Zapraszam :)
Pierwsze co zarejestrował po obudzeniu się to ból. Tępy, pochodzący z głowy i prawej ręki. Jęknął cicho i spróbował otworzyć oczy. Zobaczył brudno biały, popękany sufit. Potem uderzył go zapach. Ten ohydny, sterylny, odurzający zapach szpitala. Przechylił głowę w prawo i dostrzegł zakratowane, niemiłosiernie usyfione okno, przez które dochodziło już niewiele światła. Za oknem był ranek, słońce było jeszcze dość nisko nad horyzontem. Przyglądał się słońcu, które zaczynało swoją wędrówkę po niebie. Dopiero po chwili zarejestrował fakt, że ktoś go ściska za lewą rękę i coś do niego mówi. Odwrócił się tam i zobaczył uśmiechniętego Ala z plastrem na policzku i jak zwykle ciepło uśmiechniętą mamę. Jednak tym razem z workami pod oczami.
- Obudziłeś się!
- W końcu!
- Tak długo czekaliśmy – przekrzykiwali się nawzajem. W końcu wybuchnę li śmiechem i Al rzucił się bratu na szyje. Ed przyjrzał się badawczo bratu robiąc, łapiąc go za brodę i okręcając ją na wszystkie strony.
- Nic mi nie jest – zaśmiał się Al, wywijając się z uścisku brata. Na co jego brat spojrzał na niego wzrokiem pod tytułem „i tak ci nie wierze"
- Jak długo? – zapytał schrypniętym głosem Ed opadając z powrotem na poduszki. Znaczyło to, że do ran Ala jeszcze wrócą.
- Półtora doby – odezwał się znajomy kobiecy głos zza młodszego brata. Ed podniósł się na przedramieniu zdrowej ręki i zobaczył siedzącą na łóżku Winry z książką na kolanach. Głowę miała obandażowaną, tak samo jak lewą rękę. Uśmiechała się do niego ciepło. Wtedy dopiero pokojarzył fakty. Zniknięcie Winry, poszukiwania, miasto nocą, hangar, walka, krew, a w końcu wyczerpanie i rezygnacja. To od tego ten ból, to przez niego ona jest teraz w szpitalu, obok niego. Nie mógł znieść tego widoku, spuścił wzrok. „ Nie potrafiłem jej uratować" – chodziło mu po głowie. Chciał coś powiedzieć, przeprosić, krzyczeć, cokolwiek byle by się odezwać. Już otwierał usta, ale usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, które lekko skrzypiały. Stanęła w nich młoda, wysoka pielęgniarka. Miała blond włosy, a na nosie okrągłe okulary. Uśmiechnęła się na widok przytomnego Eda.
- Widzę, że nasz śpioch się już wyspał! – powiedziała podchodząc do niego, a jej uśmiech zamienił się na lekko psychopatyczny. Widać czekała go seria podejrzanych badań. – Zmierzę ci temperaturę – kontynuowała – ciśnienie, puls – Już zdejmowała swój stetoskop z szyi i wyjmowała termometr z kieszeni, gdy w drzwiach stanął starszy jegomość w kitlu. Na oko miał z pięćdziesiąt lat, jego włosy, zarówno te na głowie jak i na brodzie, przyprószyła już siwizna. Ciemne, mądre oczy patrzały na Eda zza prostokątnych okularów.
- Chyba zmierzenie temperatury na razie starczy – po tych słowach położył rękę na ramieniu pielęgniarki, a ta drgnęła lekko, zaskoczona obecnością lekarza. Widocznie zbyt skupiła się na swojej ofierze, by usłyszeć jak wchodzi.
- Dobrze doktorze Knox – mruknęła kobieta lekko zawstydzona.
Cały proces mierzenia odbywał się w głuchej ciszy, choć po Alu i matce widać było, że z trudem powstrzymują śmiech. Gdy termometr pokazał pielęgniarce, że Ed ma tylko lekko podwyższoną temperaturę, poszła pomrukując pod nosem coś o mierzeniu ciśnienia i ignorancji. Wtedy to dopiero lekarz wszedł głębiej do sali i zwracając się do Winry powiedział:
- Dzień dobry, lepiej się już czujemy? – głos miał lekko szorstki, ale starał się by brzmiał on miło.
- Tak panie doktorze - przytaknęła Winry, trochę sztywno i z lekkim zakłopotaniem. Jakby nie do końca wiedziała jak się ma do niego zwracać. Doktor nic na to nie powiedział tylko przytaknął głową i odwrócił się do Eda.
- O a to i nasz śpioch – powiedział poprawiając okulary – jak się czujesz?
- Chce mi się pić – powiedział zachrypniętym głosem Ed siadając na łóżku.
- Ach no tak, z tej całej radości, zapomnieliśmy – westchnęła matka i od razu podał synowi szklankę wody.
- Ooo, teraz już lepiej – westchnął Ed już normalnym głosem odstawiając szklankę na szafkę stojącą obok.
- W takim razie powtórzę pytanie, jak się czujesz? – powiedział doktor patrząc znacząco na zegarek.
- Nie najgorzej - mruknął Ed, odwracając wzrok. Nigdy nie lubił mówić, że coś go boli. To było dla niego tak jakby miał się przed kimś rozebrać, obnażyć słabości. Jego ból jego sprawa, nikt nie powinien się interesować, czy boli go zbity palec. To oczywiste i nie trzeba o to pytać.
- Czyli, że boli tam gdzie oberwał – przetłumaczył Al, zanim jego brat zdążył go powstrzymać. Młodszy brat przytknął palec do ust rannego – cicho, braciszku – wyszeptał
- Dobrze, dobrze – mruknął doktor odwracając się w stronę drzwi – Jeszcze dziś trochę cię przebadamy i jak wszystko dobrze pójdzie to wypuścimy cię jutro do domu – powiedział jeszcze w progu i wyszedł szybko zamykając za sobą drzwi.
- Mnie też chyba jutro już wypuszczą – powiedziała Winry cały czas uśmiechając się do Eda ciepło.
„Dlaczego" – dudniło Edowi w głowie. Dlaczego ona się do mnie uśmiecha, Dlaczego nie odwraca wzroku. „Powinna patrzeć na mnie z pogardą" – myślał Ed, biczując się w myślach. Pewnie robiłby to dalej, ale zamyślenia wyrwał go głos Ala.
- Mnie i Winry już wypytywała policja, czekają aż odzyskasz przytomność, by wypełnić mała lukę w zeznaniach i Envy z Lust trafią prawdopodobnie do poprawczaka.
- A Greed? – zapytał brata Ed, lekko zdziwiony.
- Na prośbę tamtejszej dyrekcji i policji, Greed, Lin i May, wracają do Xing i tam też osądzą Greeda, według ich prawa. – Al powiedział to sucho, bez emocji. „ No tak, brakuje mu May" – pomyślał szybko Ed, dopóki nie odkrył, że coś tu jest nie tak.
- Ma sam wracać samolotem? – prawie krzyknął starszy z braci.
- Podobno ktoś ma z nim jechać, ale wątpię by to się ziściło. Ludzie mówią, że mityczny dowódca ich śmiesznego gangu maczał w tym palce. Wszystko to, by Greed wyjechał z kraju i było o jedną osobę mniej, która może coś pisnąć. – głos Ala nabrał odrobinę emocji, ale nadal słychać było, że nie pasuje mu taki obrót spraw. W końcu mieli tu być dwa miesiące, a mijał dopiero 3 tydzień.
- Ale on był tam nowy, mógł mieć jakieś ważne informacje? – zastanawiał się cicho Ed pod nosem.
- A może o takich sprawach pomyślisz później, a teraz coś zjesz? – zapytała matka, stanowczo powstrzymując ręką Ala, który już wyrywał się do odpowiedzi.
Policja przyszła zaraz po tym jak Al z mamą poszli do domu. Policjanci wypytywali Eda długo i dokładnie. Odpowiadał zgodnie z prawdą, ale sucho i bez zaangażowania. Wiedział, ze prawdopodobnie i tak niewiele to da. Oni zawsze unikali konsekwencji. Dziwnym trafem zawsze im się upiekło, pewnie i tym razem będzie podobnie. Rozmowa trwała długo, a gdy w końcu poszli od razu zapadł w sen, taki mocny i leczniczy. Gdy się obudził za oknem było już ciemno, tylko światło latarni docierało zza okna, zalewając pomieszczenie żółtym blaskiem. Kraty rzucały gdzieniegdzie cienkie niczym wąż cienie. Wokół panowała cisza, tylko od czasu do czasu słychać było gdzieś w oddali kroki pielęgniarek. Ed usiadł na łóżku i spojrzał w stronę Winry, na którą padał akurat blask latarni. Spała z głową w jego stronę, lekko skulona. Niesforny kosmyk włosów zasłonił kawałek twarzy, na której było parę drobnych zadrapań i gaza zasłaniająca większą ranę na skroni. Podniósł rękę nad głową i trzema palcami zasłonił światło tak by nie padało na jej ranę na głowie, tak że stała się tylko jednym cieniem więcej, których dookoła było przecież wiele. „Gdyby tak łatwo było kogoś chronić, nie miałoby to takiej wartości" – pomyślał smutno Ed i opuścił nogi na podłogę. Gdy na nich stanął zadrżały mu lekko. Podparł się ręką i po chwili zrobił dwa kroki w stronę sąsiedniego łóżka. Stanął nad Winry wsłuchany w jej spokojny oddech. Wyciągnął rękę i odgarnął niesforny kosmyk z jej twarzy. Stał tak dobrych kilka chwil. Pogłaskał ją jeszcze raz po policzku i odwrócił się by odejść. Ale chwyciła go obiema rękami za dłoń, podskoczył zdziwiony i odwrócił się szybko. Miała pół przymknięte oczy skierowane gdzieś w poduszkę.
- Zostań – wyszeptała cicho cały czas mocno trzymając go za rękę.
Przyjrzał się jej uważnie, by się upewnić, że nie mówi przez sen. Jednak mocny chwyt sprawił, że uwierzył i usiadł obok niej. Ta skuliła się i przytuliła mocniej do jego ręki. Siedział przy niej i głaskał po głowie tak długo aż zasnęła i jej uścisk zelżał. Wyciągnął delikatnie zdrętwiałą rękę, pocałował ją w czubek głowy i wrócił do swojego łóżka. Zasypiał długo gapiąc się w ciemny sufit.
Nocą łatwiej wybaczać, prosić czy rozmawiać. Nocą ludzie są bardziej szczerzy otwarci, a może to tylko złudzenie?
Mam nadzieję, ze się podobało ( o ile ktoś to jeszcze czyta xD)
Zachęcam do pozostawienia choć krótkiej informacji czy się podoba czy nie ^.^
