Nie mógł doczekać się szlabanu Weasleya i Granger. Całą noc zastanawiał się jakie paskudne zadania powinien im przydzielić i każde wydawało się nie dość dobre. Kiedy o równo osiemnastej usłyszał pukanie do drzwi nie mógł powstrzymać swojej ciekawości.

- Wejść.

Wszystko poszło dobrze- Granger miała zaczerwienione oczy i nos, ale i Weasley nie wyglądał na zadowolonego z życia. Patrzył we własne stopy. Snape spojrzał pytająco na Granger, a ta skinęła głową. Czyli cięcie było szybkie i dość bolesne.

- Witam w ten wesoły dzień. Jak tam twoje spotkanie, Weasley?

Chłopak posłał mu mordercze spojrzenie.

- Dzisiaj ty zajmujesz się kociołkami, Weasley. A ty, Granger, pomożesz profesor Trelawney spisywać filiżanki i paczuszki z herbatą.

Dziewczyna skrzywiła się, ale bez słowa poszła.

- Weasley, kociołki. Bez magii. Różdżkę dajesz mnie- wyciągnął dłoń i czekał aż gładkie drewno dotknie jego palców. Sapnął z niezadowolenia- Idioto. NIGDY nikomu nie oddajesz różdżki! Choćby błagał cię o to sam Dumbledore!

Wcisnął mu różdżkę do ręki i ruszył szybkim krokiem do sali Eliksirów.

- Ale dlaczego? Jeśli Dumbledore by mnie poprosił, to bym mu oddał tak, jak panu.

- A gdybym był szpiegiem? Byłbyś teraz całkowicie na mojej łasce. W dodatku pamiętaj, że Śmierciożercy mają Eliksir Wielosokowy i bez problemu mogą zmienić się w Dumbledora. Gdyby to była Granger, to nie trzeba byłoby niczego tłumaczyć. W ogóle nie trzeba byłoby zaczynać tej dyskusji, bo ona nie oddałaby różdżki. Usiadł w fotelu lekko niezadowolony- coś za dużo o niej myśli. To pewnie kwestia tego półgłówka, który obchodził się z nią tak paskudnie. Skończył sprawdzać prace i przyjrzał się Weasleyowi. Co w nich jest takiego pociągającego? Owszem, Bill i Charlie byli przystojni- zazdrościł im wyglądu. Obaj przypominali swojego ojca za czasów młodości. Ale bliźniacy, Persival i Ronald? Cała czwórka wybitnie głupia, infantylna i bez elastyczności umysłowej, która cechowała ich starszych braci. Wszyscy wysocy, długonosi, rudzi i piegowaci- osobiście nie widział w nich niczego ciekawego (nie, żeby się tym specjalnie interesował). Skąd więc to zainteresowanie? Nie sądził, by potrafili umiejętnie uwodzić kobiety- prawdę mówiąc po wczorajszej podsłuchanej rozmowie doszedł do wniosku, że być może to ich bezpośredniość i wątpliwa sława. W końcu nazwisko Weasley wymawiano na tym samym oddechu co Potter. A Snape nienawidził brzmienia tych dwóch nazwisk. Nawet gdyby Potterowie przeżyli i to Longbottom miałby teraz bliznę na czole, to i tak nienawidziłby syna Lilly i Jamesa, bo byłby jeszcze bardziej podobny do ojca. Spojrzał w szybę okna i przy panującej na zewnątrz ciemności mógł dokładnie się sobie przyjrzeć, ale nie był to zbyt przyjemny widok. Był wychudzony i blady, a jego długi, haczykowaty nos z profilu wydłużał mu twarz, która i tak krótka nie była. Usta średniej wielkości, wargi cienkie i niezdrowo blade. Czarne, jak skrzydło kruka włosy sięgały ramion i wyglądały na tłuste. Jedynie dwie rzeczy podobały mu się w swoim wyglądzie- wzrost, dzięki któremu mógł spoglądać na większość uczniów z wysokości metra i dziewięćdziesięciu centymetrów oraz oczy, które miał po swojej zmarłej matce. W kształcie migdałów z ciemną oprawą długich rzęs skrywających lśniące, czarne tęczówki, których nie dało się rozróżnić od źrenicy (co zawsze sprawiało problem w przypadku zatrzymania przez mugolską policję, która sądziła, że posiada narkotyki, bo inaczej nie miałby tak rozszerzonych źrenic). Nie zmienia to jednak faktu, że żadna kobieta przy zdrowych zmysłach nie nazwałaby go przystojnym. Kobiety, z którymi spółkował prawie dwie dekady temu, były sprowadzane przez Czarnego Pana ku uciesze jego sług. Nie lubił tego, ale w obawie przed wyśmianiem, niejednokrotnie w roli zmuszanego i zmuszającego, robił to. W oczach tych kobiet widział jedynie pogardę, wstręt i strach- wszystkie trzy emocje odnoszące się zarówno do jego odpychającego wyglądu, jak i do statusu Śmierciożercy. Seks nigdy nie kojarzył mu się z przyjemnością, cokolwiek mówiłby Dumbledore. Weasley skończył pracę i niechętnie stanął przy jego biurku.

- Skończyłem.

- Skończyłem, panie profesorze- poprawił odruchowo i uśmiechnął się na widok wściekłości wypływającej na twarz chłopaka- Coś się stało, Weasley?

- To pana wina, prawda? Powiedział pan coś Hermionie wczoraj wieczorem i dlatego zachowała się jak… no, jak nie ona.

- Weasley, wczoraj rozmawiałem z Granger na tematy, których twój ograniczony umysł i tak by nie pojął, więc nie będę cię męczył tłumaczeniem- uśmiechnął się paskudnie.

- Wiem, że to pana sprawka!

- Weasley, czy naprawdę sądzisz, że obchodzi mnie komu Granger pozwala wkładać rękę pod bluzkę?

- Ee… No…- jak zwykle problemy z odpowiedzią przy najbardziej nawet oczywistym pytaniu.

- Jesteś wolny.

Zostawił chłopaka z otwartymi ustami. W sumie pytanie było podchwytliwe- kilka dni wcześniej sam nie podejrzewał się o to, że będzie wyjawiał najbardziej bolesny sekret swojego życia gryfonce. Poczuł palący ból w lewym przedramieniu. Wspaniale, pomyślał sarkastycznie. Dwie minuty później stał na cmentarzu koło Little Haddinghton- Czarny Pan zawsze wybierał wyjątkowo malownicze miejsca. Skupił się i rozejrzał- spod jednego z kapturów zwisała blond kita.

- Lucjuszu…

- Severusie, zawsze mnie rozpoznasz, prawda?- zaśmiał się mężczyzna ukryty za maską.

- Od jak dawna przebywasz na wolności?

- Od ponad dwóch tygodni. Słyszałem…- zniżył głos- pewne nowości dotyczące Dracona. Jestem wyjątkowo zadowolony z tego, że mu odpowiednio wszystko wytłumaczyłeś.

Snape uśmiechnął się krzywo. Ten człowiek nawet nie napisał listu do swojego syna, który wpatrywał się w ojca, jak w obrazek. Po kilku minutach zebrali się w półokrąg i wpatrywali z uwielbieniem w swojego przywódcę. Czarny Pan sfrunął z nieba bez pomocy miotły i uśmiechnął się szeroko.

- Witajcie ponownie. W ostatnim czasie kilku z was było wzywanych prywatnie, ale unikałem zebrań. Dopiero co wróciłem z pewnej podróży i wnioskami chciałbym się z wami podzielić. Potter wraz ze swoimi sługami udali się we wrześniu do Durmstrangu poszukując informacji, jak można mnie zniszczyć. Nie znalazł niczego- aplauz- Jednakże jego podróże są niebezpieczne. Severusie?

Snape ukłonił się i zaczął mówić.

- Mój panie, Potter powrócił w październiku do szkoły i zgodnie z poleceniem trzymam na nim i na jego przyjaciołach oko. W tej chwili trio jest rozbite- uśmiechnął się paskudnie- Napuściłem Granger na Weasleya, a Potter nie chce się wtrącać w ich sprawy.

- Wspaniale, wspaniale… Należałoby to wykorzystać. Masz jakieś pomysły?

Snape był jedynym Śmierciożercą, którego rad wysłuchiwał Czarny Pan.

- Tak, mój panie. Odbędę więcej rozmów z Granger, by utrzymywać ją w gniewie na przyjaciół. Weasley i Potter na pewno się pokłócą, jeśli odpowiednio nią posteruję. Z całej trójki ona jedyna zdaje się wierzyć w moje „nawrócenie".

Zaśmiał się paskudnie, a Czarny Pan zawtórował mu.

- Podoba mi się ten pomysł. Łatwo nią sterować?

- Raczej tak. Ma miękkie serce, chociaż twardą głowę. Musi znaleźć powód, by się nad kimś litować i mu pomagać, ale muszą to poprzeć odpowiednio mocne argumenty.

- Wierzę, że ty, jako jedyny, będziesz w stanie dać sobie radę z argumentami- przyjrzał mu się z tajemniczym uśmiechem, który zazwyczaj zwiastował problemy dla osoby, na którą tak patrzył- Z litością też powinieneś sobie dać radę. Łatwo jest się nad tobą litować, Severusie- z tłumu dobiegły szydercze śmiechy, ale on wpatrywał się w twarz czarodzieja stojącego przed nim- Opowiedz jej kilka bajek o tym, jak bardzo żałujesz swojej „przeszłości" i jak potrzebujesz wsparcia. Powinno zadziałać.

Skrzywił się- miał nadzieję nie mieć z nią już nic do czynienia.

- Panie, to jest szlama…

- Dobrze wiem kim ona jest!- zagrzmiał Czarny Pan. Najwidoczniej humor szybko mu się pogorszył- Masz to zrobić, Severusie! Następne pytanie: gdzie znajduje się Dumbledore?

- Niestety nie wiem. Jedyną osobą, która zna jego miejsce przebywania jest Minerwa McGonagall, ale nie ufa mi na tyle, by poinformować mnie o tym. Kontaktuję się z nim przez tego przeklętego feniksa.

- MIAŁEŚ SIĘ DOWIEDZIEĆ WSZELKIMI MOŻLIWYMI SPOSOBAMI!!!

Rozluźnił mięśnie czując, że za chwilę zostanie ukarany.

- Panie, nie mogłem nic na to poradzić. McGonagall jest bardzo podejrzliwa.

- Potrafisz wzbudzić ufność kiedy trzeba. Dlaczego więc tym razem się nie udało?! Przejrzała cię?!

- Nie, ale zawsze była podejrzliwa wobec mnie. Jest zbyt gryfońska, by mi uwierzyć. Próbowałem wiele razy, mój panie, ale niestety…

- CRUCIO!!!

Snape poczuł, jak jego ciało przeszywa strzała bólu. Aż za dobrze znał to uczucie- skurcz wszystkich mięśni, smaganie batem i podpiekanie w jednym. Nie wiedział ile czasu minęło nim przestał się powstrzymywać i zaczął krzyczeć. Ból wzmógł się- Czarny Pan ostatnimi czasy nie miał cierpliwości dla nikogo. Śmierciożercy w milczeniu obserwowali go, Lucjusz odwrócił wzrok zza maski. Nikt się nawet nie ruszał- za byle głupotę mogli zająć miejsce Snape'a. W końcu tortury ustały, a mężczyzna padł na ziemię trzęsąc się z bólu i czując płynące z oczu łzy. Dopiero po dłuższej chwili był w stanie się podnieść i poczuł silne ramię Malfoya podtrzymujące go. Oparł się o niego i ciężko oddychał.

- Ile?

- Godzina- mruknął zdegustowanym głosem starszy mężczyzna- Masz jeszcze na składzie ten eliksir?

- Mam. Dziękuję.

Spotkanie przedłużało się, a on czuł się coraz gorzej. Musiał jednak słuchać i zapamiętywać- wszystkie informacje były cenne.