Molly przykuła specjalną uwagę do wyglądu i ubioru na spotkanie rodzinne. Chciała przynajmniej wyglądać najlepiej, jak mogła. Gdy dopasowywała szaty, zauważyła, że sporo straciła na wadze. Zaśmiała się lekko do siebie – jak długo już chciała zrzucić trochę kilogramów? A teraz straciła ich całkiem sporo, nawet nie zauważając.
Westchnęła, nie mogąc sobie przypomnieć, co ją wpakowało w takie kłopoty. Próbowała jak mogła, ale nie mogła sobie w żaden sposób przypomnieć ostatnich kilku dni przed przedawkowaniem. Tak naprawdę wspomnienia całego lata były raczej rozmyte. Wiedziała jednak bez cienia wątpliwości, że zawiodła swoją rodzinę. Z rozmów z Arturem z ostatnich kilku dni dowiedziała się, jak bardzo Harry i Ginny pomogli w domu, a Bill i Fleur mieli oko na wszystkich.
Usłyszała głosy i odwróciła się od lustra. Pukanie do drzwi oznajmiło pojawienie się uzdrowiciela Sinclaira.
- Pani rodzina tu jest, pani Weasley. Czy jest pani gotowa?
Molly uśmiechnęła się drżąco.
- Bardziej gotowa być nie mogę.
Wstała i ruszyła za młodym uzdrowicielem do sali, w której czekała na nią rodzina. Sinclair otworzył drzwi i Molly mogła zobaczyć wszystkich, którzy tak wiele dla niej znaczyli. Prawie od razu skupiła się na córce.
- Ginny…
Rozłożyła ramiona, a Ginny w nie wpadła. Przez chwilę była tylko ich dwójka, ale po jakimś czasie objęła ich inna para rąk, a potem jeszcze kolejna i kolejna. W końcu wszyscy Weasleyowie byli zawinięci wokół swojej matki. Stali tak przez jakiś czas, po czym w końcu się od siebie oderwali. Molly zobaczyła swoich dużych, silnych chłopców, wszyscy wycierali łzy z oczu. Opadła na krzesło, które wskazał jej uzdrowiciel, a Artur usiadł obok niej. Dzieci usiadły wokół nich w półkolu. Molly przełknęła ślinę.
- Chcę powiedzieć, że bardzo, bardzo przepraszam za to, co się zdarzyło. Szczególnie ciebie, Ginny. Wiem, że to musiało być okropne, zobaczyć mnie w takim stanie.
- Co się stało, mamo? – zapytał po prostu Ron.
Westchnęła.
- Nie jestem pewna, Ron. Strasznie mi wstyd, ale nie pamiętam za dużo z tego lata. Brałam Wywar Uspokajający i czasem brałam go nawet wtedy, gdy nie pamiętałam, kiedy ostatnio go wypiłam. – Łzy zaczęły wypełniać jej oczy, ale zmusiła się, żeby kontynuować. – Podobało mi się to otępienie. Gdy brałam eliksiry, nie czułam bólu po stracie syna i nie czułam się taka bezużyteczna, że nie potrafiłam ochronić dzieci. Ginny torturowana w Hogwarcie…, George… myślałam o George'u, wyobrażając sobie jego ból i nie mogłam nawet oddychać.
Zmusiła się, żeby spojrzeć na dzieci.
- Przepraszam. Wiem, że to było bardzo, bardzo egoistyczne i nie byłam dla was wsparciem, gdy mnie potrzebowaliście.
Artur objął ją, pozwoliła jej się uspokoić, jak już robił to przez wiele lat.
Wyprostowała się, gdy zobaczyła, że George chce coś powiedzieć. Wpatrywał się w nią intensywnie, po czym wreszcie się odezwał.
- Nie będę zaprzeczał, że byłem na ciebie zdenerwowany. To był najgorszy okres w moim życiu, a ty nagle zniknęłaś. – Złapał rękę siostry. – Ginny i Harry byli cudowni. Zajmowali się nami i rozmawiali ze mną. Harry naprawdę mi pomógł… powiedział mi, że myśli, że… że F-Fred czeka na mnie z jego rodzicami i Syriuszem. Z jakiegoś powodu, naprawdę się przez to lepiej poczułem. Fred czeka na mnie z Huncwotami.
Molly poczuła, że po twarzy spływają jej łzy, ale gdy tylko chciała coś powiedzieć, George potrząsnął głową.
- W porządku, mamo. Kocham cię i po prostu chcę, żebyś wróciła z nami do domu.
- Dziękuję, Georgie – wyszeptała Moll.
- Zgadzam się z nim, mamo – powiedziała Ginny. – Chcę, żebyś wróciła do domu, ale żebyś naprawdę tam była. Nie przeszkadza mi pomaganie w pracach, ale naprawdę nie lubię być do tego zmuszaną. Miałam okropny rok w Hogwarcie, byłam torturowana i głodzona, mamo, a ty po prostu ignorowałaś to. Jeśli mówię coś na ten temat, nie chcę słyszeć „Nie było tak źle" albo innego pieprzenia. Nie możesz mnie po prostu wysłuchać i uwierzyć mi?
- Przepraszam, Ginny – westchnęła Molly. – Nie chciałam słyszeć o tym, jak bardzo cię zaniedbałam.
- Ale to się stało – kontynuowała trochę mocniej Ginny. – Tu nie chodzi o ciebie. Nie mogłaś z tym nic zrobić. Musiałam iść do szkoły. Dobrze by było, gdybym mogła z tobą porozmawiać o tym, co się stało, ale ty po prostu bagatelizowałaś wszystko, przez co przeszłam.
- Przepraszam – powtórzyła Molly.
- Po prostu chcę, żeby Nora znów była domem – wtrącił Ron. – Tęsknię za tobą, mamo. Nawet bym nie narzekał, gdybyś na mnie wrzeszczała, żebym uprzątnął pokój, przynajmniej nie za bardzo.
Molly uśmiechnęła się lekko. Spojrzała na swojego najstarszego syna.
- Bill, twój ojciec mówił mi, jak bardzo pomagaliście z Fleur. Dziękuję.
- W porządku, mamo. Kocham ich wszystkich i cieszę się, że mogłem pomóc – uśmiechnął się do siostry. – Uwielbiam spędzać czas z Ginny.
George odezwał się po raz kolejny.
- Mamo, nie mogłaś powstrzymać Freda od walki. Wiedzieliśmy, co robimy, tak samo jak wiedzieliśmy, że jedno z nas może nie wrócić. Walczył po to, żeby uwolnić się od Voldemorta. Nie weszliśmy w to w ciemno.
Molly potaknęła, gdy go wysłuchała. Dobrze wiedziała, jak zawzięci byli bliźniacy. Ginny znów się wtrąciła.
- Uratowałaś mnie, mamo. Nie zapomniałam, jak walczyłaś z Bellatriks Lestrange.
Artur patrzył z dumą, jak jego cudowne dzieci pomagały matce podnieść się z dna i pozwalały jej poczuć, że ktoś jej jeszcze potrzebuje. Nie wmawiał sobie, że to będzie aż tak proste, ale cieszył się, że poszło gładko.
Harry usiadł na krześle naprzeciw Hermiony i jej matki. Rozejrzał się po pubie.
- Przyjemne miejsce.
Hermiona pokiwała głową.
- To prawda. – Spojrzała na matkę. – Trochę mi to przypomina miejsce przy domu babci.
- Masz rację – zgodziła się Jane.
- Ginny powiedziała, że Bill kiedyś z nią tu przychodził – powiedział Harry, wertując menu.
- Naprawdę? – zdziwiła się Hermiona. – Nie wiedziałam, że Weasleyowie tu bywali tak często.
- Ginny powiedziała, że przychodzili tu na zakupy – wyjaśnił Harry. – Gdy byliśmy w rzeźni, mówili sobie ze sprzedawcą po imieniu.
Hermiona wzruszyła ramionami.
- Może Ron po prostu tu tak często nie przychodził. Zawsze wydawał się trochę bardziej zestresowany w otoczeniu mugoli niż Ginny. Wydaje mi się, że Ginny po prostu częściej bywała z matką niż z braćmi. Czarodzieje mogą być trochę staroświeccy, jeśli chodzi o podział płci.
- Też to zauważyłam – stwierdziła Jane. Spojrzała na Harry'ego. – Artur był nie tylko zaskoczony, że potrafisz gotować, ale że lubisz też pomagać przy innych obowiązkach domowych.
- To jest coś, nad czym będziesz musiała popracować, Hermiono – droczył się Harry.
Zaczerwieniła się, ale nie odpowiedziała, bo podeszła do nich kelnerka. Luźna rozmowa płynęła spokojnie między nimi, gdy jedli kolację, a Harry lepiej poznał panią Granger. Zauważył, że relacje między jego przyjaciółką a jej matką są bardzo ciekawe. Bardzo dobrze się ze sobą dogadywały i często sprawiały wrażenie bardziej przyjaciółek, niż rodziny. Jane wiedziała dużo więcej o uczuciach Hermiony do Rona i ich relacjach niż pani Weasley wiedziała o relacjach Harry'ego i Ginny. Zaczął się zastanawiać, jakie relacje miałby ze swoją matką.
Po kolacji trójka wybrała się na rynek. Harry przeszedł się, podczas gdy pozostałą dwójka rozmawiała przez telefon z panem Grangerem. Jego myśli powróciły do Weasleyów. Zastanawiał się, jak poszło im spotkanie. Miał nadzieję, że każdy będzie w stanie utrzymać swój temperament na smyczy, ale wiedział też, jak łatwo im wybuchnąć.
Trójka wróciła do Nory, gdy zachodziło słońce. Był to piękny, letni wieczór, a pani Granger opuściła szyby, gdy wyjeżdżali z miasta. W domu paliły się światła, czyli Weasleyowie musieli już wrócić.
Gdy zbliżali się do frontowych drzwi, Harry usłyszał śmiech z kuchni i poczuł zalewającą go falę ulgi. Otworzył drzwi i zobaczył George'a, Billa, Charliego i Ginny śmiejących się przy stole.
Ginny spojrzała na niego, gdy wszedł i uśmiechnęła się.
- Hej, dobrze się bawiliście?
Harry pokiwał głową i pocałował ją w policzek, po czym usiadł obok niej.
- Tak, byliśmy w pubie i potem trochę pochodziliśmy po rynku.
- Mają tam zaskakująco dobre żarcie – wtrącił George, po czym skrzywił się. – Zatrzymaliśmy się na kolację przy szpitalu i myślałem, że się porzygam.
- A jak poszło spotkanie? – zapytał trochę niepewnie Harry.
Rodzeństwo popatrzyło po sobie i wzruszyło ramionami.
- Raczej dobrze. Mama wygląda dużo lepiej, niż niedawno. Była raczej komunikatywna i poszło w miarę gładko. Tata był zadowolony – odpowiedział Bill.
- Bez żadnych kłótni – wtrącił George – Nie wiem, jakoś to nie wyglądało na specjalnie… prawdziwe.
Charlie zachichotał.
- Tak, każdy był chyba trochę zbyt miły.
Ginny uśmiechnęła się, gdy Hermiona weszła do jej pokoju.
- Hej, jak się podobała kolacja?
- Całkiem w porządku – odparła z uśmiechem Hermiona. – Moja mama była zadowolona, że może pogadać z tatą.
- A co Ron powiedział o spotkaniu?
- Prawie w ogóle nic nie mówił – odpowiedziała Hermiona, wzdychając, po czym opadła na łóżko. – Chyba jest trochę wkurzony na mamę, ale boi się o tym mówić. Po prostu chce, żeby wszystko było jak dawniej. Znasz go, nie lubi rozmawiać o uczuciach.
Ginny przewróciła oczami, ale nie komentowała zachowania brata. Usiadła na łóżku i odłożyła książkę na szafkę nocną.
Rozległo się pukanie do drzwi. W przejściu stała Fleur z naręczem wypranych ubrań.
- Proszę, Ginny. Prałam trochę swoich ubrań, więc stwierdziłam, że zrobię też twoje.
- Dziękuję – odparła Ginny, po czym wstała i zabrała ubrania. – Pracowałaś dzisiaj?
Fleur pokiwała głową. Zdecydowała, że nie będzie brała udziału w spotkaniu Weasleyów, żeby nikt się nie czuł nieswojo. Zamiast tego, wróciła do Muszelki i zajęła się trochę domem.
- Oui, zrobiłam pranie i napisałam list do rodziców. Bill i ja chcieliśmy ich odwiedzić, ale z tym wszystkim, co się dzieje, jakoś chyba nie jest to najlepszy pomysł. Może za parę tygodni, jak wszystko się już uspokoi.
Hermiona była zaskoczona przyjacielską rozmową Ginny i Fleur. Była to ogromna różnica w porównaniu do tego, co było jeszcze rok czy dwa temu. Już nie było Flegmy. Była też zaszokowana, gdy Fleur pocałowała Ginny w policzek przed wyjściem z pokoju.
- No co? – zapytała Ginny, zaczynając się rozbierać.
- Nic – odparła Hermiona, ale gdy Ginny wciąż się w nią wpatrywała, zaczęła się czerwienić. – No, jakoś dobrze się dogadujecie. Zaskoczyło mnie to trochę.
Ginny zaśmiała się.
- Uwierz mi, mnie też to zaskoczyło. – Wzruszyła ramionami. – Wydaje mi się, że trochę dorosłam i trochę ją lepiej poznałam. Jest bardzo miła i mądra. Pomogła mi się przygotować do egzaminów.
- Serio? – spytała Hermiona z niedowierzaniem w głosie.
- Serio – odparła Ginny pewnie. Zrzuciła koszulkę i zaczęła ściągać bieliznę, a Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze.
- Ginny! – krzyknęła, po czym podniosła stanik z szafki. – To jest francuska bielizna.
Ginny tylko się uśmiechnęła i potaknęła.
- Wiem przecież.
- To jest cholernie drogie – powiedziała z nutą oskarżenia w głosie Hermiona. – Wiesz, ile to musiało wszystko kosztować? Tak na oko jakieś setki funtów!
Uśmiech Ginny zniknął.
- Mówił, że to nie było takie drogie.
- Ginny, nie możesz go tak wykorzystywać – powiedziała z dezaprobatą.
- Nikogo nie wykorzystuję – broniła się Ginny. – Bill i Fleur kupili ją dla mnie. Powiedzieli, że to nie kosztowało tak dużo pieniędzy.
Hermiona patrzyła sceptycznie na przyjaciółkę. Zauważyła metki na bieliźnie i była ona bardzo droga. Wiedziała, że Weasleyowie nie mają dużo pieniędzy – jak mogli tak bagatelizować taki wydatek na bieliznę? To nie miało sensu.
Z drugiej strony, Ginny była szczera. Mimo, że potrafiła kłamać jak z nut, tym razem prawda po prostu promieniowała z jej oczu.
- Przepraszam, Ginny – powiedziała Hermiona. – Po prostu… no… to mnie… zaskoczyło. To jest bardzo dużo kasy do wydania na bieliznę.
- Naprawdę? – Ginny wyglądała na trochę zaniepokojoną. – Bill powiedział, że to wcale dużo nie kosztowało. Ja tam się nie znam na mugolskich pieniądzach.
Hermiona westchnęła.
- Przepraszam, Ginny. Jestem okropna. Nie powinnam być taka wyrachowana. To bardzo miło z jego strony, że coś takiego dla ciebie zrobił.
Ginny spojrzała na przyjaciółkę i stwierdziła, że jest szczera. Postanowiła więc opowiedzieć jej całą historię. Obydwie dziewczyny pod koniec opowieści były zalane łzami. Hermiona wstała i objęła przyjaciółkę.
- Tak mi przykro. To bardzo miło ze strony Billa i Fleur.
- Powinnam ci po prostu powiedzieć – powiedziała Ginny. – Wiem, że po prostu myślałaś, że to Harry mi to kupił. Ale czy on by coś takiego zrobił? – Zaśmiała się. – Nigdy w życiu. Wyobraź sobie Harry'ego wchodzącego do sklepu z bielizną.
- Był z wami? – zapytała Hermiona.
- Był. Nie wiedziałam, że może się zrobić taki czerwony. To było strasznie słodkie. Bill wskazywał rzeczy Fleur, a biedny Harry nie wiedział, na co ma patrzeć.
Hermiona zaśmiała się.
- Już sobie to wyobrażam. Gdy byliśmy na poszukiwaniu horkruksów, podniósł jeden z moich staników i zrobił się okropnie czerwony. Pewnie wcześniej czegoś takiego nie widział.
Dwójka dziewcząt zaczęła się śmiać. Hermiona uśmiechnęła się do przyjaciółki, zadowolona, że udało się rozluźnić napięcie.
- Przepraszam, jeśli byłam ostatnio taka… dziwna. Czuję się, jakbym nie miała pojęcia, co ze sobą zrobić. Uwielbiam spędzać czas z rodzicami, a pomaganie przy ogarnięciu ich gabinetu było super. Dużo rozmawialiśmy i dobrze się dogadywaliśmy. Ale z drugiej strony tęsknię za wami i za Ronem. W końcu już jakby wiemy, co do siebie czujemy, a i tak nie jesteśmy razem. Trochę jestem zazdrosna o ciebie i Harry'ego.
- Uwierz mi, rozumiem cię – powiedziała Ginny. – Ja też byłam zazdrosna przez ostatni rok. Wiem, że się nie bawiliście, ani nie było to jakoś specjalnie przyjemne, ale przynajmniej byliście razem. – Uśmiechnęła się do przyjaciółki. – A to, że nie byliście wcześniej razem, to twoja zasrana wina. Obydwoje jesteście cholernie uparci.
Hermiona zaśmiała się.
- Wiem. – Odchyliła się, opierając się o ścianę, a Ginny siedziała naprzeciw niej. – Nie chciałam pierwsza przyznawać się do moich uczuć – powiedziała. – Byłam w nim zakochana przez jakieś… cztery… nie, prawie pięć lat. Wydaje mi się, że zaczęłam go zauważać na początku naszego trzeciego roku, ale nigdy jakoś na mnie w ten sposób nie patrzył. Strasznie mnie zabolało, gdy zaczął chodzić z Lavender. To jakby potwierdzało, że go nie interesowałam. Nie jestem taka ładna jak Lavender, no i cały czas się z nim kłóciłam.
- Lubi się z tobą drażnić – zwróciła uwagę Ginny. – Raz mi powiedział, że wyglądasz cholernie seksownie, gdy się na niego wkurzasz i drzesz się do niego.
- Naprawdę? – Hermiona uśmiechnęła się.
Ginny pokiwała głową.
- Myślałam, że gdy już zerwał z Lavender może się ze mną umówi, ale on po prostu wrócił do bycia singlem. Trochę się do siebie zbliżyliśmy, ale niewiele. Bardzo chciałam, żeby to on zrobił pierwszy ruch. Poprosił mnie do tańca na weselu. Czasem trzymaliśmy się za ręce, ale nigdy nie szedł dalej. To mnie okropnie frustrowało.
Spojrzała uważnie na przyjaciółkę.
- Harry mówił ci, że…
- Że was zostawił? – skończyła za nią Ginny. – Tak, mówił.
- Byłam na niego taka wkurzona – powiedziała Hermiona. – Właściwie to na obydwu. Harry nie miał planu, a Ron był wrzodem na dupie. Nawet nie chciał w niczym pomóc, tylko narzekał. A ten pieprzony medalion tylko wszystko pogarszał. Nienawidzę nie mieć planu i część mnie chciała uciec z Ronem. Nie lubiłam być zmęczona i głodna, ale przecież mu obiecaliśmy.
Ginny uśmiechnęła się, widząc lojalność przyjaciółki.
- Co się stało, gdy Ron wrócił?
- Po prostu zmienił nastawienie. Pomagał i był miły. A po wydarzeniach w Dworze Malfoya był niesamowity. Naprawdę był wszystkim, na co miałam nadzieję. Po bitwie, w końcu przyznał, że mnie lubi i poprosił mnie, żebym została jego dziewczyną.
- To dobrze, że już macie to za sobą – powiedziała Ginny. – Chciałabym, żeby wrócili z nami do szkoły w przyszłym roku. Strasznie mi będzie brakowało Harry'ego. Wydaje mi się, że po prostu podoba mi się, że już mogę na niego spojrzeć. Nie mam pojęcia, gdzie był przez tyle czasu.
- Tylko na niego spojrzeć? – zaczepiła ją Hermiona.
Ginny zaczerwieniła się.-
- No dobra, lubię też robić inne rzeczy.
Dziewczęta wybuchły śmiechem.
Gdy Hermiona obudziła się następnego ranka, łóżko Ginny było już puste. Zeszła na dół i zobaczyła swoją matkę i Ginny robiące babeczki z truskawkami.
- Świetnie pachnie – powiedziała Hermiona.
- Dzięki – odparła Ginny, uśmiechając się.
Nasypała sobie płatków, po czym usiadła przy stole.
- Gdzie są wszyscy?
- Tata poszedł zobaczyć się z mamą przed pracą. Harry poszedł na siłownię z Seamusem. Bill i Fleur poszli do pracy, a George z Percym do mieszkania Percy'ego. Nie wiedział, w jakim stanie jest to mieszkanie, była tam walka, więc poszli to ocenić. Charlie i Ron jeszcze śpią – wymieniła wszystkich członków rodziny Ginny. – Pewnie jak tylko poczują babeczki, połamią sobie nogi na schodach, tak szybko zbiegną.
- Pewnie masz rację – odparła ze śmiechem Hermiona.
Po włożeniu kolejnej partii babeczek do piekarnika, Ginny dołączyła do Hermiony przy stole.
- Tak sobie myślałam. Mama zawsze chciała mieć grządki z warzywami, ale byli u ciotki Muriel i nie mogła się tym zająć.
- Chcesz dla niej je posadzić? – zapytała Hermiona.
- Dokładnie – powiedziała Ginny. – Przeglądałam wszystkie nasiona mamy i zostało jeszcze trochę grochu, fasoli i sałaty. Chcesz pomóc?
- Brzmi świetnie – odparła Hermiona. – Mamo?
- Pewnie, uwielbiam takie rzeczy.
Charlie i Ron dołączyli do dziewcząt i w ciągu najbliższych kilku godzin wyrósł sensowny ogródek z warzywami.
Harry słuchał opisu zeznań Seamusa, zanim dołączył do nich Auror Dawlish. Uczniowie od razu się ucieszyli.
- Dzień dobry. Na początek chcę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolony, jak dobrze poradziliście sobie w sądzie. Wszyscy pomogliście naszemu krajowi.
Harry wymienił uśmiechy z innymi rekrutami. Jedną rzeczą, którą lubił w Dawlishu było to, że nigdy nie zwracał szczególnej uwagi na niego. Przynajmniej dopóki nie mogło to wnieść czegoś bardzo unikatowego.
Dawlish wyciągnął kilka listów z kieszeni.
- Mam wyniki waszych testów. – Uśmiechął się do nich. – Muszę wyjawić, że nie bierzemy ich całkowicie pod uwagę przy umieszczaniu was w klasach, ale jest to pewne źródło. Poza panią Bell, wszyscy zdawaliście Owutemy.
- Co? – spanikował Michael Corner.
- Nie martwcie się – odparł Dawlish. Machnął różdżką i wysłał wszystkie koperty do uczniów.
Lekko trzęsącą się ręką, Harry rozerwał swoją.
Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne
Wyniki
Oceny zaliczające:
Wybitny (W)
Powyżej Oczekiwań (P)
Zadowalający (Z)
Oceny niezaliczające:
Nędzny (N)
Okropny (O)
Troll (T)
Harry James Potter otrzymał:
Zaklęcia – P
Obrona Przed Czarną Magią – W
Zielarstwo – Z
Historia Magii – O
Eliksiry – P
Transmutacja – W
Harry wpatrywał się w wyniki zaskoczony. Jak, do diaska, mogło mu pójść tak dobrze? Spojrzał na innych uczniów i wszyscy wyglądali na raczej zadowolonych.
Dawlish odchrząknął, zwracając na siebie uwagę.
- Gratulacje dla wszystkich. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Jestem szczególnie zadowolony, że wszyscy otrzymaliście „W" z Obrony – zatrzymał się na chwilę, gdy wszyscy wiwatowali. – Niestety, raczej słabo poszła wam Historia Magii.
Harry wcale się temu nie dziwił. Z Binnsem uczącym ich Historii, raczej trudno się czegoś nauczyć.
- Rozmawiałem z profesor McGonagall i mamy bardzo ciekawy pomysł. Ten rok będzie pochłonięty odbudową całego czarodziejskiego świata. Hogwart będzie miał nowych nauczycieli po raz pierwszy od wielu lat. Profesor Michael Carter zgodził się objąć pozycję nauczyciela Historii Magii. Wyjaśniłem mu problemy, które mieliście z testem, a on zaproponował bardzo oryginalne wyjście. Będzie uczył siódme klasy raz w tygodniu. Ponieważ każdy w tym roku będzie miał obowiązkowo Historię, będą dwie klasy. Jedna rano i druga po południu. Będziecie mieli lekcje z waszymi domami.
Harry uśmiechnął się szeroko. Będzie miał raz w tygodniu lekcję z Ginny. Nie mógł się doczekać, kiedy jej to powie.
Dawlish uśmiechnął się.
- Pomyślałem sobie, że co poniektórzy mogli by się z tego ucieszyć.
Harry poczuł gwałtowny napływ krwi do policzków, gdy Seamus od razu się do niego odwrócił, ale był zbyt zachwycony, żeby go to specjalnie obchodziło.
Następnego ranka, Harry był zaskoczony, że tyle osób było już na nogach. Ron i Charlie byli jedynymi wciąż śpiącymi.
- Dzień dobry – powiedział, całując Ginny w policzek. Oczywiście nie był to pierwszy raz, gdy już dziś się z nią witał, ale nie chciał oznajmiać wszem i wobec, że spędziła noc w jego łóżku.
- Dzień dobry – odparła śpiąco.
- Zrobiłam trochę jajecznicy z bekonem – powiedziała pani Granger. – Artur rzucił na nią zaklęcie ogrzewające, więc częstujcie się.
- Dziękuję – odpowiedział Harry, nakładając sobie trochę jajecznicy na talerz.
- Co dziś będziesz robił? – zapytała Hermiona.
Uśmiechnął się.
- Będziemy dziś pracowali nad Eliksirami. Nie wiem, co będę robił po południu.
- Znów zdradzasz moją siostrę? – zapytał George zza gazety.
- Kto tym razem? – jęknął Harry.
- Katie Bell – odparł George ze śmiechem, kładąc gazetę na stole.
- Przynajmniej ją znam – powiedział Harry, patrząc na zdjęcie. – W zeszłym tygodniu zrobili mi zdjęcie z jakąś czarownicą, jak staliśmy obok siebie w windzie. Nawet jej nie znałem.
- To w bufecie? – zapytała Ginny, spoglądając nad jego ramieniem.
Harry potaknął.
- Wycięli Neville'a i Seamusa, którzy siedzieli tam z nami.
- Trochę jesteś zbyt spokojny – stwierdziła Hermiona. Była zaskoczona, że jej przyjaciel nie krzyczał.
Wzruszył ramionami.
- Fakt, denerwuje mnie to, ale dopóki Ginny wie, że jest tą jedną jedyną, gówno mnie obchodzi, co myślą ludzie.
- Wiesz – zaczęła Ginny z uśmieszkiem na twarzy. – Nie jestem pewna, czy o tym wiem. Wydaje mi się, że powinieneś mnie dziś zabrać na kolację, żeby mi o tym przypomnieć.
Uśmiechnął się do niej.
- To chyba będzie możliwe.
Pocałował ją trochę bardziej namiętnie, niż zwykł to robić przed jej rodziną.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Dobrze, już wystarczy, zakochane ptaszki – zawołał George, udając wymioty. Uśmiech na jego twarzy wskazywał jednak, że cieszy się na ich widok.
Harry oddał swój eliksir, mając bardzo dobre przeczucia. Spojrzał na Seamusa i wyglądało na to, że bardzo dobrze sobie radzi. Harry był bardzo zadowolony, że Seamus i Susan nie wybrali Eliksirów po SUMach. Madam Kelley dawała sobie radę ze wszystkimi. Seamus powiedział, że uczył się eliksirów odkąd zapisał się do programu Aurorów.
Nagle otworzyły się drzwi, a do środka wpadł Dawlish.
- Zauważono dementorów w pobliżu York. Potrzebujemy tyle patronusów, ile się da.
Wszyscy uczniowie wstali. Dawlish uśmiechnął się.
- Doskonale.
Wyciągnął linę zza pazuchy i podał każdemu.
- Wszyscy gotowi?
Wszyscy pokiwali głowami i po chwili Dawlish deportował się, ciągnąc ich ze sobą. Gdy wylądowali, Harry od razu wyciągnął różdżkę.
Ulica była pogrążona w chaosie. Grupy ludzi były stłoczone na ulicy lub w bramach domów. Niestety, Harry zauważył już dwa nieruchome ciała, które prawdopodobnie już otrzymały pocałunki.
- EXPECTO PATRONUM!
Jego krzyk potoczył się echem przez ulicę, a po chwili lis Seamusa i wilk Michaela dołączyły do Rogacza, nacierając na dementorów. Widział błyski innych patronusów, ale był zbyt zajęty, żeby patrzeć, do kogo one należą. Dementorzy powoli zaczęli się wycofywać.
W ciągu kilku minut, wszyscy dementorzy zniknęli. Niestety, pozostało wielu przestraszonych ludzi.
- Aurorzy! – krzyknął Dawlish, zbierając ich wokół siebie. Dał każdemu sporą paczkę czekolady. – Dajcie każdemu trochę czekolady. Jeśli znajdziecie kogoś, kto już został pocałowany, wystrzelcie czerwone iskry. Ludzie z Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof zaraz tu będą.
Aurorzy rozeszli się. Harry klęczał teraz przed małą blondynką i jej matką. Dziewczynka płakała, a jej matka była w ogromnym szoku.
- Proszę, kochanie.
Dał jej trochę czekolady, po czym spojrzał na jej matkę. Stała jak wryta, patrząc przed siebie. Niepewny, co ma zrobić, włożył kawałek czekolady między jej wargi. Po chwili jej policzki zaczęły nabierać koloru. Uśmiechnął się do dziewczynki, po czym podszedł do następnej grupy. Gdy skończyła mu się czekolada, był już wyczerpany. Zobaczył, że przybyli już ludzie z Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof, i patrzył, jak pracują. Zjadł kawałek czekolady, który zostawił dla siebie.
Pracownicy pozbawili mugoli przytomności, a Harry mógł dojrzeć błyski zaklęć, gdy usuwano im pamięć. Zaskoczył go niedaleki, stłumiony szloch. Odwrócił się i zobaczył Susan Bones obok niego. Była zalana łzami.
- Susan, wszystko w porządku? – zapytał Harry, rozglądając się nerwowo. Płaczące dziewczyny, chyba, że była to Ginny, nadal były dla niego tajemnicą.
- Ten… m-mały ch-chłopiec… b-był t-tuż… przede… m-mną. – szlochała. – N-Nie dałam r-rady… w-wyczarować p-patronusa na czas…
- Przykro mi – powiedział szczerze. Prawie się przewrócił, gdy Susan rzuciła się w jego ramiona. Ostrożnie objął ją i starał się ją pocieszyć. Wiedział, że słabo mu to idzie, ale nie zaszkodzi spróbować.
Ku jego uldze, niedługo potem przestała płakać i podał jej chusteczkę. Nadal ją obejmował, gdy wycierała oczy. Usłyszał w tle kliknięcie migawki. Rozejrzał się i zobaczył oddalającego się fotografa. Zajebiście, kolejny artykuł o mnie w Proroku.
Ginny wyszła z kominka w Instytucie Summerbee'ego. Jej matka była tam już tydzień i wszystko powoli wracało do normy.
- Dzień dobry, Ginny.
Odwróciła się i zobaczyła uzdrowiciela Sinclaira.
- Dzień dobry. Jak się ma dziś mama?
- Raczej dobrze – odparł z uśmiechem. – Co tam masz?
- Jej druty i materiał – wyjaśniła Ginny. – Co roku robiła nam swetry na święta i poprosiła mnie, żebym przyniosła jej torbę.
- To doskonale – stwierdził uzdrowiciel. – Chyba zaczyna być bardziej sobą.
Dotarli do pokoju jej matki. Pożegnała się z uzdrowicielem i zapukała w częściowo otwarte drzwi.
- Dzień dobry, mamo.
- Dzień dobry, kochanie – odparła pani Weasley.
Ginny nachyliła się i pocałowała mamę w policzek. Odłożyła jej rzeczy na łóżko, po czym usiadła na krześle obok niej.
- Dziękuję, że przyniosłaś mi torbę – powiedziała, gdy zaczęła się przez nią przekopywać. – Jak wszyscy?
- Dobrze – odparła Ginny. – Ron, George i Percy przez ostatnie kilka dni byli w sklepie. Uprzątnęli już go i zaczynają już ustawiać wszystkie produkty. To chyba bardzo pomaga Ronowi. Percy pomaga im przy księgowości i wskazuje im najbardziej dochodowe produkty. Lee i Angelina będą im pomagać przy zamówieniach przez sowy.
- To cudownie – powiedziała zadowolona pani Weasley. – Moi chłopcy pracują, zamiast się kłócić, tak powinno być. – Zawahała się lekko. – Chciałabym, żeby Ron skończył szkołę, ale rozumiem, że chce pomóc bratu. Miałam nadzieję, że Hermiona trochę na niego wpłynie. Tata powiedział mi, że Hermiona i jej mama już wyjechały.
Ginny pokiwała głową.
- Tak, kilka dni temu. Ron znowu zrobił się trochę bardziej ponury, ale odwiedzimy Hermionę w ten weekend i pójdziemy do kina.
- To wspaniale, kochanie. – Jej twarz drgnęła. – Ale chyba zostawisz im przestrzeń dla siebie? Są teraz parą.
- Oczywiście, mamo – odparła Ginny trochę zszokowana sugestią matki. – Zaprosili też mnie i Harry'ego.
- Sporo mówisz o Harrym – powiedziała Molly. – A się stało z Nevillem?
- Z Nevillem? O czym ty mówisz? – Ginny była wyraźnie zaskoczona.
- Ginny, przecież jestem twoją matką. Sporo mówiłaś o Neville'u w zeszłym roku. Wydaje mi się, że byłaś w nim zakochana. A tego lata sporo cię odwiedzał. – Uśmiechnęła się do córki. – Wiem, że zawsze byłaś zakochana w Harrym, ale to nie fair dla Neville'a, jeśli tak się zachowujesz. Neville bardzo cię wspierał i jest stabilnym, odpowiedzialnym, młodym człowiekiem. Chyba ciężko byłoby znaleźć kogoś lepszego.
Ginny rozdziawiła usta, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. Jej matka kontynuowała tyradę.
- Kocham Harry'ego, ale jakiś nie wydaje mi się, żeby zwracał na ciebie uwagę. Może się teraz zwracać bardziej do ciebie niż do Rona, bo on teraz umawia się z Hermioną, ale nie powinnaś robić sobie nadziei. Jest miłym chłopcem, ale będzie przez cały rok w Londynie, a ty w Hogwarcie. Widziałam jego zdjęcia w gazecie z tą blondynką z drużyny Quidditcha i z siostrzenicą Amelii.
- Katie i Susan? – zapytała Ginny, nie mogąc wyrazić dostatecznie zaskoczenia myślami jej matki. – Mamo, one są w programie Aurorów razem z Harrym. Nigdy, przenigdy, nie zakochałam się ani nie chodziłam z Nevillem. Rozmawiałam o nim dużo, bo on, ja i Luna prowadziliśmy razem GD. Spotykam się z Harrym od ponad roku. Do cholery, chodzimy ze sobą dłużej, niż Hermiona i Ron!
- Uważaj na słowa, Ginewro! – powiedziała ostro Molly. Spojrzała na córkę z niepewnością. – Spotykasz się z Harrym?
Ginny ledwo przemogła chęć powiedzenia matce, że nie tylko się z nim spotyka, ale jest już zaręczona. Wiedziała jednak, że to się dobrze nie skończy.
- Tak, mamo.
- A tata o tym wie?
- Tak, mamo. – Ginny odchyliła się na krześle i odgarnęła włosy za ucho.
- Ginewro Molly Weasley! Czy ty przebiłaś sobie uszy? – krzyknęła Molly.
Ginny przewróciła oczami.
- Tak, mamo. Fleur to dla mnie zrobiła.
Pani Weasley nabuzowała się.
- Jak mogła? Będę musiała odbyć rozmowę z nią i z Billem. Przecież powiedziałam ci, że nie życzę sobie, żebyś nosiła kolczyki. Wyglądasz tanio. Co ludzie o tobie pomyślą?
- Mi się podobają – powiedziała Ginny na przekór matce. Spojrzała na nią. Wizyta nie szła tak, jak ją sobie zaplanowała. – Harry'emu też się podobają.
- Będę musiała porozmawiać o tym z twoim ojcem – powiedziała gniewnie pani Weasley.
Ginny ledwo powstrzymała się od sarkastycznego komentarza. Chciała wypomnieć matce, że gdyby choć trochę zwracała na nią uwagę, nie tylko zauważyłaby, z kim się umawia, ale także, że przebiła sobie uszy.
Spojrzała na podłogę, starając się uspokoić. Mimo wszystko, nie chciała być odpowiedzialna za nawroty depresji u matki.
- Tata o tym wie – powiedziała spokojnie. – Wie o moich relacjach z Harrym i zgadza się na nie.
Odsłoniła ucho.
- Harry poprosił mnie, żebym nosiła obrączkę jego matki. On ma obrączkę swojego ojca. Bill zamienił je w kolczyki, a Fleur przebiła nam uszy.
Pani Weasley potrząsnęła głową.
- Za bardzo się do ciebie zaleca, Ginny. Myślisz, że jesteś już dorosła, ale nie jesteś. Masz dopiero szesnaście lat.
- Za parę tygodni będę miała siedemnaście – wycedziła Ginny.
- Dzień dobry!
Dwójka Weasleyów odwróciła się i zobaczyła Sinclaira wchodzącego do pokoju. Pani Weasley przykleiła uśmieszek na usta, ale Ginny nie chowała się z uczuciami. Uzdrowiciel postawił krzesło obok Ginny i usiadł. Spojrzał między matką i córką.
- Wygląda na to, że zaczynacie rozmawiać o swoich problemach.
- Nie – odparła zdenerwowana Ginny. – Po prostu uświadamia mi, że nie ma pojęcia o tym, z kim się umawiałam i twierdzi, że wyglądam jak tania dziwka.
- Nie to powiedziałam, Ginewro.
- Powiedziałaś mi, że nie można ufać mojemu chłopakowi, że powinnam się spotykać z jednym z jego najbliższych przyjaciół i że jestem po prostu zbyt młoda, żeby wiedzieć, z kim się mam umawiać.
Pani Weasley wpatrywała się w córkę.
- Skoro tego nie zauważyłam, może nie było to specjalnie poważne?
- Ty niczego nie zauważyłaś! – wrzasnęła Ginny. – Spędziłam z nim całe lato! Gdy ty udawałaś, że nic złego mi się nie stało, on mnie słuchał i pozwalał mi się wypłakiwać w jego ramię! Gdy ty siedziałaś w pokoju, my musieliśmy się zająć domem!
Pani Weasley zbladła po usłyszeniu oskarżeń córki. Sinclair spojrzał na Ginny.
- Rozumiem, że jesteś raczej zdenerwowana na matkę?
- Jestem! – odparła Ginny. – Zawsze była dla mnie wsparciem, a teraz, kiedy naprawdę jej potrzebowałam, znikła! – Nawet nie zauważając, Ginny rozpłakała się. – Powiedziałam ci, że… że są mi potrzebne nowe staniki, bo Śmierciożercy uwielbiali pozbawiać mnie ubrań i drwić sobie ze mnie, a ty miałaś to gdzieś! Nawet nic nie powiedziałaś! Nic! Po prostu pokiwałaś głową i poszłaś do pokoju. Bill i Fleur zabrali mnie do Francji i kupili mi nową bieliznę.
Pani Weasley spojrzała w dół, zalana łzami.
- Nie wiedziałam, co mam powiedzieć.
- Mogłaś powiedzieć cokolwiek – odparła Ginny. – Nawet jeśli powiedziałabyć „To musiało być chujowe". To zawsze mówi Harry, gdy nie wie, co powiedzieć. Jest strasznie zakłopotany w takich sytuacjach i nie wie, co powiedzieć, ale mnie nie zostawia. Słucha mnie i wiem, że mnie kocha! Nawet nie waż się wmawiać mi, że nie jestem wystarczająco dorosła, żeby się z nim spotykać!
Pani Weasley zaczęła się zastanawiać.
- To właśnie dla ciebie robi?
Ginny wytarła oczy i potaknęła.
- Właśnie to. Słucha mnie, mamo. Nie wiem, co bym zrobiła bez niego. Słucha mnie i nie ocenia. Nigdy mi nie powiedział, że to, czym się martwię, jest głupie. On razem z Billem i Fleur wysłuchali moich pomysłów na przyszły rok i pomogli mi je ulepszyć. A ty myślałaś, że nie jestem wystarczająco odpowiedzialna, żeby być i Prefekt Naczelną, i kapitanką drużyny Gryffindoru. – Zatrzymała się na chwilę. – Wiesz, jak ja się czułam? Ty i Ron twierdziliście, że Hermiona bardziej na to zasługuje. A mówiłaś coś takiego, gdy Bill i Percy dostali odznaki Prefektów Naczelnych? Że nie jesteś pewna, czy są wystarczająco odpowiedzialni?
- Dlaczego tak pani mówiła? – zapytał uzdrowiciel spokojnie.
Pani Weasley westchnęła.
- Część mnie była z niej dumna i naprawdę jestem z niej bardzo, bardzo dumna. Kapitanka Quidditcha i Prefekt Naczelna – co za zaszczyt! Ale druga część mnie zastanawiała się, że to może być za dużo pracy i zachłyśniesz się tymi tytułami.
- Nie ufasz mi, prawda? – zapytała cicho Ginny.
- To nie takie proste, Ginny.
- To z powodu mojego pierwszego roku?
Pani Weasley chciała od razu odrzucić zarzut Ginny, ale zaczęła o tym myśleć.
- Może tak.
Ginny spojrzała na nią zaskoczona. Molly uśmiechnęła się do niej.
- Może po prostu chcę nadrobić to, że nie martwiłam się o ciebie przed twoim pierwszym rokiem. Wiedziałam, że masz czterech starszych braci, do których możesz się zwrócić. Nie wiedziałam, że nie będą mieli dla ciebie czasu. Widziałam, jak piszesz w tym okropnym dzienniku i nie wiedziałam, że jest niebezpieczny. Nie wiem, czy kiedykolwiek przeprosiłam cię za to, że nie potrafiłam cię ochronić. Strasznie mi przykro, Ginny.
- Wiem, mamo – odparła Ginny, obejmując matkę. – Nie mogłaś o tym wiedzieć. Chłopaki zachowywali się jak dupki, ale ja też się nie starałam. Ale, mamo, ja od tamtego czasu dorosłam.
- Wiem – odpowiedziała Molly z lekkim uśmiechem. Lekko odsunęła włosy Ginny z jej twarzy. – Minerwa była z ciebie taka dumna. Próbowała mnie informować, jak tylko mogła. Nie mogłam się zdecydować, czy jestem dumna, czy się o ciebie boję. Moja córeczka stawiająca się Śmierciożercom.
Potrząsnęła głową.
- Wiem, że dorosłaś. Naprawdę, ale czasem… czasem boję się, że już mnie nie potrzebujesz.
- Oczywiście, że cię potrzebuję, mamo – powiedziała czule Ginny. – Wszyscy potrzebują. Dlatego to było dla nas takie trudne. Liczyliśmy, że będziesz dla nas wsparciem, gdy będziemy cię potrzebować. Może nie w ten sam sposób, ale jednak nadal cię potrzebujemy. – Zaśmiała się. – Nigdy nie wiadomo, możesz niedługo mieć wnuki. Nie ode mnie – od razu dodała. – Ale Bill i Fleur, kto wie?
Uzdrowiciel uśmiechnął się.
- Nie wydaje mi się, żebym był tu potrzebny.
- Dziękuję – odpowiedziały chórem.
Gdy uzdrowiciel wyszedł, Molly zwróciła się do córki.
- Opowiedz mi o wycieczce do Francji.
Tego wieczoru, Ginny opowiedziała o wizycie Harry'emu i George'owi, którzy próbowali naprawić motocykl Syriusza.
- Świetnie – powiedział Harry. – Wygląda, że w końcu zaczyna słuchać.
George potrząsnął głową.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że nie ma pojęcia o tobie i twoim kochasiu. Przecież obmacujecie się przez całe lato!
Harry nie fatygował się z odpowiedzią werbalną, tylko rzucił w George'a szmatką ubrudzoną smarem.
- Przynajmniej mam kogoś, kto może mnie trochę poobmacywać – powiedziała Ginny, wzruszając ramionami.
Harry roześmiał się, gdy George pokazał siostrze język.
- George – zaczął Harry. – Ginny i ja chcielibyśmy zaprosić przyjaciół w przyszłym tygodniu, na urodziny. Żadne z nas nie chce jakiegoś hucznego przyjęcia, ale chcemy zaprosić niektóre osoby. – Spojrzał poważnie na George'a. – Nie chcemy ci przeszkadzać. Jeśli nie chcesz, żebyśmy kogoś zapraszali, nie zrobimy tego.
George spoglądał to na swoją siostrę, to na Harry'ego, przemyślając to.
- W sumie to dobry pomysł. Kogo chcecie zaprosić?
- Hermionę, Seamusa, Neville'a, Lunę, Deana – wyliczył Harry. Spojrzał na Ginny. – Kogo jeszcze?
- Demelzę i chyba wszystkich z twojej klasy Aurorów – odparła Ginny.
- Możemy zaprosić Lee, Angelinę i Alicię? – zapytał George. – Fajnie byłoby się z nimi spotkać z jakiejś radosnej przyczyny.
- Świetny pomysł – powiedziała Ginny. Pocałowała Georga w policzek.
Spojrzała na Harry'ego i jej brata pracujących przy motocyklu i stwierdziła, że zaczęli się już rozweselać.
Od autorki:
Podziękowania dla mojej bety StephanieO!
Od tłumacza:
Mam nadzieję, że nadążacie z czytaniem :) Gdy tylko skończę tą historię, zajmę się "Unintended Consequences", również autorstwa Sharon. No i komentujcie, stuknięcie w parę klawiszy w klawiaturze tak dużo nie kosztuje ;)
A w następnym rozdziale - Happy Birthday, Harry!
Kolejny rozdział jest prawie dwa razy krótszy, więc jeśli trochę się zepnę, to może się ukazać jeszcze dziś, około północy.
