Wszystko...

Przyjaciele to ludzie którzy nas najlepiej znają, rozumieją, na których zawsze możemy liczyć...
Z czasem każdy się zmienia, życie nas zmienia. Każdego inaczej, jednych bardzo - innych mało, za mało...

Rozdział 7 Ostatnia prosta

Każdy poranek w Wieży Gryffindoru oznaczał chaos i harmider a już szczególnie poniedziałkowe poranki, gdy po dwóch dniach luzu uczniowie nagle przypominali sobie, że Hogwart to jednak szkoła i że przez weekend zamiast tylko cieszyć się swobodą dobrze byłoby też odrobić prace domowe.

Ten poranek nie różnił się od innych a dla Harry'ego był nawet jeszcze bardziej głośny i nieznośny, po dwóch dniach spędzonych w towarzystwie Syriusza i Snape'a, którzy okazali się naprawdę dobrym towarzystwem - dla siebie nawzajem i dla niego i świetnie się razem bawili. Tyle, że nawet w najbardziej hałaśliwych momentach trzy osoby w wielkim zamku są ledwo zauważalne a siedem roczników Gryfonów w małej wieży - to jednak robi różnicę.

Harry w przeciwieństwie do dotychczasowych wyjazdów ze szkoły na wakacje czy ferie, tym razem naprawdę nie miał ochoty do niej wracać - nie miał jednak wyjścia. Na szczęście mógł sobie przedłużyć weekend do ostatniej możliwej chwili. Obaj mężczyźni zgodzili się, że nie ma potrzeby, aby musiał stawić czoło domownikom przy śniadaniu, więc zjadł je spokojnie z Syriuszem na Grimauld Place a potem wrócił kominkiem do gabinetu Snape'a na pół godziny przed zajęciami.

W sam raz, żeby pobiec do wieży po swoją torbę i uniknąwszy rozmów ze współmieszkańcami, którzy tak jak i on musieli się spieszyć, wrócić do lochów na swoje pierwsze zajęcia tego dnia - podwójne Eliksiry. Z tego był szczególnie zadowolony - to były jedyne zajęcia, które gwarantowały mu jeszcze kilka chwil spokoju. Na zajęciach Snape'a nikt nie odważy się rozmawiać na inny temat niż jedyny dozwolony, czyli szczegóły przygotowania eliksiru.

Na szczęście zaplanowany na dziś eliksir przerabiali już z Malfoyem na zajęciach dodatkowych, więc nie musieli obawiać się zwyczajowych niedopowiedzeń i pułapek w instrukcji, jakie Mistrz Eliksirów bezlitośnie stosował testując ich wiedzę i inteligencję. Jak na większości zajęć w tym roku, tylko eliksir Harry'ego i Draco spełniał wszystkie wymogi, choć tym razem Hermionie prawie udało się im dorównać.

Ponieważ prawie było tu kluczowym słowem i dziewczyna w przeciwieństwie do nich dostała jedynie Powyżej Oczekiwań, była w wyraźnie złym nastroju. Źle to dla niego wróżyło i Harry krzywił się nie tylko w duchu na myśl o czekającej go rozmowie.

Na razie jednak trzymał się Draco, który na szczęście nie miał do niego żadnych pytań, poza jednym: jak było na wyjeździe ze Snapem i Syriuszem?

Harry chętnie dzielił się z nim historyjkami o ich wspólnych rozrywkach i na co nie mógłby sobie pozwolić przy Hermionie: o walce ze skrzatami, które uradowane tym, że w starym zamku wreszcie miały komu służyć zasypywały ich stosami jedzenia i próbowały we wszystkim wyręczać.

Właśnie obaj zaśmiewali się z opowieści Harry'ego o tym, jak to Snape wypadł na korytarz ociekając wodą i dosłownie wykopując skrzaty, które próbowały umyć mu włosy, kiedy usłyszał dobrze mu znane chrząknięcie i stanowcze:

- Harry, czy możemy porozmawiać? - Hermiona jak ostatnio miała w zwyczaju patrzyła na niego smutno i surowo. Harry zastanawiał się, czy specjalnie wybrała chwilę kiedy był najbardziej radosny, żeby ją zepsuć.

Kiedy uniósł wzrok za Hermioną zauważył Rona, chłopak wzruszył ramionami z przepraszającą miną. Najwyraźniej jak zwykle przyciągnęła go za sobą, nie słuchając żadnych jego argumentów. Harry westchnął i rzucił szybkie Tempus.

- Jeszcze tylko dziesięć minut do Historii Magii, Herm. Czy jesteś pewna, że zdążysz z tym przed zajęciami? Może pogadamy na lunchu?

Hermiona spojrzała na Draco i ponownie na Harry'ego.

- Jasne, do zobaczenia.

Kiedy Gryfoni odeszli Draco spojrzał na niego pytająco. Harry wzruszył ramionami.

- Wiem, ona jest przemądrzała a Ron naiwny, ale to moi przyjaciele. Są przy mnie od lat. Ty już wszystko wiesz od ojca, ale ich musi zżerać ciekawość. - Tu zrobił zaaferowaną minę, rozglądając się wokół jak stara plotkara. - Co też Syriusz mi powiedział? - Trącił Draco ramieniem. - Może pójdziesz ze mną na tę rozmowę?

- Nie wydaje mi się, żeby twoja przyjaciółka była tym zachwycona.

- Ostatnio mało co ją zachwyca. - Mówiąc to Harry też nie wyglądał szczególnie radośnie. - Dlatego potrzebuję wsparcia. Ron co prawda zwykle zgadza się ze mną, ale boi się z nią zadzierać - potrzebuje jej pomocy przy pracach domowych. Ja na szczęście mam ciebie, więc mogę mówić co myślę. - Harry wyszczerzył zęby.

Draco udawał, że jest obrażony.

- Więc jestem ci potrzebny tylko do pomocy przy pracach domowych? - Zadarł arystokratyczny nos i wstał, udając że chce odejść.

Harry chwycił go za ramię i też wstał. I tak był już czas iść do klasy.

- Wiesz że bez ciebie zginę marnie. - Bezczelnie mu się podlizywał. - To jak z tym lunchem?

Draco pokręcił przecząco głową.

- Pogadaj z nimi sam, Ron jest w porządku, ale panna przemądrzała jest nie na moje nerwy. Siadamy razem?

Harry skinął głową. Dodatkowa chwila spokoju mu się przyda. Przez chwilę zamyślił się, czy to on tak bardzo się zmienił, czy Hermiona, że rozmowa z jego najstarszą i najlepszą przyjaciółką stała się dla niego przykrym obowiązkiem?

Razem z Draco weszli do klasy. Hermiona stała przez chwilę patrząc za nimi, aż Ron objął jej ramiona i pociągnął do środka.


Po historii magii, kiedy przyszła pora na lunch Harry pożegnał się z Draco przed Wielką Salą i ze starannie utrzymywanym życzliwym, serdecznym wyrazem twarzy podszedł do czekających na niego Hermiony i Rona.

- Już jestem. Może zgarniemy coś do zjedzenia i pogadamy w Pokoju Wspólnym? I tak musimy iść po peleryny przed zajęciami z Hagridem. - Uśmiechnął się radośnie, kierując się z nimi do stołu Gryffindoru.

Hermiona przez chwilę patrzyła na niego oszołomiona, aż Harry poczuł wyrzuty sumienia. Czyżby naprawdę był dla niej ostatnio tak nieprzyjemny, że zwykłe zachowanie ją zaskakiwało? Dziewczyna potrząsnęła głową.

- Oczywiście, świetny pomysł. - Szybko wzięli talerzyki z kilkoma kanapkami i po kubku herbaty i poszli do Wieży.

Usiedli na swoich stałych miejscach przy kominku i Harry zaczął opowiadać. Najpierw o tym, co Syriusz mu opowiadał o swoim procesie i wszystkich zeznaniach i wspomnieniach Glizdogona, potem o pomyśle Syriusza na ich wyjazd całą trójką ze Snapem, żeby uczcić jego odzyskaną wolność i uciec na chwilę z Kwatery, w której był tak długo zamknięty. Jak dobrze im było razem, bo mężczyźni już całkowicie zapomnieli o wzajemnych animozjach i świetnie się ze sobą dogadywali.

Kiedy tak z nimi siedział śmiejąc się z Ronem i odpowiadając na ich pytania, przez chwilę poczuł się jak za dawnych lat. Wtedy odezwała się Hermiona:

- Czy myślisz, że to wszystko prawda?

Harry spojrzał na nią zdezorientowany:

- Co takiego Herm?

- Te całe zeznania Glizdogona i jego wspomnienia.

Harry wymienił spojrzenia z Ronem.

- Przecież to dokładnie to samo, co mówił Syriusz. Wtedy mu wierzyłaś a teraz masz wątpliwości? - Spróbował nie denerwować się, wciągnął powietrze i wzruszył ramionami. Z Hermioną trudno było dyskutować, ale... - Glizdogon był szpiegiem i przekazywał Voldemortowi informacje, to on wskazał mu dom moich rodziców. - Przerwał na chwilę, biorąc głęboki wdech. - A potem kiedy Syriusz go dopadł upozorował własną śmierć. Hermiono, to fakty!

Dziewczyna przechyliła głowę, patrząc na niego z pochmurną miną.

- Wiesz dobrze, że nie o tym mówię. - Na jego pytające spojrzenie nastroszyła się i skrzywiona kontynuowała.
- Czy wierzysz, że to Dumbledore to wszystko zaplanował i wmanewrował Jego w tę zbrodnię?

Harry znowu musiał sobie przypomnieć, aby utrzymać spokój, choć miał ochotę trzasnąć ją w twarz a potem wyjść trzaskając drzwiami.

Mówił stanowczo i spokojnie.

- Syriusz, tak samo jak i sędziowie Wizengamotu jest przekonany, że zeznania Glizdogona są w całości prawdą. Wyglądał i zeznawał dokładnie tak jak powinien pod veritaserum. - Uniósł dłoń, by ją uciszyć. - Tego nie można zagrać, Hermiono a już na pewno nie umie tego zrobić Pettigrew. A i jego wspomnienia też nie budzą wątpliwości. Nikt przy nich nie majstrował. To wszystko było dokładnie tak jak opisał i pokazał.

Spojrzał Hermionie w oczy, dziewczyna nadal miała tę swoją firmową, zaciętą minę pod tytułem "Ja wszystko wiem najlepiej". Westchnął i dokończył.

- To wystarczyło, żeby uwolnić Syriusza, jeżeli chodzi o samego Voldemorta to oddali ten medalion Gryffindora do zbadania w Departamencie Tajemnic, jaka była dokładnie forma zaklęcia i jakie polecenia zaklął w nim twój Dumbledore.

Hermiona zachłysnęła się.

- Twój Dumbledore! - Niemal załamała ręce. - Harry, jak możesz?

Tym razem Harry już nie wytrzymał.

- Jak mogę? Hermiono - on kazał zabić moich rodziców!- Przełknął ślinę. - ...I mnie. Jak możesz uważać, że nadal będę trzymał jego stronę? Sędziowie nie znają dokładnie treści jego zaklęcia, bo po śmierci dyrektora bardzo osłabło, ale nie mają wątpliwości, jaki był jego cel. - Uniósł głos, widząc, że chciała mu przerwać. - Ale nawet gdybym nie dowiedział się o tej sprawie, to już wcześniej mu przestałem wierzyć.

Opuścił głowę przerywając, ale szybko ją podniósł i ciągnął dalej:

- To on umieścił mnie u Dursleyów i kazał mi tam wracać, nawet kiedy już byłem w szkole. - Znowu uniósł wzrok. - Nie mów, że to dla mojego dobra, chciał żebym cierpiał i żebym nienawidził Voldemorta, bo cały czas mówił, że to jego wina.

Hermiona postanowiła się wtrącić.

- Harry, on na pewno nie wiedział...

- Na Boga Hermiono, mój pierwszy list był zaadresowany na Komórkę Pod Schodami! Bardzo dobrze wiedział gdzie mieszkam, widział, że byłem przepracowany i niedożywiony. Jeżeli dla ciebie nadal jest bohaterem to naprawdę masz problemy a jeżeli myślisz, że ja powinienem go jeszcze kochać i szanować, to poszukaj sobie nowego przyjaciela, bo ja nie będę tego słuchać już nigdy więcej!

Wstał i wyszedł do dormitorium, czując, że jeszcze chwila, jeszcze jedno jej słowo i naprawdę ją uderzy.

Kiedy wszedł do swojego pokoju usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Po chwili usłyszał ostrożne kroki a potem jego łóżko ugięło się pod siadającym obok przyjacielem. Ron położył mu rękę na ramieniu.

- Przykro mi, Harry. Wiem, że to cie boli, ale znasz Hermionę. Nigdy nie chce przyznać się do błędu, ale kiedy będzie już w tej sprawie wyrok Wizengamotu to myślę, że wreszcie przejrzy na oczy i sama cię przeprosi.

Harry opuścił ręce i spojrzał na przyjaciela.

- Wiem Ron, ale to nie jest sprawa jakiejś teorii z historii magii, czy rzucania zaklęć. To moje życie, które w ostatnich miesiącach się zawaliło i składam je na nowo. Muszę wszystko na nowo sobie poukładać i przewartościować a nie powtarzać stare kłamstwa.

Ron niezręcznie objął go ramieniem, w końcu chłopaki nie robią takich rzeczy, ale Harry i tak poczuł się lepiej i trochę się uspokoił.
- Przykro mi stary, to straszne. Ale chyba lepiej teraz, kiedy to wiesz, niż gdyby cię dalej oszukiwali?

Harry przymknął oczy - Ron bezbłędnie wychwycił to, co dla niego najważniejsze... a on zawsze uważał go za naiwnego i nie łapiącego aluzji. Spojrzał koledze w oczy.

- Dzięki Ron, faktycznie tak jest lepiej. I naprawdę, zwykle wszystko jest ze mną w porządku, - przerwa, - tylko Miona mnie wkurza.

Ron wzruszył ramionami.

- Fakt, w tym to jest naprawdę dobra. - Spojrzał na niego lekko zagryzając wargę, z uśmiechem w głębi oczu. Harry nie mógł się powstrzymać i wybuchnął trochę histerycznym śmiechem. Przez chwilę chichotali razem.

Wreszcie Harry spoważniał.

- Tak, to potrafi najlepiej, ale ja naprawdę już tego nie zniosę więc dopóki nie przestanie startować do mnie z takimi tekstami... trzymaj ją z daleka ode mnie.

- Jasne Harry. Wiem jak jest. Spróbuję ją przekonać żeby przejrzała na oczy a jak się nie da, to nie dopuszczę, żeby z tobą znowu o tym gadała.

Harry kiwnął na zgodę i rzucił Tempus.

- Cholera, zajęcia się zaczęły, łapmy peleryny i lecimy. - Szybko zebrali się i zbiegli na dół. Hermiony już na szczęście nie było. Harry poczuł prawdziwą ulgę i z lżejszym sercem pobiegł za Ronem na błonia na zajęcia z Hagridem.


Ron dotrzymał słowa i najwyraźniej udało mu się przynajmniej w części dotrzeć do Hermiony, bo co prawda nie przyznała jeszcze, że nie miała racji, ale przynajmniej nie poruszała już więcej tego tematu. Zresztą mieli pilniejsze rzeczy na głowie: coraz bliższe SUM-y. Ponieważ Hermiona wciąż przerabiała z Ronem podstawy, Harry częściej uczył się z Draco, który był na dokładnie takim samym etapie przygotowań jak on.

Razem chodzili na dodatkowe zajęcia u Snape'a i przesiadywali też u niego w lochach szukając informacji w udostępnionej dla nich prywatnej bibliotece. Często też profesor wyjaśniał im różne wątpliwości, nie tylko z zakresu Eliksirów ale i Obrony przed Czarną Magią.

Był w niej na pewno lepszy, niż przysłany przez Ministerstwo na to stanowisko jeden z urzędników Departamentu Przestrzegania Prawa, nikomu nieznany gryzipiórek - James Newman. Minister zdecydowanie stawiał na to, by ich ostatecznie przekonać, że czarna magia jest złem, niż faktycznie czegokolwiek uczyć. To całkiem zrozumiałe, skoro przewidywał przyszłą konkurencję w osobie Czarnego Pana.

Jednak dla osób, które chciały nauczyć się czegoś więcej niż frazesów lekcje nie miały dużej wartości. Za to pomoc Snape'a, który czarną magię znał i jej używał była nieoceniona, znał drobne niuanse, ale też i ważne wielkie różnice, których nie było w książkach. Można je było poznać stosując zaklęcia i tak jak przy Eliksirach przekazywał je tylko wybranym, którzy na to zapracowali i zdobyli jego zaufanie.

Na zajęciach z obrony rzadko ćwiczyli zaklęcia, ale kiedy do nich dochodziło gołym okiem było widać, że Harry i Draco są o lata świetlne przed całą resztą, także Hermioną, którą to bardzo gryzło, bo był to już drugi przedmiot, w którym byli od niej lepsi. W końcu do tej pory to ona była ze wszystkiego najlepsza i zawsze uważała się za mądrzejszą od swoich przyjaciół. Tymczasem okazało się, że wystarczyło, by Harry miał spokojny dom i życzliwych nauczycieli i bez problemu ją przewyższył. To ją zabolało.

Harry był tak zajęty, że nawet nie zauważył kiedy przyszły i minęły Święta Wielkiej Nocy a po nich w gazetach pojawiły się informacje o wyznaczeniu przez Wizengamot na 30 kwietnia terminu procesu Czarnego Pana - Lorda Voldemorta oskarżonego o zamordowanie Lilly i Jamesa Potterów. Na szczęście większość uczniów bardziej pasjonowała teraz nauka niż sensacje i skończyło się tylko na ciekawskich spojrzeniach kierowanych w jego stronę.

Bardziej intensywnie wgapiała się w niego Hermiona, ale bohatersko dotrzymywała słowa i nie poruszała tego tematu, ograniczając się do dyskusji o lekcjach i egzaminach.

Wreszcie dzień procesu nadszedł i minął. Następnego dnia przy śniadaniu na stole czekał na niego Prorok Codzienny, w którym ukazał się obszerny artykuł opisujący styczniowe przesłuchanie Glizdogona i szczegóły udowodnionej bez żadnej wątpliwości intrygi uknutej przez Albusa Dumbledore'a. Co do samego procesu, to opis był krótki. Wszyscy sędziowie zgodzili się, że Lord Voldemort był niewinny, zresztą tak też wnosił oskarżyciel i taki wydano wyrok.

Koniec i kropka.

Było zdjęcie, na którym Lord Voldemort opuścił Ministerstwo jako wolny człowiek, uśmiechnięty szeroko i wyrażający swoją radość z wyroku, bo wreszcie doczekał się sprawiedliwości. Harry najbardziej zapamiętał jednak jego stwierdzenie, że: wolałby, żeby ten proces nie był konieczny a to, do czego go zmusił Dumbledore i tak będzie go prześladować do końca życia.

Harry czuł na sobie wyczekujące spojrzenia całej Wielkiej Sali, gdy czytał ten artykuł, ale nie dał im nic do skomentowania. Zamknął spokojnie gazetę i wziął grzankę, po czym uśmiechnął się do Rona i zagadnął go o ostatnie zajęcia z Trelawney. Obaj zaśmiewali się z prezentowanej przez nią ostatnio metody wróżenia z kłębków kurzu.


W trakcie popołudniowej sesji kucia z Draco, natrafili na sprzeczne informacje co do jednego z zaklęć obronnych i przed obiadem Harry zaczepił Snape'a z prośbą o zezwolenie na ponowne skorzystanie z jego ksiąg i też o wyjaśnienie im spornej kwestii. Profesor natychmiast się zgodził, ale poprosił, by Harry przyszedł sam, bo chce z nim o czymś jeszcze pomówić.

Trochę zaintrygowany, choć nie zdziwiony gdyż Snape często miał do niego jakieś sprawy związane ze swoją nad nim opieką, albo jakieś informacje od, czy też dla Syriusza, Harry stawił się punktualnie o dziewiętnastej pod komnatami profesora.

Zapukał i po krótkim: - Proszę. - Wszedł do środka.

Najwyraźniej Snape zaplanował poważną rozmowę, bo zamiast zwyczajowego stołu zarzuconego pergaminami z pracami uczniów do sprawdzania przy kanapie stał mały stolik z jego ulubionym piwem kremowym. Intrygujące, ale zanim przejdą do innych spraw najpierw Harry musiał załatwić sprawę zaklęcia.

Szybko wyciągnął książkę do obrony i postawił swoją torbę na podłodze obok kanapy. Znalazł zaznaczony fragment i swoje notatki i od razu przeszedł do rzeczy:

- W naszym podręczniku jest napisane, że tarcza mentalna Bregana chroni przed wszystkimi zaklęciami, ale tylko zaklęciami i mogą ją ominąć każde fizyczne obiekty, ale pamiętam, że czytałem u ciebie książkę Bregana i on sam napisał, że mogą ją przebić tylko te przedmioty, które są poruszane siłą mięśni, bo jeżeli przenosimy je zaklęciem, to zostaną zatrzymane, tak samo jak każde bezpośrednie zaklęcie. - Podniósł wzrok znad papierów patrząc pytająco na Snape'a.

- Dobrze pamiętasz. Bregan tak właśnie skonstruował swoje zaklęcie,

Harry zasępił się.

- No właśnie, to co mamy napisać jak będzie takie pytanie na egzaminie? Jeżeli podam prawidłową odpowiedź to mnie obetną, bo nie będzie zgodna z podręcznikiem a jak podam z książki, to egzaminator uzna, że nic nie wiem. - Zamyślił się. - Myślisz, że będzie można na pytania wprost odpowiadać opisowo? Nie było tego w instrukcjach, które przeglądaliśmy z Draco.

Severus patrzył na niego z powagą, ale w duchu puchł z dumy. Jego Harry od czasu gdy przestał polegać na Hermionie i zaczął się uczyć razem z Draco stał się jednym z najlepszych uczniów na roku i wszystko wskazywało, że może też mieć najlepsze wyniki na SUM-ach. Oczywiście poza Wróżbiarstwem, ale tego przedmiotu, szczególnie od kiedy uczyła go Trelawney nikt nie brał poważnie.

Nie żeby uważał, że naprawdę to jego opieka się do tego aż tak przyczyniła, ale też nie miał zamiaru zaprzeczać, jeżeli ktoś inny tak uzna i bez problemu był gotów przyjmować gratulacje.

Uśmiechnął się do chłopaka.

- Jeżeli pasuje ci więcej niż jedna odpowiedź możesz je podać, ale z wyjaśnieniem, dlaczego wszystkie są poprawne.

Harry pokiwał głową. To miało sens, ale przy egzaminach lepiej się upewnić, żeby nie polec przez nadgorliwość.

- Mogę jeszcze raz wziąć tę książkę? Jest tam jeszcze trochę o innych tarczach, które chcemy razem z Draco powtórzyć.

- Oczywiście, Harry. - Snape wstał i wyciągnął z półki omawiane dzieło, podając je Harry'emu.

Chłopak zapakował obie książki do torby i rozsiadł się wygodniej. Wyciągnął rękę po kremowe patrząc pytająco na profesora. Snape skinął głową.

- Częstuj się. Zamówiłem je u skrzatów specjalnie dla ciebie. - Harry podziękował i nalał sobie szklaneczkę.

Wziął pierwszy łyk i czekał aż Snape przejdzie do sprawy, o jakiej chciał z nim dzisiaj pomówić. Profesor najwyraźniej nie wiedział jak zacząć, bo też odchylił się na oparcie fotela, popijając swoją herbatę. Harry wiedział, że nie ma co go ponaglać i czekał cierpliwie, ciesząc się kremowym.

Snape nie bardzo miał pomysł, jak to załatwić, ale odkładanie nic tu nie ułatwi. Westchnął i zaczął.

- Wiesz Harry, że na polecenie Dumbledore'a szpiegowałem Lorda Voldemorta.

- A na polecenie Voldemorta szpiegowałeś Dumbledore'a. Tak, wiem.

- Po śmierci dyrektora jeszcze nie byłem pewien, po której stronie stanąć ale teraz, kiedy wyszły na jaw jego machinacje, - przerwa na głębszy wdech. - Wracam na stronę Czarnego Pana.

- Rozumiem. - Zapewnił go Harry i faktycznie rozumiał. Wiedział z rozmowy z Syriuszem po tym, jak Snape został jego opiekunem, że ten przeszedł na Jasną Stronę po zabójstwie jego matki. Teraz kiedy okazało się, że to nie wina Voldemorta tylko właśnie Jasnego Pana, to naturalne, że Snape wrócił na Mroczną stronę. - Naprawdę rozumiem. - Powtórzył jeszcze raz, by go uspokoić. Wiedział, że profesorowi nie było łatwo mu to powiedzieć, ale przeczuwał też, że nie tylko o to chodziło.

Snape poczuł się lekki jak piórko, Harry go rozumiał i wszystko między nimi było OK. Ale to był tylko wstęp do prawdziwej sprawy, zatem kontynuował.

- Czarny Pan zapewnił mnie, że nie ma nic przeciwko tobie, przeciwnie - gdy się dowiedział, że przyrzekłem twojej matce, że będę ciebie chronić, kazał mi przyrzec to samo także jemu.

Harry spojrzał na niego lekko oszołomiony. Czarny Pan chce go chronić. To coś nowego, chociaż w sumie to nawet logiczne a przynajmniej zgodne z jego obecnym wizerunkiem. Spojrzał na Snape'a czekając na ciąg dalszy. Było dla niego oczywiste, że to wciąż nie jest główna sprawa, o jakiej chciał rozmawiać z nim profesor.

Severus wziął głęboki wdech i przeszedł do sedna.

- Teraz kiedy Lord Voldemort został już uwolniony od zarzutów, chciałby się z Tobą spotkać osobiście i porozmawiać o tym wszystkim co się wtedy zdarzyło i co teraz będzie z wami. Oczywiście rozumie, że możesz nadal mu nie ufać na tyle, by spotkać się z nim prywatnie, więc spotkanie ma być w Hogwarcie. W obecności prasy, żeby całe społeczeństwo miało pewność, że spotykając się z nim jesteś bezpieczny.

Harry uniósł lewą dłoń i przeczesał włosy, po czym oparł ją o usta, zagryzając dolną wargę.

Nie miał wątpliwości, że Voldemort mu bezpośrednio nie zagrozi, to nie byłoby w jego interesie a Czarny Pan zawsze dbał o swoje interesy, no może poza czasem, gdy rządził nim Dumbledore - ale to już minęło. Nie był jednak pewien, co do tego spotkania. Z jednej strony faktycznie chciałby z nim porozmawiać i dowiedzieć się więcej a z drugiej już to co wiedział wystarczająco zakręciło jego życiem.

Opuścił dłoń i spojrzał na Snape'a.

- A kiedy chciałby się spotkać?

Snape odetchnął z ulgą, Harry nie odrzucił od razu tego pomysłu. To już dobrze.

- Nie teraz. Po SUM-ach, żebyś miał już spokojną głowę a żeby nie gnębili cię reporterzy Malfoy będzie to załatwiał w czasie wolnych dni po egzaminach. Samo spotkanie odbyłoby się tuż przed końcem roku szkolnego więc po nim też będziesz mógł ich uniknąć.

Harry wciągnął głęboko powietrze i głośno wypuścił.

- Dobrze. - Na pytające spojrzenie Snape'a sprecyzował. - Dobrze, zgadzam się. Spotkam się z nim, tak jak to proponuje.

Severus odetchnął równie głęboko. Sprawa załatwiona.

- Dziękuję Harry. Załatwię wszystko z Lucjuszem w twoim imieniu, żebyś nie musiał się tym przejmować i zapewnię ci wszelką wygodę i bezpieczeństwo. - Wyrzucał z siebie coraz szybszym tonem, potem zrobił przerwę i spojrzawszy chłopakowi w oczy, już spokojnie dodał. - Myślę, że ta rozmowa może ci pomóc uporać się z tym całym bałaganem.

Harry pokiwał głową, też tak myślał i znowu oparł się o kanapę dopijając resztę piwa. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie naprzeciwko: "Pora iść spać"

Rzucił Tempus. No tak, już cisza nocna. Szybko dokończył kremowe i odstawił szklankę.

- Jeżeli to wszystko, profesorze to lepiej już pójdę do Wieży.

Severus wstał i podszedł do biurka.

- Tak, słusznie, już ci wypisuję pozwolenie na przejście po korytarzach.

Harry podniósł swoją torbę i wziąwszy przepustkę z krótkim skinieniem na dobranoc zniknął za drzwiami.

Snape z powrotem zamienił stolik na swój stół do pracy i usiadł na swoim wygodnym fotelu do pracy. Podgrzał zaklęciem swoją herbatę i sączył ją analizując dzisiejszą rozmowę z Harrym.

Wcześniej nie za bardzo miał ochotę zaczynać ten temat i gdyby nie bezpośrednie polecenie Czarnego Pana na pewno odkładałby ją, jak tylko się dało. Jednak wszystko poszło o wiele lepiej niż miałby odwagę się spodziewać.

Powiedział Harry'emu prawdę i dalej wszystko między nimi w porządku. Przy tym spełnił polecenie swojego Pana i już jutrzejszego dnia będzie mógł zanieść mu wyczekiwaną odpowiedź.

Poczuł się dość dziwnie i przez chwilę próbował ustalić o co chodzi.

I nagle zrozumiał. Był naprawdę zadowolony - a wręcz szczęśliwy. Od lat już się tak nie czuł i zdążył zapomnieć, jak to jest. Miał jednak przeczucie, choć może tylko nadzieję, że od teraz może się do tego przyzwyczajać.


Po południu następnego dnia po przekazaniu przez Harry'ego wyników konsultacji ze Snapem, wzięli się z Draco z nowym zapałem do przekopywania ksiąg z obrony.

Harry'ego jednak dręczyła jedna rzecz, którą powiedział mu Snape w późniejszej rozmowie. Voldemort chciał mieć z nim dobre układy i zacząć od nowa, dlatego kazał Snape'owi na poważnie o niego zadbać.

W tamtym czasie unikał zastanawiania się nad tematem, ale teraz gdy o tym pomyślał, faktycznie to nagłe ocieplenie jego stosunków ze Ślizgonami od początku roku szkolnego było zbyt nagłe i zbyt kompletne, by nie być wyreżyserowanym a wręcz sterowanym zachowaniem.

Chociaż teraz wyraźnie się lubili, Harry dobrze widział, jak Snape na początku walczył ze sobą, by być wobec niego w porządku.

Malfoy co prawda nie miał z tym aż takich problemów. Ale on na pewno też robił to, co mu kazano. Harry czuł, że lepiej byłoby nie tykać tego tematu, ale musiał wiedzieć.

- Draco... - Zaczął powoli, ostrożnie. Chłopak podniósł wzrok zaniepokojony jego tonem. - Snape mi wczoraj powiedział, że to Voldemort kazał mu zakończyć ten konflikt ze mną... - Przełknął ślinę, bo nagle zaschło mu w gardle. - Czy tobie też? - Opuścił wzrok na blat stolika, czekając na odpowiedź.

Przez chwilę panowała cisza, potem Draco zaczął równie ostrożnie i z namysłem.

- Kiedy byłem mały ojciec mi opowiadał o najnowszej historii czarodziejów i oczywiście też o tobie. Byłeś dla mnie ważną postacią i kiedy szedłem do szkoły bardzo chciałem cię poznać. Zresztą ojciec mówił, że po upadku Voldemorta nasza pozycja jest dość chwiejna, mimo że nic mu nie udowodnili. Moja przyjaźń z tobą miałaby w tym pomóc. Pamiętasz jak cię zaczepiłem od razu jak się zobaczyliśmy. - Lekko speszony kontynuował ze skrzywioną miną.

- Teraz wiem, że źle zacząłem, ale z tego co o tobie wiedziałem - bohater z bogatej rodziny, myślałem że będziesz podobny do mnie, z takim samym wychowaniem i postawą. Mocno się pomyliłem, Ron dorzucił swoje i ty od razu mnie skreśliłeś. Potem trafiłeś do Gryfonów i już dalej to samo się napędzało... - Draco spojrzał na swoje dłonie i nie podnosząc wzroku kontynuował.

- Ale ciągle jeszcze miałem dla ciebie ten dziecięcy podziw a to jak się zachowywałeś i te wszystkie bohaterskie wyczyny jeszcze go podsycało. Tylko że wtedy gdy wiadomo było, że Czarny Pan powraca ojciec już nie chciał żebyśmy się przyjaźnili - przeciwnie. Nie miałem więc wyjścia. - Podniósł wzrok.

- To nie tak, że teraz zaprzyjaźniłem się z tobą bo mi kazano, raczej już nie kazano mi być dalej twoim wrogiem. - Zatrzymał się na chwilę. - Naprawdę cię lubię Harry, chyba nie myślisz, że to udawałem?

- Też cię lubię i wiem, że nie udawałeś. Jesteś beznadziejnym kłamcą. Może to jest obowiązkowa cecha w Slytherinie, ale akurat dla ciebie musiało jej zabraknąć. - Powiedział ze śmiechem w głosie. Po przemowie Draco od razu poczuł się lepiej.

- Hej, jestem świetnym kłamcą. - Obruszył się Ślizgon, choć i jemu humor wyraźnie powrócił po słowach Harry'ego.

- Nie, nie jesteś i właśnie taki mi się podobasz. To komplement, młotku. - Harry uśmiechnął się życzliwie.

Draco lekko się zaczerwienił, ale spojrzał z wyższością.

- Uczyłem się sztuki wygłaszania komplementów, panie Potter i "młotku" do nich nie należy.

Harry aż zamrugał. - Uczyłeś się komplementów?

- Oczywiście, to podstawy dobrego wychowania. Ojciec mnie uczył od małego. - Draco powiedział z przekonaniem i na widok posmutniałej miny Harry'ego, szybko dodał. - Jakbyś chciał to po SUM-ach mogę cię trochę zapoznać z czarodziejską kulturą.

Harry spojrzał na niego, drapiąc się po głowie. Malfoy zmarszczył brwi i Harry szybko opuścił rękę. No tak, to na pewno były podstawy kultury. Skrzywił się.

- Raczej z kulturą w ogóle. Dursleyowie się tym nie przejmowali. Dzięki Draco, myślę, że to jest mi potrzebne, szczególnie jeżeli chcę myśleć o jakiejkolwiek porządnej pracy a już zwłaszcza w Ministerstwie.

Draco skinął głową.

- To jesteśmy umówieni. Czy teraz możemy wracać do pracy? - Harry też w odpowiedzi skinął głową i wrócili do swojej księgi.


Byli głęboko zagłębieni w dyskusji, kiedy do ich stolika dosiadł się Ron. Draco właśnie tłumaczył Harry'emu jeden z zapisów.

- Tu jest napisane, że to nie dotyczy niemagicznych stworzeń. Nie możesz go testować na szczurze, młotku. - Draco wyraźnie spodobało się to określenie.

- Jak szczura transmutuję z czegoś, to jest magiczny. Młotku! - Harry był przekonany o swojej racji.

Zanim jednak zdążyli się na poważnie pokłócić wtrącił się Ron parskając śmiechem.

- Widzę, że obsypujecie się komplementami.

Draco spojrzał na Harry'ego ze złośliwym uśmieszkiem.

- No to już wiem, kto ciebie uczył.

Obaj wybuchnęli śmiechem, ku zdumieniu Rona. Harry opanował się z trudem.

- Prywatny żarcik, Ron. - Z troską spojrzał na wyraźnie smutną twarz kolegi. - Coś się stało? Wyglądasz nie za bardzo.

Ron westchnął.

- Hermiona uczyła się o tym zaklęciu oszałamiającym na jutrzejsze zajęcia z obrony i postanowiła, że dowiedziała się dość, by je wypróbować. Chciała je rzucić na Krzywołapa, ale że ten nie jest głupi - zwiał a zaklęcie odbiło się od krzesła i trzasnęło ją samą. Leży nieprzytomna w skrzydle szpitalnym. Pani Pomfrey mówi, że nie wiadomo czy dobrze je rzuciła, więc na razie lepiej nic nie robić. Do wieczora powinno samo przejść, jak nie to Newman i Snape się tym zajmą.

- Ta dziewczyna ma tupet i że też nie żal jej własnego kota na królika doświadczalnego. - Draco był bardziej przejęty wykorzystywaniem zwierzaka niż losem Hermiony.

Ron próbował ją bronić.

- Ale wszystko dokładnie przeczytała w książce i była pewna, że umie je wykonać.

Harry też poczuł się w obowiązku wtrącić swoje.

- Ona naprawdę dobra jest w uczeniu się z książek.

Draco wzruszył ramionami.

- Z książek to można się nauczyć teorii, po to mamy zajęcia z profesorami, żeby nam te teorie przetłumaczyli na praktykę. Pewność siebie tego nie zastąpi. Sami opowiadaliście, jak to pobiegła do lochów po odkryciu, że chodzi o bazyliszka i została spetryfikowana, albo jak się chwaliła, ze pierwsza zdobyła włos do wielosokowego i zmieszała się z kotem. Do takich rzeczy nie starczy dobrze zakuwać, trzeba mieć moc, talent i szczęście. Ty to masz, ona nie.

Harry będąc szczerym wobec siebie, musiał przytaknąć. Spojrzał na zmartwionego przyjaciela.

- Dobra Ron, pójdę do niej po obiedzie, przed naszymi dodatkowymi Eliksirami. - Ron spojrzał na niego z lekkim wyrzutem. Harry nie lubił się tłumaczyć. - No co? Teraz i tak jest nieprzytomna, a do wieczora może się ocknie. Przecież od mojej wizyty się jej nie polepszy, nawet o niej nie będzie wiedziała. Sama zawsze powtarza, że nauka jest najważniejsza a my naprawdę musimy to teraz skończyć, zbieramy tematy do zapytania Snape'a po zajęciach. - Spojrzał na Rona pytająco - A może chcesz pouczyć się z nami?

Rudzielec natychmiast zerwał się z krzesła.

- O nie, dzięki, to nie moja bajka. Zajrzę do Miony a potem odsapnę w Pokoju Wspólnym, dopóki jej nie ma. Jak się ocknie to znowu mnie zagoni do nauki. - Szybko zniknął za drzwiami biblioteki, zanim zdążyli coś odpowiedzieć.

Harry wzruszył ramionami i z powrotem wrócili do dyskusji nad książką. Naprawdę mieli mało czasu a materiału mnóstwo.

Tak ich pochłonęła nauka, że na obiad pobiegli w ostatniej chwili i potem Harry szybko popędził do szpitala, żeby dotrzymać słowa danego Ronowi. Kiedy wszedł Hermiona już siedziała nad książkami, najwyraźniej wszystko z nią było w porządku.

Z Ronem za to gorzej. Z cierpiętniczą miną słuchał jej narzekań, że przez pół dnia nic nie zrobił. Gdy zobaczył Harry'ego natychmiast zerwał się z nadzieją, że ten go uwolni, ale Harry nie miał takich planów.

Pogratulował dziewczynie szybkiego wyzdrowienia, nie poruszając kwestii, że sama sobie zrobiła krzywdę i wykorzystał stałą wymówkę, że nie chce im przeszkadzać w nauce, zresztą on sam też już musi przyśpieszyć, żeby zdążyć na dodatkowe zajęcia z eliksirów.

Ron popatrzył na niego z rozpaczą i z wyrzutem, ale Harry tylko wzruszył ramionami. Naprawdę nie miał czasu.


I wreszcie nadszedł dzień, a raczej dni, by sprawdzić tę wiedzę. Dwa napakowane tygodnie codziennych SUM-ów. Z przedmiotów obejmujących wykłady i ćwiczenia: rano teoria, po południu praktyka. Te teoretyczne były ułożone po dwa dziennie. Przynajmniej tak było dla Hermiony, Harry który wziął tylko przedmioty, które go interesowały (czyli te, które musiał obowiązkowo zaliczyć, by startować na Aurora), nie do wszystkich podchodził, więc miał trochę wolnego czasu na powtarzanie przed ostatnimi egzaminami. Ron, który także zdawał tylko absolutne minimum, nie mając jeszcze żadnych planów na swoją przyszłość po szkole, cały drugi tydzień miał wolny.

Przez tydzień po egzaminach, gdy egzaminatorzy i wykładowcy ustalali ich wyniki, uczniowie mieli wolne i mogli pojechać do domu (a jego dom był teraz na Grimauld) - z czego wszyscy skwapliwie skorzystali.

Harry był pewien, że poszło mu dobrze, zresztą nawet gdyby tak nie było nie mógł teraz już nic na to poradzić. Wypuścił więc z siebie całe napięcie związane z egzaminami i ze spokojną głową poszedł spać, by obudzić się następnego ranka wypoczęty i radosny. Zszedł, a właściwie zbiegł na dół lekkim krokiem.

I wtedy na stole przy śniadaniu zobaczył Proroka Codziennego ze swoim zdjęciem na pierwszej stronie, a obok zdjęciem Voldemorta... i przypomniał sobie coś innego, coś co przez ostatnie półtora miesiąca zamknął głęboko w umyśle i wyrzucił klucz. Teraz nie miał już nic innego na głowie i ta sprawa zajęła wszystkie jego myśli.

Lucjusz Malfoy załatwiał sprawę, tak jak się umówili.

Spotkanie Chłopca, Który Przeżył z Czarnym Panem, Który Próbował Go Zabić.

Harry miał wystarczająco wiele własnych przemyśleń, by nie czytać cudzych, zamknął zatem gazetę i odłożył na bok. Wziął od skrzata kawę i tosty i zaczął jeść śniadanie, nie czekając na Syriusza, który już wczoraj mu mówił, że wybiera się rano na Pokątną, po jakieś pilne sprawunki.

Postanowił, że gdy jego chrzestny powróci, poprosi go o ponowny wyjazd do Szkocji a przynajmniej aby pozwolił jemu tam pojechać. Nie chciał spędzić tygodnia siedząc w domu a tym bardziej, po tym artykule nie chciał wyjść do miasta.


Kiedy już skończył jeść poszedł do biblioteki i wyciągnął "Quidditch przez wieki". Ostanie kilka miesięcy zajmował się wyłącznie nauką, to pomoże mu się odprężyć i wyjść z trybu Ucznia.

Wreszcie usłyszał szum w kominku i zaraz wyszedł z niego Syriusz z jakąś podłużną paczką.

- O, tu jesteś Harry. - Wyraźnie ucieszony jego widokiem Syriusz wyciągnął pakunek w jego stronę. - Byłeś ostatnio niezwykle poważny i zapracowany, pomyślałem, że to wynagrodzi ci tę ciężką pracę i pomoże się rozerwać. Moglibyśmy znowu pojechać do Szkocji, jeżeli zechcesz. - Dokończył Syriusz.

Harry przyjął pakunek, jego kształt coś mu przypominał, ostrożnie rozwiązał sznurek i rozwinął papier. Miał rację: miotła a właściwie Miotła, najnowszy model Błyskawicy z limitowanej edycji dla profesjonalnych graczy. Podniósł wzrok na Syriusza, w oczach miał łzy,
- Syriuszu to... to naprawdę cudo, ale ja nie mogę jej przyjąć, musiała kosztować fortunę.

Syriusz przewrócił oczami i niecierpliwie machnął ręką.
- Ważne, że ci się podoba. Mam tylko jednego chrześniaka i jestem ci winien prezenty za ponad czternaście lat - Głos mu się załamał na ostatnich słowach, odchrząknął i kontynuował z entuzjazmem.

- To jak, co ty na to? Jedziemy do Szkocji? Będziesz mógł sobie spokojnie polatać z Hardodziobem i przyzwyczaić się do nowej miotły.

Harry entuzjastycznie pokiwał głową.
- Sam chciałem cię o to spytać. Nie mam ochoty zostawać w mieście.

Mężczyzna zmrużył oczy i spojrzał badawczo.
- To ten artykuł? Snape mówił mi, że zgodziłeś się na spotkanie z Czarnym Panem. Jeżeli nie jesteś pewien, możesz to odwołać.

Harry pokręcił przecząco głową.
- Jestem pewien, tylko nie chcę o tym rozmawiać, ani się przed nikim z tego tłumaczyć.

- Tak, rozumiem. - Syriusz pokiwał głową i przechylił ją pytająco. - To ruszamy?

Chłopak pokiwał entuzjastycznie głową i podał mu miotłę.
- Skoczę na górę po torbę, jeszcze jej nie rozpakowałem. - Szybko wbiegł po schodach i po dwóch minutach był z powrotem. Syriusz roześmiał się na ten pośpiech, ale tylko pokręcił głową, bez słowa podając mu miotłę i podsunął pudełko z proszkiem fiuu.

Już po chwili byli znowu w Zamku Black.

Harry rzucił torbę skrzatom i od razu pobiegł z miotłą na zewnątrz. Z radosnym okrzykiem wzbił się w niebo, a gdy krążył nad zamkiem dołączył do niego hipogryf. Ścigali się i dryfowali z prądem przez kilka godzin. W końcu Harry skonany, ale pewny, że miotła go niczym nie zaskoczy zleciał na ziemię i pożegnawszy się z Hardodziobem udał się do zamku umyć się i przebrać przed lunchem.

Po południu wyszli z Syriuszem na spacer wzdłuż jeziora. Mężczyzna rozumiał, że chrześniak nie chce rozmawiać o Voldemorcie i nie poruszał tego tematu. Zamiast tego opowiedział mu o swoim życiu przez ostatnie kilka miesięcy, gdy odnawiał kontakty towarzyskie i dokonywał przeglądu majątku Blacków.

Biorąc pod uwagę brak nadzoru przez czternaście lat skrzaty spisywały się nad wyraz dobrze. Wszystko było zadbane, w dobrym stanie. Oczywiście w domach trzeba było wprowadzić trochę zmian, bo technika poszła do przodu a skrzaty co prawda pilnowały majątku, ale same nie dokonywały nowych zakupów i ulepszeń.

Dużą pomocą dla Syriusza okazał się Remus, który po zwolnieniu z Hogwartu nie znalazł stałego zajęcia i z chęcią pomagał mu w wielu sprawach. Teraz jednak z uwagi na bliskość pełni zaszył się w swoim domku na wzgórzach i wróci dopiero za tydzień.

Harry trochę żałował, że nie miał możliwości spotkania z wilkołakiem, ale z drugiej strony Remus czasami był równie uczuciowy i natarczywy jak Hermiona i pewno chciałby mu pomóc rozmową a Harry nie tego potrzebował. Chciał teraz tylko odpocząć i bawić się a to doskonale zapewniał mu Syriusz.

Tylko wieczorami, gdy leżał w łóżku przed zaśnięciem rozmyślał o tym, jak to będzie. Jaki naprawdę jest ten Czarny Pan i co mu powie. Miał ogólne pojęcie o poglądach Voldemorta i o jego celach, mógł sobie wyobrazić dlaczego chciał tego oficjalnego pojednania i co mogło mu dać, ale nie miał żadnego pojęcia, jak chce się do tego zabrać. Czarny Pan był bardzo pomysłowy i zagadkowy.

Dlatego nie próbował sobie wyobrażać tego spotkania. Wiedział, że i tak będzie dla niego zaskoczeniem.


Czas płynie szybko, gdy się dobrze bawisz, Harry ani się nie obejrzał, gdy musiał wracać do Londynu a zaraz potem do Hogwartu. Postanowił zostawić miotłę na Grimauld, bo i tak w szkole nie będzie już miał okazji polatać.

Najpierw czeka go spotkanie z Voldemortem, potem wyniki SUM-ów i zakończenie roku.

Zjadł śniadanie z Syriuszem i Snapem, który odpuścił sobie posiłek w Hogwarcie i przybył do Londynu, by towarzyszyć mu w powrocie do szkoły. Harry był z tego zadowolony. Gdy wyjdzie z lochów z profesorem, na pewno nikt go nie zaczepi i spokojnie dojdzie do Wielkiej Sali.

Gdy przyszedł czas obaj bez słowa wstali, Syriusz uścisnął go, dodając otuchy i poszli do kominka w bibliotece.

Tak jak przewidywał korytarze pomimo, że oficjalnie po śniadaniu miały być normalnie zajęcia były pełne ciekawskich uczniów, na szczęście nie mylił się też przewidując, że obecność Snape'a powstrzyma ich od zaczepiana go.

Wśród natrętnych spojrzeń i szeptów doszedł do drzwi do Wielkiej Sali. Kiwnął Snape'owi na pożegnanie z podziękowaniem za towarzyszenie mu, otworzył je i wszedł do środka.