A/N: Naprawdę nie jestem dobrym człowiekiem, ja i regularne aktualizacje znajdujemy się zadziwiająco daleko od siebie.
Ludzi, których za slashem nie przepadają przepraszam, ale czasami po prostu znajdzie się jakiś mniejszy wątek, ot tak, for fun (albo dla zasugerowania różnic kulturowych. Dla mnie to fun, nie wiem, jak dla reszty świata). Za to z góry zapewniam, romans nigdy i nigdzie nie będzie miał tutaj pierwszych skrzypiec. Te należą do bardziej interesujących rzeczy.
44 #06
Czas miał to do siebie, że płynął znacznie szybciej, niż mogłoby się wydawać. Trzy lata stanowiły stosunkowo długi okres, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale w praktyce czas ten przeminął w mgnieniu oka.
Jiraiya zdążył odwiedzić swoich stałych informatorów, znaleźć trop Orochimaru, który urwał się równie nagle, jak się zaczął, przyuważyć kilka drobnych machlojek finansowych, których usiłowali po kryjomu dokonać możni Kraju Ognia, a które nadawały się raczej na ciekawą anegdotkę przy dużej ilości sake niż cokolwiek innego. Nawet Uchiha nie robili niczego szczególnie niebezpiecznego, najwyraźniej uznając, że cokolwiek poza duszeniem się w sosie własnym jest poniżej ich godności.
W końcu zawędrował i do Suny. Która wydawała się jeszcze bardziej skwarna, niż zwykle. W dodatku Ryoshi, jakimś sposobem zdołał wmanipulować go we wzięcie udziału w treningu dwóch młodych Jinchuriki. Jiraiya podejrzewał, że miało z tym coś wspólnego słońce, gorąc i spora ilość alkoholu. Naprawdę spora ilość alkoholu.
W żadnym innym wypadku nie pozwoliłby doprowadzić do sytuacji, w której się znalazł. Drepcąc piaskowymi wydmami za Kazekage, widząc dookoła jedynie więcej piasku. I czując się jak coś, co zdecydowanie zbyt wiele czasu spędziło na grillu.
– Ty naprawdę uważasz, że środek pustyni to dobre miejsce na trening? – burknął Jiraiya, ocierając pot z czoła.
Wędrówka nie była długa, ale przez to cholerne słońce i żar, który zdawał się bić nie tylko z nieba, ale i z samej ziemi był doszczętnie wyczerpany.
Cała reszta, czyli jego wysokość Lord–kopnij–mnie–Kazekage i dwójka dzieciaków z demonem w pakiecie wyglądała, jakby odbyła przyjemny spacerek po lesie.
Swoją drogą, przeszło mu przez myśl, dla nich to pewnie był przyjemny wiosenny spacerek.
– Tutaj mamy zdecydowanie więcej miejsca – uśmiechnął się krzywo Ryoshi. – I zdecydowanie mniej rzeczy może ulec zniszczeniu.
– A piach nigdzie indziej tak dobrze nie włazi w dupę – pustelnik przewrócił oczyma, siadając na wydmie, która wyglądała na trochę bardziej stabilną niż reszta.
– Zastanawiam się... – wymamrotał Gaara, rozglądając się po okolicy, marszcząc lekko brwi. – To nie jest to miejsce, co poprzednio, ale...
– Miejsce? – Naruto zamrugał oczyma.
– Kiedyś z ojcem zdarzyło nam się trenować na pustyni – mruknął wymijająco.
– Aha – skinął głową z mądrą miną. – I... co było w tym miejscu takiego szczególnego? Bo to wygląda jak każdy inny kawałek pustyni.
Gaara przymknął oczy, a fale piasku zaczęły rozsuwać się niczym morskie fale, odsłaniając teren pod spodem, aż w końcu ich oczom nie ukazała się potężna kamienna płyta pokryta wiekowymi, misternymi inskrypcjami, które układały się w fantazyjne, niezrozumiałe wzory.
– Czasami, to ja cię kompletnie nie rozumiem, Ryo – wymamrotał Jiraiya, z niejakim podziwem patrząc na płytę.
Kazekage prychnął, ale nie skomentował tego, że jego imię po raz kolejny zostało zdrobnione. Może kiedy przestanie reagować, to pustelnik da sobie spokój...
– Po prostu chciałem popatrzeć, jak bardzo będziesz jęczeć na perspektywę spania pod gołym niebem – uśmiechnął się złośliwie. – To strasznie zabawne jest, wiesz?
– A ty, to w ogóle, człowiek bez serca jesteś – burknął Jiraiya, po czym zmienił temat, nadal ciekawsko przyglądając się kamiennej płycie. – Co to właściwie jest? Bo rozumiem, że schron jakiś?
No schronienie, dobrze trafiłeś – twarz Ryoshiego złagodniała nieco. – Nawet starszy od ciebie, powstał daleko przed tym, kiedy ktokolwiek wpadł na utworzenie wiosek ninja, a samuraja można było łatwo zobaczyć poza krajem żelaza.
– No to niezły zabytek robi u was za kurort wypoczynkowy – Jiraiya podrapał się po głowie. – W życiu bym nie wpadł, że coś w tym piachu może być ciekawego, a tu proszę, niespodzianka.
– Hej, chwila, ale skąd ty i tata wiedzieliście, że to jest akurat tutaj? – Naruto zamrugał, zdezorientowany. – Przecież piach wygląda tak samo!
– Tu młodego poprę – mruknął Jiraiya. – Jak wy się, cholera orientujecie na tej pustyni, szczególnie za dnia?
– Mój ojciec nie zatrzymałby się bez powodu pośrodku niczego, więc po prostu sprawdziłem – Gaara wzruszył ramionami.
Jiraiya i Naruto przenieśli wzrok na Ryoshiego.
– Magia – wzruszył ramionami.
– Pewnie jak wystarczająco mocno starasz się o poważny udar słoneczny, to albo zdolność sama przychodzi, albo zdychasz z twarzą w piachu – burknął Jiraiya. – A te inskrypcje? Na oczy czegoś takiego nie widziałem, niektórych słów nawet nie rozpoznaję.
– Nie mam pojęcia – przyznał szczerze Ryoshi. – To pamiątka z przeszłości. Nie mamy nawet pojęcia, w jaki sposób zostało zbudowane, ani jak otrzymać strukturę o takich właściwościach, więc pozostało nam jedynie utrzymać rzecz we w miarę dobrym stanie i liczyć na to, że ktoś kiedyś się połapie. Jak do tej pory nikt się nie połapał, ale i rzecz się nie zawaliła, więc jest całkiem nieźle.
– Właściwościach? – podłapał Jiraiya, ciekawsko unosząc brew. – Co masz na myśli?
– Użyj jakiegoś fikuśnego jutsu i zobacz sam – padła odpowiedź.
Pustelnik wzruszył ramionami i zastanowił się przez chwilę. Nie miał najmniejszego pojęcia, do czego to wszystko prowadzi, ale ciekawość sprawiała, że zaczął katalogować w głowie swoje możliwości.
Przywołania na pewno nie użyje; biedne żaby w tym krematorium nie będą miały najmniejszych szans. Podejrzewał też, że Ryoshi raczej obrazi się za zalanie mu pustyni łatwopalnym olejem, a tworzenie klonów czy genjutsu jakoś nie wydawały się szczególnie obiecujące.
Kuknął na Naruto, który miał wypieki na twarzy, oczekując "fikuśnego jutsu".
Uśmiechnął się lekko.
– Rasengan! – mruknął, na tyle głośno, żeby dzieciak usłyszał, a w jego ręku zawirowała kula chakry, mieniąca się lekkim, błękitnawym blaskiem.
Usłyszał pełen zachwytu okrzyk sztuk dwie, a Ryoshi uniósł lekko brwi, rozpoznając technikę.
– To robota Minato, prawda? – zapytał.
– Ano, chociaż nie zdołał tego dokończyć – Jiraiya skinął głową. – I co teraz?
– A nie widzisz?
Pustelnik uniósł lekko brew, po czym przyjrzał się dokładniej. Dookoła świetlistej kury chakry, tak jak zawsze, migotała wirująca sfera przypominająca mgiełkę. Tym razem jednak zaginała się wyraźnie ku dołowi, jakby tutejsza grawitacja oddziaływała zdecydowanie silniej... co nie było możliwe, bo energia jakiej używał do materialnych nie należała. Przechylił głowę i obserwował jeszcze przez moment, po czym pozwolił technice rozwiać się w przestrzeni.
– Grunt pochłania chakrę – mruknął. – To o to chodzi?
– Mniej więcej – Ryoshi pokiwał głową. – Nie mam pojęcia w jaki sposób, ale miejsca takie jak to pochłaniają energię, jaka jest wokoło i wbudowują ją w swoją strukturę, dzięki temu w ogóle przetrwały do tej pory.
– Interesujące rozwiązanie – Jiraiya podrapał się po brodzie. – Chociaż wokoło nie ma za bardzo z czego czerpać.
– Dlatego właśnie poważniejszy trening wyższych stopniem ninja odbywa się na pustyni – uśmiechnął się krzywo Ryoshi. – Pozwoli ścianom odnowić zapasy chakry i jednocześnie będzie robiło za coś w rodzaju dodatkowego obciążenia, jak przy treningu fizycznym.
– Same plusy – Jiraiya przeczesał włosy palcami. – No, ale dla mnie się liczy, że nie będę spał na piachu.
Kazekage z rozbawieniem pokręcił głową. Zdawał sobie jednak sprawę, że żarcik był tylko jedną stroną medalu. Pustelnik wręcz pożerał wzrokiem każdy detal, jaki mógł spostrzec, a jego oczy lśniły fascynacją. Jeżeli Ryoshi będzie musiał go kiedykolwiek przekupić, to puszczenie go samopas po zabytku tego typu powinno całkowicie załatwiać sprawę.
W końcu, jakimś magicznym sposobem, zdołał się odkleić od niezrozumiałych inskrypcji i nawet odwrócić w ich stronę.
– W zasadzie, to jak wyglądają ich zdolności w tym momencie? – zapytał Jiraiya, krytycznym spojrzeniem omiatając dwójkę ośmiolatków. teoretycznie nie powinni być w stanie zrobić zbyt wiele, w tym wieku głupia technika Podmiany stanowiła spore osiągnięcie. Z drugiej strony, chłopcy zwykłymi dziećmi zdecydowanie nie byli.
– Wszystko zależy od tego, o co chodzi – mruknął Ryoshi. – Zapasy chakry już teraz mają takie, że zamęczą bandę Geninów i się nie spocą.
– To akurat było do przewidzenia – Jiraiya pokiwał głową. – A co z kontrolą?
– A to już bywa kłopotliwe – Ryoshi się skrzywił. – Jest nawet kilka rzeczy, których za cholerę nie potrafię wyjaśnić.
– To znaczy?
– Naruto, zademonstruj swojego klona – Kazekage roztarł sobie skroń. – To trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć.
– Znowu się ze mnie nabijasz – wymamrotał chłopak, rumieniąc się lekko i kopiąc piasek przed sobą, w który uporczywie wbijał wzrok.
– Jakkolwiek masz ochotę to zinterpretować – westchnął mężczyzna. – A teraz dawaj demonstrację.
Naruto jęknął przeciągle, ale złożył ręce w odpowiedni szereg pieczęci. Jiraiya przekrzywił głowę. Jeżeli chodziło o technikę, to wszystko było w najlepszym porządku, widać, że chłopak musiał całkiem długo ćwiczyć znaki.
Co więc mogło być takiego trudnego w technice Klonowania? Przecież chodziło jedynie o uzyskanie niematerialnego mirażu będącego odwzorowaniem użytkownika, w celu wywiedzenia przeciwnika w pole. Podstawa podstaw i chyba najprostsza z trzech obowiązujących form.
Klon w wykonaniu Naruto był jakby wyblakły, wyraźnie zaginał się na krawędziach, wyglądał na bardzo chorego i z plaskiem wylądował na ziemi, wzbijając w powietrze nieco piasku.
Jiraiya zamarł, otwierając szeroko oczy.
– O w mordę – skomentował, po czym dał się ponieść odruchom i szturchnął klona nogą, jakby po to, żeby upewnić się, że to, co właśnie widział, to była prawda.
Miraż, który teoretycznie rzecz biorąc nie miał prawa posiadać jakiegokolwiek ciężaru lub masy, był w dotyku trochę galaretowaty, niemniej stanowił ciało mniej lub więcej stałe.
– Czy wszyscy muszą to szturchać? – wymamrotał koszmarnie zażenowany Naruto. – wystarczy, że nie wychodzi, ja trzeba!
– Pewne rzeczy są silniejsze od człowieka – oznajmił Jiraiya mentorskim tonem, po czym szturchnął klona raz jeszcze, tak dla pewności. Nadal był względnie stały.
– Umiesz to jakoś wyjaśnić? – zapytał Ryoshi, również patrząc na dziwo, jakie stworzył jego syn.
– Prawdopodobnie chłopak pakuje w to dużo za dużo chakry – mruknął pustelnik, drapiąc się po brodzie. – Klony wymagają naprawdę nieznacznej ilości, więc prawdopodobnie nie jest w stanie kontrolować aż takiej drobnicy.
– Czyli więcej łażenia po ścianie – wzruszył ramionami Kazekage.
Sunagakure praktycznie ze wszystkich stron osłonięta była wysokimi, stromymi ścianami z litej skały, a tam, gdzie naturalnego kamienia nie było, znajdował się równie wysoki mur. Ze względu na to, że cierpieli na niedostatek drzew w okolicy, ninja z Suny wyszli ze swoją własną wersją ćwiczeń odpowiadających za poprawę kontroli chakry. Polegały one właśnie na bieganiu wokół miasta, w kółko. Ćwiczenie miało też kilka innych plusów, których Ryoshi nie przewidział, kiedy kazał dzieciakom dołączyć do grupki Geninów, która usiłowała utrzymać się na pionowym podłożu. Wystarczyło, że Gaara kilka razy przy pomocy swojego piasku złapał pechowca, który stracił równowagę i groziło mu bliższe i bolesne spotkanie z gruntem, a cała reszta dzieciaków nagle doszła do wniosku, że nie jest taki zły, jak go malują. Było też kilkoro świadków tych wyczynów w wieku różnym z cywilami włącznie, więc chłopak w końcu zdobył jako–taką akceptację wśród ludzi.
– Przy takich możliwościach, to głupio wysilać się na opanowanie bzdurki, jaką jest Klon – Jiraiya uśmiechnął się krzywo. – Szczególnie, jeżeli istnieją lepsze odpowiedniki.
– Naprawdę? – Naruto otworzył szeroko oczy, a na jego twarzy nie było ani śladu zawstydzenia. Klon rozwiał się z cichym pufnięciem, kiedy uwaga chłopaka została odwrócona.
– Są różne rodzaje Klonów, ten to tylko wprawka przed prawdziwą zabawą – uśmiechnął się Jiraiya.
– Gaara robi klony z piasku – blondyn skinął entuzjastycznie głową. – Chociaż czasami mam wrażenie, że same się robią...
– Och? – pustelnik uniósł lekko brwi, po czym skrzywił się na wspomnienie piaskowej piguły, jaką oberwał od chłopaka dwa lata temu. – Czyli nie tylko tłucze, jak się poczuje zagrożony, ale i ma inne zalety... nieźle!
– Też będę tak umiał? – zapytał z nadzieją.
– To tylko piach – pustelnik się wyszczerzył. – Nauczę cię robienia prawdziwego klona!
– Czy to przypadkiem nie jest na liście technik zakazanych...? – wtrącił się Ryoshi, patrząc na mężczyznę krzywo. Zakazane techniki miały to do siebie, że często stanowiły zagrożenie nie tylko dla przeciwnika, ale i dla samego użytkownika... oraz były pilnie strzeżonymi sekretami wiosek ninja.
– To jest idealna sprawa dla kogoś z takimi zasobami chakry, jak twoje dzieciaki – prychnął Jiraiya. – A co do reszty... wiesz jak to jest, wszystko tak czy siak przecieka...
Ryoshi przewrócił oczyma.
Regularne próby wykradzenia sekretu jednej wioski przez wysłanników innej pojawiały się regularnie niczym pełnia księżyca na niebie i absolutnie wszędzie. Sam też wysyłał swoich ludzi na takie wyprawy, chociaż to raczej gwoli zwyczaju, niż licząc na prawdziwe zyski. jedyną misją tego typu, jaką naprawdę się przejmował, to ta wykonana przez Bakiego kilka lat temu, która polegała na potwierdzeniu statusu Naruto jako sieroty, żeby można go było legalnie adoptować.
W Sunie co prawda nie przejmowano się takimi pierdołami, ale dla dobra dzieciaka wolał mieć wszystko na czysto, żeby nikt nie mógł się przyczepić do jakiegoś detalu w dokumentacji, czy zażądać zwrotu.
– Hej, ja chcę się czegoś nauczyć! – jęknął Naruto. – Proszę, tato, nie szukaj dziury w całym!
– Szczególnie, że sam zaoferował – Gaara wzruszył lekko ramionami. – W razie czego, możemy zaserwować Hokage jego głowę na tacy.
– Właśnie dostrzegłem rodzinne podobieństwo – skrzywił się Jiraiya, mierząc rudowłosego chłopaczka wzrokiem. – Straszliwe, straszliwe podobieństwo...
Gaara uśmiechnął się lekko, jakby to był komplement.
– Ryoshi, psujesz dzieciaka! – jęknął pustelnik. – A taki słodki i niewinny był!
– Zostawcie w spokoju Gaarę, mówcie, co to za cudowna technika! – jęknął Naruto.
– Dobra, dobra – Jiraiya poczochrał jego włosy. – Niecierpliwy jesteś, co? To patrz i podziwiaj!
Krótki gest i oto przed blondynem stał nie jeden, a dwóch pustelników, których grzmiący śmiech rozległ się nad wydmami, kiedy tylko obaj mężczyźni zobaczyli wyraz twarzy chłopca.
– Podział Cienia! – oznajmił jeden z nich.
– Umożliwia uzyskanie materialnej kopii użytkownika – podjął drugi. – W przeciwieństwie do wszystkich innych klonów, te myślą samodzielnie i są w stanie wykonywać ninjutsu!
– Wspaniale! – Naruto praktycznie zatańczył w miejscu. – Nauczę się tego i będę największym ninja w historii! Jednoosobową armią!
– Ta technika jest zakazana, bo...? – Gaara lekko uniósł brwi. Na jego twarzy zachwytu znać nie było.
– Dzieli chakrę użytkownika na pół, kiedy działa – powiedział Jiraiya.
– Dlatego jeżeli osoba o niskiej puli spróbuje się tym bawić, może doprowadzić do swojej śmierci.
– Rozumiem – chłopak skinął w zamyśleniu głową. – To istotnie może być problem, ale Naruto raczej nie dotyczy.
– A ty? – Zdziwił się pustelnik.
– Nie sądzę, żeby zgrywało się to ze sposobem w jaki walczę – mruknął. Używał piasku do wszystkiego i działało to bez jakiejkolwiek skazy, poruszając się dokładnie tak, jak chciał. Co prawda ilości piasku, jakimi mógł manipulować nie były jeszcze zachwycające, ale nad tym pracował.
– Jeżeli sądzisz, że to służy tylko do zrobienia bonusowego członka drużyny, to jesteś w błędzie – uśmiechnął się złośliwie Jiraiya. – Kiedy jutsu zostanie zwolnione, pamięć i chakra pozostała w klonie wraca do użytkownika.
– To ja tym bardziej nie chcę – burknął Gaara. – Mam aż za dużo czasu taki jak jestem teraz, jakby się go zrobiło więcej, toby mi chyba odbiło.
– Ty to jesteś człowiek niskich ambicji – burknął Jiraiya. – I nigdy nie wiesz, kiedy będziesz musiał być w dwóch miejscach jednocześnie.
– Nadal nie jestem przekonany – skrzywił się Gaara. – Ani nie mam pojęcia, dlaczego tak bardzo ci zależy.
– To, że znasz jakieś jutsu nie znaczy, że musisz go używać – prychnął Ryoshi – a skoro znalazł się ktoś, kto chce cię tego nauczyć, to skorzystaj.
– A ty będziesz siedział i się nabijał?
– Trochę szacunku do własnego ojca – burknął mężczyzna.
Gaara jeszcze trochę marudził, ale wkrótce obaj chłopcy usiłowali opanować to, co Jiraiya przekazał im w formie prostych instrukcji, a mężczyźni siedzieli nieopodal i obserwowali postępy.
– Przydałby się jakiś alkohol – mruknął Jiraiya, rozkładając sie wygodniej na swojej wydmie.
– Chyba ci odbiło – skrzywił się Ryoshi. – Ty nie chcesz wiedzieć, co się dzieje po połączeniu pustyni i pijaka.
– Niech zgadnę, ma to coś wspólnego ze zwłokami? – westchnął ciężko pustelnik. – No trudno, odbiję sobie gdzie indziej, skręcę znowu do tego miłego miasteczka turystycznego, które opiera się na posiadaniu fajnych gorących źródeł...
– Zazdroszczę ci – mruknął Ryoshi. – Niekoniecznie gorących źródeł, ale tego szlajania się po świecie.
– Och? – pustelnik uniósł lekko brwi. – To stąd to wyrywanie się na pustynię przy najmniejszej okazji!
– Wszystko, żeby nawiać przed papierkową robotą – skrzywił się. – Nigdy nie planowałem ugrzęznąć w papierach.
– Życie rzadko kiedy idzie tak, jak się je zaplanowało – mruknął Jiraiya – Chociaż mnie przyszłość przepowiedziano. i to całkiem konkretnie, więc po prostu staram się znaleźć to moje przeznaczenie.
– Czy z rzeczami tego typu nie było przypadkiem tak, że im bardziej się ich szuka, tym bardziej ich nie ma? – Kazekage sceptycznie uniósł brwi.
– Czasami – wzruszył ramionami. – Poza tym robiłem to przez całe życie, więc równie dobrze mogę kontynuować, nawet jeżeli to jest głupie. Niezła przy tym zabawa i zobaczyłem kawał świata.
– I niezliczone ilości kobiet – zakpił Ryoshi.
– Zazdrościsz.
– Do tego, to się juz przyznałem – odparł. – W zasadzie... masz zamiar nauczyć go też techniki jego ojca?
– Masz na myśli Rasengan?
Ryoshi skinął głowa.
– Może jak podrośnie – uśmiechnął się krzywo Jiraiya. – Musi najpierw nauczyć się porządnie kontrolować własną chakrę, manipulacja nią to wyższa szkoła jazdy.
– Dobre podejście – Ryoshi skinął głową. – Chociaż może cię zaskoczyć, jest nieziemsko uparty.
– W tym przypomina trochę swojego ojca... uh, chyba strzeliłem gafę?
– Po prostu używaj liczby mnogiej – Ryoshi przewrócił oczyma. – Swoją drogą, co było ostatecznym bodźcem, żebyś opanował tę technikę?
– Sporo wiesz – mruknął Jiraiya.
– Minato opanował to przy mnie. No... prawie.
– Prawie?
– Niewiele z tego pamiętam – skrzywił sie Ryoshi. – Głównie to kaca. Wiem, że w sensowną formę Rasengana Jiraiya wymyślił dopiero wtedy.
– Ja po prostu jadłem ramen i mnie naszło – Jiraiya przeczesał dłonią włosy. – Zabawne, wszystko sprowadza się w moim życiu do zupy.
– To raczej smutne – skomentował Kazekage. – Z drugiej strony... Minato wpadł na rozwiązanie swojego problemu w toalecie.
– Jaka sobie robisz.
– Nie mógłbym – wzdrygnął się na wspomnienie. – Takiego huku na kacu się nie zapomina do końca życia.
– Co się właściwie stało?
– Nie mam większego pojęcia. Minato wszedł do toalety, zagrzmiało niczym w żenujących dowcipach i wybiegł stamtąd z radosnym okrzykiem, a toalety nie ujrzał już nikt więcej, bo wysadził w powietrze pół budynku.
– Czyli jednak ramen nie jest taki zły – zarechotał Jiraiya. – Co się potem stało?
– Bardzo szybko uciekaliśmy – . Właściciel raczej nie był zadowolony z nowego punktu widokowego.
Tym razem pustelnik parsknął głośno śmiechem, a Ryoshi zaśmiał się cicho pod nosem.
– Wizja szalenie nieprawdopodobna, jak się ją słyszy od ciebie – Jiraiya otarł łzy, które nagromadziły się w kącikach oczu. – Z drugiej strony, z tobą to wszystko możliwe.
– Dalej będziesz mi wypominał? – mężczyzna przewrócił oczyma.
– Przylepiłeś się do mojego ucznia!
– To ty wlazłeś w nieodpowiednim momencie – prychnął Ryoshi. – I sam się przylepił.
– I myślisz, że ja ci w tę bajkę uwierzę?
– Z wysadzonym w powietrze kiblem jakoś nie masz problemu.
– To inny poziom abstrakcji jest!
Ryoshi parsknął. Sytuacja, której Jiraiya nie potrafił mu nie wypominać, ani nawet wyprzeć z pamięci należała do najzabawniejszych sytuacji w jego życiu. Mina pustelnika, kiedy zobaczył coś, czego jednak nie powinien widzieć również wryła mu się na stałe w pamięć i nawet teraz wywoływała wesołość. A naprawdę nie robili niczego takiego przerażającego.
Chodziło po prostu o drobną, przyjacielską przysługę.
xxx
– Hej – burknął Minato.
– Czego chcesz? – Ryoshi założył ręce na piersi i spojrzał na blondyna z góry.
– No... – zaczął i uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
Ryoshi poczuł rosnącą irytację.
Namikaze najpierw upiera się, żeby spotkać się na osobności i porozmawiać o tajemniczym czymś absolutnie bez świadków, a teraz zachowuje się, jakby rzecz nie chciała mu przejść przez usta.
– Słuchaj, nie mam całego dnia – burknął.
– Wy w Sunie skręcacie w obie strony, nie? – wypalił nagle Minato.
– Co...?
– No...
– Przestań się jąkać i powiedz, o co konkretnie chodzi – Ryoshi przewrócił oczyma. – To nie tak, że mam cały dzień wolny i wcale nie marzę o spędzeniu go na słuchaniu twojego dukania.
– Ale to dosyć… kłopotliwe – wymamrotał blondyn, uciekając wzrokiem.
– A co ma do tego to, że „w Sunie skręcacie w obie strony"? – uniósł lekko brew. – Masz zamiar przeprowadzić eksperyment i przyszedłeś poprosić o instrukcję obsługi?
– Nie! – krzyknął Minato, żywo przy tym gestykulując, spłoniony jak piwonia. – Nic z tych rzeczy!
– Więc co, tak zwany znajomy ma ten problem, a ty obiecałeś poprosić o poradę? – zapytał uszczypliwie Ryoshi.
– Wcale nie o to chodzi – burknął chłopak, ponownie uciekając wzrokiem gdzieś na podłogę. – Po prostu wiesz, jest taka sytuacja, że uh… jest dziewczyna, którą tak jakby lubię…
– Chodzi o Kushinę?
– Skad wiesz? – Minato wytrzeszczył oczy.
– Człowieku, litości, ludzie robią zakłady, kiedy się oficjalnie spikniecie – skrzywił się Ryoshi. – Chociaż nie do końca rozumiem, co ja mam do tej całej sytuacji. Ona najchętniej przywaliłaby mi tak, że wylądowałbym z powrotem w Sunie. Ot tak, z czystej przyjaźni…
– Przestań sobie robić jaja – burknął Minato. – Ona nie jest zła!
– Tak wiem, ona mnie tylko nienawidzi całym sercem swoim… więc? O co ci chodzi?
– Bo tego… – blondyn zająknął się po raz kolejny. – Ja ogólnie chciałbym z nią, no wiesz, tak na serio, ale…
– Wyduś to z siebie – Ryoshi przejechał dłonią po twarzy. – Chciałbyś się z nią przespać, ale nie masz pojęcia, jak jej zaproponować łóżko, żeby nie dostać po twarzy?
– Hej, dlaczego tak od razu przespać?! – jęknął Minato, kraśniejąc jeszcze bardziej. – Ja tylko o całowaniu…
Brwi Ryoshiego podjechały aż do linii jego włosów, kiedy w końcu mniej więcej zrozumiał, co drugi chłopak miał na myśli. Było to tak absolutnie głupie i niemożliwe, że potrzebował krótkiej chwili, aby upewnić się, czy przypadkiem nie wylądował w genjutsu.
– Jaja sobie robisz – Ryoshi nie mógł opanować drżenia ramion od duszonego w sobie śmiechu. – Z taką zgrają bab, które łażą za tobą absolutnie wszędzie, ty nadal jak ta dziewica?
– Tylko nie dziewica – prychnął chłopak, rumieniąc się lekko. – Poza tym wydawało mi się, że wypada poczekać na tę jedyną...
– A teraz z kolei uznałeś, że wstyd ci będzie zaprezentować brak umiejętności? – Ryoshi uniósł brwi.
Minato przewrócił oczyma.
– Po prostu... chciałbym wiedzieć, jak to wygląda – burknął. – Ale klejenie się z jakąś inną dziewczyną byłoby nie fair…
– Uważasz, ze klejenie z kimś tej samej płci za to będzie w porządku? – Ryoshi przekrzywił głowę. – Rany, a to my ponoć mamy wykrzywione poczucie moralności.
– Hej, chciałbym po prostu dowiedzieć się jak od kogoś, kto ma o tym pojęcie i nie będzie mu przeszkadzało – nastroszył się lekko chłopak. – I z kimś, komu mógłbym zaufać.
– Sądzisz, że mnie możesz? – padło pytanie wypowiedziane ustami wykrzywionymi w przekornym uśmieszku.
– A mogę? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Zebrał się nawet na odwagę i spojrzał mu prosto w oczy.
– Nie będę ukrywać – Ryoshi oblizał wargi. – Jesteś interesujący.
– No więc? – zapytał zniecierpliwiony i zarumieniony Minato. – Pomożesz mi? Czy będziesz się nabijał?
– Zdajesz sobie sprawę, że tego nie da się opanować wyłącznie poprzez poznanie teorii?
– Dlatego właśnie poprosiłem o to ciebie, a nie podebrałem Jiraiyi jakiegoś pornola – burknął Minato.
– Pornola? – Ryoshi uniósł lekko brew i oparł się rękoma o ścianę za Minato, uniemożliwiając mu ucieczkę. – Jak daleko masz zamiar to pociągnąć, hm?
Blondyn zadrżał lekko.
Chłopak zaśmiał się złośliwie.
– Uspokój, nie zrobię niczego, czego nie zainicjujesz – mruknął, na wpół przymykając oczy. – No wiec?
Minato zamknął oczy i szybko dotknął warg drugiego chłopaka własnymi.
– Ty masz zamiar całować swoją matkę, czy dziewczynę? – burknął Ryoshi, patrząc na niego z niesmakiem, kiedy się odsunął.
– Jesteś kolesiem – prychnął blondyn.
– Było poprosić Yashamaru, on wygląda jak laska – prychnął w odpowiedzi.
– To byłby problem, jeszcze by mi isę spodobało – skrzywił się Minato.
– Te, z tym jest taki numer, że to ma się podobać – wyszczerzył się złośliwie Ryoshi.
– Możemy po prostu kontynuować?
– A zaczniesz się starać?
– Niczego nie obiecuję – wymamrotał.
Ich usta zetknęły się ponownie, tym razem na nieco dłuższą chwilę.
Tym razem to Ryoshi przerwał pocałunek.
– W ten sposób do niczego nie dojdziemy – stwierdził zniecierpliwiony. – Dosłownie i w przenośni.
– Dosłownie, to ja nie mam zamiaru – wzdrygnął się Minato.
– Zamknij się i po prostu staraj się naśladować to co robię i oddychać przez nos.
Blondyn chciał wyrazić swoje zdumienie, ale kiedy tylko otworzył usta, mógł wydać z siebie tylko zduszone jęknięcie.
Ryoshi wpił się w jego usta, nie siląc się na delikatność, miażdżąc wargi w pocałunku.
Minato otworzył oczy z zaskoczenia, kiedy poczuł jego język we własnych ustach, gorący, poruszający się, domagający się coraz więcej i więcej.
Ku własnemu zdumieniu poczuł, jak robi mu się gorąco, a ciało domaga się kontynuowania pieszczoty.
To było przyjemne, dużo bardziej, niz się tego spodziewał, nawet jeżeli naprawdę nie ciągnęło go w stronę mężczyzn, wcale a wcale.
Chodziło po prostu o gorąco, które rozlewało się po jego ciele, kiedy niezdarnie naśladował ruchy drugiego chłopaka.
Ryoshi musiał być podobnego zdania. Pozwalał mu na cokolwiek, najpierw prowadząc, a potem powoli ustępując pola, pozwalając eksperymentować.
Poza tym Minato naprawdę był cholernie pociągający, chociaż do tej pory nie miał odwagi myśleć o nim w ten sposób, zdając sobie sprawę z tego, że chłopak raczej nie zaakceptowałby ewentualnej propozycji. Tymczasem to on sam wyszedł inicjatywą. Nawet jeżeli chodziło o głupią naukę całowania, żeby nie wypaść na idiotę przy dziewczynie.
Poza tym, to było zwyczajnie przyjemne, pozwalało zapomnieć o stresie, jaki od dłuższego czasu nieustannie mu towarzyszył, splatając mięśnie w ciasne, bolesne węzły, nie pozwalając się zrelaksować ani na moment, sprawiając, że podrywał się w nocy po kilka razy, targany koszmarami.
Przymknął oczy.
Sytuacja zaczynała się robić interesująca.
Minto przyciągnął go do siebie i posadził na swoich kolanach, a jego ręce zaczynały bezwiednie błądzić po ciebie Ryoshiego.
Uczył się zdumiewająco szybko, doszedł do wniosku Ryoshi, gdy poczuł dłoń wkradającą się pod koszulę i przesuwającą się wzdłuż kręgosłupa. Pocałunki z nieporadnych prób stawały się coraz intensywniejsze, bardziej pewne siebie, a blondyn przejmował inicjatywę.
Ryoshi zamruczał, gdy pocałunek został przerwany na chwilę, po czym wargi blondyna przesunęły się wzdłuż linii jego żuchwy i zawędrowały na szyję, gdzie zostawił wyraźny odcisk swoich zębów.
Westchnął, zaciskając palce na ramionach Minato.
Nie miał pojęcia, jak rzecz potoczyłaby się dalej, gdyby w tym momencie do pomieszczenia nie wpadł w pełnym pędzie Jiraiya.
Wrzasnął, celując w nich palcem wyraźnie drżącej ręki.
Blondyn momentalnie oblał się intensywnym rumieńcem, a Ryoshi nie mógł opanować ataku śmiechu, ciągle siedząc na jego kolanach, uwieszając się na jego ramieniu, a Minato siedział z ogłupiałą miną, nie mogąc się zdobyć na to, żeby go zrzucić.
Całe pożądanie diabli wzięli.
Tego akurat nie uznał za szczególnie złą rzecz, pomimo pewnego zawodu, jaki odczuwała jego podświadomość.
Cena za chwilową przyjemność byłaby zbyt wysoka. Minato to w końcu niedoświadczony szczeniak, który nawet nie wiedział, czego ma się spodziewać, kiedy poprosił o taką przysługę. Zawiedzenie jego zaufania byłby równoznaczne z utratą przyjaźni i stanowiłoby po prostu wykorzystanie dzieciaka. Chociaż później zdecydowanie będzie fantazjował o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie wtargnięcie Jonina w strategicznym momencie.
Kilka tygodni później został Kazekage, w świecie ogarniętym chaosem wojny.
