Rozdział siódmy: Droga powrotna


Morana siedziała z iście stoickim spokojem. Nie ruszała się – siedziała wyprostowana, oparta plecami o maszt łodzi, którą płynęli już od ponad dnia. Powieki trzymała przez cały ten czas zamknięte. Była skupiona w tej chwili na modłach do swoich bogów. Tak jak obiecała to Ragnarowi, Morana modliła się do nich, aby wybłagać wsparcie dla mężczyzny i pomóc mu dostać się do upragnionych zaświatów dla poległych wojowników.

Ivar siedział tuż obok niej, wygięty w niezbyt wygodnej pozycji. Dwaj gwardziści z zamku króla Ecberta płynęli z nimi, pilnując ich i jednocześnie odpowiadając za kierowanie łodzią.

- Mówiłaś mi wcześniej, że jesteś kapłanką. – odezwał się w pewnym momencie Ivar. Morana powoli rozchyliła powieki i spojrzała się na niego kątem oka. Zaraz potem przeniosła na moment spojrzenie na dwóch mężczyzn, jacy im towarzyszyli. Wyglądali na nieco zirytowanych faktem, że nie mogą zrozumieć nic z tego, co Ivar teraz mówił. I że zapewne nie będą też mogli zaraz zrozumieć, co ona będzie mówić. – Czy w związku z tym posiadasz jakieś specjalne moce? Czy twoi bogowie obdarzyli cię czym takim?

Morana wiedziała, że nie ma sensu przekładać tej rozmowy na później. Ivar wyglądał na niezmiernie zainteresowanego jej osobą. Modły, jeśli jeszcze nie zadziałały, to później też z pewnością nie poskutkują. Znała bogów aż za dobrze i wiedziała, że wystarczy jedna prośba z jej strony, aby albo ją wysłuchali, albo ją zignorowali.

- Potrafię przewidywać przyszłość. – odpowiedziała chłopakowi zdawkowym tonem głosu.

- Naprawdę? – Ivar aż drgnął, mówiąc to. – Moja matka też jest wieszczką. Potrafi zobaczyć przyszłość w swoich snach. – Gdy Morana na niego zerknęła, zobaczyła jak jego błękitne oczy przepełniała fascynacja jej osobą. Nie był w stanie nawet na moment oderwać od niej spojrzenia. – Czy potrafisz coś jeszcze?

Morana uśmiechnęła się po tym pytaniu tajemniczo.

- Tak. – przyznała po chwili milczenia. – Ale na razie nie mogę ci tego zdradzić. – dodała, gdy Ivar już chciał się jej dalej o to dopytywać. – Dowiesz się tego wszystkiego w swoim czasie. Obiecuję ci to.

- Dlaczego nie możesz mi tego zdradzić już teraz? – dociekał dalej chłopak. Nie chciał dać za wygraną. Jego ton głosu zwrócił uwagę mężczyzn, którzy zerknęli w jego stronę z zaciekawieniem. Byli teraz jeszcze bardziej ciekawi tego, o czym rozmawiał on z dziewczyną. – Czemu to musi być jakiś sekret?

- Mam ku temu swoje powody. – odparła ze spokojem Morana. – Zrozumiesz to z czasem.

Chłopak po jej słowach zamilkł na dłuższą chwilę. Rozważał przez jakiś czas, czy powinien dalej dociekać. Zerknął przez moment na towarzyszących im wojowników z Wessex i zastanowił się nad tym, czy zareagowaliby w jakiś sposób, gdyby ton głosu jego lub Morany zmienił się i stał się mniej przyjazny. Znając ich, pewnie by tak postąpili i stanęli w obronie dziewczyny.

Nie ma sensu dalej w to brnąć. – pomyślał po chwili. – I tak się teraz od niej niczego nie dowiem.

Zaraz potem zamilkł i skupił się na wpatrywaniu w horyzont. Myślami wrócił do osoby swojego ojca. Zaczął zastanawiać się, co się z nim teraz działo. Czy wciąż żył? Czy już go zabili? Czy cierpiał? Czy poddał się ich torturom, czy też pozostał niezłomny do samego końca?

Ivar po dłuższej chwili odwrócił się powoli z powrotem w stronę Morany. Dziewczyna siedziała wyprostowana, oparta plecami o maszt. Znów miała zamknięte oczy i wyglądała tak, jakby przysypiała. Chłopak miał dziwne wrażenie, że zna ona odpowiedzi na wszystkie jego pytania. Była przecież wieszczką. Mogła w razie czego sięgnąć swoimi mocami w stronę osoby Ragnara i zobaczyć, co się z nim działo. Na pewno coś takiego potrafiła. Był tego pewien.

Nie odezwał się jednak. Przyglądał się jej w milczeniu, cierpliwie czekając na jakąś reakcję z jej strony.

Morana tymczasem była skupiona w pełni na swoich wizjach. Chciała wiedzieć, co teraz działo się z królem Ragnarem. Nie mogła mu już w żaden inny sposób pomóc. Chciała jednak widzieć, co dokładnie ci ludzie z nim robią. Chciała upewnić się, że to, co widziała wcześniej w swoich wizjach, naprawdę teraz miało miejsce.

Przez dłuższy czas nic się nie działo. Wizja nie przychodziła. Dziewczyna zmarszczyła nieznacznie brwi i skupiła się mocniej, wytężając swoje moce do maksimum. Musiała to zobaczyć. Musiała. Nie było innej opcji.

W końcu jednak poczuła charakterystyczny dreszcz z tyłu głowy i wiedziała już, że wizja za moment wkrótce nadejdzie. Morana od razu odprężyła całe swoje ciało, szykując się w ten sposób na nadchodzącą wizję. Domyślała się, że nie będzie to coś miłego – wszak miała to być scena ostatnich chwil mężczyzny.

Zaczęło się od okropnego zimna. Morana z trudem powstrzymała się od wzdrygnięcia. Czuła teraz wszystko, co czuł w tej samej chwili Ragnar. Czuła ból, jaki odczuwał. Czuła zimno wczesnego poranku na swojej skórze. Czuła, jak chybocze się klatka, w której był zawieszony kilka stóp nad ziemią. Poniżej tłum zebrany dookoła wykrzykiwał coś. Wszystko to jednak dochodziło jakby z oddali, przez co nie mogła dokładnie zrozumieć, co mówią.

Chyba go wyzywają. – pomyślała po chwili. – Chyba wyzywają go od heretyków i innych tym podobnych. Typowe dla takich hipokrytów jak oni. Wierzą w miłosiernego, łagodnego i dobrodusznego boga, a sami odwracają się potem od wszystkich nauk syna tegoż boga i idą mordować „niewiernych". Nienawidzę tych religii z Bliskiego Wschodu. Wszystkie są takie same. No, ale chociaż przynajmniej islam i judaizm nie kryją się z tym, że ich bóg każe im zabijać, bo są jego wybrańcami. Chrześcijanie powinni jednak postępować inaczej. Sami przecież sobie takie księgi spisali, gdzie głoszą miłosierdzie wobec własnych wrogów. Powinni się do tego stosować.

Zadrżała. Podświadomie poczuła, że wkrótce nadejdzie jego koniec. Choć widziała teraz wszystko oczyma Ragnara, to wciąż to była jej wizja, a nie jego. Widziała rzeczy, które dla niego pozostawały niewidzialne. Całą okolicę otaczała tęczowa aura. Rozsiana była dookoła całej polany, na której się teraz znajdowali. Gdy zaraz potem poczuła nagłą zmianę temperatury, już wiedziała, co się zaraz stanie.

Jego koniec nadchodzi. – dziewczyna uśmiechnęła się słabo, myśląc o tym. – Ale na pewno trafi do Valhalli. Widziałam tę tęczową łunę. Już na niego czekają.

To, co zrobiła w następnej kolejności, było kwestią jej instynktu. Wkroczyła głębiej w wizję i przeszła prosto do umysłu Ragnara. Chciała, aby wiedział, co go wkrótce czeka. Chciała, aby przestał się bać śmierci. Wiedziała już bowiem, że jej modły zostały wysłuchane.

Na krótką chwilę wizja polany zniknęła. Morana stanęła naprzeciwko Ragnara na pustym, ciemnoszarym polu. Była teraz w jego umyśle. Mężczyzna rozejrzał się dookoła, mocno zdezorientowany. Nie wiedział, co się stało, i dlaczego nagle się tu znalazł.

- Nie mów. – wymamrotał, zdezorientowany i nieco wystraszony. – Już umarłem? Kiedy?

- Jeszcze żyjesz. – odpowiedziała mu szybko dziewczyna, uśmiechając się przy tym do niego łagodnie. – Twój czas na tym świecie za moment jednak dobiegnie końca. Przybyłam spotkać się z tobą w ten sposób, aby coś ci przekazać.

- Co takiego?

- Trafisz do Valhalli. – Morana uśmiechnęła się nieco szerzej po tych słowach. – Widzę dookoła twojej osoby tęczową aurę. Pisane ci jest trafić tam, gdzie pragniesz po śmierci się dostać. Twoi przodkowie już tam na ciebie czekają. Nie musisz się o nic martwić. Nie musisz się niczego bać. Chwała w zaświatach już na ciebie czeka.

Ragnar przez dłuższą chwilę nie zareagował w żaden sposób. Stał jak wryty, wpatrując się w Moranę z niedowierzaniem. Chyba próbował pojąć, co właśnie usłyszał, i jednocześnie spróbować upewnić się, że to, co widział, naprawdę było wizją Morany, która w ten sposób do niego przybyła, a nie tylko marą spowodowaną wycieńczeniem i utratą krwi.

W końcu jednak się uśmiechnął. Na początku był to mały, ledwie widoczny uśmiech, który ostatecznie rozszerzył się. Ragnar zaczął się śmiać, z każdą chwilą coraz głośniej. Omal nie upadł na kolana w pewnym momencie, gdy od śmiechu zachwiał się i na krótką chwilę stracił równowagę.

- Ich bóstwo nie ma nade mną żadnej mocy. – powiedział w końcu. – Trafię do swoich przodków, i razem z nimi będę ucztować w wieczność z naszymi bogami.

- Dokładnie tak właśnie będzie. – zapewniła go Morana, wciąż się uśmiechając. – Niczego już się nie musisz obawiać. Możesz tym hipokrytom wykrzyczeć wszystko, co tylko zapragniesz. Nie musisz obawiać się końca. Moje modły zostały wysłuchane. Bogowie cię przyjmą, tak jak tego chciałeś.

- Dziękuję ci, Morano. – Ragnar podszedł do niej szybkim krokiem, po czym uścisnął ją, z trudem powstrzymując się od płaczu ze szczęścia. – Naprawdę ci dziękuję. Nie wiem, jak będę mógł ci się odwdzięczyć.

- Daj im przedsmak tego, czego wkrótce doświadczą w nadmiarze. – odpowiedziała mu cichym głosem brunetka. Ragnar spojrzał się jej prosto w oczy, a kąciki jego ust zadrżały, gdy z trudem powstrzymał się od uśmiechu. Wiedział już, co ona zaraz powie, i wiedział, co miała na myśli przez te słowa. I niezmiernie go to cieszyło. – Niech wiedzą, że nikt i nic ich nie uchroni przed gniewem twoich pobratymców. Że muszą zacząć się bać tych, których śmieją nazywać „niewiernymi" i „heretykami". Że nasi bogowie wciąż żyją, i że wciąż stoją po naszej stronie. I że żadna siła na tym czy na innym świecie nie powstrzyma nas od odwrócenia się od naszych wierzeń i zwyczajów.

- Tak właśnie zrobię. – zapewnił ją mężczyzna. – Nie musisz się patrzeć na mój koniec. – dodał po chwili, przeczuwając, że za moment ta wizja dobiegnie końca. – Wróć do mojego syna. Powiedz mu, że zginąłem. Ale nie doświadczaj tego osobiście. Nie czuj tego bólu, który mi jest pisany. Stanę naprzeciw tego sam, z dumą i godnością godną prawdziwego wikinga.

Morana w odpowiedzi tylko skinęła głową, godząc się na taki układ. Zaraz potem uścisnęła na pożegnanie Ragnara, po czym powoli wycofała się z wizji. Zatrzymała się w pewnej chwili na moment, chcąc upewnić się, że to, co widziała wcześniej, wciąż otacza króla nordyckiego. Tęczowa aura wciąż rozpościerała się dookoła, i była teraz jeszcze bardziej widoczna niż wcześniej. Usłyszała jednocześnie, jak Ragnar wykrzykuje w swoim języku swoich oprawców przekleństwa i zapewnia ich, że po swojej śmierci trafi do Valhalli. Wiedząc, że zaraz po tym nastąpi jego koniec, wróciła do wycofywania się z wizji. Robiąc to, poczuła przez moment krótkie ukłucie bólu i wiedziała już, że mężczyzna zginął.

Ocknęła się gwałtownie, jak gdyby z jakiegoś koszmaru. Jednocześnie wypuściła z siebie długie, ciężkie westchnięcie, jak gdyby jednocześnie wstrzymywała w napięciu oddech, i dopiero teraz mogła odetchnąć swobodnie.

Nie uszło to uwadze Ivara. Drgnął on nieznacznie i momentalnie przysunął się bliżej Morany.

- Co się stało? – spytał się jej, wyraźnie poruszony. Widział po jej minie, że z pewnością doświadczyła jakiejś wizji. Wiedząc, że była wieszczką, był pewien tego, że mogło to mieć coś wspólnego z jego ojcem. Taka myśl tylko jeszcze bardziej motywowała go do dowiedzenia się, co też dziewczyna właśnie zobaczyła.

Gwardziści płynący z nimi również to zauważyli. Zerknęli z uwagą na dziewczynę, ciekawi tego, co się stało. Oni, tak jak reszta rezydentów zamku w Wessex, wiedzieli o zdolnościach faworytki króla Ecberta. Nic jednak nie powiedzieli. Rzucali tylko co jakiś czas zaintrygowane spojrzenia w jej stronę, licząc na to, że być może uda im się jednak czegoś dowiedzieć.

- Czy to już się stało? – Ivar zadał jej kolejne pytanie, tym razem nieco cichszym głosem. Morana spojrzała się na niego, wciąż milcząc. – Czy zobaczyłaś mojego ojca? Czy on już…?

- Tak. – odpowiedziała mu w jego języku. – Twój ojciec już nie żyje.

Po tych słowach mowa ciała chłopaka diametralnie się zmieniła. Wszelkie ciepło, jakie jeszcze widniało w jego spojrzeniu zanikło, jego ramiona opadły nisko, a on sam zgarbił się nieznacznie, jak gdyby jakaś niewidzialna moc nagle wyssała z niego siły życiowe. Widząc to, Morana ujęła jego dłoń w swoją, zmuszając go tym do spojrzenia się na nią.

- Trafił dokładnie tam, gdzie chciał się dostać po swojej śmierci. – powiedziała do niego cichym, łagodnym głosem, jednocześnie uśmiechając się do niego pogodnie. – Jest już ze swoimi przodkami. Odnalazł spokój, którego poszukiwał całe swoje życie. Nie musisz się zamartwiać o jego ducha. On już jest w lepszym miejscu. Teraz musimy skupić swoje myśli na czymś innym.

- Wiem. – Ivar odpowiedział jej po dłuższej chwili milczenia. Żywioł emocji nagle powrócił do jego spojrzenia. Chłopak uśmiechnął się kątem ust, pilnując się jednocześnie, aby gwardziści króla Ecberta nie dostrzegli teraz jego wyrazu twarzy. – Ci ludzie wkrótce dowiedzą się, co to znaczy gniew tych, których śmieją nazywać heretykami. I że to nasze wiary będą tymi, które wygrają na sam koniec.

Morana z trudem powstrzymała triumfalny uśmiech, słysząc to. Osiągnęła dokładnie to, co chciała. Zyskała sojusznika w walce o dominację ich religii. Miała szansę na wypełnienie swojej misji i ocalenie tego świata przed całkowitą zagładą.

Nowa era jest o krok bliżej nas. Mam realną szansę na zmienienie tego świata na lepsze. Mam szansę na ocalenie go. I ten chłopak w tym mi pomoże.