Rozdział 6

Ashoka znowu miała wrażenie, że cały świat, cała Galaktyka przysłuchuje się jej odpowiedzi. Zatoczyła wzrokiem po kręgu twarzy, zgromadzonych dookoła. Jeszcze raz dotknęła spojrzeniem ust Sugi upewniając się w duchu, że na pewno dobrze zrozumiała słowa, które przed chwilą padły z warg najemniczki.

- O czym ty mówisz? - zapytała Ashoka. Z koron drzew poderwało się stado uskrzydlonych stworzeń i ze skrzekiem poszybowało ciemną chmarą wprost w powietrze.

- Do ruchu oporu. Partyzantów walczących z Imperium. - Sugi oparła dłonie na biodrach i przechadzała się po leśnej polanie roztaczając dookoła nieodłączną aurę pewności siebie. Mierzyła zgromadzonych spojrzeniem swoich ciemnych, badawczych oczu.- My wszyscy tutaj...- wskazała na swoich podwładnych. - ... jesteśmy w to umoczeni.

Sugi? Walczy z Imperium? To ostatnie, czego Ashoka spodziewałaby się po łowczyni nagród. Ale teraz myśli Ashoki zajmowało co innego.

- Przepraszam, że ci nie powiedziałam... - Kitsune wystąpiła do przodu i nieśmiało wyciągnęła dłoń na powitanie. - ... ale uznałam, że tak będzie bezpieczniej.

- Więc tutaj też, tak? W kopalni także otaczała Ashokę plątanina kłamstw. Już nie wiedziała komu wierzyć, komu może zaufać. Oparła się o pień drzewa. Znowu poczuła się potwornie znużona.

- Wyjaśnij mi to. - zwróciła się do Sugi.

Łowczyni nagród uśmiechnęła się znajomym, ironicznym skrzywieniem warg.

- Normalnie postawiłabym ci drinka i wszystko wyłożyła, ale nie mamy na to teraz czasu...Walczymy z Imperium. Sabotaż, wykradanie planów, dywersja... Niby nic wielkiego... ale czasem się udaje. Czasem z nimi wygrywamy. Czasem dostajemy po tyłku. Normalnie, jak to w życiu.

Ashoka słuchała, chociaż miała wrażenie, że jej umysł nie przyswaja słów, które właśnie docierają do jej uszu. Wpiła spojrzenie w najemniczkę.

- Dlaczego ty... Dlaczego Imperium...?

Czemu Sugi, której umysł zdawały się zaprzątać głównie kredytki zdecydowała się na walkę z Imperium? Z wszchpotęznym Imperium? Nieubłaganym. Niepokonanym. Ale czy na pewno Imperium właśnie takie było? Skoro nie potrafiło rozprawić się z grupką najemników rzucających imperialnej potędze wyzwanie?

Sugi na chwilę zamarła, utkwiła wzrok gdzieś w przestrzeni. Znad lasu przyszła błękitnawa mgła, z wolna otoczyła stalowe ciało Potwora, sylwetki jego załogi i towarzyszy Sugi. Z leśnej gęstwiny dochodziły odgłosy zamieszkujących ją stworzeń, bulgotanie, warkotanie, gdzieniegdzie przerywane czystym, melodyjnym śpiewem. Słońce chyliło się ku zachodowi rozsiewając dookoła fioletowy blask.

- Zabili moją załogę. - wzrok Ashoki i Sugi na moment się skrzyżował. Spojrzenie błękitnych oczu starło się z ciemnymi. - Embo i Seripas... nie żyją.

Ashoka pamiętała towarzyszy Sugi, milczącego Embo i Seripasa odzianego w ogromną mechaniczną zbroję. Wspólnie z podwładnymi Sugi Ashoka, Anakin i Obi-Wan Kenobi powstrzymali kiedyś na Feluci chciwych piratów pod dowództwem Hondo Ohnaki. Do umysłu Ashoki znowu napłynął strumień wspomnień. Anakin, jej mistrz, jej oparcie, jej podpora... Nie, tego Anakina już nie ma został tylko Darth Vader, odziany w czerń niewolnik Imperium.

- Może nam się nie uda... Może nawet nas rozwalą...- Sugi zadarła podbródek do góry, splotła szczupłe, umięśnione ramiona na piersiach. - ...ale mam to gdzieś. Nie będę całe życie pełzać na kolanach ze strachu przed Imperium. Nie dam się tak łatwo wykończyć. Wchodzisz w to?- wyciągnęła dłoń do Ashoki.

O tak, Ashoce nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Dłonie obu dziewczyn splotły się w uścisku.

Ashokę przeniknęło ukłucie wstydu. Sugi walczyła z Imperium. A Ashoka? Kryła się na odległych planetach, na pustkowiach, w kopalni na Orphi. Jak mogła do tego dopuścić? Przecież trenowano ja na Jedi. Jak mogła zapomnieć o ideałach, których uczono ją w Świątyni Jedi na Coruscant?

Ale przez pierwsze lata po przejęciu władzy przez Imperium jego siły przetoczyły się jak walec po całej Galaktyce, niszcząc tych Jedi, którzy jakimś cudem przetrwali Rozkaz 66 i zdradę klonów. Oddziały Imperium nie docierały tylko na Zewnętrzne Rubieże, do zapadłych dziur takich jak Orphi. Tam Ashoka miała szansę przeżyć. Czy warto było by poświęcić się w bezsensownej walce z silniejszym przeciwnikiem, oddając życie za dawno przegraną sprawę? Gdyby Ashoka wtedy zginęła w porywie bezsensownego heroizmu nie stałaby teraz splatając dłonie z Sugi i snując plany o sypaniu piasku w tryby Imperium. Ale teraz, Ashoka nie chciała już zatracać się w strumieniu wspomnień. Znowu miała powód, żeby działać, żeby walczyć, żeby stanąć przeciw Imperium.

No i znalazła Rexa. Odzyskała przyjaciela, dawno utracony fragment przeszłości, która wydawała jej się na zawsze stracona.

- Dobrze, czy możemy w końcu przejść do rzeczy...? - Kirin stała nad Ashoką i Sugi mierząc je obie nieubłaganym spojrzeniem swoich idealnie czarnych oczu, osadzonych na małej główce na podporze chwiejącej się, długiej szyi.- Mamy to, czego chciałaś... a ty nie zapomniałaś przypadkiem o kredytkach dla nas?- dosięgła wzrokiem Sugi.

- Nie bój się, mam waszą zapłatę. - Sugi odpowiedziała Kirin spojrzeniem, w którym rysował się cień pogardy. - Ale trzeba zrobić coś jeszcze...

- Co? Wystarczy tych twoich szemranych interesów! - Kaminoanka wybuchnęła oburzeniem.- Nie dam się już w nic wrobić!

- Rex o tym zdecyduje. On tu dowodzi, nie ty. - odwarknęła Sugi. - Właśnie, gdzie jest Rex? - zatoczyła spojrzeniem po załodze Potwora. Natrafiła wzrokiem na wściekłą Kirin, zmieszaną Ashokę, przyczajonego w napięciu Momo i buczącego nieustannym oburzeniem MDMA. Nigdzie ani śladu kapitana klonów.

- Nie mógł... nie mógł tu przyjść. - Ashoka niemal siłą wydobyła z siebie odpowiedź. Wcześniej jej wzrok pobiegł do wielkich, rozjarzonych oczu Momo, jakby w poszukiwaniu rady. Co miała odpowiedzieć Sugi?

- Ashoka co się dzieje?- najemniczka pociągnęła byłą padawankę za język. Jej spojrzenie mówiło jasno: "Nie powiesz mi? Ukrywasz coś? Przecież tyle razem przeszłyśmy na Feluci..."

Jest na statku... ale nie mógł przyjść. Nie mogę... nie moge nic więcej powiedzieć. - Ashoka oparła dłonie na biodrach, wbiła wzrok w ziemię. Jej głos stał się szorstki i ochrypły. Ze wszystkich sił starała się uciąć strumień pytań Sugi.

- Co trzeba zrobić? - Momo, biały i puchaty w kilku susach znalazł się tuż przy Sugi i utkwił w niej wzrok pary swoich rozjarzonych oczu. Głos Kushibana zdawał się ochrypły i kanciasty, nie pasujący do jego drobnego, pokrytego białym włosem ciała. Na to pytanie Sugi uciekła wzrokiem przed spojrzeniami załogi Potwora. Przechadzała się teraz z wolna po leśnej polanie, emanując nieodłączną pewnością siebie. Jej załoga tkwiła w napięciu pośród głuszy, gotowa do wykonywania komend i poleceń.

- Musicie... lecieć na Zeltros. Zapłacę wam. Trzeba tam przekazać przesyłkę.

Zeltros. Ashoka znała tę nazwę. Planeta hedonizmu i przyjemności. Imperium jak dotąd nie zdołało jej podbić, ale to mogło się zmienić, kiedy Ashoka była zajęta ucieczką przed katami Imperium.

- Myślałam... że sama dam radę tam się dostać, ale teraz nie ma takiej opcji...Zapłacę wam. Dwa razy tyle, ile za zdobycie przesyłki. Trzeba ją tylko zawieźć na Zeltros.- Sugi posłała Ashoce kpiące spojrzenie.- Walczymy dla SPRAWY, ale trzeba też za coś jeść, nie?

- Co jest w pakunku? - zapytała Ashoka. Poczuła, jak przez jej ciało przechodzi fala adrenaliny. Znowu. Zaczęło się. Coś, za czym tęskniła od tak dawna. Niebezpieczeństwo. Wyzwanie. PRZYGODA.

- Antidotum. Imperium chce rozpylić nad Zeltrosem wirus, żeby podporządkować sobie planetę.

W mózgu Ashoki nie zapaliła się nawet najlżejsza lampka zdziwienia. Wieść o potwornościach, jakich dopuszczało się Imperium względem nieposłusznych, rozprzestrzeniała się jak Galaktyka długa i szeroka. Sama Ashoka wielokrotnie uciekała przed niosącymi obietnice śmierci blasterami jego najemników.

- Na miejscu będzie mój kontakt...Zeltroska, kapitan Ai Ellie. Pracuje dla sieci nadzorującej lotniska, od razu będzie wiedziała, że przylecieliście. Ona odbierze od was paczkę. - Sugi wpatrywała się w napięciu w załogę Potwora, jakby czekając na wybuch niezadowolenia z ich strony. Kirin w geście protestu bezustannie splatała i rozplatała swoje blade, arystokratyczne dłonie.

- Nie zgodzimy się, dopóki Rex nie podejmie decyzji. - Kaminoanka ucięła dyskusję. Patrzyła z góry na Sugi, władcza, wyniosła i pewna siebie.

Rexa tutaj nie ma, a mieszkańcy Zeltros nie mogą czekać. - Ashoka wysunęła się do przodu, wkroczyła między dwie zwaśnione kobiety. Podmuchy wiatru, który przyszedł znad lasu otoczył podróżników odgłosami nieznanych zwierząt i zapachem nieznanych roślin. - Dostarczymy przesyłkę.

- Co? Za kogo ty się uważasz? Nie masz prawa decydować za wszystkich!- głos Kirin eksplodował groźbą.

Momo, w kilku susach znalazł się tuż przy Ashoce i oparł się łebkiem o jej łydkę. Zmierzył Kirin spojrzeniem swoich płomiennych oczu, które zdawały sie przenikać każdą żywą istotę na wskroś. Ze złości położył parę swoich długich uszu, wielkich niczym skrzydła na grzbiecie.

- Rex by się zgodził. - powiedział Kushiban swoim, niby dochodzącym gdzieś z oddali głosem.

Ashoka chętnie by się jeszcze dalej wykłócała się z Kirin i wyłożyła jej swoje racje, kiedy nagle jej zmysły przeszył spazm niepokoju. Odwróciła się gwałtownie, mierząc wzrokiem ścianę zieleni tuż za nimi, z której utkany był las.

W ich kierunku biegła grupa stworów. Wielkich. Włochatych. Wzrostem dorównywały Wookie'm. Niektórzy z przybyszy dzierżyli w dłoniach wyostrzone z drewna dzidy. Wylewali się z lasu najpierw cienkim strumyczkiem, a później wezbraną falą. Ashoka usłyszała, jak jeden z podwładnych Sugi odbezpiecza blaster. Ale Ashoka nie czuła od wrogości płynącej od przybyszy, mimo, że wyglądali tak groźnie. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zanim w ruch poszły pistolety i wibroostrza Sugi wyszła na przeciw fali włochatych stworów. Przywitała ich uśmiechem. Opuścili włócznie, na ich pobrużdżonych twarzach w odcieniu brązu czy granatu zagościł spokój.

Nagle ku Sugi wystąpił jeden z przybyszy, o futrze przetykanym siwizną i twarzy, na której wiek zdążył zostawić swoje ślady. Bujne włosy miał upięte na czubku głowy. W dłoniach dzierżył włócznię, przystrojoną koralikami i ptasimi piórami. W jego oczach skrywała się mądrość, odbicie wielu przeżytych lat. Zatrzymał się tuż przed Sugi, a łowczyni nagród skłoniła głowę w geście szacunku. Stwór nachylił się nad nią, a jego ogromna dłoń spoczęła na ramieniu najemniczki. Uśmiechnął się, odsłaniając czające się w paszczy długie, pożółkłe kły. Sugi odwróciła się w kierunku swoich towarzyszy.

W porządku. - uśmiechnęła się. - Nadal jesteśmy tu mile widziani.