ROZDZIAŁ 7
„I Was Made To Kiss You"
Bella POV
Usiadłam obok Edwarda na skale. Leżałam koło niego, jedna dłoń znajdowała się obok mojej głowy, a druga trzymała jego rękę. Czułam jakby przez moje ciało przepływał prąd elektryczny, za każdym razem, gdy nasza skóra się stykało, było to naprawdę niesamowite uczucie. Wywołało to u mnie uśmiech na twarzy, a moje serce buło z radości. Powróciłam myślami, do tego, co powiedział mi Edward wcześniej. „Jestem zły Bello, robiłem wiele złych rzeczy", Co to oznaczało?
- Edward? – zapytałam nerwowo, bałam się pytać o jego przeszłość.
Spojrzał na mnie, a w jego oczach było widać, że cierpi. Wyglądał naprawdę okropnie, nie oczywiście, że brzydko, jak by ktoś go pobił, – choć tak było. Nie, wyglądał strasznie, jak jakiś wyczerpany emocjonalnie wrak człowieka.
Było mi coraz cieplej, obserwowałam jak jego kciuk rysuje kręgi na mojej dłoni.
- Czy chcesz mi coś powiedzieć? – szepnęłam, patrząc na nasze splecione ręce.
Panowała cisza, słychać jedynie było świerszcze w oddali.
- Co powiedzieć? –szepnął, patrząc na wierzbę.
- O swoim …. życiu – przed Jamesem, znaczy się. – przerwałam nerwowo.
- Powiedziałeś, że ja nie rozumiem tego. – dodałam. – Lecz, ja chcę to zrozumieć.
- Chcę znać każdą część twojego życia. – gdy nasz wzrok się spotkał, dostrzegłam w oczach Edwarda sam smutek.
- Moje życie jest złe. – szepnął prawie bezgłośnie. – Ja nie .. nie chcę o tym myśleć. – odparł.
- Po prostu wyduś to z siebie. – powiedziałam, przewracając oczami.
Wyprostował się, ściągając mnie z jego kolan, tak, bym nie widziała jego twarzy.
- Moje życie jest do bani. – zaczął.
Edwrad POV
Cały czas patrzyłem na czubek jej głowy, próbując zapomnieć wszystko, co było w mojej pamięci, ale niestety takich rzeczy nie dało się zapomnieć. Delikatnie położyłem moją głowę na jej włosach, tak pięknie one pachniały, lecz musiałem wrócić do czasów obecnych.
- Byłem jak każde inne dziecko, ta sądzę. – powiedziałem obojętnie. – Miałem mamę i tatę, którzy robili to co noc, ale byli szczęśliwi. Miałem miłych – trochę dziwnych dziadków, ale byłem szczęśliwy. – zmarszczyłem brwi, powracając myślami do dzieciństwa. Pamiętam dołki mojej mamy, jak się do mnie uśmiechała, jej twarz wtedy bardzo przypominała moją. Pamiętam mojego tatę, który uczył mnie jeździć na rowerze na naszym podwórku …. w Chicago.
Czemu wszystko tak szybko musiało się zmienić? Pamiętałem to wszystko, jakby to wydarzyło się wczoraj.
Skinęła głową zachęcająco.
- Była to Wigilia. – powiedziałem, wracając do przeszłości. – Moja mama udekorowała cały dom i zrobiła mi naprawdę dziewczęcy, głupi sweter, który od początku pachniał wybielaczem. – powiedziałem to tak by poprawić trochę nastrój tutaj panujący, lecz ona nie była zbytnio zadowolona.
- Kontynuuj. – powiedziała.
- Miałem dwanaście lat, mieliśmy spędzić trochę czasu razem. – zmarszczyłem czoło. – Było już późno, jak dla małego dziecka. Moja mama kazała iść mi spać, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi ….
Bella zesztywniała.
- Mój tata poszedł otworzyć drzwi. – powiedziałem, pamiętając doskonale każdy moment. – Lecz, gdy je otworzył nikogo tam nie było. – potrząsnąłem głową. – Prosiłem mamę, bym mógł z nimi jeszcze posiedzieć i ona się zgodziła. Siedzieliśmy w salonie, ciesząc się sobą, gdy „przyszedł" Mikołaj.
Popatrzyła na mnie. Wiedziała, co chce jej powiedzieć. Mogłem sobie tylko wyobrazić, jak mój strach roznosił się po moim ciele.
- Ale .. – zatrzymałem się. Nie mogłem kontynuować.
Pamiętam dźwięk paznokci Jamesa, , kiedy przejechał nimi po zamarzniętej szybie.
Pamiętam wzrok mojej mamy w tamtym momencie, gdy zobaczyła stłuczone szkło w szybie.
Pamiętam, jak mój tata został zakneblowany i krztusił się własną krwią.
- Edward? – szepnęła, na co potrząsnąłem głową.
- Przepraszam. – odrzekłem, sam na siebie przekląłem, jak usłyszałem swój zrozpaczony głos.
Zachowujesz się jak dziewczyna!, powiedziałem sobie w myślach.
- Nie musisz kontynuować. – powiedziała do mnie.
Potrząsnąłem głową. Chciała dowiedzieć co się stało, miała do tego prawo.
- James wszedł przez okno. Rozbite szkło wbiło się w jego ciało. – Bella zadrżała.
Pamiętam ten zapach świeżo rozlanej krwi.
Pamiętam ten dźwięk, gdy wyjmował nóż z kieszeni swojej kurtki.
- Mój tata był pierwszy, moja mama próbowała uciec, ale .. – popatrzyłem się znowu na trawę.- Chciałem uciec, ale James mnie złapał i zabrał do siebie. Musiałem walczyć o przetrwanie, musiałem utrzymać się przy życiu, bo on nawet nie dawał mi nic do jedzenia.
Czułem jak jej palce zaciskają się na moim ramieniu. Nawet nie zdałem sobie sprawy, kiedy objęła mnie w tali.
- Musiałem robić wiele złych rzeczy. – szepnąłem, patrząc w ziemię, na której odbijały się biało-czarne światła. Może dzięki temu, mogłem przywrócić wszystkie wspomnienia jeszcze raz.
- Kradłem, krzywdziłem ludzi by przeżyć …. Kurwa, moi rodzice na pewno znienawidziliby mnie, dyby się o wszystkim dowiedzieli. – poczułem jak coś ciepłego spływa po moim policzku, a ja nawet nie miałem siły poruszyć ręką, by wytrzeć te łzy.
- Oni na pewno mnie nienawidzą, Bello. Widzieli wszystko, co robiłem. Ja nawet nie próbowałem im pomóc, gdy James ich ranił. Siedziałem, nic kurwa nie zrobiłem … - potrząsnąłem głową. – Słyszysz, co to ciebie mówię? Co próbuję Ci powiedzieć? Nie jestem dobry! Nie dla moich rodziców, nie dla ciebie, nawet dla jakiegoś cholernego szczura!
Odwróciła się i spojrzała na mnie z oczami, szeroko otwartymi. Czułem spływające łzy po moich policzkach, lecz mnie to całkowicie nie obchodziło.
- Idź do domu! Wynoś się, ponieważ .. ponieważ ty tutaj nie pasujesz. Pasujesz do dużego domu, do dobrego jedzenia, do... do wspaniałego chłopaka a nie do kogoś takiego jak ja. Bo ty jesteś, kurwa wspaniała, oddałbym wszystko, by móc zostać z Tobą na zawsze, ale ja po prostu nie mogę. Mogę Cię zranić. Skrzywdziłem już wiele ludzi. Nawet tutaj tkwisz jeszcze przeze mnie! Idź do domu!. – krzyknąłem ponownie. Wziąłem głęboki oddech, kilka oddechów i próbowałem się uspokoić.
Bella wstała z moich kolan i stanęła nade mną.
- Ty .. ty pierdolony chuju! – krzyknęła i pokazała na mnie palcem, otworzyłem swoje usta z zaskoczenia. - Ty dupku! Co ty do cholery …?- jęczała i zaczęła chodzić tam i powrotem po niewielkim kawałku trawnika.
- Nie rozumiesz tego? – syknęła kpiąco, popatrzyłem na nią.
- Nienawidzę Cię. – moje oczy się rozeszły, a moje serce rozbiło się na miliony kawałków jak jakiś pierdolony Titanic.- Nienawidzę Ciebie, kiedy sprawiasz, ze się tak czuję jak teraz. – zatrzymała się w końcu i odwróciła się do mnie. – Nie obchodzi mnie to, że to wszystko robiłeś. Tak naprawdę, jestem podobna do ciebie. – łzy zaczęły spływać po jej policzkach. – Moi rodzice nigdy nie byli szczęśliwą parą, nie śmiali się, nie tańczyli wokół ogniska. – popatrzyłem na nią.- Moi rodzice są… dupkami. – powiedziała przez łzy, starała być silną, ale czy ja wiem, zbytnio jej to nie wychodziło. – Walczyli, krzyczeli, do kogo mają mnie wysłać na lekcje pianina, ponieważ nie chcieli mieć ze mną nic do czynienia! Musieli szukać ludzi, którzy się mną zaopiekują, bo sami tego nie chcieli robić. – zawołała i dalej płakała.
- Co to znaczy „ by się mną zaopiekowali "?- zapytałem się, gdy usiadła na ziemi i założyła ręce.
- To znaczy, ze ty chciałeś się mną zaopiekować. Nikt nie kazał Ci tego zrobić. – nasze oczy się spotkały i były po brzegi wypełnione łzami. – Patrzę na ciebie, ale ty najwidoczniej mnie nie chcesz, więc …
Zatrzymałem się, ponieważ zacząłem ciężko oddychać. Klęczałem przed nią i położyłem dłonie na jej kolanach.
- Czy ty chyba nie sądzisz, ze ja nie chciałbym być z Tobą? – szepnąłem jej to tak intensywnie, ze na jej policzkach pojawił się rumieniec. Tak kochałem jej zaróżowione policzki.
- Myślę, że tak. – szepnęła drżącym głosem.
- Jesteś idiotką, kurwa! Czy nie słyszałeś niczego, co właśnie Ci powiedziałem? Chcę Ciebie, ale możesz kiedyś trafić lepiej. – zmarszczyła czoło i popatrzyła na ręce. – Nie jestem najlepszym wyborem. – powiedziałem.
- Nie, nie jesteś. – dodała. – Ale, mam wybór i wybieram Ciebie. Nie chciałbym nic więcej. Chcę Ciebie, tylko Ciebie.
Bella POV
Patrzył na mnie ze zdumieniem w oczach. Czułam jego oddech na mojej twarzy. Było ciepłe i wywoływało przyjemne dreszcze.
- Ty chcesz mnie? – szepnął, przenosząc twarz tak, że nasze usta ledwo były bardzo blisko siebie.
Skinęłam głową, a zaraz po tym nasze usta się dotknęły. Wzięłam głęboki oddech tak samo jak Edward. Czułam jego ręce dotykają mojej szyi. Wiedziałam, co nadchodzi. Nigdy wcześniej się nie całowałam. Cieszyłam się, ze to właśnie z nim pocałuję się po raz pierwszy. Usta mieliśmy otwarte i poczułam jego oddech na swoich wargach. Jeszcze nigdy w życiu, nie była aż tak szczęśliwa, była zupełnie szczęśliwa. Nie wiedziałam sama, jak dokładnie mam opisać to uczucie. Jego oczy były naprzeciwko moich, a on wydawał się prowadzić walkę samym z sobą.
- Ty chcesz mnie? –zapytałam się.
-Tak. – odparł i przybliżyłam się do niego jeszcze bliżej.
- To udowodnij to.
Jego oddech się zatrzymał, tak samo jak jego ręka na mojej szyi. Zamknęliśmy oczy, a następnie poczułam porażenie prądem od moich ust, do samych końcówek włosów i palców. Jego usta były ciepłe, ponieważ owinęły się wokół mojej dolnej wargi i pomału przeniosły się na górną.
Totalna rozkosz.
Poszłam za nim i nasze usta poruszały się tak, jakby były zsynchronizowane. Choć, myślę, że całowanie przychodzi naturalnie. Zawinęłam swoje ręce wzdłuż jego szyi, tak by być jeszcze bliżej. Mruknął, kiedy przysunęłam się do niego i poczułam, ze jego usta są otwarte. Jego język był gładki, jego podróż byłą od dolnej wargi do górnej, aż w końcu szczęśliwa pozwoliłam mu. Otworzyłam swoje usta. Przyczepiłam palce do jego piersi i szarpnęłam boki jego koszuli. Jęknął znowu i czułam coś.. coś jeszcze między nami. Miałam to na lekcjach higieny w szkole. Mówili nam o chłopcach, którym coś się przytrafia jak są „ w bardzo dobrym nastroju". Wzdrygnęłam się na to uczucie. Jednak nie było to to samo uczucie, które czułam w brzuchu. Położył mnie na ziemi. Uniósł się nade mną, położył ręce po obu stronach mojej twarzy, by nie opierać swojego ciężaru na mnie. Splatałam palce w jego miedzianych włosach. To był pierwszy raz kiedykolwiek czerpałam aż taka przyjemność z bawienia się włosami. Były delikatne i długie, sięgały aż jego oczu. Mógł sobie pomyśleć, że wygląda jak jakiś potwór, ale dla mnie był aniołem zaprojektowanym od diabła specjalnie dla mnie. Pocałował mnie w szczękę, po czym się zatrzymał.
- Musimy przestać. – szepnął.
- Dlaczego? – odetchnęłam, gdy Edward ponownie jęknął.
- Bo nie chcę, żebyś, ku***, zaszła w ciążę.
Bez ogródek. Bardzo w stylu Edwarda.
Spojrzałam na niego, a jego usta były otwarte, jego ciepły oddech dało się odczuć na mojej twarzy. Nie wiem, czemu, ale krzywo się uśmiechnęłam, kiedy tak na mnie patrzył. Uśmiechnął się, a następnie pocałował mnie w czoło.
- Naprawdę to miejsce nie jest odpowiednie na takie rzeczy. – zaśmiał się.
Rozejrzałam się wokół, przypominając sobie, że leżymy na brudnej ziemi pod drzewem.
- Racja. – zgodziłam się.
Wstał i wyciągnął do mnie rękę. Wzięłam ją, a drugą wytrzepałam sobie brudny tyłek z ziemi.
Tak to było bardzo seksowne, Bello, skarciłam siebie sama.
- Chcesz iść? – zapytał, patrząc przez drzewa na księżyc.
Wszystko to co dziś się wydarzyło cały czas szalało w mojej głowie. Walka, prawda, ból, smutek, pożądanie. W moim żołądku wszystko się przewraca, jak sobie przypominam co się wydarzyło. To było tak, jak sobie wyobrażałam mój pierwszy pocałunek. Zawsze chciałam, by jeden z tych pocałunków, był taki gdzie noga unosi się do góry, a twoje serce przestaje bić, a usta twoje i jego są najważniejsze. To było to, co zawsze chciałam i tylko jedna osoba mi to mogła podarować – to, co potrzebowałam. - EDWARD.
Obejrzałam się w stronę Edwarda, a on patrzył na mnie, czekając na odpowiedź.
- Tak pewnie. – powiedziałam. – Wracajmy już.
- Dobrze. – mruknął. Odwrócił się, ale zdążyłam go jeszcze złapać za ramię.
- Poczekaj chwilę. – powiedziałam.
On tylko na mnie spojrzał. Dotknęłam lekko jego ust, wzdychając. Oderwałam się od niego, a on uśmiechnął się do mnie.
- Za co to było?- zapytał.
- Badałam coś, bo nie mogłam uwierzyć, że jest to możliwe. – wzruszyłam ramionami.
Milczał.
- Powiedziałeś, że inni faceci mogą być lepsi dla mnie – mogą mi dać, to czego potrzebuję, prawda?
Pokiwał głową z wahaniem.
- Więc, byłeś w błędzie. Nie sądzę, że ktoś inny mógł dać mi to.
- Czyżby próbujesz mi powiedzieć, że dobrze całuję?- Bella cała poczerwieniała.
- Nie bądź taki pewien.
Śmiał się, a potem oparł rękę na moich plecach i pociągnął mnie do swojego roweru.
- Wracajmy. - westchnął.
Edwrad POV
Jak tylko weszliśmy do piwnicy, od razu usłyszałem ziewanie Belli. Lekko już się kołysała, ponieważ, na jej oczy opadały ciężkie powieki.
- Zmęczona?- szepnąłem to tak by James nic nie usłyszał. Choć i tak już pewnie leży gdzieś pijany więc ..
Przytaknęła skinieniem głowy i niezgrabnie wyczołgała się przez okno. Nie opuściła stóp, żeby złapać równowagę i zaczęła spadać z okna z cichym, wysokim "Eep", cokolwiek to "eep" znaczyło.
Złapałem ją w ramiona. Rozejrzała się oszołomiona i zdezorientowana.
- Co się stało? – zapytała niewyraźnie.
- Upadłaś. – potrząsnąłem głowę śmiejąc się.
- O. – popatrzyła na mnie. – Zmęczona jestem. – odparła.
Zamknęła oczy, opierając głowę na moim ramieniu. Poszedłem z nią do rogu piwnicy, było to miejsce, w którym najczęściej spała. Trzymałem ją na kolanach, uznając, że mogę zostać z nią.
- Ugh. – jęknęła. Bella zawiesiła się na moich ramionach, wzdychając do mojej szyi, co wywołało u mnie lekki dreszcz.
Delikatnie położyłem Bellę na podłodze tam gdzie leżał koc i poduszka. Wszedłem po schodach i do łazienki. Musiałem zająć się tym całym krwawym bałaganem na moim ciele. Włączyłem światła w łazience, jedna lampka, której światło świeciło ci na twarz, czułem się jak podczas przesłuchania. Na dodatek tak głośno brzęczała ta lampka, która dokuczliwe odbijała się w moich uszach. Spojrzałem na siebie w lustrze – twarz zakrwawiona, cała w siniakach.
- Kurde. – przekląłem cicho.
Dotknąłem delikatnie swoje skóry, sycząc z bólu. Chwyciłem rzeczy z apteczki i zacząłem opatrywać swoje ramię. Usłyszałem skrzypnięcie drzwi do łazienki, powoli się otwierały, myślałem, że to Bella.
- Edward … - odezwał się niewyraźnie James, gdy potknął się po pijanemu do łazienki Spojrzałem na niego zimnym wzrokiem.
- Wypierdalaj. – splunąłem.
Zmarszczył czoło i upadł tyłem do wanny, a głową walnął o brudne ściany.
- Edwardzie, nie możesz się tak odzywać do ojca. – powiedział, potrząsając głową. Zacząłem się cały trząść, byłem coraz bardziej wkurzony. Odwróciłem się szybko.
- Ty pierdolony chuju, ty kurwa nie jesteś moim ojcem – warknąłem. – To ty zrujnowałeś moje życie, nie obchodziłem cię nigdy. – czułem, że łzy spływają mi po policzkach, ale zmuszałem się by tego nie robić. Nie będę płakać przed tym dupkiem.
- Nie zrujnowałem twojego życia. – dodał. – Dałem Ci coś, coś co byś nigdy nie dostał od nikogo innego.
Zaśmiałem się.
- A co? – zapytałem.
- Tą dziewczynę Bellę.
Uśmiech zniknął mi z twarzy. Wróciłem do zlewu i nadal czyściłem swoje rany.
- Taa? – syknąłem.
- Tak.
- Nie, - potrząsnąłem głową. – To też mi dałeś.- zwróciłem się do niego. Jego oczy skierowały się na moją klatkę piersiową. Chciałem obudzić w nim przynajmniej odrobinę poczucia winy, a on jedynie wzruszył ramionami.
- Ale żyjesz, co nie?
- Nie rozumiem tego, jesteś psychopatą. To jest prawdziwy świat. Nie możesz sobie kraś ludzi, kiedy Ci się podoba.
Milczał.
- Nie możesz zniszczyć małemu dziecku światło, ponieważ ktoś jest egoistycznym dupkiem i nie można zabić jego rodziców. Wolałbym umrzeć bolesną śmiercią, niż siedzieć tutaj z Tobą.
- Mam pewną teorię. – powiedział, pomijać wszystko, co przed chwilą powiedziałem. Zignorowałem go i dalej czyściłem rany.
- Myślę, że to los skierował mnie to tego, że porwałem ją i Ciebie.
- Nie sądzę, że był to los. Raczej twój popierdolony umysł. – ciągle był niewzruszony na moje słowa.
- Jestem pewien, że gdybym Cię nie porwał to porwałbym inne dziecko, a potem Bellę.
Popatrzyłem na niego przez lustro i na jego plamy na koszulce.
- Jeśli nie porwałbym Belli, kto by był dla aż tak miły jak ty? – zapytał. – Tak naprawdę, nienawidzę, jak jesteś dla niej aż taki miły. – dodał.
Zacząłem zszywać swoje rany, czekałem aż będzie kontynuował. Szycia własnych ran nie okazało się jednak takie trudne, można było się tego samemu nauczyć. Ta umiejętność była istotnym elementem życia w tym domu. Wzdrygnąłem się jednak, gdy za mocno
pociągnąłem za skórę.
Co za cholerny ból.
- Chciałbyś by ona była z jakimś innym facetem ? - zapytał, gdy ja walnąłem z całej siły w zlew.
- Nie. - ryknąłem. - Wolałbym żebyś nie zniszczył czyjegoś życia! Zostaw nas wszystkich w spokoju ! - ścisnął usta, a potem szepnął :
- Nie.
- Dlaczego, kurwa ?
- Po prostu nie mogę.
- Wiec, ja nie mogę pozwolić ci tego zrobić ponownie. Pozwól jej wrócić do domu, James. - rozkazałem.
- Nie, teraz to już za późno. Pójdę do więzienia. - uśmiechnął się do mnie. - I ty także. - moje oczy automatycznie otworzyły się najszerzej jak się dało.
- Czemu to ja miałbym pójść do więzienia? Ja nic przecież nie zrobiłem ..
Potrząsnął głową.
- To nie ma znaczenia. W przyszłym tygodniu będziesz miał już 18 lat. Wiesz co to oznacza? - potrząsnąłem głową. - Oznacza to, ze będziesz już dorosły i nie będziesz już nastolatkiem. Zawsze mogłeś się jakoś wyślizgnąć tym argumentem, ale teraz już nie. Będziesz dorosłym, który tak naprawdę całe życie spędził ze mną, mieszkałeś w tym domu Myślisz by Ci uwierzyli ? - potrząsnąłem głową z niedowierzenia.
- Bella by wyjaśniła ..
- Myślisz, ze ktoś by jej uwierzył ? Zaginęła trzy dni temu. Uznają, ze nie jest w dobrym stanie psychicznym, przecież ja porwano. - wstał z wanny i stanął za mną. - Jesteś w tej samej sytuacji co ja. Jeśli cokolwiek mi się zdarzy, to to samo przytrafi się tobie.
Zacisnąłem z całej siły pięść.
- Proszę bardzo podaruj jej wolność, ona będzie wolna leczy ty nie.
Spojrzałem w gore, brzydki popękany sufit.
On miał racje. Nie będę już dzieckiem. Mogłem uwolnić Belle, ale jak to zrobię to pójdę do więzienia.
- To twój wybór. - szepnął, gdy wychodził z pokoju.
