Powrót McLevisa

Po śmierci najbliższej mu osoby – Angelicy – Kravchenko miał wrażenie, że budzi się z głębokiego snu na jawie. Zwątpił w swoją przemianę, zwątpił w swoją moc. Od różdżki z czarnego bzu oczekiwał więcej, oczekiwał cudu! – a nie zdołał uratować tylu uczniów, nie ocalił przyjaciółki, tylko sam, on sam oczywiście wyszedł cało.

– Może i panujesz nad życiem i śmiercią, ale po co mi twoja obca moc, po co mi takie życie, to nie jestem ja! – wyciągnął różdżkę, wściekły, rozgoryczony Nie zmieniłaś mnie! Nie jesteś warta mojego prawdziwego przeznaczenia! I nikogo już więcej nie omamisz! – Zdecydowanym ruchem – nie było to łatwe, bo stawiała opór, a rdzeń palił skórę – przełamał różdżkę na pół i schował do tajnej szufladki w garderobie, gdzie od dawna czekała na niego ta odrzucona, niechciana, wzgardzona. Ujął ją w dłoń z nieśmiałością, jak nastolatek, który po raz pierwszy zaprasza dziewczynę do tańca. Cisowa różdżka sprawiała wrażenie martwej.

– Pewnie mnie nie pamiętasz, moja droga, ale ja ciebie pamiętam bardzo dobrze. Pamiętam każdy twój czar, każdy mój błąd wobec ciebie, każde zbyt długie wahanie, które ty uratowałaś przejmując ster i działając według własnej woli. – Różdżka ani drgnęła, kiedy próbował wyczarować bukiet kwiatów zaklęciem Orchideus, jedynym, które przyszło mu do głowy na przeprosiny.

– Kwiaty nie wystarczą, rozumiem. Wiem, zdradziłem cię, ale teraz wracam i błagam, byś mnie przyjęła z powrotem. Tamtą zniszczyłem. Mogę pokazać! – I faktycznie pokazał cisowej różdżce jej pokonaną rywalkę. Ale nic z tego. Wreszcie wpadł na dziwaczny jego zdaniem pomysł: rzucił na swoje nogi zaklęcie Tarantallegra. I zadziałało! Różdżka ożyła, a Kravchenko mimowolnie pląsał po gabinecie.

– Bardzo, no bardzo śmieszne, naprawdę… – Pozwolił się ośmieszać własnej różdżce przez dziesięć minut, ale w końcu miał dość, chwycił ją mocniej i zawołał Finite! Zadziałało. Opadł na fotel i zamknął oczy. Coś zaczęło się w nim dziać, cała energia go opuściła, a jednocześnie zaczęła schodzić z niego maska Kravchenki. Kiedy jego mięśnie zupełnie się uspokoiły, poczuł jasno i wyraźnie, że wrócił do swojej dawnej postaci, zjednoczył się z przeszłością, z mugolską rodziną, z własnym Ja… i przypomniał sobie o trzecim oku.

– Jaki ja byłem głupi! – wykrzyknął – Mogłem przewidzieć te ataki, mogłem zapobiec nieszczęściu… – Ale cisowa różdżka o rdzeniu z pióra feniksa, którą ściskał w ręku, dodawała mu otuchy, nie pozwoliła się załamać. Dyrektor był znów nowym człowiekiem, pełnym świeżej siły i chęci działania.

Postanowił zacząć od zebrania kadr, doszło bowiem kilku nowych nauczycieli, w tym osoby znane obecnie w całym Śmiecie Magii: Reny Boursier, Ann Riddley, Tyler Santie. Również Alaska White, profesor Zaklęć, dołączyła do UMiCu mniej więcej w tym czasie, i ona została na dłużej, konsekwentnie ucząc swojego przedmiotu. Nie było łatwo odbudować relacje ze współpracownikami, których tak zaniedbał – w grupie ludzi rzadko wszyscy się lubią, a wzajemny szacunek to coś, co potrzebuje odpowiedniego podłoża: chęci zrozumienia. Taki szacunek bez sympatii panował wtedy między dyrektorem a profesor Matthews.

Nathanel James, 11 sierpnia 2014

Ruiny birninghamowskiego zamku nie przyciągały obecnie tak wielu zainteresowanych, jak po ataku czarnomagicznych sił. Wszyscy, którzy chcieli zobaczyć miejsce kaźni dziesiątek niewinnych osób – uczniów, nauczycieli, pracowników Uniwersytetu Magii i Czarodziejstwa – już to zrobili. Miejsce to stało się niejako symbolem rozpoczęcia nowego etapu w historii magicznego świata – zło powróciło i na nowo trzeba było rozpocząć z nim walkę.

Londyn, gmach Ministerstwa Magii. McLevis przybył na umówioną wizytę, Minister już na niego czekał. – Oh, witaj – mężczyzna uścisnął dłoń byłemu dyrektorowi UMiCu, a ten odwzajemnił jego uścisk. – Jesteś wróżbitą, zapewne spodziewasz się, w jakim celu cię tu wezwałem – ciągnął minister. – Powiedzmy, że do celów zawodowych nie używam swojego daru – przerwał mu i powiedział z lekką ironią w głosie Alexander. Minister nie zwrócił uwagi na złośliwe wtrącenie swojego rozmówcy i wskazał ręką na jeden z foteli, dając do zrozumienia swojemu gościowi, aby ten usiadł. Sam zajął miejsce po przeciwnej stronie dużego, dębowego biurka i kontynuował: – Myślę, że nie będziemy przedłużać, panie McLevis – zaczął Minister, stukając nerwowo opuszkami palców o drewnianą powierzchnię – Wezwałem pana, aby oficjalnie przekazać pewną decyzję Ministerstwa Magii, która bezpośrednio dotyczy pana przyszłości. W naszym świecie, po upadku pańskiej szkoły, zrobiła się pustka. Mało kto kształci obecnie adeptów magii na poziomie porównywalnym z Uniwersytetem. Dlatego podjąłem decyzję, że Uniwersytet Magii i Czarodziejstwa musi ponownie rozpocząć swoją działalność. I to pan ponownie zostanie jego dyrektorem. – Ostatnie zdanie minister wypowiedział ze szczególnym naciskiem, uważnie obserwując reakcję swojego gościa. Alexander jednak nie śmiał mu przerywać, dlatego ten kontynuował. – Choć głęboko wierzę w pańskie umiejętności organizatorskie, nie pozwolę realizować panu tej misji samemu. Pomoże panu niejaka Amaia Rios. – Amaia Rios? – wtrącił Alexander, wypowiadając swoje pierwsze od dłuższej chwili słowa. – Tak – potwierdził krótko minister. – Wydaje mi się, że gdzieś już o niej słyszałem. – Bardzo możliwe, nauczała wcześniej Numerologii w kilku innych szkołach. Zresztą, zaraz was sobie przedstawię. Amaio, zapraszam! – na te słowa ministra drzwi do gabinetu otworzyły się. Alexander zamarł. Kobieta, która weszła do pomieszczenia, wyglądała jak siostra Angelicy Vinderbrem. Nie...niemożliwe. Przecież ona nie miała nikogo bliskiego – pomyślał Alexander – Alexander McLevis, miło mi – ukłonił się kobiecie i pocałował ją w rękę, nie dając po sobie poznać zdziwienia.

Kilka miesięcy później. Alexander z Amaią rozpoczęli intensywne prace nad przygotowaniem „nowego" Uniwersytetu Magii i Czarodziejstwa. Dyrektorzy dostali wolną rękę w zarządzaniu szkołą, Ministerstwo Magii chciało jedynie, by wraz z początkiem października tego roku szkoła przyjęła w swoje mury nowych adeptów magii. Chociaż było mnóstwo spraw do załatwienia i zorganizowania, z każdym kolejnym dniem placówka powracała do dawnego wyglądu i świetności. Choć wieść o ponownym otwarciu szkoły szybko obiegła świat czarodziejów, żadna osoba przez pierwsze miesiące prac nie była w stanie zobaczyć postępów odbudowy. Jak wcześniej szkoła była niewidzialna dla mugoli, tak samo teraz również czarodzieje przychodząc w to samo miejsce, gdzie kiedyś stał ogromny zamek, widzieli jedynie pozostałości po nim oraz wybudowaną kilka miesięcy wcześniej Izbę Pamięci. Niektórzy z nich zaczynali nawet wątpić w powrót Uniwersytetu, traktując wszelkie wiadomości o nim jako nieistotne nowinki dla ludzi poszukujących sensacji. Ale zamek w Birningham, pod osłoną potężnych zaklęć i z pomocą największych sław magicznego świata, powstawał powoli z ruin. 12 sierpnia 2014 roku podjęto decyzję o odsłonięciu siedziby Uniwersytetu Magii i Czarodziejstwa. Teraz monumentalny zamek ponownie góruje nad pobliskim miasteczkiem, a do jego wrót co jakiś czas pukają ci, którzy starają się o posadę nauczycieli. Szkolne sowy dostarczają wszystkim spełniającym wymogi wiekowe młodym czarodziejom ofertę Uniwersytetu, a niektórzy pracownicy pobliskiego Instytutu Nauk Magicznych już wprowadzili się do części zamku przeznaczonej tylko dla nich.

Amaia Rios siedziała właśnie w gabinecie dyrektorskim, gdy do jej okna zapukała sowa, która trzymała w dziobie najnowsze wydanie "Proroka Codziennego". Otworzyła okno, wpuszczając swojego białego puchacza do środka i pozwalając mu zostawić gazetę na swoim biurku. Podeszła bliżej i zaczęła przeglądać najnowszy numer. Na pierwszej stronie widniał wielki tytuł:

"Uniwersytet Magii i Czarodziejstwa otwiera swoje wrota!

Rozpoczęcie roku szkolnego już 21 września 2014"

Dalej czytała: "Szkoła poszukuje nauczycieli Zielarstwa i Historii Magii, wszyscy chętni mogą złożyć swoje podania w gmachu szkoły". Kobieta uśmiechnęła się pod nosem – wiele radości sprawiała jej praca nad przywróceniem dawnej potęgi szkoły. Była niezwykle zadowolona ze współpracy z Alexandrem i innymi osobami, które pomagały im przy odbudowie.

W momencie, kiedy Amaia otwierała okno do swojego gabinetu, nie wiedziała, że jest obserwowana. Choć Alexander nie miał żadnych zastrzeżeń co do współpracy ze swoją nową dyrektorką i mimo że chcąc nie chcąc musiał wysłuchiwać kilkukrotnie jej życiorysu, to jednak coś ciągle nie dawało mu spokoju. Jednak jak dotąd nie śmiał zapytać Amai, skąd tak wielkie podobieństwo do jej zmarłej poprzedniczki, Angelicy Vinderbrem. Miał nadzieję, że wkrótce samo się to wyjaśni...