- Mam nadzieję, że nie zareagujesz tak jak ostatnio.- zachichotał, a ja zmrużyłem oczy.

- Co masz na myśli?

- Człowieku, ostatnio jak się dowiedziałeś to chciałeś zabić własnego brata! I tak skończył w szpitalu!- roześmiał się, a ja zastanawiałem się co ten kretyn zrobił Naru skoro dawny ja się tak wkurwił.- Nie powiem, też miałem wielką ochotę go śmiertelnie skrzywdzić, ale bez przesady!

- Przestań pierdolić głupoty i gadaj co takiego się stało!

- Geeez, jaki niemiły? Znowu się wymieniali DNA na twoich oczach?- tylko zdegustowany na samo wspomnienie kiwnąłem głową.- I tak dobrze, że tym razem nie pieprzyli się na kanapie. Pamiętam jak ty i ja wracaliśmy z jakiejś imprezy. Normalnie sobie wchodzimy a Itoś posuwa mojego małego Narusia na kanapie. Wtedy też byłeś już na granicy zbrodni.

- CO ZROBIŁ?!- na Piątą! Co tu się, do cholery cieżkiej dzieje?! Chyba wolałem teażniejszość gdzie mój brat nie żyje, a Naruto mnie nienawidzi, a nie gdzie jest pieprzony przez mojego ANIKI!

- Nooo! Możesz sobie wyobrazić moje zaskoczenie?!- wybuchnął śmiechem, a walenie do drzwi tylko się wzmocniło.

- Kurama, kretynie! Nie pamiętał tego to po grzyba mu przypominałeś?!- wtaszczał zdesperowany Naruto.

- Ma prawo wiedzieć, co robią jego najlepszy przyjaciel i starszy brat w domu, gdy go nie ma!

- Mógł się domyśleć przez to, że spotykamy się ze sobą! Nie musiałeś od razu tak opisowo!

- Narusi, słonko moje, to jeszcze nie było opisowe!

- Chyba sobie zartujesz…- usłyszałem niedowierzającego Naruto- Itachi! Co tak stoisz?!Zrób coś z tymi drzwiami!

- Ojojoj! Czyżby twój chłopak zostawił cię bez wsparcia?- zakpił demon.- To i tak teraz jest nieważne, ponieważ, moje drogie gołąbeczki, biorę Sasia do studia!

Sasia? SASIA?! Kurwa, ja mu dam Sasia, aż się nim porzyga! Wstałem z łóżka i poczekałem aż zrobi to samo. W tej samej chwili przywaliłem mu kopniaka z półobrotu. Dobrze wiedzieć, że w tym dziwnym świecie można przynajmniej korzystać z taijutsu. Widziałem jak leci na drugi koniec pokoju i wali z impetem w ścianę.

- Itai! Czego oni was w tej agencji uczą, do chuja?!- wydarł się, wstał i potarł dłonią swoje plecy w części lędźwiowej.

- Nazywaj mnie dalej jakimś innym zjebanym skrótem, a następnym razem wylecisz przez okno!- warknąłem.

- Maaaaatko… ty serio dzisiaj nie masz humoru, co?- spytał ze zbolałą miną.- Nieważne zresztą. Idź kogoś wyruchać, jak ci coś nie pasuje, ale nie wyładowywuj się na mnie!

- Hn.- chrząknąłem i z godnością odwróciłem głowę w przeciwną stronę.

- A teraz księżniczka ma focha! Serio podziwiam Naruto, że przyjaźni się z tobą przez te wszystkie lata. Pierdolca można dostać!

- Skończ. Miałeś mi coś opowiedzieć.

- Ach! Chodź!- wyszczerzył się i przeszedł przez drzwi w ścianie, w którą walnął. I to ze mną można pierdolca dostać? To on ma zmiany humoru jak kobieta w ciąży! Poszedłem za nim i moim oczom ukazało się pomieszczenie z wieloma instrumentami i czymś co pokrywało jego ściany.- Witaj w moim studiu nagraniowym! Żeby nie było sam za to zapłaciłem!

- Co mnie to obchodzi kto co ci sponsoruje?

- Ostatnio stwierdziłeś, że Itachiemu musiał spaść na głowę kamień z dużej wysokości skoro się zgodzić sfinansować coś takiego.

- Uważam, że to strata pieniędzy ale nie obchodzi mnie to bardziej niż fakt że takie coś w ogóle istnieje.- już nie wspominając, że nie wiem co to jest studio nagraniowe dodałem w myślach.

- Dobra siadaj chłopie opowiem ci wszystko!

W międzyczasie

- Daj sobie spokój, już pewnie są w studiu.- Itachi położył i ręką na ramię, a ja oparłem ciężko czoło o drzwi do pokoju Kuramy.

- A kogo to wina?! Trzeba było jakoś mi pomóc, a nie gapić się na mnie jak idiota!- warknąłem.

- Za dużo czasu spędzasz z Sasuke. Nawet warczysz jak on!- odpowiedział spokojnie Itachi.

Nie żebym nie wiedział, że jest zazdrosny o Sasuke. Dlatego tak się zachowuje w jego obecności. Naprawdę, to jest wkurzające. Gdy jesteśmy sami to jest słodki, miły i opiekuńczy, a jak Sasuke wchodzi do pokoju to nagle każda część mojego ciała jest obłapiana, a Itachi staje się zaborczy. Pamiętam tą nieszczęsną sytuację z kanapą o której wspominał Kurama. Przyznaję, poniosło nas wtedy i gdyby Kurama się nie roześmiał, gdy nas zobaczył to w ogóle nie zauważylibyśmy ich obecności w pokoju. A co zrobił Itachi, gdy zobaczył, że oni patrzą? Warknął, okrył mnie kocem od stóp do głów i przyciągnął do siebie zaborczo, wciskając moją głowę w swoją klatkę. Nie żebym nie był wdzięczny, bo to było strasznie żenujące i krępujące, ale sam fakt! A nasza praca w tym nie pomaga. Właśnie! Zapomniałem go zapytać czy pamięta o agencji!

- Myślisz, że pamięta o ANBU?- zapytałem cicho.

- Jeśli nie to samo ANBU mu o sobie przypomni. Swoją drogą ciekawe dlaczego Kyu tak bardzo chce mu opowiedzieć o tym jak się zeszliśmy.

- Może ma nadzieje, że znowu wylądujesz w szpitalu, a on będzie miał całe mieszkanie tylko dla siebie.

- Sasuke tutaj też już wtedy mieszkał, wiesz?

- Ale Sasuke zawsze siedzi w pokoju, albo u Suia, lub jak wtedy, w firmie. Serio, jak z nim mieszkasz, to tak jakbyś mieszkał sam.

- Niu musisz mi mówić.- skrzywił się.- Przez przyjazdem tutaj, taki nie był.

- Duże miasta zmieniają ludzi.- zaśmiałem się.- Pamiętasz jeszcze te trzy tygodnie, ne?

- Tak. Cały czas cieszę się, że się skończyły.

- Masz rację.- roześmiałem się i cmoknąłem go w nos.


Właśnie przyjechaliśmy do Tokio na studia. Właśnie dostaliśmy pierwsze oferty pracy i właśnie zamieszkaliśmy z naszymi starszymi braćmi. Tych „właśnie" było o wiele więcej. Przez pięć lat przyjeżdżałem tutaj co tydzień aż z Konohy do mojego Kyu, który tu studiował. A właściwie próbował, bo rzucił trzy lata temu i założył zespół rockowy, który jest dosyć rozpoznawalny. Sasuke dzisiaj przez cały dzień musiał powstrzymywać moją nadmierną ekscytację! W końcu, po pięciu latach, znowu zamieszkam z moim aniki! Oczywiście, że to jest powód do świętowania. Aż taki, że zaraz po wypakowaniu namówiłem Kyu i Itachiego, by wyjść do baru. Okazało się, że Kurama zwołał swój zespół, a oni zwołali swoich kumpli z akademików i swoje laski. Można się domyśleć, że biba była ostra. A przynajmniej ja się domyślam, bo połowy nie pamiętam. Ostatnią rzeczą, którą mój mózg zdążył zarejestrować to ręce Sasuke na moim tyłku podczas tańca. Potem-nic. KOMPLETNE ZERO! Obudziłem się skacowany, z niemożliwą pustynią w ustach i z czyjąś ciężką ręką wokół mojej talii. Zaraz… CO?! Wyskoczyłem z łóżka, potykając się po drodze i zamknąłem oczy. Modliłem się, żeby to nie był Sasu. To zniszczyłoby naszą przyjaźń, a tego nie chciałem. Nigdy. Powoli otworzyłem oczy i aż się zapowietrzyłem. Jednak Sasuke…. Nie, zaraz Sasuke nie ma takich długich włosów… muszę przewrócić gościa na plecy. Kuso, że akurat musiał ułożyć się na brzuch, padalec jeden! Odwróciłem gościa i zamarłem ponownie. Itachi…. Świetnie, naprawdę CUDOWNIE! Spałem z najlepszym przyjacielem mojego Kyu i starszym bratem MOJEGO najlepszego przyjaciela!

- Itachi!- chciałem krzyknąć, ale z powodu suchości w gardle zdołałem jedynie wycharczeć imię mojego co? Kochanka? Nie, błagam…- Itachi!

- Co?!- warknął. Widocznie tym razem mój głos lepiej się sprawił, bo odwrócił głowę w moją stronę i otworzył oko, które gdy mnie zobaczyło, natychmiast otworzyło się szerzej. Po chwili do tego jednego oka dołączyło drugie, również rozszerzone, a ich właściciel poderwał się do siadu.- Naruto?! Co ty tutaj robisz? Do tego nagi?!

Nagi? Nagi… OH! No, tak, można się było domyśleć, w końcu uprawialiśmy seks. Mimo wszystko zarumieniłem się i złapałem narzutę która leżała przy łóżku i owinąłem się nią.

- Sam jesteś nagi!- mmm… aaaale riposta… brawo Naru!- Powiedz mi lepiej jak to się stało, że znalazłem się u ciebie w łóżku!

- Nie wiem!

- Ja też! Nic nie pamiętam z wczoraj!

- No to mamy problem…

- No shit, Sherlock!

- Uprawialiśmy seks, prawda?

- Ci, ci, ciiiiiiiiiiiiiiii!- przyłożyłem palec wskazujący do ust.- Nie wymawiaj tego słowa!

- To jak chcesz to nazwać?

- Nie wiem, ale nie tak! Zresztą, zapomnij.

Po tych słowach uciekłem z pokoju Itachiego do mojego, który dzieliłem z Sasuke. Na szczęście spał, więc szybko się ubrałem, spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i uciekłem do mojego drugiego najlepszego kumpla – Kiby. Opowiedziałem mu co się stało, a on obiecał, że nikogo z całej tej zgrai nie dopuści do mnie. Na moje nieszczęście wybrał inny kierunek niż ja na studiach, mimo że na tym samym uniwerku, dlatego przez następny tydzień sam musiałem uciekać przed Sasuke i jego wściekłym i zirytowanym obliczem. Szybciej się zabiję niż pozwolę na to, by mnie znienawidził przez seks z jego ukochanym aniki. W końcu Kiba w pierwszy piątek mojego pobytu u niego uznał, że muszę się napić i zapomnieć o sprawie. Poszliśmy do tamtego feralnego baru, bo jest najbliżej uniwerku i są zniżki dla studentów, i znowu się tak uchlałem, że film mi się urwał. Obudziłem się i poczułem, że mam jakieś pierdolone deja vu. Ten sam sufit co ostatnim razem. Szybko spojrzałem pod kołdrę. Znowu byłem nagi. Ze strachem odwróciłem głowę w prawo. JA PIERDOLE!

- O kurwa, za co?!- wyjęczałem na widok dobrze znanej mi twarzy Itachiego. Widziałem jak zamrugał oczami, gdy mój jęk go obudził.

- Naruto?- spytał nieprzytomnie.

Ja tylko pokręciłem głowę w zaprzeczeniu i pozbierałem moje ciuchy z podłogi zanim się rozbudził do końca. W narzucie owiniętym wokół mnie i z ciuchami w ramionach wypadłem na korytarz naszego apartament owca i schowałem się za kwiatem. Szybko się przebrałem, mimo to nie zdążyłem przed zadzierającą nosa staruszką z mieszkania obok, która postanowiła wyprowadzić swojego yorka na spacer o siódmej rano. Gdy mnie zobaczyła prawie dostała zawału serca, zaszczuła mnie swoim psem i chciała wzywać policję bo „nie pozwoli by młodzi ludzie sprowadzali dziwki to takiej porządnej dzielnicy". No do kurwy nędzy, czy ja wyglądam na dziwkę? Rozumiem, moje znamiona na policzkach mogą mylić, ale przecież nie stoję przy lampach o późnych porach, prawda?!Zebrałem się szybko i zrezygnowawszy ze składania wyjaśnień, zostawiłem narzutę pod drzwiami i szybko wróciłem do Kiby gdzie urządziłem mu karczemną awanturę. Po pół tygodnia wpadł na kolejny świetny pomysł i następnego dnia przyprowadził mi chłopaka, któremu się podobam. Powiedział, że powinienem z nim być, żeby zapomnieć czarnowłosym. I żyłem sobie dobrze przez tydzień z chłopakiem do którego nic nie czułem, a za każdym razem jak spotykałem Sasuke na korytarzu lub słyszałem imię jego brata, serce stawało mi w gardle. Pewnego dnia mojego trzeciego tygodnia pobytu u niego, Kiba przyszedł do mnie i prosto z mostu powiedział, że Itachi jest w szpitalu. Nawet nie wiem jak się tam znalazłem. Jakbym dostał skrzydeł. Przy recepcji zobaczyłem Kyu, który bajerował jakąś recepcjonistkę.

- Kurama!- zawołałem, a on odwrócił się w moją stronę.

- Ach, Naru!- rozłożył ramiona, w które wpadłem i mocno wtuliłem się w jego klatkę.- No, no już otouto. Właśnie prosiłem miłą panią z recepcji, by użyczyła mi telefony, by do ciebie zadzwonić!- ponownie odwrócił się w stronę dziewczyny.- Dziękuję, że chciałaś mi w końcu pomóc, ale jak widzisz mój brat właśnie dotarł.

- Co się stało?- zapytałem jak weszliśmy do windy.

- Sasuke ot co.- odpowiedział zmęczonym głosem.

- Taaa…- przetarł oczy dłonią.- Obaj zastanawialiśmy się dlaczego tak nagle zniknąłeś na całe trzy tygodnie, ale Itachi odmawiał zeznań. W końcu dzisiaj Sasuke się wkurzył i po skończonej robocie przyniósł z agencji fiolkę z serum prawdy. Wstrzyknął ją Itasiowi i po wyznaniu grzechów Sasiu się wkurzył i prawie go zabił. Nie żebym był mniej wściekły, ale przecież cię nie zgwałcił. Bo nie zgwałcił, prawda?- nagle się zaniepokoił.

- N-nie…- zająknąłem się i odchrząknąłem.- Dlaczego Sasuke sądził, że to jego wina?

- Sasuke zawsze uważa za winnych wszystkich, tylko nie ciebie. Chociaż tym razem się z nim zgadzam. Itachi jest starszy i mógł się zastanowić co robi.

- Nie rozumiem. Znaczy tej części o winie i o Sasuke…- podrapałem się po karku.

- On sam jeszcze tego nie rozumie. Ale gdy on zrozumie, to ty w końcu też będziesz musiał zrozumieć.


- Dalej nie rozumiem.- wyszeptałem powracając z wspomnień.


- CZY ON, KURWA, DO RESZTY ZGŁUPIAŁ? CO ON DO JASNEJ CHOLERY MYŚLAŁ?!- wrzeszczałem na cały głos, a demon próbował mnie powstrzymać przed zabiciem brata.

- Ej, Sasuke, serio, rozumiem cię ale już przez to przechodziliśmy! Uspokój się, inaczej serio go zabijesz!

- MAM TAKI ZAMIAR!

- Nie mam wyjścia.- usłyszałem i następną rzeczą, którą poczułem było uderzenie dłoni i moją potylicę. Zapadła ciemność.

seks itanaru brak rozmow ponowne uchalnie i seks znowu ciche dni cieczka naruto zaczyna chodzic z kims innym ita go porywa wyznaje uczucia calus sa razem