DZIEŃ DOBRY NR 7
KISE RYOUTA X CZYTELNIK
Ziewnęłaś przeciągle, nie odwracając się jednak za siebie, pomimo uścisku wokół twojej tali. Czułaś ciepły, spokojny oddech, łaskoczący cię po nagiej szyi. Z przyjemnością wtuliłaś się w drugie ciało, ułożone za twoimi plecami. Była to niezwykle miła niespodzianka, znaleźć o poranku Kise w łóżku, które jeszcze ubiegłego wieczoru, było niewyobrażalnie zimne.
Jeszcze przedwczoraj odpisywałaś na jego wiadomości internetowe z drugiego końca świata, a dziś delikatnie głaskałaś jego rękę, którą przełożył przez twoje ciało i ułożył wygodnie przy twoim brzuchu. Odczuwałaś przyjemny ciężar, związany z tą bliskością i błogość, wynikającą z towarzystwa swojego ukochanego.
Słodkawa woń świeżych, rumieniących się czerwieniom róż, budzących się do życia wraz ze wschodem w owalnym wazonie, postawionym na stoliku nocnym, była zaskakująco urzekającym prezentem, chociaż całkiem przewidywalny biorąc pod uwagę, że Ryouta bardzo często obdarowywał cię wieloma drobiazgami bez szczególnej okazji. O ile dla ciebie rzeczywiście był to brak okazji, dla Kise wystarczająco dobrą okazją był fakt, że nie widział cię przez weekend lub był zmuszony odwołać wasz wspólny obiad ze względu na pracę. A jako, że tym razem nie było go ponad tydzień, dzięki wizycie w Europie, spodziewałaś się nadprogramowej dawki miłości po jego powrocie.
Nawet, jeśli byłaś zmuszona przyznać, że znajdowaliście się na takim etapie związku, że obojgu wam, było nieustannie mało tej drugiej osoby, to nadopiekuńczość, nadgorliwość i wiele innych „naj" Kise, często przekraczało granice wszelkiej tolerancji. Ale nie dzieliłaś się z nim tymi spostrzeżeniami, bo kochałaś go każdą część jego osobowości, włącznie z tą, która miała całkiem niezłe predyspozycje na zostanie prześladowcą .
W każdym bądź razie, nawet jeśli brałaś pod uwagę zobaczyć stertę kwiatów w akompaniamencie uścisków i płaczu, to nie oczekiwałaś, że się przy nich obudzisz. W końcu Kise nie mógł być pewien, że będziesz czekać na niego w jego mieszkaniu, nawet jeśli dał ci klucze właśnie po to.
Sama nie byłaś pewna, kiedy dokładnie wróci, ale wiedziałaś, że chciałaś czekać na jego powrót, rozkoszując się miejscem przesyconym jego osobą. Kładąc się ubiegłego wieczoru w dużym, pustym łóżku, posłanym niestarannie przez Kise kilka dni wcześniej, mając przed oczami wasze wspólne zdjęcia ustawione na stoliku, myślałaś wyłącznie o tym, jak przyjemnie byłoby zatopić się w jego ramionach, tak jak teraz.
Przekręciłaś się, by móc obserwować jak unosi się jego klatka piersiowa, jak włosy lekko przesłaniają oczy, jak rozchylone usta szepczą niezrozumiałe słowa, a dłonie kurczowo chwytały się ciebie.
Nie mogłaś się oprzeć, by nie dotknąć jego policzków, a następnie opuszkami palców jego warg. Czasem zastanawiałaś się, dlaczego ktoś tak przystojny i naiwnie dobry, zakochał się w tobie, kochając cię miłością tak bezgranicznie bezinteresowną i czystą, bezbronną i nieskończoną, gorącą i prawdziwą, że brakowało ci tchu.
- Imię-cchi – wymruczał, przyciągając cię do siebie i chowając twarz w twoich włosach. Korzystając z okazji, ucałowałaś linię jeszcze szczęki, z zadowoleniem mrużąc oczy. Powolne, okrężne ruchu na twoich plecach, usypiały cię z wolna. - Nie śpisz już? - zagadnął cichutko wprost do twojego ucha, nie chcąc cię przypadkiem zbudzić. Sam był na skraju snu, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje wokół niego.
- Nie – odpowiedziałaś miękko z uśmiechem na ustach. Byłaś tak bardzo przyzwyczajona do ciągłej obecności Kise w pobliżu, że nawet nie starałaś się ukryć swojego entuzjazmu, związanego z jego powrotem. - Skąd wiedziałeś, że tu będę? - zagadnęłaś, wyślizgując się z jego uścisku, by usiąść okrakiem na jego biodrach i oprzeć dłonie na klatce piersiowej.
- Nie wiedziałem – przyznał, przecierając zmęczone oczy. Wyjątkowo mozolnie skierował własne dłonie na twoje uda, jakby sam nie wierzył, że jesteś tu przy nim. - Miałem nadzieję, że stęskniłaś się równie mocno, co ja – wyjawił lekko zachrypłym głosem, przepełnionym miłością i szczęściem, które towarzyszyło mu niezależnie od sytuacji.
- Przytulisz mnie? - zwykle wcale nie musiałaś o to prosić, ale rozumiałaś, że dzisiejszy poranek był zupełnie inny od tych wszystkich, które do tej pory przeżyliście. Nie tylko ze względu na wyraźne zmęczenie twojego chłopaka.
To uczucie na dnie twojego serca było naprawdę dziwne – jakby nagromadzona przez tych kilka ostatnich dni nostalgia, osiągnęła swój punkt kulminacyjny i miała w każdej chwili odejść, ale zawzięcie się ciebie trzymała.
Początkowe zdziwienie Kise, szybko zniknęło i niemalże natychmiast podciągnął się do siadu i otoczył cię szczelnie ramionami, zamykając szczelnie w swych objęciach.
- Myślałem, że za tym nie przepadasz – zachichotał, skubiąc twój kark zachłannymi ustami.
- Nigdy tak nie powiedziałam – odparłaś, obejmując go za szyję i przywierając całym swoim ciałem do niego.
- Mówisz. Za każdym razem – wypomniał ci z lekkim dąsem w głosie. - Że cię duszę – dokończył, składając przeciągły pocałunek na twoim policzku. Przedłużał moment złączenia waszych ust ku własnej uciesze, zawsze tłumacząc, że najlepsze zostawia na koniec. Całkiem jak dziecko, które konsumując kawałek ciasta, bitą śmietanę wraz z wisienkę zostawia na sam koniec.
Zwykle włączałaś się do jego małej gry, przekręcając głowę lub chowając twarz w jego koszuli – wtedy ujmował ją w dłonie, wpatrywał się swoimi miodowymi oczami w twoje, jakby potrafił znaleźć w nich odpowiedź na wszystkie pytania i powoli łączył z tobą wargi.
Te pocałunki, zawsze były niewinne, niemalże dziewicze, ich delikatność przywoływała na myśl płowość gęsich piórek. Muśnięcia nie były pogłębiane, jednak czułaś, jak wzmaga się w tobie podniecenie. Rozczulał cię tym, jak z ust płynnie zjeżdżał na twoją szyję oraz obojczyki. Tak samo delikatnie obcałowywał oba, kierując się ku ramionom, jego ręce przytrzymywały cię wówczas zaraz pod piersiami na żebrach. Palce smyrały obsypaną dreszczami skórę, jedynie dodatkowo ją nęcąc, podczas gdy ust całowały wgłębienie szyi tak, jakby robiły to po raz pierwszy w życiu.
Zwykle na tym etapie, pojedyncze jęki wypływały spomiędzy twoich warg swobodnie niczym oddech, a żeby tego było mało, całkiem niespodziewanie mówił:
- Chciałbym się z tobą kochać. - Jak miałaś nie zwariować? Nie odpowiadałaś już, po prostu szarpałaś go za włosy i zmuszałaś, by ostatecznie dostać to, co chciałaś – pełne pasji pocałunki, przepełnione potrzebą stopienia się ze sobą.
Ale dzisiaj naprawdę było inaczej. Po krótkim, tęsknym pocałunku, uścisk zdawał się wzmacniać. Kise, oparł głowę o twoje ramię wygodnie, wzdychając. Czułaś jak jego długie rzęsy, łaskoczą cię po skórze. Przyłożyłaś dłoń do jego włosów i przeczesałaś niesforne kosmyki.
- Chciałbym, żebyś już zawsze tak na mnie czekała. I żebym miał cię o poranku przy sobie. Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. - Wiedziałaś, przecież czułaś to samo. - Kocham cię tak mocno, że nie potrafię znaleźć słów, które byłyby zbliżone do tego, co czuję. Nie ma takiej liczby kwiatów, pocałunków, czy uścisków, które mogłyby ci to zobrazować. Niczego, co mogłoby ci to udowodnić.
- Jest jedna taka rzecz – wyjawiłaś, odsuwając się od niego, aby móc skrzyżować z nim spojrzenie. - Wystarczy, że każdego poranka, będziesz mi szeptać do ucha „dzień dobry".
