I… nie nadeszło.
Myślałam, że będzie krzyczał, walił pięścią w stół, wymyślał…
Nic nie nadeszło.
Cicho umknęłam do pokoju i zamknęłam drzwi.
Dziwne. Pierwsze co przyszło mi do głowy to „Nie wie". Ale jak mógłby nie wiedzieć o tym, że uciekłam z jego własnego auta! To nie miało sensu! W takim razie może ja już po prostu dla niego nie istnieję? Może zacznie mnie teraz całkowicie ignorować? To by nie było takie złe. Miałabym wreszcie trochę spokoju.
-Puk puk.- usłyszałam śpiewny głos Katji zza drzwi. Otworzyłam jej.- W piątek po szkole zabiorę cię ze sobą do Polski, dobrze? Mamy jeszcze parę rzeczy do odebrania. Spędzimy tam cały weekend. Co ty na to?
Zgodziłam się od razu. Nie chciałam zostać sam na sam w domu z milczącym bratem, pyzatym gdyby Gilbert chciał się spotkać, to było najlepszą wymówką.
Reszta tygodnia była naprawdę nudna. Ivan nadal odwoził mnie i odbierał ze szkoły. Tym razem jednak blokował drzwi, a informacje kiedy mam być gotowa przekazywał przez Katję. Gilbert nie przychodził już pod szkołę ani nie dzwonił. Ludwig parę razy próbował ze mną porozmawiać lecz ja uciekałam jak najszybciej do Feliksa i coraz częściej do… woźnego.
W piątek nie odebrał mnie Ivan lecz Katja i pojechałyśmy w stronę Polski. Dojechałyśmy na miejsce wieczorem, jednak ktoś już na nas czekał.
-Taurysie! Co ty tu robisz?!- wykrzyknęłam, wysiadając z auta.
-Przyszedłem Was powitać!- zaczerwienił się, rozkładając ręce do uścisku.
Zignorowałam ten gest, ale Katja za to mocno go przytuliła.
-Witaj!- krzyknęła, miażdżąc mu żebra.- Jak dobrze wreszcie słyszeć na ulicy nasz język!
We trójkę weszliśmy do domu.
Nie chciałam przerywać siostrze monologu, tak więc milczałam. Ona mówiła za to o naszym nowym mieszkaniu, pracy Ivana, mojej szkole. Nie słuchałam jej za bardzo. Rozglądałam się po naszym starym mieszkaniu, przeszukując rzeczy, które zostawiłam. W pewnym momencie jednak zapadła cisza. Poczułam na sobie ostry wzrok Katji.
-Naprawdę?- głos Torisa zadrżał lekko.
Spojrzałam na nich. Patrzyli wprost na mnie.
-Tak?- zapytałam. Mój głos zabrzmiał okropnie dziecięco. Aż się wzdrygnęłam.
-Przepraszam… Chyba nie powinnam tego mówić.- Katja zaczerwieniła się.
-Czego?- zapytałam, kaszląc.
-Katja powiedziała mi, że masz chłopaka.- nie patrzył na mnie. Wzrok wbijał w swoje splecione razem dłonie.
-Można tak powiedzieć.- odparłam wyciągając z jednego z kartonów swoją starą lalkę.
Przez parę następnych minut milczeliśmy. W końcu Katja zaproponowała herbatę.
-Nie, nie! Dziękuję. Pójdę już.- Toris natychmiast wstał i ruszył w stronę drzwi.- Nie będę wam przeszkadzał. Macie wiele roboty…
Odruchowo złapałam go za nadgarstek.
-Spotkamy się jutro?- zapytałam, patrząc mu prosto w oczy. Zaczerwienił się natychmiast.
Widziałam to. Zawahał się. Nigdy wcześniej nie zawahał się, kiedy proponowałam mu spotkanie. Przechyliłam lekko głowę. Wtedy przytaknął.
-Tak.- wybełkotał.- Jak zawsze?
-Jak zawsze.- uśmiechnęłam się lekko i puściłam go.
Kiedy tylko wyszedł wzięłyśmy się do pracy. Przepakowałyśmy pudła i zniosłyśmy je do auta, odkurzyłyśmy cały dom. Wieczorem obie padłyśmy ze zmęczenia.
Następnego dnia mieli przyjść jacyś ludzie, oglądać mieszkanie. Pomogłam Katji upiec ciasteczka i udekorować do końca pokoje, a potem przebrałam się i poszłam na spotkanie z Taurysem.
Wyszłam za wcześnie.
Mieliśmy spotkać się w McDonald's. Zawsze spotykaliśmy się tam w dni wolne. Mieli naprawdę dobre kawy, a jeden stolik stał trochę bardziej na uboczu niż inne. W dodatku budynek był w połowie drogi między naszymi domami.
Kiedy zauważyłam, że jestem dobre pół godziny za wcześnie, weszłam do pobliskiego sklepiku, by rozejrzeć się i poczytać gazety. W środku była już jedna kobieta. Kiedy weszłam, odwróciła się, zasłaniając ciałem mały koszyczek na zakupy. Stała akurat przy stojaku z gazetami, więc podeszłam bliżej. Wyglądała na jakieś 25 lat. Miała długie, blond włosy spięte na czubku głowy w obłego koka. Wyglądała bardzo poważnie jednak kremowy płaszczyk i kolorowa apaszka odmładzały ją.
Gdy podeszłam bliżej, odwróciła się znów, odkładając pośpiesznie gazetę i poszła do kasjerki, która właśnie wróciła za kasę.
Nie mogłam oderwać od niej oczu. Kradła?
Na tę myśl szybko się odwróciłam. Nie chciałam być uznana za wspólniczkę!
-Och, Agatka! Co ty tutaj robisz?- usłyszałam jej głos. Był bardzo miękki i głęboki.
-Przenieśli mnie tu jakiś tydzień temu. Nie narzekam mam bliżej do domu. Co kupujesz? Nie wiedziałam, że w ogóle zapuszczasz się w te rejony miasta!- odparła radośnie kasjerka. Nie była wiele starsza ode mnie. Musiała być studentką.
-Wiesz… Agatko… Ja… nic nie kupuję…- kobieta zaśmiała się nerwowo.
-To co masz w koszyku?- kasjerka zaśmiała się przyjaźnie. Usłyszałam szmer. Pewnie próbowała zajrzeć do koszyka kobiety.
Wtedy zapadła cisza. Złapałam szybko jakiś magazyn, by nie myślały, że podsłuchuję, ale cisza trwała i trwała.
-Test ciążowy?!- wykrzyknęła kasjerka.
-Och Agatko ciszej!- skarciła ją kobieta.
Słyszałam jak szeptały. Kobieta w płaszczyku zdradziła swojego męża i chciała wiedzieć, czy nie jest w ciąży. Kasjerka była widocznie oburzona. To nie był pierwszy raz kobiety. Zaśmiałam się lekko pod nosem.
I wtedy uderzyła mnie myśl.
Spóźniał mi się okres.
Do tej pory miałam idealnie równe cykle. Mogłam nawet z odrobiną chęci obliczyć godzinę…
Zimny dreszcz przeszył mi kark.
Może to wina przeprowadzki. Może dlatego zmienił mi się cykl. Próbowałam jakoś wytłumaczyć swoją pozycję, jednak podświadomie wiedziałam…
Złapałam z półki test ciążowy i podeszłam do kasjerki. Wtedy się zawahałam. Co ona sobie pomyśli?!
Drżącą ręką położyłam paczkę na kontuarze. Kasjerka odwróciła się do mnie z uśmiechem, jednak kiedy zobaczyła test, skrzywiła się.
-Zmykaj, bachorze! Nie czas na takie żarty.- krzyknęła, wypychając mnie ze sklepu. Kiedy tylko stanęłam na dworze, zatrzasnęła drzwi i wywiesiła kartkę „ZAMKNIĘTE".
Stałam tam zszokowana. Nie myślałam. Po prostu stałam. Pusta. Nie wierzyłam. Musiałam sprawdzić. Jak najszybciej.
I wpadłam na pomysł.
Od razu jednak skarciłam samą siebie. Chciałam ukraść tamtej biednej kobiecie test ciążowy?! Jak w ogóle mogłam o tym pomyśleć?!
Ukryłam twarz w dłoniach by wymyśleć inny plan, ale zanim zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć, biegłam już w stronę tamtej kobiety.
Krzyczałam na siebie w myślach. Jednak nie mogłam przestać. Już rozsadzała mnie adrenalina. Już czułam ciepło podniecenia w całym moim ciele.
Znalazłam ją. Stała przy przystanku. Czekała na autobus.
Stanęłam jakieś dwa metry od niej. Patrzyła w drugą stronę. Zauważyłam, że z torebki, bezładnie zwisającej z jej ramienia wystaje siatka z logiem sklepiku. Musiała mieć w niej test.
Zawahałam się.
To nie było normalne! Co ja w ogóle robiłam?!
Już chciałam odejść, lecz coś mi nie pozwalało. Przeszedł mnie zimny dreszcz.
Znałam dobrze okolicę. Potrafiłam biegać dosyć szybko. Co mogło mi się stać? Czy ta kobieta, tak zawstydzona swoją zdradą, zgłosiłaby na policję kradzież testu ciążowego?!
I zrobiłam to.
Podeszłam bliżej i delikatnie wyciągnęłam siatkę z jej torebki, upychając zdobycz w kieszeń.
Dokładnie w tym momencie kobieta się odwróciła. Szybko cofnęłam rękę. Pakunek był już niewidoczny. Widząc brak reakcji, odeszłam powoli od przystanku w stronę MacDonald's.
Kiedy tylko znalazłam się dostatecznie daleko, zaczęłam biec. Dosłownie wpadłam do restauracji, kierując się do toalet. Wpadłam do kabiny i otworzyłam pakunek.
Siatkę schowałam w torbie, a pudełko natychmiast wrzuciłam do kosza, pozostawiając sobie jedynie instrukcję.
Nie było to raczej trudne. Musiałam jedynie zaczekać.
Ach! To były najdłuższe minuty mojego życia.
Siedziałam na klapie od sedesu, patrząc na mały wskaźnik, czekając aż zabarwi się kreska lub… dwie. Nie myślałam za bardzo. Po prostu nie mogłam sobie wyobrazić innego scenariusza niż tego z jedną kreską.
I nagle pojawiły się dwie.
Świat dookoła mnie zaczął się kręcić. Musiałam się oprzeć o kartonową ściankę, by nie upaść na ziemie. Test wypadł mi z rąk, uderzając o ziemię i powodując okropny hałas. Miałam wrażenie, że mógłby on obudzić wszelkich martwych. Krew napłynęła mi do głowy, mrocząc wzrok tak, że nie mogłam nic zobaczyć. Myśli galopowały po mojej głowie. Wyobrażałam sobie moje życie. Jak mówię Katji i Ivanowi, jak mówię Gilbertowi, jak jego ojciec na mnie krzyczy, jak zostaję sama z dzieckiem. A miałam dopiero przed sobą najlepsze lata! Liceum, studia… Serce waliło mi jak młotem.
I wtedy wszystko ustało.
Świat przestał wirować, usłyszałam szmer rozmów, zobaczyłam niezbyt czystą toaletę i leżący na ziemi test z dwiema kreskami.
Nie było już odwrotu. Musiałam wziąć się w garść.
Wstałam, wyrzuciłam test i wyszłam z kabiny.
Wiedziałam, co muszę zrobić.
