Jego matka nie mrugnęła nawet okiem, gdy wrócił tego dnia niemożliwie późno do domu. Zastanawiał się czy dziękować Erice, czy ją przeklinać. Wyjście z nimi było przyjemne – prawie jak podwójna randka, chociaż czuł się przez pewien czas jak piąte koło u wozu. Erica i Boyd byli dla siebie niesamowicie słodcy i nawet jego zaczynało to mdlić. Stiles, natomiast nie mówił za wiele, co nie było normalne. Zastanawiał się czy nie krępuje omegi, i to musiało być to, bo Reyes zerkała raz po raz na chłopaka z wyraźnym zmartwieniem.
Derek jednak nie mógł narzekać. Obserwował Stilesa jak długo był w stanie wychwytując najdrobniejsze reakcje – jak wtedy, gdy oczy omegi zabłyszczały zaskoczeniem, gdy trafił na niezmielony owoc w swojej porcji lodów. To jednak oznaczało, że Derek widział jak ten różowy język wchodzi raz po raz w kontakt z rożkiem. I to już było prawdziwą torturą, bo zdał sobie sprawę, że gdyby Stiles otworzył szerzej usta, zapewne cały lód zmieściłby się w nich bez problemu.
Erica musiała źle odczytać jego nagłe milczenie, bo przestała szeptać do Boyda o swoich najnowszych planach na dzień.
- Stiles zawsze celebruje jedzenie. Ma dość specyficzną skalę wartości. Najpierw jestem oczywiście ja, potem jedzenie i cały świat – zażartowała i Stiles czknął.
- Jesteś pewna, że jedzenie nie stoi wyżej? – spytał Boyd i o dziwo chyba pierwszy raz widział, aby jego przyjaciel żartował.
Nie mógł nie roześmiać się, ale ten dźwięk zamarł mu w gardle, gdy zdał sobie sprawę, że Stilesa to wcale nie ubawiło. Omega, co prawda uśmiechał się, ale intuicja podpowiadała mu, że ten wyraz twarzy jest sztuczny.
- Pamiętam nasze zawody w jedzenie frytek – ciągnęła dalej Erica, zapewne kompletnie nie wiedząc, że Stiles nie partycypuje w ogólnej wesołości. – Zawsze mnie pokonywał. Czasem się zastanawiam czy jest w stanie włożyć do ust całą porcję – dodała, a potem zdała sobie sprawę jak to brzmi i zaczerwieniła się wściekle. - Chryste, Stiles. To nie tak, że Derek nie wie jak dużo musimy zjeść przed pełnią – prychnęła, uderzając w ramię omegę, który uparcie milczał. – Jego omega zapewne też wiele je – dodała i spojrzała na niego, jakby szukała ratunku.
Nie bardzo wiedział, co powinien powiedzieć. Wciąż nie chciał mówić im, że to ze Stilesem spędził tę jedną jedyną pełnię. Nie, dopóki Stiles nie zechce mu dać kolejnej szansy. Nie bał się Miguela, ale nie miał ochoty wysłuchiwać wykładu na temat tego, co już wiedział. Jego matka wyjaśniła mu dogłębnie jak wielkim dupkiem był, a nie znała połowy historii. Nie mówił jednak o swojej omedze i zakochani wokół, którzy zajmowali się głównie sobą, ułatwiali mu to. Nie chciał, aby to było odczytywane jako wstyd. Owszem był zażenowany swoim zachowaniem, ale nie omegą. Już nie.
- W zasadzie, kiedy tak wspomniałaś… - zaczął ostrożnie, starając się nie patrzeć na Stilesa. – Mój omega naprawdę sporo je. Byłem trochę zaskoczony, ale pełnie zabierają sporo energii, więc… - wzruszył ramionami.
Erica spoglądała na niego w czystym szoku.
- Poważnie? Tyle wystarczy, żeby namówić cię do mówienia? – spytała kompletnie zaskoczona. – Wiem z dobrych źródeł, że każdego zastanawia, kim ta omega jest. I mówisz, że to facet? Chyba nigdy nie spotykałeś się z chłopakiem – ciągnęła dalej i pomiędzy jej brwiami pojawiła się zmarszczka.
Derek wzruszył ramionami.
- Nie, ale… - urwał. – Myślę, że to kwestia odpowiedniej osoby. Kiedy się odnajdziecie, nic nie ma znaczenia – przyznał i poczuł jak zaczyna się czerwienić, bo Erica spojrzała na niego tak, jakby wyrosła mu nagle druga głowa.
- Vernon, on jest już w stadium kompletnego zakochania – parsknęła. – To jest najsłodsza rzecz jaką słyszałam z twoich ust. Już się nie wywiniesz, kolego! Opowiadaj o tym tajemniczym gościu.. – dodała i pochyliła się w jego kierunku.
Czuł na sobie wzrok Stilesa i zastanawiał się czy jeśli się trochę odkryje, chłopak przestanie się przy nim tak pilnować. Coraz częściej miał wrażenie, że jego omega milkł na jego widok. I to nie była przyjemna myśl.
- Jest… - zaczął i urwał. – Jest niesamowity – powiedział w końcu szczerze. – Inteligentny i wygadany. Trochę dziwny, ale w taki… w taki nieodstraszający sposób – przyznał.
Erica przewróciła oczami, jakby kompletnie jej to nie ruszało.
- Wszystko, co dziwne i inne, odstrasza – odparła, jakby znała to z autopsji i może tak było.
- Nie, niekoniecznie. Jak poznasz inne, przestaje być dziwne i przestaje dziwić – przyznał i zamarł, bo po raz pierwszy zdał sobie sprawę, jak wiele w procesie lubienia i dostrzegania Stilesa zabrało faktyczne poznanie go.
Nawet te komiksy nie wydawały się książkami dla dzieci, gdy zdał sobie sprawę jak wiele poważnych tematów poruszały. Zdrada, ból po stracie bliskich – uniwersalność obrazkowego przekazu zszokowała go. Nie był fanem, ale rozumiał, dlaczego ktoś chciałby wieczorami czytać te historie. Poruszały równie mocno jak te bez ilustracji.
- Po prostu nie jest kimś, kogo się spodziewałem – powiedział.
Erica wzruszyła ramionami.
- Akurat tym mnie nie zaskoczyłeś, jeśli mam być szczera – podjęła ostrożnie. – Zawsze uważałam cię za tchórza – przyznała.
- Erica! – warknął Stiles.
Spojrzała na niego przelotnie.
- No co? Nie jest tchórzem? On może jeszcze usprawiedliwić fakt, że nie miał jaj, żeby tego swojego omegę zaprosić, skoro nie chodzą do tej samej szkoły. Ale ten twój dupek? – prychnęła z wyraźną odrazą. – Gdyby był chociaż w połowie tak zakochany jak Derek… - westchnęła.
Stiles przybladł lekko, ale nawet nie drgnął.
- Co było, jest za nami – powiedział jego omega ostrożnie ważąc słowa.
Derek nie wiedział nawet jak zareagować. Stiles, jednak wstawał już od ich stolika, zerkając co rusz na zegarek.
- Miguel mnie odbierze – rzucił omega. – Zdzwonimy się wieczorem. Masz chociaż wstęp do tego eseju?
- Powiedzmy, że nie mam nic, ale mam plan? – zaryzykowała Erica.
Stiles jednak nie odpowiedział już, wychodząc z lodziarni.
- Powinnaś mu dać spokój – powiedział Boyd spokojnie.
- Nie. To jest jego metoda ucieczki. Jak zawsze Miguel – westchnęła Reyes. – To było dobre, gdy byliśmy dziećmi. Złe i niedobre dzieciaki z piaskownicy śmiały się z nas i wtedy Miguel przychodził skopać im tyłki. Teraz jesteśmy dorośli – poinformowała ich. – Stiles powinien przestać się za nim chować.
Zapadła niewygodna cisza i Derek nagle stracił apetyt na lody. Zresztą zaczynały się topić. Nie chciał rozmawiać o Miguelu. Samo wspomnienie obcego alfy stawiało go w pionie i starał się trzymać od niego jak najdalej. Pomyślałby, że Erica robiła to specjalnie, ale ona skierowała swoją uwagę ponownie w pełni w stronę Boyda, nieświadoma jego reakcji.
Nie byli przyjaciółmi ani dobrymi znajomymi. Nie znała go, więc nie wiedziała również jak odczytywać jego milczenie.
- Dlaczego uważałaś mnie za tchórza? – spytał w końcu, bo ta kwestia nie dawała mu spokoju.
Był alfą a to godziło w fundament jego jestestwa. Nie uchylał się przed zawodnikami drużyn przeciwnych, którzy niejednokrotnie otwarcie go taranowali na boisku. Nie bał się siniaków i złamań.
Erica prychnęła, jakby doskonale wiedziała o czym myślał.
- Wiesz ile musiało kosztować Boyda przyznanie się otwarcie do tego, że jestem jego omegą? – spytała retorycznie. – Oboje zdajemy sobie sprawę ze Stilesem, że odstajemy od waszych śmiesznych norm.
Lydia nigdy nie zaprosi mnie na jedną ze swoich imprez. I jest to pewna forma ostracyzmu. Zaproszenie mnie na randkę przez lata wiązało się z tym, że ta społeczna zaraza dotknie też chłopaka, który zaprosiłby mnie. Boyd się nie bał – powiedziała z pewną dumą w głosie.
Derek przypominał sobie wyraźnie jak jego przyjaciel wstał tamtego dnia i podszedł do Erici. Te szepty nie były przyjemne. I Erica była zszokowana. Teraz w pełni rozumiał, że nie chodziło o Boyda. Może Vernon nawet podobał się jej wcześniej, skoro zdecydowała się jednak z nim wyjść, chociaż pełnia nie uderzała w nią tak mocno jak w innych z powodu leków. Nigdy wcześniej o tym tak nie myślał.
- A, przecież mógł podejść do mnie, gdy nikt nie widział – ciągnęła dalej. – Myślałam, że nie potrafiłbyś zrobić czegoś podobnego dla swojego omegi, ale pomyliłam się. Siedzisz z nami, chociaż przecież Lydia przyjęłaby cię z otwartymi ramionami. Przeciwstawiłeś się jej, chociaż nie musiałeś. Nikt nie kazał ci zrywać tej przyjaźni, ale jednak jesteś lojalny w stosunku do Boyda. I potrafię to docenić. Wiem, że ci również nie było łatwo – powiedziała i nie tego się spodziewał. – Wiem, że wy popularni chłopcy jesteście przywiązani do tego, co o was myślą. Na pewno nie zyskujesz na tym, że siadasz ze mną i ze Stilesem.
- Nie przesadzaj – westchnął Boyd, wtulając się w jej szyję. – Dla mnie jesteś doskonała.
ooo
Derek z łatwością odnalazł szafkę Stilesa. Wiedział, że koszulka nie może nosić jego zapachu, więc poprosił, aby mama wyprała ją w czymś słodkim i świeżym, co pasowałoby do aromatu ciała omegi. Dla niego Stiles pachniał trochę jak miód. Słowa Erici wciąż nie dawały mu spokoju, ale na dobrą sprawę nie wiedział, co powinien zrobić. Może i faktycznie był tchórzem. Czuł się jak tchórz, gdy wracał pamięcią do ich rozmowy.
Upewnił się, aby kilka godzin później przejść koło szafki Stilesa, kiedy chłopak akurat wyjmował książki, a jego niewielki prezent wypadł na korytarz. Omega nie zdążył złapać koszulki, ale Erica ze zmarszczką między brwiami podniosła ostrożnie kawałek materiału, jakby spodziewała się jakiegoś wrednego żartu, co w zasadzie mogło się wcześniej zdarzyć. Derek nie ryzykował pisania liścików. Nie wiedział zresztą, co miałby powiedzieć. Nigdy nie był dobry ze słowami.
- Co to? – spytała Erica, gdy Stiles parsknął rozbawiony.
I Derek przybił sobie mentalną piątkę.
- Koszulka – odparł omega i przyłożył nos do kołnierzyka, jakby spodziewał się odnaleźć resztki zapachu.
Stiles zmarszczył brwi, zapewne nie rejestrując nic prócz płynu do płukania tkanin. Derek już o to zadbał.
- Jest świetna – powiedział chłopak wyraźnie ucieszony. – Ten minerał tutaj, który jest opisany wzorem, został odnaleziony pod miasteczkiem o nazwie…
- O Boże, tylko nie chemia – prychnęła Erica. – Od kogo ją dostałeś? – spytała dziewczyna rzeczowo.
Stiles wzruszył ramionami.
- Nie wiem – przyznał omega po chwili.
- Ktoś z kółka chemicznego? – zaryzykowała Erica. – Nie! Wiem! To od tego twojego alfy – odparła.
Stiles zdrętwiał, co nie było całkiem dobrą reakcją. Derek już sądził, że został odkryty, gdy chłopak nagle potrząsnął głową.
- Nie sądzę – odparł Stiles spokojnie.
- Więc jakiś nowy adorator? – zaczęła Erica zadziornie.
Stiles się bynajmniej nie rozluźnił. Rozejrzał się tylko wokół, więc Derek starał się udawać, że zagląda do swojej szafki, a nie gapi na nich jak ostatni idiota. Czuł kiedy wzrok Stilesa osiadł na nim jak poranna mgła. I zrobił wszystko, aby nawet nie drgnąć.
- Nie sądzę – powtórzył Stiles trochę wolniej. – Pewnie jakiś głupi żart – stwierdził, pakując koszulkę do środka.
ooo
Derek, jak co dzień zabrał swoje śniadanie i spojrzał w kierunku ukrytego za fikusem Stilesa. Pojęcia nie miał, dlaczego nadal nie przestawili tego kwiatka, ale omega wydawał się do niego przywiązany. Boyd siedział już z Ericą, żartując z czegoś i Derek nagle wiedział, co powinien zrobić. Reyes twierdziła, że brała go za tchórza, ale zmieniła zdanie. I nie wiedziała nawet jak bardzo się myliła. On po prostu późno załapał jak odważny powinien był być. I bardziej bał się siebie niż tego, co pomyśli ta cholerna szkoła. Bardziej bał się tego, co zrobi Stiles. Nie znał omegi wtedy i chciał go z góry wtłoczyć w ramy, które wydawały mu się oczywiste. W przypadku Stilesa jednak nie było nic oczywistego.
Wziął głębszy wdech i wbił wzrok w omegę ukrytego za fikusem. Boyd spojrzał na niego zaskoczony, jakby wychwycił nawet z tak daleka zmianę w jego zachowaniu. Może miał jeden z tych wyrazów twarzy, które przybierał na boisku, gdy piłka była w jego rękach. Nie zamierzał zmarnować tej okazji.
Podszedł do stolika, który stał się ich i nie usiadł.
- Stiles – powiedział nabierając więcej powietrza. – Chciałbyś wyjść ze mną dzisiaj wieczorem? – spytał wprost.
Omega wpatrywał się w niego w szoku i słyszał wyraźnie, że rozmowy wokół ucichły. Chłopak rozejrzał się zdezorientowany, jakby sądził, że jest tutaj ktoś inny o tym imieniu i Derek nie mówił wcale do niego. A potem spojrzał na niego tak, jakby nie rozumiał.
- Czy wyjdziesz ze mną dzisiaj wieczorem? – powtórzył Derek.
Wyraz czystego szoku nie ustąpił z twarzy omegi.
- Jasne – powiedział tylko Stiles, a potem przygryzł wargę i wydawał się przerażony, jakby jego usta zadziałały wbrew jego woli.
Derek uśmiechnął się do niego szeroko i zajął swoje miejsce. Sądził, że wszystko wróci do normalności, ale Lydia trajkotała jak szalona kilka stolików obok, a Erica wpatrywała się w niego z wdzięcznością w oczach, jakby sprawił jej jakiś cholerny prezent. Stiles milczał jeszcze bardziej niż przeważnie i chociaż przecież coś powinno się pomiędzy nimi przełamać – czuł się tak, jakby chłopak był jeszcze dalej od niego niż dzisiejszego poranka.
Tylko Boyd przyglądał mu się jednocześnie podejrzliwie i spokojnie – jak to tylko on miał w zwyczaju.
