Dla Weitarou i AoRabbit, choć nie wiem, jakim cudem to wszystko się napisało. No ale trudno, stało się. Teraz to są takie rzeczy, że nikt nie zaprzeczy 8D
Z minuty na minutę jest coraz gorzej. To jedna z tych chwil, gdy nie wiesz, czy skupić się na pracy, czy pogrążyć w żałobie za kolegami szykującymi się do hucznego odejścia w skutek zwolnienia dyscyplinarnego, do którego doszło poprzez spanie w jednym łóżku w samych bokserkach podczas wesela. Ja miałem jeszcze inne uczucie – niechęć. Niechęć do otworzenia ust, by powiedzieć ,,Witam najdroższe panie", gdy tylko wyobrażę sobie, jak dużo będę musiał powiedzieć i do ilu osób. W moim odczuciu sama moja twarz wyraża niechęć do życia i poszukiwanie cichego kącika, godnego przyjścia ze sznurem, krzesłem i powieszenia się. W rzeczywistości zapewne tapeta przykrywa wszelkie wyrazy zmęczenia czy zniechęcenia, tworząc pospolitą maskę.
Ale hej, nie mogę się poddawać, stanąć w połowie drogi i powiedzieć ,,Dziękuję, dalej nie idę", zostawić Kise z tym wszystkim. Poza pamiętną akcją, której nie będę przytaczał, to całkiem dobry facet z masą ciepłych uczuć, których nikt nie chce od niego przyjąć z powodu płci czy osobistego dystansu do cudzej wylewności. Po prostu na to nie zasłużył. Chcę być tym uczniem, który się sprawdził. Nie tym, którego każdy będzie wspominał z rozczarowaniem, którego spiszą na straty i wpiszą na listę ,,niekompetentnych debili którzy nie dostrzegli piękna pana do towarzystwa". To znaczy, ja tego piękna nadal nie dostrzegam. Nie ma absolutnie nic pięknego w oszukiwaniu niewinnych kobiet i dawaniu im radości i uwagi, na które bez wątpienia zasługują, a które otrzymują dopiero po zapłaceniu nieraz koszmarnej ilości gotówki. Dla przykładu – ja nigdy na oczy nie zobaczę takich pieniędzy, jakie dostaje Akashi za opowiadanie klientkom, co zrobi, gdy będą nieposłuszne.
Próbuję oddychać. Nie myśleć o tym wszystkim. Zamykam oczy i próbuję odetchnąć, wmawiam sobie, że jeszcze chwilę i będzie po krzyku.
- Furicchi, nie śpij.. – prosi mnie Kise.
Ignoruję go. Zresztą, nie zasnę teraz nawet gdybym tego bardzo chciał. W gruncie rzeczy do doskonałe wyjście – zasnę, nie dam się obudzić, uznają mnie za nieprzytomnego.. Jestem geniuszem.
Liczę owce przeskakujące przez płotki. Nie trwa to długo.
- Cześć, kochaneczku!
Otwieram oczy i przestaję im wierzyć.
- Grażynka?!
- Nie wiedziałem, że ktoś nas zamówił na wyłączność. – dziwi się Kise.
Grażynka wygląda dziś zjawiskowo. To znaczy, tak bardzo zjawiskowo, jak tylko może wyglądać transwestyta, ale dzisiaj to już jest mistrzostwo. Nawet nie będę musiał nikomu mówić, że to facet – i tak nikt nie uwierzy. Ale mogłaby używać trochę mniej perfumów – zaraz się uduszę. Jej zamiłowanie do Playboya mnie zabije.
- Bo to miała być niespodzianka! Ach, kochaneczku, wyglądasz tak zabójczo w tym garniturze i z ułożonymi włosami, że porwałabym cię na noc.. Dwie.. Albo trzy! – szczebiocze radośnie.
- Jak mnie znalazłaś? Przecież nigdy nie podałem ci adresu.
Puszcza do mnie oczko.
- Przed miłością nie uciekniesz, skarbeńku. A zwłaszcza przed moją.
- Proszę pani, my tu mamy zakaz związków. Więc.. Furicchi raczej nie może być z panią..
- Goń się, lowelasie. On może mieć zakaz, ale ja go nie mam. – warczy Grażynka.
Kise opada szczęka ze zdziwienia. Najwidoczniej nigdy żadna kobieta nie zwróciła się do niego w ten sposób. No cóż. To, że Grażynka nawet nie jest kobietą, pomińmy.
- P-przepraszam, nie chciałem pani urazić..
- No ja mam nadzieję, misiaczku. Ale zaraz, moment, ja nie do ciebie tutaj! Kochaneczku, tęskniłam za tobą, chodź, daj buziaka!
Zanim zdążyłem się spostrzec, już miałem ślad po szmince na policzku, nozdrza płaczące przez nagłe uderzenie mocnych perfum, i czyjeś wściekłe spojrzenie wbite w plecy. Mam wrażenie, że to Akashi..
- No już, już, wystarczy tych czułości. Powiesz mi, jak mnie znalazłaś? I w ogóle skąd miałaś kasę, by.. no wiesz, zamówić nas na wyłączność?
- Kochaneczku, nocami nie byłeś taki nudny.. – prawda, nie byłem. Gdy siedziałem u niej w barze schlany i pieprzyłem trzy po trzy, bo byłem po porządnej dawce alkoholu. – Już tłumaczę. Wjazd tutaj miałam za pół ceny, a to, jak cię znalazłam.. No cóż. Znajomości, kotusiu mój słodziutki!
Uwielbiam Grażynkę. Ale mogłaby ograniczyć ilość zdrobnień, bo czasem mam wrażenie, że zwraca się do pięcioletniego chłopczyka.
- To znaczy?
- Chwilę. Te, lowelas, bądź tak uprzejmy i przynieś mi coś mocnego, najlepiej wódkę.
Kise znowu opada szczęka. Nie jest przyzwyczajony do takich zachowań, ale nic nie mówi. Z miną zbitego psa idzie do barku. Właściwie to ja tu jestem od przynoszenia drinków, ale aktualnie za bardzo mnie ciekawi, w jaki sposób Grażynka mnie znalazła. To znaczy, fakt, Kawahara mógł jej podać adres. Tylko, że poprosiłem go, by nikomu nie mówił, gdzie dokładnie pracuję. To nie jest informacja, którą gorączkowo chcę się podzielić ze światem.
Wódka zostaje przyniesiona Grażynce przez mojego starszego brata, który nadal ma minę, jakby go ktoś zbił.
- No więc to było tak! Mam przyjaciółkę. Ta przyjaciółka ma jakiś chory układ ze swoim facetem, że wiesz, mimo, że nie jest jego jedyną, pomaga mu w pracy. To, że gościu poza nią ma cztery inne kochanki, to już pomijam. Powiesiłabym gnoja za jajca. W każdym razie, ona kontroluje rejestr nazwisk tak dokładniej. Takie gigantyczne tomiszcze.
- Nie bardzo widzę związek z pytaniem..
Grażynka pociąga łyk z kieliszka i patrzy na mnie jak na kretyna.
- No przeglądam ten rejestr, a tam nazwisko twoje i kobiet, które obsługiwałeś. Właśnie.. Mam nadzieję, że ten Kise to jest na zwolnieniu? Bo jeśli to ty – tu rzuciła Kise tak mordercze spojrzenie, że nawet ja się wzdrygnąłem, mimo, że nie było skierowane do mnie - donżuanie jeden, to policzymy się tu i teraz. Za mojego kochaneczka i zbezczeszczenie jego pięknego i niewinnego ciała!
Kise przełyka ślinę. Będzie ciekawie.
- Nie, nie, ten Kise wziął L4. Dysk mu wypadł, to go zastępuję.. Hahaha.. A właściwie to dlaczego pani mnie tak obraża?
- Źle ci z oczu patrzy. W każdym razie, mój pysiuniu! Ten pożal się Boże facet od mojej przyjaciółki, jak się okazało, to twój szef. No i w taki sposób cię znalazłam i jeszcze weszłam tu za pół ceny! Możesz w to uwierzyć?
- Nie.
W to, że Kise wypiera się swojej tożsamości i boi Grażyny, oraz w to, że nasz szef ma pięć kochanek, też nie dowierzam. Co za hipokryzja! Nam zakazuje związków, a sam ma ich aż pięć?!
- Kochaneczku, coś się stało? Zbladłeś.
Postanawiam użyć na niej typowego chwytu hosta. Chwytam ją za rękę, patrzę prosto w oczy i mówię cicho:
- Nic, po prostu to twoja obecność tak na mnie działa.
Grażynka wstrzymuje oddech na chwilę, po czym klaszcze w dłonie. Podziałało?
- Poleciałabym na Ciebie od razu! Jeszcze trochę i zostaniesz mistrzem podrywu na uczelni.
- D-dziękuję..
Dalej wszystko idzie w miarę dobrze. Grażynkę przyjęli do sitcomu – niby to mizerny początek kariery aktorskiej, ale jednak zawsze coś. Nawet Kise udaje się coś dorzucić, choć z początku ciężko mu było przekonać do siebie Grażynkę. Taka już jest – jak ci źle z oczu patrzy i wyglądasz na typowego amanta, to masz u niej przerąbane.
Dobrze jest jednak do czasu, gdy do naszego stolika podchodzi Midorima.
- Nie odbierasz telefonu, a twój prawnik dzwonił na stacjonarny. Każe ci przekazać, że twoja żona chce ugody, masz się z nią jutro spotkać. Doprawdy, Kise, mógłbyś już skończyć tę farsę i się rozwieść, nie, żeby mnie to obchodziło.
Tym razem to Grażynie opada szczęka. Wygląda na wściekłą.
- Dysk wypadł, tak.. Dysk.. L4.. A ta szuja.. Cały czas.. Obok mnie..
- P-p-proszę się nie denerwować, ja to wyjaśnię..
- DYSK TO CI ZARAZ WYPADNIE, JAK SIĘ Z TOBĄ POLICZĘ, TY PATOLOGICZNY SIEWCO SPERMY! WIEDZIAŁAM, ŻE COS JEST Z TOBĄ NIE TAK! CZUŁAM TO!
Niewiele myśląc Grażynka chwyta za swoją torebkę i zaczyna okładać Kise po twarzy.
- Proszę przestać! Ała, ała, ała, ja to.. Ał! Ja to wytłumaczę!
- Garasu! Ja apeluję do twojego rozsądku! – próbuję ją powstrzymać.
- Proszę przestać! – Midorima też.
- Bardzo proszę, niech się pani uspokoi. – Kuroko także nie jest obojętny w zaistniałej sytuacji.
- Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby była pani łaskawa bić trochę mocniej, aczkolwiek proszę o spokój, bo inaczej będę zmuszony wezwać ochronę. – informuje ją Akashi.
Grażyna przestaje na chwilę, by znów zacząć go okładać. Wedle życzenia Akashiego mocniej. Kise powoli przegrywa walkę z ciężką damską torebką.
Akashi nie mając innego wyjścia wzywa ochronę. Grażyna zostaje wyprowadzona przez trzech goryli, nie przestając mimo swej krytycznej sytuacji wygrażać Kise wąchaniem kwiatków od spodu, jeśli zobaczy go gdzieś na ulicy.
Moje życie to komedia pomyłek, przypadków, dziwnych ludzi i bijatyk.
Przykładam okład z lodu do policzka Kise. Jest cały posiniaczony z tego wszystkiego. Całe szczęście, że nie wie, iż został pobity damską torebką od faceta, bo jeszcze byłby skłonny go szukać i mu oddać. Nie mam pojęcia, jak spojrzę w twarz Grażynce. Ale wiem jedno – została wpisana na listę ,,persona non grata". Już nigdy mnie nie odwiedzi.
- Bardzo boli? – pytam zatroskany. Za mocno oberwał.
- Furicchi, jak oberwiesz kiedyś torebką kobiety, to się dowiesz. Jeszcze mało tego ta pinda chce ugody. Po moim trupie.
- Co ją tak nagle wzięło?
- Bo ja wiem? Pewnie przepuściła całą kasę, jaka jej została. Nie zdziwiłbym się, jakby się okazało, że sprzedała dom, samochód, i psa. Ale dość tego, ja w sponsoring się nie bawię.
Zastanawiam się wciąż, czy go o to zapytać. Moment jest bardzo nieodpowiedni. Ale to jedna jedyna osoba, która może mi pomóc. To znaczy, nie wiem, czy coś zyskam, ale spróbować zawsze warto. Tym bardziej, że.. Że może tym jednym telefonem mogę uratować pracę i życie Kagamiego i Aomine.
- Co jest, Furicchi?
- No bo.. Nie wiem, czy powinienem cię o to pytać.. N-n-naprawdę mi głupio..
- A mi jest już wszystko jedno, mów.
- Masz może dostęp do tego całego rejestru nazwisk?
Zastanawia się chwilę. Oby miał..
- Raz w życiu go widziałem. Chciałem oddać klientce torebkę z dokumentami i potrzebowałem jej numeru telefonu.
- Czy.. Czy ja.. No.. Ten..
- Oszalałeś?! Nie mogę ci go dać! – wrzeszczy nagle.
Aż podskoczyłem. Kurka. Takiego rozwoju akcji kompletnie się nie spodziewałem.
- Ale.. Dlaczego?
- Wybij to sobie z głowy! Dostęp do tego rejestru ma tylko szef, Akashicchi, i ja. No i kochanka szefa, ale to dlatego, że porządkuje dane. W każdym razie - nie mogę go tak po prostu pokazać osobie niżej postawionej ode mnie!
Chyba będę zmuszony wyjawić mu swój niecny plan o nazwie ,,Na ratunek czerwonym i niebieskim".
- Posłuchaj, bracie. Dzięki Grażynie wpadłem na pomysł, jak uratować Kagamiego i Aomine, ale potrzebuję w tym celu rejestru. Musisz mi go dać.
- Po co ci?
Wzdycham ciężko. Naprawdę postawił mnie pod ścianą. Z drugiej strony, czego ja się spodziewałem? Że przyniesie mi go w zębach, zamerda ogonem i powie ,,Masz, kochanie, bierz co chcesz"?
- W tym rejestrze na pewno są nazwiska i numery do kobiet, z którymi Aomine i Kagami byli na weselu. Może jeśli z którąś z nich pogadam na spokojnie, wytłumaczę, to oni zostaną..
- Furicchi, to bez sensu. Zrozum. Ja też ich bardzo lubię, ale są w sytuacji bez wyjścia.
- A-a-ale ja nie chcę, żeby odeszli! Chcę im pomóc! I pomogę, ale muszę mieć ten rejestr!
Następuje krępująca cisza. Kise nie wygląda na szczególnie chętnego, by udzielić mi dostępu do opasłego tomiszcza, które może uratować komuś pracę.
- Dobrze.
- C-c-co powiedziałeś? – pytam skołowany.
- Przyłóż mi jeszcze trochę lodu i idź do siebie. Przyślę ci kogoś z rejestrem. Do rana musisz go zwrócić, bo inaczej poza Kagamicchim i Aominecchim wylecimy także ja i ty. Powodzenia, Furicchi! I pamiętaj – nie zawiedź mnie. Ani dziś, ani jutro.
Gigantyczna książka trafia do mnie przez Moriyamę. Oczywiście nie podarowaliśmy sobie przyjacielskiej pogawędki – w końcu studia zbliżają ludzi. Życzył mi powodzenia, i powiedział, że jeśli trafię na niższe piętro, to mnie wesprze. Ale mam nadzieję, że nie trafię.
Rejestr nazwisk, jak się okazuje, to nie tylko podstawowe dane odnośnie klientek. To także ilość zamówionych przez nich drinków, wysokość napiwku, a także informacje o nas. Nawet siebie tam znalazłem, choć na mój temat jest niewiele, a moje zdjęcie jest podbite smutną pieczątką z napisem ,,okres próbny".
Po dłuższym czasie docieram do punktu wczorajszego wesela i nie mogę się nadziwić. Kobieta, która zamówiła Kagamiego, to starsza siostra mojej byłej! Oby moja była nie nagadała jej jakichś dziwnych rzeczy.. Potrzebuję jej pomocy. To chwytam za cegłę i dzwonię.
- Tak, słucham?
- Eee, cześć.. Nie wiem, czy jeszcze mnie pamiętasz..
- Pewnie, że pamiętam! Moja siostra ma kompletnie niepoukładane w głowie, że cię rzuciła dla tego starego pierdziela. Co u ciebie?
Jednak nadal mnie lubi. Dobrze wiedzieć.
- Posłuchaj.. Ym.. Nie wiem, jak ci to powiedzieć..
- Co, zawsze mnie kochałeś? Wiesz, że ja ciebie też? A ile szukałam twojego numeru!
Kurwa. Moment. To nie tak miało być! Ja dzwonię po pomoc, nie po wyznania miłosne!
- C-c-c-cieszę się, a-a-ale ja n-n-nie o tym.. – miałem przestać się jąkać. Niezbyt mi to wyszło.
- To o czym?
- Poszłaś na wesele z moim przyjacielem, c-c-chyba..
Krztusi się czymś. O boże. Nie duś się! Jesteś mi potrzebna!
- Ten pedzio to twój przyjaciel?!
- No i ja właśnie w tej sprawie. On nie jest gejem, a na tym weselu do niczego nie doszło. Więc proszę, odwołaj swoje oskarżenia, g-g-grozi mu u-u-utrata pracy..
- Czyli taki jesteś, ty interesowna szujo! Ja cię tak kochałam, a ty sobie przypomniałeś, że istnieję, jak ci pedziów chcą z pracy wyrzucić!
Chyba źle to rozegrałem.
- Tłumaczę, ż-ż-że oni nic tam takiego nie zrobili..
- I jak to niby udowodnisz? Wiem, co widziałam! Ich dwóch, razem! W jednym łóżku, i to półnagich! Wstydu się najadłam!
- Ale.. N-n-n-ie wiesz, co się działo w nocy.
- Nie wiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Na pewno się pieprzyli!
Zaczyna mnie denerwować. Nawet jej miłość do mnie przestaje mnie obchodzić. Boże, żeby kobieta była taka nietolerancyjna.. Te siostrzyczki są siebie zdecydowanie warte.
Zaraz padniesz. Przypomniałem sobie. Mam na ciebie haka!
- Załóżmy się.
- Ooooo! Dawno się o nic nie zakładałam. To już nie te czasy, kasyna do bani, coraz większą kasę przegrywam.. A o co?
- Zobacz nagranie z monitoringu. W ich pokoju z pewnością były kamery.
- No i co mi to da?
- Jeśli nic się tam nie stało, odwołasz oskarżenia i prześlesz kopię nagrania do biura. Na.. Powiedzmy, dziewiątą rano. Dobrze wiesz, jaki jest adres. Ale jeśli się stało..
- .. to spłacisz moje długi z kasyn. Pasuje? Odkładaj pieniążki, bo z pewnością przegrasz, gnido!
I się rozłączyła. Rejestr przynoszę Kise osobiście. Jeśli to on go odda, to będzie mniej podejrzanie. Teraz pozostaje mi tylko czekać. Cholera.. Mam nadzieję, że Aomine i Kagami naprawdę nic nie zrobili. Jeśli zrobili, to.. Mogę się już powiesić, bo jestem po uszy w długach. Znam zamiłowanie do hazardu tej kobiety. Ona nawet w Makao chciała grać na pieniądze, i potrafiła przegrać kasę na czynsz. Ale jeśli nie zrobili.. To są uratowani. Szef zobaczy, że do niczego nie doszło, i ich nie zwolni.
Nie prześpię tej nocy ani minuty. Czuję to.
W tej chwili siedzę na dywaniku szefa razem z Kagamim i Aomine. Tak jak przypuszczałem – nie spałem tej nocy ani minuty. Ani nie byłem w stanie skupić się na wykładach, ale chrzanić to.
Nagle zostaliśmy tu wezwani w trójkę. Znaczy, bardziej ja, oni i tak mieli przyjść by się dowiedzieć, czy mają jeszcze po co tu wracać. Z tego wszystkiego zaczynają mi się pocić ręce – boję się. Bardzo. A jeśli się wydało, że Kise dał mi rejestr i ja też wylecę? Mało tego, niegrzecznie potraktowałem klientkę. Źle mi z tym, ale nic nie poradzę. Bardzo mnie zdenerwowała i w moim odczuciu zasłużyła na takie a nie inne traktowanie z mojej strony. Poważnie, za tych ,,pedziów" to z chęcią bym jej przylał, choć całe życie starałem się być dżentelmenem i nigdy nie podniosłem ręki na kobietę. Nawet jeśli kopnęła mnie w jaja albo uderzyła w twarz, bo była pijana i wiedziała, że jej nie oddam – nie oddałem.
- Mam dla was wieści.
Wszyscy się wzdrygamy. Cholera, jak ma, to mógłby powiedzieć, czy dobre czy złe.
- Wyobraźcie sobie, proszę, moje zdziwienie, gdy przychodzę rano do biura i z ciężkim sercem zastanawiam się, jak wam powiedzieć, że jesteście zwolnieni.. I widzę na swoim biurku to.
Po czym wyciąga z szuflady płytę. Boże. Udało się!
- Ktoś przesłał mi anonimowo, przepraszam, to nagranie. Oczywiście, uprzednio sam starałem się dotrzeć do tych nagrań, jednak nie byłem, przepraszam, do tego upoważniony. I wyobraźcie sobie, że na tym nagraniu.. Nic nie ma. Kompletnie, przepraszam, nic. Pięć godzin filmu, jak śpicie, przepraszam, w tym samym łóżku w samych bokserkach. I nic poza tym. No, dobra, pomijając jakże krótką, przepraszam, rozmowę ,,Kagami, spierdalaj, zabierasz mi kołdrę." ,,To moje łóżko, sam spierdalaj."
Milczymy. Ale to krótka cisza przed ogromną radością.
- Tak. Zostajecie. A co do ciebie, przepraszam, Furihata..
Przełykam ślinę. Zwolni mnie. Jak nic.
- .. powiedzmy, że pewien ptaszek mi wyćwierkał, że miałeś z tym coś, przepraszam, wspólnego. Nie będę wyciągał konsekwencji, choć powinienem, ale na drugi raz nie dobieraj się, przepraszam, do poufnych danych, bo nie masz, przepraszam, takiego prawa. Chyba, że wygryziesz z pozycji Akashiego albo Kise.
- Oczywiście. N-nie będę.. J-ja tylko chciałem pomóc..
Czuj, jak ktoś mnie podnosi. To chyba zapłakany ze szczęścia Kagami. Natomiast Aomine przytula mnie od tyłu, jednak nie płacze. Chyba jest na to za twardy.
- Pomóc? Ty nam życie uratowałeś!
- Właśnie, stary! Powiedz kiedyś, jeśli będziesz czegoś potrzebował, wszystko dla ciebie zrobimy.
- D-d-dziękuję..
- To my ci dziękujemy! – krzyczą oboje. Aomine wybiega z gabinetu, krzycząc, że leci po karton wódki dla mnie. Kagami natomiast obiecuje, że dzisiaj zjem najlepszą yakisobę w swoim życiu. Ludzie za dużo o mnie wiedzą.. Nawet znają moje ulubione dania. Ech.
- Furihata, dzisiaj po pracy przynieś mi, przepraszam, referencje od Kise i Akashiego. Na ich podstawie zdecyduję, czy cię zatrudnić, i, przepraszam, na którym piętrze będziesz pracował. Powodzenia!
Nawet nie mam czasu na radość, bo dzisiaj.. Jest koniec mojego okresu próbnego. Dzisiaj sam obsługuję klientki. KOMPLETNIE sam.
Nie to, żebym mógł i tak zrobić to z Kise, bo został dzisiaj w domu, nie dał rady zamaskować siniaków po Grażynie. Poza tym zdecydował, że popełni samobójstwo – cała agencja się śmieje, że kobieta spuściła mu łomot. Dobrze, że nie wiedzą, że tak naprawdę to transwestyta.
W garderobie prawie wszyscy klepią mnie po plecach. Murasakibara najmocniej – jak na kogoś, kto ledwo wrócił po zatruciu pokarmowym, ma sporo siły. Przez chwilę myślałem, że mi płuca wypadną.
Akashi tylko głaszcze mnie po ramieniu. Jakby chciał mi powiedzieć ,,Ja wiem, że dasz radę, więc nawet nie ma co cię klepać z całej siły po plecach."
Nogi mi się trzęsą, krawat uciska jakby bardziej niż zwykle, do tego zaczynam się strasznie pocić, a to niedobrze – jeszcze mi podkład spłynie. Takie tam problemy pierwszego świata i zwykłego chłopaka, który jest po ,, standardowej procedurze przemiany w pedała".
Podparty o Akashiego wchodzę na pustą jeszcze salę i siadam przy pustym stoliku z tabliczką ,,Furihata''. Boże. Mam własną tabliczkę. Rozpłakałbym się, ale nie mogę.
Czuję się trochę jak przed maturą czy pierwszą rozmową o pracę – nagle wszystko wylatuje z głowy i człowiek za nic nie może sobie przypomnieć, czego się nauczył, co zdobył, co wie. Jest jeden haczyk – ten stres stopniowo mija w raz z kolejnym pytaniem. Tutaj nikt mnie o nic nie zapyta.
Nadchodzi ta pierwsza. Od razu trafiła mi się czterdziestolatka. Podchodzę do niej i odbieram płaszcz. Z nerwów się zapomniałem.. Proszę, by usiadła. Uprzejmie mi dziękuje i zajmuje miejsce tuż obok mojego. Gdy wreszcie się dosiadam, przypominam sobie, co robił Kise przy witaniu się z każdą klientką. Postanawiam to wykorzystać. Unoszę jej dłoń, całuję. I mówię:
- Madame, chciałbym się należycie przedstawić. Choć me imię przy tobie staje się nieistotne.
.. Co ja do cholery właśnie powiedziałem?! Brzmię jak desperat w depresji!
- Och, nie, proszę powiedzieć. Twoje nazwisko już znam, młodzieńcze, niemniej jednak jestem ciekawa imienia.
- Kouki, droga pani.
- Trochę pospolite.
Przełykam ślinę. No i co mam jej na to odpowiedzieć? Pytam, czy nalać jej cos do picia, albo zrobić drinka. Odmawia. Jest niepijąca.
Zapada krępująca cisza. Muszę ją przerwać.
- To cóż najdroższą panią sprowadza do mnie, gdy miała pani do wyboru tylu innych?
.. Ja się zabiję. Zabiję. Nigdy już do mnie nie przyjdzie, jak będę tak pieprzył bez sensu.
- Ciekawość. To, co nowe, zawsze ciekawi. Poza tym jesteś uczniem Kise Ryouty, a to jeden z najlepszych hostów, jakich znam. Wobec tego proszę, zaurocz mnie. Jestem ciekawa, czy Ryouta przekazał ci swój urok.
Coś we mnie wstępuje. Zaczynam maksymalnie się starać, ale nie wiem, czy to wychodzi. Zagaduję ją, co jakiś czas podrywam, momentami bywam bezczelny – bowiem chciałem ją nakarmić truskawkowym deserem. Na szczęście nie miała nic przeciwko, a wyglądała na nawet zadowoloną.
Ta pierwsza.. Ta pierwsza była najtrudniejsza. Cała reszta też wcale nie była taka prosta, jednak z całą pewnością mogę stwierdzić, że najlepiej szło mi ze studentkami. Modliłem się, by się nie okazało, że są na tej samej uczelni. Trzymam swoją pracę w tajemnicy, na chwilę obecną spoza agencji wiedzą o tym trzy osoby, i wolałbym, żeby tak zostało. W każdym razie studentki zostały zasypane żartami i okolicznościowym flirtem. Niestosownym dla hosta jest żartować, jednak w pewnym momencie okropnie się zapędziłem i zapomniałem, z kim rozmawiam.
Po kilku godzinach wyczerpującej pracy mój okres próbny dobiegł końca. Nawet nie poszedłem się przebrać – po prostu pobiegłem do mieszkania Kise po referencje. Otworzył mi w szlafroku. Grażyna nieźle go stłukła.. Wielkość niektórych siniaków na jego ciele jest imponująca.
- Co jest, Furicchi? Właśnie, jak tam ostatni dzień?
- J- j- jakoś to poszło..
- Nie stresuj się, już po wszystkim. Choć do dzisiaj pamiętam swój koniec okresu próbnego – też tak wyglądałem. Ale po chwili wątpliwości uciekły, byłem pewien, że mnie przyjmą, i tak się stało. I to samo będzie z tobą, Furicchi! – uśmiecha się promiennie. Z tymi siniorami i uśmiechem wygląda trochę jak ofiara przemocy domowej, która próbuje kogoś przekonać, że wszystko jest w porządku.
- Re-re-re-re-referencje.. – mruczę.
- A, to? Już dawno ci je napisałem. Czekałem tylko, aż po nie przyjdziesz, Furicchi. Nie martw się – w życiu nie napisałem o kimś tylu dobrych rzeczy, ile o tobie.
- D-d-d-dziękuję..
Pospiesznie go przytulam i idę dalej. Boję się. Jak cholera. Nie wiem, czy kiedykolwiek się tak bałem. Ostatnią osobą, od której potrzebuję referencji, by zostać w agencji jest Akashi. Znaczy, od kiedy tylko tu przyszedłem był dla mnie całkiem uprzejmy i tak dalej (pomijając akcję z wilkami, manię prześladowczą i jakieś dziwne zachowania w stosunku do mojej osoby), ale.. ma to przerażające spojrzenie mordercy. Myślisz, że dostajesz herbatę, a tu GHB albo siekiery idą w ruch. Pewnie przesadzam.. Tak. Na pewno przesadzam. Ale muszę to zrobić. W związku z powyższym docieram do drzwi ze złotą tabliczką z napisem ,,Akashi" i pukam. Nie muszę długo czekać – otwierają się od razu. Mój ostatni punkt na drodze do zawrotnej kariery nie jest zdziwiony, że mnie widzi. Zdziwiony jestem ja – bo nadal jest w garniaku. On się nie przebiera jak wraca z pracy?
- Kouki, co cię tu tak dokładnie sprowadza? Coś się stało? – pyta tonem pełnym pewności. Nie lubię takiego silenia się na uprzejmość i udawania, ale nic nie mówię na ten temat.
- Mam pewną sprawę i tak jakby.. no.. ten.. potrzebuję twojej pomocy. – bąkam.
Uśmiecha się szeroko, co sprawia, że zaczynam jeszcze bardziej się bać.
- Wejdź, proszę. Nie będę niczego załatwiał w progu.
Milutki. Byłbym zapomniał już o tej jego wrednej stronie. Wchodzę do środka i nie mogę się powstrzymać od szybkiego przelustrowania wzrokiem jego apartamentu – matko, jest trzy razy większy od mojego! Co on tu trzyma, że potrzebuje tyle miejsca? Zwłoki dziewic? Małe, puszyste, martwe koteczki? Zbrojownię?
- To w czym potrzebujesz mojej pomocy?
Wzdycham. Oby się zgodził..
- Właściwie skończył się mój okres próbny, i szef powiedział, że muszę mu przynieść referencje od mojego mentora i hosta numer jeden, by mnie przyjął.
Akashi przez chwilę nic nie odpowiada. Tylko opiera się o ścianę i kiwa głową. Jednak w końcu milczenie zostaje przerwane.
- A ile jesteś w stanie zrobić, by to otrzymać?
- Przepraszam? – pytam skołowany.
- Pytam..
Przypiera mnie z całej siły do ściany, trzyma moje nadgarstki. Boże. Zaraz zleję się ze strachu. Czy mnie wiecznie musi ktoś napastować?
Patrzę na niego z przerażeniem.
- .. ile jesteś w stanie zrobić. – dokańcza swoje pytanie.
Nawet nie czeka, aż mu odpowiem. Próbuję się uwolnić, powiedzieć, by przestał, ale zostaję uciszony przez jego usta i język. Ja nie mogę, co to jest?
Bawi się mną. Ewidentnie. Krąży swoim językiem dookoła mojego, penetruje. Jedną ręką trzyma moje nadgarstki, a drugą rozpina mi koszulę.
Zaczynam się pocić ze strachu. Chryste, przyszedłem po referencje, prosty dokument potwierdzający, że dobrze się sprawdziłem w pracy, a zostanę zgwałcony? Czy w tej agencji lubią tak sobie molestować nowych?
W końcu dochodzi do ostatniego guzika. Zrobiło mi się zimno. Mam gęsią skórkę. Mógłby mnie zapiąć z powrotem.. Już dobra, jak chce, niech mnie całuje, tyle przeżyję, z trudem, ale przeżyję. Tylko żeby nie robił niczego więcej.
Przestaje mnie całować, bym mógł złapać oddech.
- Przestań już..
Tym razem to on nie udziela mi żadnej odpowiedzi. Jest zbyt zajęty podgryzaniem mojej szyi i bawieniem się moim sutkiem.
Błagam, niech to się skończy. Może tak raz na odmianę to Kise mnie uratuje w tej przykrej sytuacji?
Ale nic się nie kończy. Powoli tracę władzę w nogach, i co gorsze – zaczynam odczuwać z jego dotyku fizyczną przyjemność, a wcale tego nie chcę. Wolę kobiety, do cholery.
Głos również mi słabnie. Nie mogę się zdobyć na nic poza mamrotaniem, by przestał. To chyba tylko go zachęca, bo zostawia w spokoju mój sutek, i skupia się na rozporku.
O nie. Tak daleko nawet Kise się nie posunął. Próbuję go odepchnąć, ale przyciska mnie do ściany jeszcze bardziej. I co gorsze – powoli wsuwa rękę do moich bokserek..
Nie wytrzymuję.
- Przestań! Błagam!
Tylko na mnie spokojnie spogląda.
- Tak mówisz, a jednak ci się to podoba..
- Nic mi się nie podoba. Zrobię, co będziesz chciał, tylko proszę.. nie rób tego już.
Wreszcie zabiera łapę z moich gaci i kładzie mi ją na twarzy. Zaczyna mnie głaskać. Człowieku, zdecyduj się, czy jesteś brutalnym gwałcicielem czy delikatnym kochankiem, bo już sam sobie przeczysz.
- Co będę chciał, tak? – pyta z uśmiechem, który śmiało określiłbym jako lubieżny.
Znowu mnie całuje. Tym razem delikatniej. Nie daję mu jednak dostępu do wnętrza, trzymam wargi mocno zaciśnięte.
To chyba go irytuje.
- Kouki, po pierwsze, nie zaciskaj ich aż tak. Po drugie, trzeba było wyłapać aluzje w porę.
- Jakie aluzje?! – drę się. No już z nim nie mogę po prostu!
- Myślisz, że dla każdego jestem taki uprzejmy? Że każdą osobę byłbym w stanie tak dotknąć? Do tego.. prawda, powiedziałem ci, żebyś uważał, bo nigdy nie wiesz, który wilk się do ciebie dobierze. Kto powiedział, że tym wilkiem nie będę ja?
A to szuja! Wtedy u mnie w mieszkaniu ostrzegał mnie przed samym sobą, a ja niczego nie zauważyłem! Jestem głupszy niż ustawa przewiduje. Typowy niedomyślny debil.
Mocno mnie przytula. Ładnie pachnie.. Jezu, co ja gadam, zapachy obcego faceta nic mnie nie obchodzą. Nie jestem gejem. Nigdy nie byłem. Nie jestem. Nie jestem.
- Napiszę ci najlepsze referencje na świecie, Kouki.. – mruczy mi prosto do ucha.
Znowu miękną mi kolana. Co ja do cholery jestem, pensjonarka którą właśnie podrywa jedyny męski nauczyciel w szkole dla dziewcząt? Na jakim świecie ja żyję?
Prostuję się i wydobywam na stanowcze słowa:
- Proszę, powiedz wreszcie, czego za nie chcesz.
Trochę się odsuwa, by spojrzeć mi w twarz. I tak patrzymy. Oko w oko. Przekonuję sam siebie, że nie jestem tchórzem, że się go nie boję, że niczego się nie boję.
Myślę jednak, że zarówno ja i on wiemy, jaka jest prawda.
- Zamieszkasz u mnie.
I tylko tyle?!
- Tylko tyle mam zrobić? Żadnego ,,będziesz mnie całował" ? Albo ,,będziesz mi dawał dupy każdego wieczoru" ?
- Myślisz, że jestem aż tak ordynarny? Obrażasz mnie. Nie. Wystarczy, jeśli ze mną zamieszkasz, i będziesz spał ze mną w jednym łóżku. Zgódź się, a przysięgam - dostaniesz ode mnie tak dobre referencje, że szef prędzej zamknie agencję, niż cię wyrzuci.
- Kim ja właściwie dla ciebie jestem? – pytam tępo.
Nie odpowiada. Mówi, żebym dopełnił formalności związanych z szefem i przeprowadzką, i potem wrócił. Będzie na mnie czekał.
To będzie najgorsza droga powrotna do domu w moim życiu. Taka beżowa mila – bo dywaniki na korytarzu są beżowe. I to będzie także ostatni raz, gdy będę szedł po tym dywaniku całkowicie wolny. Wolny i bez przymusu sypiania z innym facetem w tym samym łóżku noc w noc.
Modlę się, żeby ograniczył się do spania. Albo nie wiem, przytulania mnie przez sen, tyle też wytrzymam.
Jestem kretynem. Kogo ja próbuję oszukać? Nie ograniczy się. Będę musiał spać w pasie dziewictwa z kolcami. Który on i tak zdejmie, bo przecież potrafi wszystko. Może przestanę się myć? Nie będę musiał z nim spać. Ale wtedy to raczej nie zdobędę klientek.. Ich podstawowym wymogiem jest 'wysoko utrzymana higiena osobista'.
Dlaczego to zawsze muszę być właśnie ja.. Wracam do punktu, w którym szukam spokojnego kącika, by się powiesić.
