- Cześć - odpowiedziała, i kiedy blondyn był tak by ją nie słyszał, wypowiedziała hasło do Grubej Damy - Cytrynowe lukrecje - a potret się otworzył.
Hermiona po cichu weszła do dormitorium. Od progu czekał na nią Ron, który aż kipiał ze złości.
- Coś Ty z nim robiła?! - zaczął krzykiem.
- A co Cię to interesuje? - mówiła spokojnym, ale pretensjonalnym, tonem.
- To że to jest nasz wróg! - wrzasnął - co?! Już zapomniałaś jak nazywał Cię szlamą?! - w tym momencie w oczach dziewczyny pojawiła się słona ciecz, a do pokoju wspólnego wbiegł Harry, i pary młodszych Gryfonów zaalarmowaanych językami.
- Nie, nie zapomniałam! - warknęła przez łzy - ale Ty nie musisz mi o tym bezczelnie przypominać!
- Spokój Ron! - upomniał go Potter.
- Serio myślisz że mógłbym być spokojny?! Ona zadaje się z wrogiem! Osobą, która wyzywała ją od szlam!
To Malfoy! Głupia, tleniona Fretka, która na pewno coś knuje! - Weasley aż cały poczerwieniał.
- To raczej jej sprawa z kim się zadaje, i ja nie mam zamiaru wybierać między wami, a jeżeli Hermiona się z nim pogodziła - objął ją ramieniem - Ty nie powinieneś się wtrącać. - powiedział spokojnie Wybraniec, a obrażony Ron burknął pod nosem wiązankę przekleństw, i wrócił na górę. Harry odholował czerwoną od płaczu Granger do schodów.
- Nie popieram tego że się z nim zadajesz, ale uważam że powinnaś mieć oczy dookoła głowy. On jest na pewno w coś zamieszany, a u Borgina and Burkes'a, to była jakaś inicjacja.
- Harry, po pierwsze byłam z nim tylko na patrolu. Taki obowiązek Prefekta. Nawet nie rozmawialiśmy.
Po drugie Malfoy na pewno nie jest śmierciożercą - przerwała - Dobranoc Harry. - pocałowała go w policzek i ruszyła do swojego łóżka, niedając mu nic powiedzieć.
Z rana Hermiona jak zwykle uszykowała się, i spakowała potrzebne podręczniki. Wyszła do pokoju wspólnego, który był pusty, ponieważ żaden Gryfon nie lubi wcześnie wstawać. Po jakimś czasie uczniowie zaczęli się schodzić, i robiło się tłoczno. Słychać było rozmowy, skrobanie piór, czy szeleszczenie pergaminu. Na środku pomieszczenia stanął Ron, i po chwili wyrósł przez nią nawet nie wiadomo skąd.
- Nie będziesz się z nim zadawać! - warknął.
- A Ty nie będziesz mi rozkazywać! - odpowiedziała ostro, i wyminęła go, by przywitać się ze swoim przyjacielem - Harry'm.
- Hej Hermiono! - mruknął niewyspany Potter - jak Ron spał, ja jeszcze przeglądałem mapę Huncwotów...
- I co zobaczyłeś odkrywco? - przerwała mu.
- A to, że Malfoy znowu gdzieś zniknął. Bo Ron wczoraj mi powiedział że Draco był u nas pod obrazem, i może nie poszedł do dormitorium? - powiedział Wybraniec, i po chwili kontynuował - nadal twierdzisz że nie da się uciec z Hogwartu? A może on jest wyjątkiem?
- Tak, nadal tak twierdzę! Ale Harry, czy Ty jako Dumbledore nie zwiększył byś ochrony, jakby po świecie latał największy czarnoksiężnik? - zapytała Granger.
- Zwiększyłbym, ale mam pewność że Malfoy jest śmierciożercą, i gdzieś znika... - urwał kiedy zobaczył że Weasley na nich patrzy - mam z nim porozmawiać?
- Nie trzeba - szepnęła i wyszła z dormitorium.
Ruszyła w stronę klasy od zaklęć. Pod samym pomieszczeniem ktoś siedział. Był sam. Chłopak o platynowych włosach. Stalowych tęczówkach, w których ona znała tylko pogardę.
Był przygnębiony. Usiadła na tej samej ławce co on, lecz na drugim końcu. Draco uśmiechnął się do niej blado, kiedy na nią zerknął, po krótkim czasie odezwał się:
- Słyszałem że Weasley wścieka się, bo Cię wczoraj odprowadziłem - oznajmił spokojnie.
- To nic takiego - mruknęła, i zaczęła ponownie przeglądać swój podręczniki, a blondyn kontynuował - u McGonagall dowiedzą się kiedy mamy patrole.
- Dlaczego "MY"? - podkreśliła na ostatnim słowie.
- Nie mnie pytaj, to McGonagall wybierała. Wiem że Parkinson jest z jakimś starszym Krukonem - skrzywił się - w sumie, jak mam być szczery, to wczoraj nie było źle. - skończył bo doszła reszta uczniów a za nimi człapał niski profesor Flitwick. Wpuścił ich do pomieszcznia, a kiedy wszyscy umilkli, oznajmił:
- Dzisiaj będziemy ćwiczyć zaklęcie Patronusa. Jest ono jednym z cięższych, a znam jedną osobę która nauczyła się go w tak młodym wieku. Bo to dopiero sztuka wyczarował w pełni cielesnego Patronusa. - przerwał i spojrzał na dwie Puchonki które głośno rozmawiały - No dobrze, to może powinniście poznać samą regułę. Musicie pomyśleć o najszczęśliwszym wspomnieniu. Następnie wypowiedzieć słowa "Expecto Patronum". Nie przejmujcie się jak wam nie wyjdzie. Nie każdemu musi. Ale zapraszam na środek Harry'ego Pottera, który opanował już to zaklęcie.
Na jego słowa Wybraniec wstał ze swojego krzesła, przeszedł na środek, i powiedział na głos:
- Expecto Patronum! - I po chwili, po sali skakał duży, jasnoniebieski jeleń.
- No to teraz Wy! - krzyknął Flitwick, by go słyszeli, i po klasie rozniosły się słowa zaklęcia. Gwardia Dumbledore'a z tym zadaniem poradziła sobie idealnie, ale największy problem miał z tym Draco.
Hermiona odwróciła się w jego stronę kiedy jej wydra zaczęła wokół niego wesoło skakać. Uśmiechnął się. Spojrzała mu w oczy. Była w nich radość. Po chwili znów wypowiedział zaklęcie, i z różdżki Malfoya wyleciał obłoczek Patronusa. Brązowowłosa posłała mu również zadowolone spojrzenie, które blondyn odwzajemnił.
Wściekłość Ron'a n Hermione była niewyobrażalna, ale wiedział że przyjdzie na kwalifikacje do drużyny.
