A/N: I oto jest, ostatni rozdział. Spodziewajcie się dłuższej notatki na końcu :)
Od momentu kiedy opuściła budynek, Near śledził każdy jej ruch, dzięki kamerom przy jej ubraniu, mógł również udzielać jej wskazówek, jako że miała w uchu słuchawkę. Oprócz niej do Japonii wyruszyło dwóch współpracowników Near'a, którzy mieli się zająć aresztowaniem Misy Amane. Nie rozmawiała z nimi, całą drogę myśląc tylko o L'u. Wspomnienia czasu, który z nim spędziła, przestały wydawać się tak straszliwie bolesne, czuła się zdumiewająco blisko niego, wbrew wszelkiej logice doświadczając jego obecności, mając wrażenie, jakby znów miała go spotkać.
Gdy dotarła do Tokio, udała się najpierw pod adres państwa Yagamich, który znała z akt sprawy. Tam dowiedziała się jaki jest nowy adres Light'a, podając się za dawną znajomą ze studiów. Utrzymywała, że znalazła pracę, którą kiedyś napisał, wśród własnych notatek, a kiedy pokazała podrobioną legitymację z własnym zdjęciem oraz plik kartek zapisanych pismem domniemanego Kiry, jego matka nie miała oporów przed powiedzeniem jej, gdzie szukać syna.
- Mogłem go wyśledzić, i pewnie zrobiłbym to szybciej niż ty w taki sposób. – odezwał się Near, z dezaprobatą w głosie.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale chciałam zobaczyć, kto wydal na świat tego potwora.
- Bez sentymentów.
Nie mogła ratować całego świata, nie mogła pomóc Near'owi i sprawić, że przestałby bać się okazywać uczucia. Ponadto, wiedziała, że chłopiec ma rację, ale postanowiła go zignorować, ponieważ i tak było już za późno, by cokolwiek zmieniać. Nie zwlekając już dłużej, udała się do mieszkania Light'a.
Tak jak zakładała, było ono puste, wygrała specjalnie godzinę, kiedy Yagami był w pracy, tak samo jak Misa Amane. Jednak już kiedy otwierała zamek w drzwiach, słyszała zakłócenia w połączeniu z Near'em, a po wejściu do środka musiała natychmiast się wycofać, ponieważ zupełnie je straciła.
- Mamy problem, ale ostatecznie właściwie się tego spodziewaliśmy. – usłyszała, kiedy tylko wróciła na korytarz. – Coś zagłusza sygnał, nie będę więc mógł śledzić cię na bieżąco, dopiero po wszystkim zabierzemy nagrania.
- Zrozumiałam.
- W takim razie, żegnam. Dziękuję za współpracę.
Agentka wyjęła słuchawkę z ucha, a potem znów weszła do mieszkania. Przede wszystkim, musiała znaleźć notes. Zabrała się za przeszukiwanie mieszkania, szukając ukrytych półek w szufladach lub ścianach.
Kiedy przestała słyszeć Near'a, ze zdwojoną mocą poczuła obecność L'a, zupełnie, jakby był przy niej w tych ostatnich momentach. Chociaż nie była już osłabiona, to jednak poczuła przypływ siły, a także jeszcze większą motywację, by doprowadzić sprawę do końca.
Po jakimś czasie uświadomiła sobie, że źle szuka. Już dawno doszła do wniosku, że Yagami nie używa notesu, który zdobyli wraz z L'em, jakoś że jest on rzekomo przedmiotem śledztwa, i że notes, którego ona szuka, jest w posiadaniu Misy Amane, nawet, jeżeli się nim dzielą. Gdy tylko wzięła się za przeszukiwanie jej rzeczy, wiedziała, że jest na dobrym tropie, coś jej to podpowiadało. Cały czas miała również wrażenie, że gdyby tylko się odwróciła, ujrzałaby za sobą lekko przygarbiona postać o rozburzonych, czarnych włosach. Uczucie to było tak silne, że ledwo się powstrzymywała.
Notes był wciśnięty między przypadkowe przedmioty, a gdy wzięła go do reki, poczuła zimny dreszcz. Przekartkowała zeszyt, ale nie była w stanie znieść bólu, jaki wiązał się z widokiem wpisanych do niego nazwisk. Powstrzymała się od myślenia, czy znalazłaby tam nazwiska ludzi, których znała z FBI, zamiast tego zamknęła notes i stanęła na środku salonu, z kieszeni wyjmując długopis.
Nie czekała długo, by drzwi do mieszkania otworzyły się. Wiedziała, ze Light natychmiast zorientuje się, że coś jest nie tak, gdyż drzwi nie były zamknięte, a zamek został naruszony. Zacisnęła więc palce na długopisie, otworzyła zeszyt na pustej stronie, i postanowiła zaczekać, aż wróg sam do niej przyjdzie.
Kiedy jej oczy napotkały oczy Light'a Yagami, który stanął w progu, sprawiając wrażenie osoby, która nie wierzy w to, co widzi, poczuła taki przypływ nienawiści, że pożałowała, że nie może zabić go gołymi rękami.
Sięgnął dłonią do kieszeni.
- Nawet się nie waż. – warknęła po japońsku. – Teraz zginiesz, Yagami Raito, i nic nie możesz na to poradzić. Jeśli spróbujesz mnie zabić, ja również zabiję ciebie.
Widziała na jego twarzy, jak intensywnie myśli, nie mogąc znaleźć wyjścia z sytuacji.
- Proszę, nie rób tego. – nagle chłopak uśmiechnął się przyjaźnie, wyciągając przed siebie dłonie tak, by widziała, ze są puste. – Coś sobie wymyśliłaś… Co to za zeszyt?
- Nie baw się ze mną w gierki… - wiedziała, że niepotrzebnie się rozgaduje, zamiast natychmiast wpisać jego imię do notesu, coś ją jednak powstrzymywało. – Wiem dobrze kim jesteś, kim jest modelka Misa-Misa oraz do czego służy Death Note. Przegrałeś Yagami.
Jego twarz stężała, było widoczne, że nie wie co mógłby jeszcze zrobić. Nagle, wściekły, stracił cały swój urok, który i tak na nią nie działał. Coś innego nie dawało jej spokoju, czuła, że przedmiot, który trzyma w dłoni jest przesiąknięty złem, i obrzydzała ją myśl o użyciu go.
- Kto cię wysłał?! – Light miał zmarszczone brwi i mówił przez zęby, ciężko oddychając. W tamtym momencie naprawdę wyglądał tak, jak społeczeństwo musiało sobie wyobrażać Kirę, a którego w miłym, bystrym chłopcu był w stanie dostrzec tylko L.
- Działam sama, a ten, który wydawał mi polecenia, już dawno nie żyje.
- Co?! Tylko mi nie mów… Ryuuzaki cię wysłał?
- Tak. Dziś pomszczę L'a. – „Eru, Eru, Eru", jego imię brzmiało jej w uszach, nie mogła się przemóc, by zapisać imię Lighta w notesie, a on musiał zacząć zdawać sobie z tego sprawę.
- Zależało ci na nim? – wycedził Yagami. – To pyszne, on trzymający na boku jakąś dziwkę!
Zacisnęła powieki. Wiedziała, że musi to zrobić, teraz, albo nigdy. Przyłożyła długopis do papieru i usłyszała jak Light gwałtownie łapie powietrze.
Nagle, bardzo wyraźnie, ujrzała twarz L'a, pomimo zamkniętych oczu. Mężczyzna stał na łące, jego długie palce wbijały się w skronie, a wielkie oczy wypełnione były łzami, ściekającymi po bladych policzkach. Wydawał się patrzeć prosto na nią.
- Boże, NIE! – wrzasnęła, rzucając notesem o podłogę, jakby chciał ją ugryźć. Upadła na kolana, zalewając się łzami. Obraz, jaki pojawił się w jej głowie chwilę wcześniej, był dla niej zbyt smutny.
Potem wszystko stało się bardzo szybko. Light dopadł do zeszytu, usłyszała, że ktoś jeszcze wchodzi do mieszkania, i zdała sobie sprawę z czegoś bardzo ważnego, z czegoś co sprawiło, że przestała płakać, chociaż nie odsunęła dłoni od twarzy, aby Yagami tego nie zauważył.
To, że L jej pomagał nie było wytworem jej wyobraźni, nie było złudzeniem. Błagała go o pomoc, jego i tylko jego, i ją otrzymała. Mało tego, kierował jeje działaniami, i nie chciał, by użyła Death Note'a.
L był… żył? I nie był bezsilny.
Wiedziała, że zaraz zginie, ale to nie było najistotniejsze. Jeśli L był w stanie pomóc zwyciężyć nad Kirą, Mello i Near musieli się o tym dowiedzieć, a Light nie mógł. Myślała bardzo szybko, nadal odgrywając płacz, podczas gdy Yagami wołał Misę aby przyszła i podała mu imię intruza.
Amane weszła do pokoju i wrzasnęła piskliwie, Light pospieszał ją wściekle, agentka zaś, nadal klęczeć na podłodze i zasłaniając twarz dłońmi, próbowała wymyślic sposób na zrealizowanie swojego ostatniego celu.
- Zdychaj. – wydyszał Yagami, kucając przy niej. – Będziesz naprawdę cierpiała.
Zobaczyła, jak pisze szybko w notesie, nie tylko jej imię i nazwisko.
Przez moment nic się nie działo, potem nadszedł ból, najpierw w klatce piersiowe i w lewym ramieniu, a następnie w kilku innych miejscach. Przeszło jej przez myśl, że ma więcej niż jeden zawał, i nawet ucieszyła się, że potrwa to dłużej, bo tego właśnie chce Kira.
Ten ból, w porównaniu z tym, co czuła kiedy umarł L, był w pewnym sensie ukojeniem, choć i tak nie był na tyle silny, by zapomniała o cierpieniu po stracie ukochanego. Nie mogła jednak pozwolić, by Yagami domyślił się jak bardzo jest jeszcze przytomna, zaczęła więc krzyczeć i skręcać się na podłodze, w oczekiwaniu aż Kira znudzi się przedstawieniem. Przez dłuższy czas stał nad nią, przez moment nawet się zaśmiał, ale ponieważ udawała, że coraz bardziej słabnie, w końcu się odwrócił. Starała się ignorować potworne cierpienie, które spowalniało jej ruchy, ale nie na tyle, by nie mogła zrobić tego, co zaplanowała.
Długopisem, który wciąż trzymała w dłoni, napisała kilka słów na własnym przedramieniu, a potem zakryła je rękawem, licząc, że Yagami pomyśli, że napis powstał wcześniej. Gdy skończyła, zamarła w bezruchu, wiedząc, że teraz pozostaje jej już tylko oczekiwanie na śmierc, która po chwili nastąpiła.
Light Yagami zdawał sobie sprawę, że kobieta, Yasmine Black, której ciało lezało na podłodze, musiała nagrywać wszystko, co się wydarzyło, dlatego polecił Misie ją przebrać. Kiedy dziewczyna znalazła napis na ręce kobiety, postanowił zostawić go tak jak był, ponieważ to miało mu pozwolić na snucie hipotez, kiedy przyjdzie mu poprowadzić śledztwo w sprawie zadziwiającej śmierci. Sam wywiózł ciało na obrzeża miasta i porzucił w krzakach. Wiedział, że kiedy tylko zostanie ono odnalezione, będzie miał wiele możliwości by zatuszować sprawę, dlatego nie przejmował się ukryciem go.
Nie wiedział jeszcze, że już wkrótce przeżyje zaskoczenie, ponieważ nikt nie znajdzie zwłok. Nie wiedział również, że całą drogę podążał za nim czarny samochód, ani że ciało razem z dziwnym napisem zostało zabrane samolotem do Stanów Zjednoczonych.
A już następnego dnia Mello i Near starali się ze wszystkich sił wymyślić, co ma oznaczać niegramatyczne sformułowanie:
„Always obey Law…."
- Co ona chciała nam powiedzieć? – zastanawiał się na głos Near. Dziwnie się czuł, potrzebując pomocy Mello.
Starszy z chłopców krążył po pokoju, z wściekłym wyrazem twarzy. Był przerażająco smutny, a to tylko zwiększało jego złość. Zdążył już kilkukrotnie nawrzeszczeć na towarzysza, jako że ten nie poinformował go, jaki jest prawdziwy plan, i właśnie szykował się do zrobienia tego po raz kolejny. Jednocześnie intensywnie myślał nad wiadomością zostawioną przez zabitą agentkę, dlatego zrezygnował ze strzępienia sobie gardła i postanowił podzielić się przemyśleniami.
- To jest dziwaczne, że opuściła „the", jak również to, że „law" jest napisane z dużej litery.
- Zgadzam się. – mruknął Near. – Nie wydaje ci się dość nietypowe, ze na końcu zdania mamy cztery kropki? Nie jedną, nie trzy, a właśnie cztery.
Wielkie oczy jasnowłosego chłopca wpatrywały się w zdjęcie ręki ich współpracownicy tak intensywnie, jakby chciał wypalić wzrokiem w nim dziurę.
- Rozumiem, że musimy tam coś dopisać, ale gdyby chciała dać nam znać, że wiadomość jako taka jest niepełna, powinna była użyć trzech kropek… - podjął Mello. – Być może brakuje czterech liter?
- To może być to. – rozległ się dźwięk wydawany przez place Near'a uderzające o klawiaturę komputera. – Tylko że żadne z słów rozpoczynających się od „law" i mających jeszcze cztery litery nie ma większego sensu w tym kontekście.
W głosie chłopca pobrzmiewało rozczarowanie. Zdecydowanie stawał się normalniejszy w obecności dawnego przyjaciela.
Niestety, Mello w tamtym momencie nie podzielał pozytywnych uczuć Near'a. Czuł się zdradzony i oszukany, po raz kolejny tak przytłaczająco nieszczęśliwy, że było to dla niego nie do zniesienia.
- Spadam stąd. – wykrztusił po dłuższym milczeniu i wybiegł z pokoju.
- Ale, zaczekaj, ja… - Near zdał sobie sprawę, że Mello go nie usłyszał, ale mimo to dokończył wypowiedź. – …już chyba wiem o co chodzi.
Na ekranie przed nim widniały słowa: „Always obey Lawliet".
Yasmine Black otworzyła oczy, i sam ten fakt wprawił ją w zdumienie. Tracąc świadomość nie spodziewała się już nigdy więcej jej odzyskać, nie rozumiała więc, co ma oznaczać ciepło światła słonecznego, grzejące jej skórę, ani delikatny wietrzyk, który rozwiewał jej włosy. Czuła, że leży na trawie, co przypomniało jej wizję, jakiej doświadczyła tuż przed tym jak zrozumiała, że nie jest w stanie posłużyć się Death Notem. O dziwo, nie poczuła smutku, jedynie ciekawość, i bez wysiłku usiadła. Nie czuła żadnego bólu, co również ją zaskoczyło.
Otoczenie było niezwykle urokliwe, siedziała bowiem na wzgórzu, intensywnie zielonym od trawy, a miejscami białym od stokrotek i fioletowym od fiołków. W oddali widziała jeszcze inne kwiaty o rozmaitych kolorach, miała też dobry widok na ogromny budynek z czerwonej cegły, stojący dumnie pośród wspaniałych, starych drzew, który wyglądał dziwnie znajomo. Jednakże, ten zalany słońcem obrazek bladł w obliczu widoku, jaki miała tuż przed sobą.
Na trawie przed nią klęczał L. Nie mogła uwierzyć w to, co widzi, lecz z pewnością był to on. Te same ogromne, czarne oczy, blada cera, skulona poza, włosy w znajomym, pociągającym nieładzie. Widziała po nim, że jest wściekły, ale i tak uśmiechnęła się szeroko.
- Sprawił, że cierpiałaś. – wycedził mężczyzna, gdy tylko ujrzał radosny wyraz jej twarzy
Po chwili, w której nie miała pojęcia co powinna powiedzieć, zwłaszcza, że nie wiedziała zupełnie co się z nią stało, L odetchnął głęboko i uśmiechnął się delikatnie.
- Ale ostatecznie, jesteś tutaj.
- A właściwie, to gdzie jesteśmy? – spytała, rozglądając się po raz drugi. - …Wammy's House?
Zachichotała.
- Może zacznę od początku. – westchnął L. – Potrafisz mi powiedzieć, co dzieje się z człowiekiem, gdy umiera?
Na chwilę zaniemówiła.
- …Trafia do Wammy's House?
Tym razem to on zrobił minę, jakby miał wielką ochotę się roześmiać, co poznała po sposobie, w jaki przyłożył dłoń do ust, i po błysku w jego oczach.
- Dzieje się z nim to, co wierzy, że się stanie. Kiedy umarłem, cóż… Gdybym umarł miesiąc wcześniej, po prostu przestałbym istnieć. Jednakże, w chwili śmierci widziałem już shinigami, musiałem więc siłą rzeczy w nie wierzyć. Jednakże, jeżeli ktoś wierzy w shinigami, na ogół wierzy również w inne elementy japońskiej mitologii, a ja, oczywiście, nie przywiązywałem do nich znaczenia. Nie było wcześniej takiego przypadku, nie mniej jednak trafiłem do wymiaru shinigami i tam spędzałem czas, obserwując cię.
Widząc, jak bardzo cię skrzywdziłem, chciałem móc w jakiś sposób zakończyć swoje istnienie, ale nie było to możliwe, poza tym nie byłbym w stanie cię opuścić, jakkolwiek bolesne by to nie było.
Potem zaś stało się coś niesamowitego… Jak już pewnie zauważyłaś, każdy bóg powstał za sprawą wierzących w niego ludzi, co za tym idzie, to właśnie ludzie tworzą bogów, chociaż są oni również niezależnymi istotami, które mogą same za siebie decydować. Ty w swoich myślach wyniosłaś mnie do rangi bóstwa, i tak oto pojawiłem się tutaj, w nowym wymiarze, w którym mogłem ułożyć wszystko tak, jak chciałem. Mogłem zacząć ci pomagać.
Nie jestem jednak zbyt potężnym bóstwem, z tylko jednym wyznawcą… cóż. Tutaj mam nieograniczone możliwości, ale nie na ziemi, nie mogłem więc dać ci znać, że jestem przy tobie, nie mogłem cię uzdrowić, ale mogłem dać ci choć trochę energii i siły.
Mello mógł myśleć, że ci pomaga, a ja siedziałem to, nie mogąc nic zrobić, i wiedząc, ze będziesz chciała się poświecić. Ledwo radziłem sobie z własnym przerażeniem, a już szczególnie ostatnich kilka dni było dla mnie gorszą agonią, niż ta realna. Wiedziałem, że będziesz chciała posłużyć się notesem, by mieć niezbity dowód, że ten zeszyt działa nawet gdyby Misa zabiła cię w inny sposób, a wtedy straciłbym cię na wieki…
- Użytkownik notesu nie pójdzie ani do nieba, ani do piekła. – wtrąciła Yasmine, przysłaniając usta dłonią. Jej oczy rozszerzyły się, kiedy nareszcie zrozumiała co zobaczyła, mając zabić Light'a.
- Tak. – głos L'a był spokojny, ale słyszała w nim cierpienie. Detektyw zmienił się zauważalnie, wydawał sie być bardziej rozluźniony, otwarty, nie wiedziała jednak, czy to kwestia tego, że umarł i wszystkich związanych z tym wydarzeń, czy też tego, że ją niemal od zawsze traktował inaczej niż innych ludzi. – Chodzi o to, że ten, kto zabija, podlega osądowi zgodnemu z wyznawaną religią, ale ten, kto zabije za pomocą Death Note'a, przepadnie. A ja wiedziałem, że nic na świecie nie jest w stanie cię powstrzymać.
Słysząc te słowa, kobieta nie mogła nie przysunąć się i nie wtulić w L'a. Pogładził jej włosy, a potem znów zaczął mowić.
- Opłakałem cię miliard razy, jednocześnie starając się zebrać dość siły, by coś ci przekazać, co było tym łatwiejsze, że ty sama rosłaś w siłę dzięki uporowi Mello. Kiedy nadszedł decydujący moment, wyliczyłem, że będę w stanie na chwilę ci się pokazać, co byłoby oczywiście jedyną w stu procentach skuteczną metodą, a jednak okazało się być dramatycznym błędem. Kiedy wzięłaś do ręki notes, poczułaś się niepewna, a sprawiło, że byłaś słabsza, niż się spodziewałem. Co tu dużo mówić, nie udało mi się, straciłem zbyt dużo energii, a ty, przez nic niepowstrzymywana, mogłaś zdecydować się na zabicie Kiry. Tyle ze moja rozpacz była na tyle silna, że ją poczułaś, a może nawet zobaczyłaś.
Pokiwała głową.
- Zobaczyłam ciebie, tutaj, widziałam jak płaczesz i, nie wiem ja, zrozumiałam, że musze natychmiast przerwać.
- Zrozumiałaś chyba znacznie więcej. Przekazałaś Near'owi i Mello, że mają nadal być mi posłuszni, i choć zapewne nie wiedziałaś jak wielkie ma to tak naprawdę znaczenie, to jednak przy odrobinie szczęścia jest spora szansa, że będą mogli tu do nas dołączyć, kiedy przyjdzie ich czas.
- Co oni teraz zrobią?
- Uznali, że zabicie kogokolwiek bez procesu nie wchodzi w grę, więc jak na razie zostawili Kirę w spokoju, zabierając tylko twoje… ciało.
Słuchanie o własnych szczątkach było dla niej wyjątkowo dziwnym doświadczeniem, zwłaszcza, że w stanie w którym się znalazła, doskonale czuła swoje ciało, które nie wydawało się być inne niż to, które umarło. Postanowiła nie drążyć tematu, L natomiast mówił dalej.
- Myślę zresztą, że Mello jest na tyle wściekły na Near'a, za to, że pozwolił ci umrzeć, że już wkrótce go opuści. I z pewnością nie poprawi to ich wzajemnych relacji. A wiesz, jako bardzo małe dzieci wprost przepadali za sobą, oczywiście zanim zaczęli rywalizować. Najbardziej zaś poróżnił ich sposób, w jaki zareagowali na wieść o mojej śmierci, czyli to, jak teraz się zachowują, to właściwie moja wina.
Uśmiechnęła się na myśl o dwóch małych, dziwnych chłopcach, biegających po Wammy's House, a także na myśl o uroczym, niezwykłym, czarnowłosym dziecku, o którym kiedyś opowiadał jej Watari.
- Co cię tak ucieszyło? – spytał łagodnie mężczyzna, przyciągając ją jeszcze bliżej.
- Pomyślałam po prostu, że miejsce takie jak to jest idealne do zabawy dla dzieci. – zaśmiała się, zataczając krąg ramieniem.
- Gdybyś chciała, mogłabyś mieć dziecko. – jego długie palce pogładziły jej policzek, poważne oczy patrzyły na Yasmine jak na coś bardzo kruchego.
- Jak, przepraszam? – parsknęła śmiechem.
- Właściwie, w dowolny sposób jaki wymyślisz. Tutaj mogę wszystko, pamiętasz?
- Och. – nigdy w życiu nie myślała o czymś tak abstrakcyjnym, jak posiadanie dzieci, chociaż ta myśl właściwie nie była przykra. Nie mniej jednak… - Wiesz, to chyba nie jest dobry moment na takie rozważania. Przed chwilą umarłam, należy mi się chyba chwila przerwy.
- Próbuję tylko powiedzieć, że od teraz dostaniesz wszystko, czego zapragniesz. A to nasuwa mi pewną myśl. Dopiero kiedy Kira wpisał cię do notesu, dowiedziałem się jak brzmi twoje imię… Yasmine. Broniłem się przed poznaniem go jak tylko mogłem, znając za to niezliczone niemal pseudonimy, których z kolei nie chciałem w stosunku do ciebie używać. Czy nigdy nie denerwowało cię, że zwracam się do ciebie bezosobowo?
- Ja… właściwie nie myślałam o sobie używając tego imienia. Imię mi przeszkadzało, byłam uczona, by go nie używać, i na pewno nie czułam się do niego przywiązana, chociaż podoba mi się, jak je wymawiasz. Sama nie wiem, czy dobrze je pamiętałam, czy może wróciło do mnie dopiero, gdy miało posłużyć do pozbawienia mnie życia. Więc odpowiedź brzmi: nie. Powiedz mi, co się stało z Watarim?
- Cóż, nie sądzisz chyba, że mój opiekun mógł uważać mnie za boga? – L uśmiechnął się smutno. – Watari jest w Niebie, tam, gdzie jego miejsce.
Również uśmiechnęła się z nostalgią.
- To co właściwie będziemy robić?
- Proponowałbym zobaczyć, co robią nasi drodzy następcy, a myślę, że będzie to zajmująca rozrywka. Potem, jeśli właściwie zrozumieją twoją wiadomość, kto wie, może pozyskamy nowych wyznawców, zbudujemy imperium… czy coś.
Tutaj L zaśmiał się. Po raz pierwszy usłyszała jego śmiech, i na dłuższą chwilę zaniemówiła.
- Masz rację, jest wiele do zrobienia.
Stwierdzając to, Yasmine popchnęła L'a na trawę, łaskocząc go, by znów się roześmiał.
Nad niebiańską repliką Wammy's House świeciło ciepłe słońce, oświetlając drzewa, trawę dom i toczącą się ze wzgórza parę. Ich śmiech odbijał się echem od budynku i pni drzew.
A/N: Ha, ha, ha, ktoś się tego spodziewał?! Ja natomiast nie spodziewałam się, że "ktoś" postanowi, tuż przed tym jak sama je podam, wyjawić w komentarzu imię Yasmine, uprzednio bezczelnie się go domyśliwszy, ;*;* I cóż, to niby powinien być koniec, i od dzisiaj opowiadanie ma status "zakończone", ale tak sobie siedziałam z siostrą i myślałam, że cóż my tu mamy za koniec, wielki, pusty dom, dwoje bohaterów w tym boski (w łóżku xD) L, no samo się prosi o jakieś fluffy! Więc, pisać fluffa? ;P Czekam na komentarze :D
