7. Plany na przyszłość

- I co teraz, Theodenie, czy nasze niesnaski pójdą w zapomnienie? Albowiem muszę ci powiedzieć, że absolutnie nie jestem odpowiedzialny za śmierć twego syna. Być może dowiesz się kto to uczynił jedynie jeśli zobaczysz jeszcze kiedyś w życiu tego gada, nie liczyłbym jednak na to - powiedział Gandalf, choć jak pokazała przyszłość nie miał racji.
- Oczywiście. Jestem twoim dłużnikiem. W dowód wdzięczności ofiarowuję Ci rohańskiego malucha, niech dobrze ci służy - odparł Theoden
Gandalf nie wierzył w swoje szczęście. Odnalazł (jak mu się zdawało) spokojne miejsce, gdzie mógł odczekać na powrót Froda i wielka fortuna spadnie mu z nieba, a teraz jeszcze dostaje takie luksusowe auto. Długo opłakiwał poprzedni wóz, ale teraz wymazał już to nieszczęśliwe wspomnienie ("łatwo przyszło, łatwo poszło" - mówił) i był najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi.
- A, i jeszcze jedno - odezwał się po chwili władca. Za kilka dni mamy dożynki w Helmowym Browarze, nie zostawimy naszych gości tu samych, więc ugościmy was w pierwszym rzędzie na trybunie honorowej.
Drużynie średnio uśmiechały się dalsze podróże, ale lokalizacja docelowa zrobiła swoje, byli więc w pełni gotów pomimo zapowiedzi ciężkiej przeprawy przez góry. Jedynie Aragorn był zadania, że kolejna zmiana miejsca pobytu nie wyjdzie im na dobre. - Myślę, że czeka nas jakaś niemiła niespodzianka - mówił mimo krytycznego spojrzenia Gandalfa. I po raz kolejny miał rację

Tymczasem do Isengardu przybył ukryty agent Białego Czarodzieja. Ponieważ Saruman wiedział, że uśmiech i dobre maniery to podstawa na powitanie rzucił mu:
- Strasznie śmierdzisz koniem.
- Panie, zdemaskowano mnie - Grima uznał, że lepiej będzie jeśli zignoruje tę uwagę - Do Edoras przyjechali jacyś dziwni goście. Przewodził im twój kolega po fachu, który chyba nie pałał do ciebie wielką sympatią
- Czyżby to był Gandalf Szary? - oczy Sarumana błysnęły
- Nie inaczej, ale teraz chodzi w jakimś białym prze...- Grima uznał, że nie powinien krytykować stroju Gandalfa, bo był podobny do odzienia Sarumana- szacie - poprawił się
- Czyli teraz jeszcze kopiuje mój styl? Może jeszcze zabierze mi moją laskę, co? - wybuchnął gniewem - Słuchaj - dodał już łagodniejszym tonem- czy w Rohanie zbliżają się jakieś większe imprezy?
- Tak, mój panie, za pięć dni zaplanowano dożynki w Helmowym Browarze.
- Chyba wyślę tam gości, Uruki mają wtedy dzień wolny - uśmiechnął się - czy pamiętasz może Wasze hasło do WiFi?
- Tak, a do czego Ci ono potrzebne? - ze strachem spytał zaskoczony tym pytaniem Grima
- Włamiemy się do nagłośnienia i puścimy obraźliwe nagranie, które sprowokuje moich chłopców do jatki. To w końcu podasz mi te hasło czy nie?
- Ok, tylko spokojnie, panie - odetchnął głęboko Grima - brzmi: SarumanToTuman22
- Już ja im pokaże tumana - syknął czarodziej.

- Mój panie, czy organizatorzy imprezy nie zauważą różnicy między Urukami a ludźmi? - przezornie spytał poddany czarodzieja.
- W Isengardzie mamy mnóstwo dobrych specjalistów od makijażu - odparł jak zwykle tryskajacy optymizmem i pewnością siebie Saruman. - A oni będą udawać, że przyszli rozegrać partię w szachy.
- Ale przecież oni NIE POTRAFIĄ grać w szachy.
- Dlatego musimy szybko rozpocząć bitwę. W ogóle najlepiej byłoby, gdybyśmy podeszli ich w nocy.

Grima uznał, że sensownie będzie zakończyć tą dyskusję. Pomyślał, że Saruman trzyma się swojej starej taktyki - podczas jednego z posiedzeń Białej Rady chciał wylądować na Słońcu właśnie nocą, aby uniknąć oparzenia się. Inna sprawa, że do dziś nikt nie wie po co Mędrzec chciał lądować na Słońcu

Po odprawianiu swojej armii Urukow i garstki ludzi potrzebnych do realizacji swojego szatańskiego planu Saruman usiadł przed telewizorem, włączył kanał puszczając jego ulubioną muzykę Disco-Polo i rzekł do slugi: "Tak oto Gandalfa dosięgnie moja zemsta". Ale wbrew jego przewidywaniom stało się dokładnie na odwrót.