczęła mu przechodzić złość i zaskoczenie, zrobiło mu się nieswojo na samą myśl, że ktoś przeszukiwał jego mieszkanie, gdy on smacznie spał.

- Dlaczego nie weszło tutaj? – spytał niepewnie, czując coś gorzkiego w ustach.

To nie mógł być do końca strach, ale na pewno nie był już tak spokojny i nie czuł się tak bezpiecznie w swoim domu.

Derek przez krótką chwilę wyglądał na mocno skrępowanego.

- Byłem tutaj wcześniej – przyznał w końcu wilkołak. – Znają twój zapach, bo patrolujesz okolice Rezerwatu. Doszedłem do wniosku, że prędzej czy później któreś wyśledzi twój dom – ciągnął dalej Hale. – Zapach alfy… - urwał, zaplatając ręce na piersi.

Stiles spojrzał na niego ostro.

- Chcesz mi powiedzieć, że to nie jest pierwszy raz jak włamujesz się do mojego mieszkania? – spytał z niedowierzaniem.

- Twoje okno jest zawsze otwarte. Lepszego zaproszenia nie mógłbyś zostawić – odparł Derek, spoglądając na niego z wyzwaniem w oczach.

Stiles nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek zabezpieczał się ,aż tak bardzo. Może nawet w niektóre noce zostawiał okno uchylone. Robiło się całkiem ciepło w nocy, więc nie chciał się ugotować.

- Spakuj się – powiedział Derek. – Musisz się przespać przed pracą. Będę z tobą cały dzień – obiecał.

Stiles przygryzł wargę. Słowa Dereka nie uspokoiły go ani trochę.

ooo

Stiles nigdy nie był w domu watahy, ale okazał się zaskakująco spory. Nie widać było tego z zewnątrz, ale parter był po prostu ogromną otwartą przestrzenią z wydzielonym aneksem kuchennym i stołem tak wielkim, że Stiles zaczął się zastanawiać ile osób tak naprawdę zamierzał ugryźć Derek.

Wciąż podchodził do całej sprawy z wilkołaczą ekspansją dość ostrożnie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli Hale ugryzie kogokolwiek z jego posterunku – te osoby będą miały dwóch dowódców, z których to on będzie stał niżej. Nie mógł zabronić swoim pracownikom dokonywania takiego czy innego wyboru. Nie mógł nawet później wymagać od nich, aby jego rozkazy traktowali jako ważniejsze od tych alfy.

Nie był zatem zbyt szczęśliwy, gdy Derek nawiązał kontakty z Ericą. Ugryzienie miało skomplikować życie wielu.

- Pokoje są na piętrze – powiedział wilkołak, prowadząc go w kierunku schodów.

- Powiedziałeś, że nie mieszkasz tutaj sam… - zaczął Stiles ostrożnie, rozglądając się.

Erica jak na zawołanie pojawiła się w drzwiach jednego z pokojów.

- Cześć szefie – przywitała się, wcale niezrażona tym, że jej cienka koszula nocna nie pozostawiała nic dla wyobraźni.

- Uhm – wyrwało mu się z ust.

- Wróć do siebie – warknął Derek nagle.

- Dobranoc szefie – odparła Erica, uśmiechając się w jego kierunku, błyskając złotymi tęczówkami.

Nie wyglądała na jakkolwiek poruszoną rozkazem Dereka, chociaż nawet Stiles podskoczył. Alfa złapał go za ramię i pociągnął jak najdalej od pokoju Reyes.

- Mój pokój jest naprzeciwko. Gdybyś czegoś chciał… - zaczął wilkołak, przestępując z nogi na nogę.

Stiles machnął ręką i ziewnął. Rano powinien łatwiej poradzić sobie z czymkolwiek go czekało.