7. Początki

— Chcesz, żebym, co zrobił? — Malfoy popatrzył na Harry'ego jakby ten stracił rozum. Ostatnio obdarzał Pottera tym spojrzeniem bardzo często.

— Chcę, byś nauczył mnie myśleć jak Ślizgon — Harry powtórzył powoli.

— Potter, to jest… jesteś krańcowym Gryfonem! Usiłowanie nauczenia ciebie myślenia po ślizgońsku będzie jak… jak… jak próbowanie edukować pierwszorocznego eliksirów z poziomu OWTM-ów!

— Więc to, że jesteś taki świetny w eliksirach dobrze wróży, prawda? — Harry westchnął, gdy nie uzyskał żadnej odpowiedzi. — Słuchaj, jest pełno uczniów, którzy przybywając po raz pierwszy do Hogwartu, nie wiedzą, jak być Ślizgonem. Uczą się tego dopiero po przydzieleniu ich do Slytherinu, prawda? Jesteś krańcowym Ślizgonem, więc kto mógłby być lepszy do szkolenia mnie, jak nie ty?

— Potter, nie możesz mówić poważnie!

— Jestem całkowicie poważny.

— Dlaczego chciałbyś umieć myśleć jak Ślizgon? Do czego mógłbyś to wykorzystać… Chcesz użyć tego w wojnie!

— Nie, powiedziałem ci już. To nie ma nic wspólnego z wojną. Potrzebuję się tego nauczyć do czegoś, co zaplanowałem zrobić po wojnie.

— Czyli do czego?

— Myślisz, że ci powiem! — Harry potrząsnął głową. — To i tak nie ma znaczenia. Poza tym już się zgodziłeś, pamiętasz?

Malfoy wpatrywał się w niego przez pełną minutę, po czym pokręcił głową.

— Świetnie. — Znów patrzył na Harry'ego jakby ten był szalony.

— Dobrze. Teraz, skoro już się ze sobą zgodziliśmy, porozmawiajmy o tym, jak utrzymamy to w tajemnicy. Sądzę, że powinniśmy pod koniec każdego spotkania robić plany. Biorąc pod uwagę zajęcia, prace domowe i quidditch, nasze harmonogramy i tak będą wystarczająco napięte. Jeśli będziemy widywać się nieregularnie, o różnych porach dnia i w różnych miejscach, będzie znacznie trudniej przyłapać nas razem. Myślałem o spotkaniach co najmniej raz w tygodniu. A jeżeli będzie możliwe, to częściej. Jak sądzisz, na jak długo możesz się wyrwać, tak średnio?

Malfoy milczał podczas małej przemowy Harry'ego i nawet nie próbował przerwać. Wydawał się wciąż być w szoku.

— Nie wiem. Gdybyśmy spotykali się raz na tydzień, mógłbym dać radę tak na trzy, cztery godziny.

— Dobrze. Chcę przeznaczyć przynajmniej dwie godziny na każde spotkanie, jeśli będzie taka możliwość. Może być bezpieczniej spróbować widywać się rzadziej, ale na dłużej. Zobaczymy, jak nam to wyjdzie. — Po raz trzeci tego dnia, Harry sprawdził czas. — Powinniśmy chyba już wracać. Ustalmy kiedy następne spotkanie, gdzie i na jak długo?

Malfoy zdawał się w końcu otrząsnąć z szoku i na jego twarzy pojawił się jeden z jego zwyczajowych grymasów.

— Czwartek po kolacji. Na trzecim piętrze jest klasa, z której możemy skorzystać. Być może uda mi się wygospodarować czas do ciszy nocnej.

— Doskonale. Pasuje mi. Mam już pomysł, co powiedzieć Ronowi i Hermionie.

— Wciąż nie wiem, jak, do diabła, mam nauczyć ciebie myślenia po ślizgońsku — powiedział Draco z niesmakiem.

— Cóż, masz czas do czwartku wieczorem, by coś wymyślić.

oOOOo

W czwartek wieczorem przy kolacji, Harry zastosował tę samą wymówkę, której użył, kiedy opuścił przyjaciół w Trzech Miotłach. Podczas gdy Hermiona znów była zajęta prywatną rozmową z Ginny, zasugerował kumplowi, że zniknie i uciekł, zostawiając zarumienionego i jąkającego się Rona, zanim dziewczyna zdołała obrócić się i go zatrzymać. Po dotarciu do klasy na trzecim piętrze, zastał Draco Malfoya chodzącego tam i z powrotem przed tablicą. Gdy Ślizgon zatrzymał się, żeby spiorunować Gryfona wzrokiem, Harry odwrócił się i rzucił zaklęcia na drzwi oraz kilka szybkich wykrywających na pomieszczenie.

— Dobra, Potter. Jeżeli jesteś tego pewny, będziesz musiał uważać. — Malfoy znów zaczął chodzić. Harry przeszedł do ławki w pierwszym rzędzie i wyciągnął coś z kieszeni szaty. Draco zatrzymał się, gdy zobaczył trzymany przez Pottera przedmiot. — Co to jest?

— Mugolski zeszyt. Przyniosłem też mugolski długopis. Pomyślałem, że to będzie łatwiejsze, niż używanie pióra i pergaminu. Zaczarowałem je tak, by nikt oprócz mnie nie mógł tego czytać.

— Zeszyt? — zaszydził Malfoy.

— Poproś pierwszorocznego, żeby zrobił eliksir z poziomu OWTM-ów bez notatek, a uzyskasz eksplodujący kociołek — zażartował Harry.

— Doprawdy, Potter. Jeżeli nie masz zamiaru brać tego na poważnie…

— Malfoy, przyniosłem zeszyt, ponieważ traktuję to serio. — Harry pozwolił sobie na pokazanie swojej determinacji. Ślizgon wydawał się być wstrząśnięty tym, jak bardzo Gryfon był zdecydowany.

— Dobra. Zacznijmy więc. — Draco wznowił chodzenie i zaczął… wykładać. W pewnym momencie skorzystał nawet z tablicy.

Harry był zdziwiony, że temat okazał się być niesamowicie interesujący. Myślał, że… lekcja… to będzie coś jak skrzyżowanie polityki z książką, o której opowiedziała mu Hermiona — nosiła tytuł "Sztuka wojny" — i porcją poważnego aktorstwa.

Zadawał wiele pytań i Malfoy wyglądał na zaskoczonego niektórymi z nich, jak również zrozumieniem przez Pottera części zagadnień, które Ślizgon nazywał podstawami. Natomiast Harry ze swojej strony był zdumiony tym, że już wcześniej domyślał się pewnych rzeczy, o których mówił Malfoy i rozumiał je, dzięki swoim ostatnim zmaganiom z Voldemortem i Zakonem.

Chłopcy byli tak zaabsorbowani lekcją, że ledwo zdążyli dotrzeć do swoich dormitoriów przed ciszą nocną. Chociaż żaden z nich nie chciał tego przyznać, to obaj uznali czas spędzony razem za bardzo przyjemny. Oczywiście, będąc tym kim byli, bardzo uważali, by ten drugi nie odkrył tego małego faktu.

oOOOo

W ciągu najbliższych kilku tygodni Harry i Draco umówili się kilkanaście razy. Odkryli nawet, że czasem łatwiej było im się widywać o wcześniejszych porach — udało im się spotkać dwa razy po śniadaniu, gdy obaj poszli na nie wcześniej. Wtedy też zdecydowali, że gdy pogoda będzie ładna, wyjdą na zewnątrz. Postanowili — skoro niewielu uczniów było na nogach tak wcześnie — zrobić poranne spotkania stałymi. Chociaż wciąż byli ostrożni i zmieniali miejsce lekcji. W zależności od tego, jak wcześnie skończyli śniadanie, mogli wykorzystać dwie lub trzy godziny na naukę ślizgoństwa.

Harry szybko zapełnił pierwszy zeszyt i rozpoczął drugi. Szokujące, że efektem ubocznym ich spotkań było wyciszenie antagonizmu pomiędzy nimi. Nadal dość często się kłócili, jednak wzajemne obrażanie się zostało złagodzone do ostrego rodzaju dokuczania sobie. Nie żeby ktokolwiek z zewnątrz patrząc na nich, mógł zauważyć różnicę.

Widywali się wystarczająco często, by poruszać także inne tematy. Czasami rozmawiali nawet o pracach domowych. Po pierwszym razie, gdy zakończyli spotkanie, pomagając sobie uczyć się do testu, Malfoy dokuczał Harry'emu, że ten tak naprawdę zawarł umowę tylko po to, żeby uzyskać pomoc w zdaniu OWTM-ów.

Jednak ta sytuacja wciąż była zbyt niestabilna dla każdego z chłopców, aby uznać obecną formę ich relacji za przyjaźń. Między nimi zbyt wiele się zdarzyło, by tak szybko dotrzeć do tego punktu. Obaj odmawiali myślenia o tym, czym stanie się ich znajomość, jeżeli te zmiany będą postępować.