Wizyta Dolores Umbridge znaczyła dla mieszkańców Hogwartu tyle, że zaczęła się prawdziwa wojna, w której od razu zostali postawieni na straconej pozycji. Następnego dnia do zamku wprowadzili się Kingsley i Tonks, których Lucjusz Malfoy zwolnił ze stanowisk zaraz po objęciu stanowiska Ministra Magii. Był to tylko kolejny cios dla Zakonu Feniksa, który stracił wszystkich swoich informatorów w obozie wroga. Aurorzy zajęli wolne komnaty w wieży astronomicznej i od razu zabrali się do wzmacniania barier i wyszukiwania ewentualnych słabości w środkach ochronnych. W pierwszej chwili sensację wzbudziły także porozstawiane na wszystkich korytarzach wykrywacze czarnej magii, które kręciły się i buczały, wywołując ogromny zamęt. Wszyscy jednak szybko przyzwyczaili się do nietypowej, napiętej atmosfery, przechodząc w stan pełnej mobilizacji.
Po ogłoszeniu demagizacji mugolaków Hermiona spędziła kilka dni w swoim dormitorium, gdzie narażała się jedynie na świergoty Lavender. Ginny wielokrotnie próbowała ją namówić na rozmowę z Harry'm i Ronem, jednak ta wolała najpierw w samotności przemyśleć, co właściwie miała zamiar zrobić. Wiedziała jedynie, że na pewno nie stawi się w Ministerstwie i nie będzie dobrowolnie patrzyła, jak ropucha-Umbridge przełamuje jej różdżkę z uśmiechem na twarzy.
Dopiero po zadaniu przez profesor McGonagall wypracowania na trzy rolki pergaminu, którego tematem było zaawansowane precyzowanie cech transmutacji, Hermiona zmuszona była do opuszczenia Wieży Gryffindoru. Liczyła na to, że po prostu zaszyje się gdzieś pomiędzy regałami w bibliotece i nikt nie będzie jej przeszkadzał.
Kiedy przedostała się przez cały zamek nie będąc zauważoną przez nikogo niepożądanego, była przekonana o sukcesie swojej wyprawy. Zajęła miejsce tuż przy dziale ksiąg zakazanych, w którym trwała właśnie walka pomiędzy dwoma sprzecznymi tomiskami, które szarpały nawzajem swoje skórzane obicia i okładały się wszytymi, aksamitnymi zakładkami niczym biczami, w międzyczasie wyrywając sobie strony, z których wiele zaśmiecało już podłogę. Pani Pince zapewniła ją jednak, że nie ma się czym przejmować, więc się nie przejmowała. Zebrała potrzebne książki, przywołując je z półek, po czym wyjęła czyste rolki pergaminu. Zakończyła przygotowania do pisania eseju, wygrzebując ze swojej nieco już przetartej torby samopiszące pióro, które samodzielnie zaczarowała, wzorując się na tym należącym do Rity Skeeter. Różnica była tylko taka, że jej pióro pisało wszystko dosłownie, bez szczególnych ubarwień, a także, że notowało myśli, nie wypowiedziane słowa. Bo jak inaczej Hermiona miałaby używać go w bibliotece, w której ciszy niczym cerber pilnowała Pince? Musiała tylko bardzo uważać, żeby jej myśli nie zboczyły ani na chwilę na jakiś bardziej osobisty temat. Otworzyła jeden z opasłych tomiszczy i zaczęła układać w głowie kolejne zdania, a pióro w tym czasie skrobało po pergaminie z niesamowitą prędkością.
Jej praca zmierzała już ku końcowi, gdy ktoś się do niej przysiadł. Chwilowo ogarnęła ją panika, jednak okazało się, że jest to Neville, więc odetchnęła z ulgą. Hermiona nie zauważyła, że chłopak zwrócił swoją uwagę w kierunku pergaminu, po którym nadal bazgrało pióro:
- O nie, to na pewno Harry albo Ron… - Neville zaczął czytać, wytrzeszczając oczy ze zdziwienia. Gryfonka zerwała się i momentalnie wrzuciła swoje rzeczy do torby, nie kontrolując przy tym purpury odznaczającej się na jej zawstydzonej twarzy.
- To nic takiego, wiesz, po prostu wypróbowuję swój nowy magiczny wynalazek. Bardzo przydatny do nauki, tylko nie bardzo wiem, jak właściwie je skłonić do pisania tego, co powinno. Jest takie kapryśne … - mówiła nerwowo Hermiona.
- Szukam cię od kilku dni, ale w ogóle nie mogłem się znaleźć. Jest coś, o czym chciałbym z tobą porozmawiać – powiedział, marszcząc przy tym brwi.
- Jasne, Neville, wiesz, że zawsze możesz liczyć na mnie i na moją dyskrecję. – Położyła sobie rękę na piersi.
- To w sumie dotyczy ciebie – wykrztusił, obserwując zaskoczenie na jej twarzy. – Ja chciałbym zapytać... – Zaczął ciężko oddychać. – Czy ty zostaniesz moją żoną? – wyrzucił z siebie. Zapadła krępująca cisza.
Hermiona była totalnie oszołomiona, spodziewała się tej propozycji od Harry'ego czy Rona, jednak na pewno nie od Longbottoma. Prędzej podejrzewałaby Cormaca o takie zapędy.
- Och, Neville … Jesteś bardzo dzielny i prawdziwy z ciebie przyjaciel, ale ja właściwie sama nie wiem, co chcę z tym zrobić. Nie chcę wychodzić za żadnego z moich przyjaciół, znam was praktycznie od dziecka. To dla mnie po prostu za dużo, ale bardzo doceniam to, że zdobyłeś się na odwagę, żeby mnie o to zapytać – powiedziała.
- Nic się nie stało, Hermiono. Wiedziałem, że się nie zgodzisz, chciałem jednak, żebyś wiedziała, że możesz na mnie liczyć. Pójdę już. – Nim się obejrzała, już go nie było.
Było jej przykro, że w jakiś sposób zraniła Nevilla, w końcu odrzucenie do zawsze odrzucenie, nie ważne w jakich okolicznościach, zwłaszcza dla tak wrażliwego chłopaka jakim był Longbottom. Westchnęła i objęła się ramionami. Dlaczego to wszystko musiało być takie trudne?
Wypracowanie było już praktycznie napisane, postanowiła więc dokończyć je kiedy indziej, w końcu zostało jeszcze kilka dni terminu. Zarzuciła torbę na ramię, poprawiła białą koszulę i znowu rozpoczęła wędrówkę na ostatnie piętro, do Wieży Gryffindoru.
Hermiona siedziała na łóżku, przeglądając notatki z minionego tygodnia. Nie zadali im zbyt wiele, większość profesorów zdawała się być bardzo rozkojarzona, czego powód był jasny dla wszystkich. Nie mogła w sumie narzekać, już od jakiegoś czasu potrzebowała chociaż odrobiny luzu, a w tamtej sytuacji stało się to niemal koniecznością. Nagle do pomieszczenia jak burza wpadła Ginny, z ogromnym uśmiechem na ustach. Rzuciła w kąt swoją torbę i wskoczyła na łóżko Hermiony, siadając naprzeciwko niej po turecku. Od czasu, kiedy ponownie zaczęli się do siebie zbliżać z Harry'm, była bardzo szczęśliwa, jednak nigdy nie była aż tak radosna.
- Mam dobre wieści!
- Też chcesz mi się oświadczyć? – zironizowała brunetka.
- Co? Nie … Wreszcie znaleźli dla nas nauczyciela obrony przed czarną magią – mówiła podekscytowana. - W życiu nie zgadniesz kto to, więc nawet nie każę ci strzelać. To Charlie! Wraca z Rumunii i będzie nas uczył. Niesamowite, co? Już myślałam, że nigdy go nie zobaczymy. Przecież tak długo nie pozwalali mu wrócić do Anglii.
- To wspaniała wiadomość. Nie ma nikogo lepszego na to stanowisko – odpowiedziała Hermiona z przekonaniem. - Nie wiedziałam, że nie mógł wrócić. Dlaczego właściwie?
- Wyjechał z własnej woli, jednak potem zabroniono mu wrócić. Ministerstwo zrobiło z niego kartę przetargową, która pozwoliła im szantażować mojego tatę. – Ginny wyraźnie posmutniała na to wspomnienie.
- Przepraszam, że pytam, ale wiesz, zwolinili Tonks, Kingsleya …
- Nie, tata nadal pracuje, jednak i tak będzie musiał się zwolnić. Zajmował się mugolami, a teraz wszystko się zmieni – powiedziała ruda, wzdychając.
Łóżko zaskrzypiało, kiedy Ginny wstała.
- A propos, rozmawiałaś już z Harry'm i Ronem? Nie mogą cię złapać od kilku dni. Harry niesamowicie martwi się o ciebie. Nie uciekniesz przed tą rozmową, Hermiono. – Pogroziła jej palcem.
- Wiem, wiem, po prostu nie mogłam się zebrać, chciałam wszystko przemyśleć. Biorąc pod uwagę wydarzenia z dzisiejszego dnia, chyba pójdę ich poszukać – Gryfonka zaczęła się zbierać.
- Czas najwyższy – odpowiedziała jej ruda.
Hermiona schodząc do Pokoju Wspólnego czuła ogarniający ją stres przed rozmową z przyjaciółmi, jednak jak się okazało, nie było ich na dole. Na tablicy ogłoszeń, zawieszonej tuż przy jednym z okien przeczytała, że McGonagall wyszła z inicjatywą stworzenia nowego Klubu Pojedynków, tym razem konkretnie przygotowującego do walk z ciemnymi mocami. Szczegóły zobowiązała się podać w najbliższym czasie. Dziewczyna nie była zaskoczona, w końcu nikt nie wiedział, kiedy przyjdzie im się zmierzyć ze Śmierciożercami, a dyrektorka na pewno obawiała się też, że w jakiś sposób zmuszą ją do opuszczenia Hogwartu. Hermiona doceniała jej wysiłek i to, że nie chciała zostawić ich na pastwę Voldemorta i jego popleczników.
Potem kontynuowała swoje poszukiwania na innych piętrach. Spacer po zamku nawet ją odprężył, a Harry'ego i Rona i tak nigdzie nie było widać i miała cichą nadzieję, że tego dnia ich nie zobaczy. Jej pragnienie nie miało się jednak spełnić, wręcz przeciwnie, wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej, niż sądziła.
Wreszcie zobaczyła ich, kiedy znalazła się na korytarzu na czwartym piętrze. Gdy tylko ją zauważyli, od razu przyspieszyli. Mimo, że przejście było szerokie, zostali zatrzymani przez tłum, przez który przeciskali się całą swoją mocą w obawie, że Hermiona znowu gdzieś zniknie. Nie ma co się dziwić, ukrywała się przed nimi kawał czasu. Odruchowo dziewczyna spojrzała także w drugą stronę, skąd przybyła. Stamtąd również wielu uczniów zmierzało w jej stronę lub przeciskało się w przeciwną, lecz jedna postać zdecydowanie górowała nad innymi, przez co dziewczyna dostrzegła ją bez większego problemu. Nie była przygotowana na to spotkanie, ze zdziwienia otworzyła szerzej oczy, zupełnie nie rozumiejąc, co ostatnio właściwie się dzieje. No i czemu było tu akurat tylu ludzi? Wszyscy akurat wybrali się na spacer czy co
Z jednej strony Harry i Ron, z drugiej zaś nieubłaganie zbliżał się Wiktor Krum. Wielu uczniów, widząc Bułgara, pospiesznie ustępowało mu miejsca, bądź też schodziło na bok, aby mieć lepszy widok na jego sylwetkę. Krum natomiast niewiele sobie z tego robił, uporczywie dążąc do spotkania z Hermioną. Sunął przez tłum, poruszając się szybko i pewnie. Wyglądał na wyjątkowo zdeterminowanego, za wszelką cenę próbował osiągnąć cel, cały czas wpatrywał się w jej twarz. Już z daleka Gryfonka mogła dostrzec, że tak jak podczas jego ostatniej wizyty w Hogwarcie, jest wyraźnie wykończony, co widać było na jego zmęczonej twarzy. Tym razem Bułgar nie miał na sobie jednak podniszczonych, podróżnych szat, tylko eleganckie, czarne spodnie, lśniące lakierki i śnieżnobiałą koszulę, która subtelnie zarysowywała się na wyrzeźbionych mięśniach. Hermiona poczerwieniała, zdając sobie sprawę, że swoim wyglądem jeszcze bardziej przyciąga ciekawskie spojrzenia, a nie chciała przecież żadnych plotek wokół siebie.
Krum miał wyraźną przewagę nad Gryfonami, pierwszy więc dotarł do Hermiony, która stała z rozwartymi ustami, wyglądając wyjątkowo głupio, z czego zdała sobie sprawę dopiero chwilę później. Mężczyzna przez chwilę popatrzył w jej oczy, po czym niespodziewanie zniżył się i usłyszała ciężkie uderzenie jego kolana o posadzkę. Wiktor Krum wyciągnął w jej stronę pudełeczko z niesamowitym pierścieniem z białego złota, po czym świdrując ją swoimi czarnymi jak węgiel oczami powiedział:
- Wyjdź za mnie.
W tym momencie czas się zatrzymał. Jak przez mgłę Hermiona widziała zaskoczone twarze uczniów, przyglądających się im z każdej strony. Nikt się nie poruszył, wszyscy czekali na jej reakcję. Ciekawość zebranego tłumu z każdą sekundą osiągała zenit. Gdzieś w oddali dziewczyna dostrzegła też oszołomione twarze Rona i Harry'ego, którzy najwyraźniej wykrzykiwali coś w jej stronę, jednak do niej nie docierało nic.
- Hermiono, wyjdź za mnie – powtórzył Bułgar, patrząc na nią wyczekująco z niesamowitą determinacją, która zdawała się nie znosić odmowy.
Gryfonka jeszcze raz omiotła wzrokiem twarze przyjaciół. Niczym w kalejdoskopie widziała kolejne obrazy. Pomyślała o ślubie z Harry'm czy Ronem, o obrzydliwościach, które chcieli jej wyrządzić Śmierciożercy. Wszystko wokół wirowało.
- Tak – wypaliła wreszcie Hermiona, a wokół nich rozgrzmiała prawdziwa burza oklasków.
