Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Twisted Vixen. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od autorki/tłumaczki: „Naruto" nie jest moją własnością… Naprawdę… Ja nie… (chowa Naruto i Sasuke do szafy)
Ostrzeżenie: W rozdziale mamy trochę żalu i smutku i odrobinę OOC. Mimo to sądzę, że Naruto zawsze był, od czasu do czasu, podatny na załamanie się. Ma do tego usprawiedliwienie.
Ukryci Za Maskami
Rozdział 5: Kim Jest Naruto?
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Minęły trzy tygodnie, odkąd Sasuke został przyniesiony do drzwi domu „Ruki", położonego na zewnątrz małej wioski Ogawa. Rany dobrze się goiły i nawet rozpoczął drobne sesje sparingowe z Naruto, który w międzyczasie trenował Ayę. Zapytał się blondyna, dlaczego poświęcał czas dziewczynce. Zanim odpowiedział, Naruto obdarzył go nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ponieważ potrzebują kogoś, kto byłby w stanie zająć się wioską. Dziewczyna ma głowę na karku, a poza tym pochodzi ze środowiska ninja, tak więc posiada zdolność używania chakry. Poza tym nieważne jak bardzo lubię to miejsce, to nie mogę zostać tu na zawsze – wtedy uśmiechnął się i wrócił do obserwacji swojej uczennicy. Tymczasem Sasuke zastanawiał się nad poziomem dojrzałości dobe. To tylko utwierdziło go w przekonaniu, jaką to zagadką był Uzumaki Naruto. W głowie miał całą listę zbijających z tropu rzeczy, których nauczył się o dobe od momentu, w którym się spotkali, takich jak:
Po pierwsze, Naruto potrafił gotować. Nie tylko ramen… ale prawdziwe JEDZENIE. Zszokowało go jak diabli, gdy po raz pierwszy ujrzał Naruto robiącego coś, co nie zawierało wrzącej wody i konieczności czekania przez trzy minuty. Więc... dobe lubił ramen, ale nie było to dla niego pożywieniem bogów, jak to wszystkim ciągle rozpowiadał w Konosze.
Po drugie, pomarańcz NIE BYŁ jego ulubionym kolorem. Dowiedział się o tym kilka dni po incydencie z jedzeniem. Udał się do szafy, by poszukać jakiś ubrań do założenia. Oczywiście założył, że jego opcje będą zlimitowane do pomarańczu, pomarańczu i jeszcze więcej pomarańczu, po to tylko, by odkryć, że nie było go tam wcale. Ani… jednego… szwu koloru nieznośnie jasnej pomarańczy w szafie. Czernie, czerwienie, niebieskie, nawet kilka zieleni, ale zero pomarańczu. Kiedy w końcu skonfrontował w związku z tym młodszego mężczyznę, został obdarowany spojrzeniem pełnym wstrętu.
- Jaki ninja nosiłby pomarańcz? – powiedział, zostawiając Sasuke w bardzo niepodobnej-do-Uchiha pozie gapienia się z otwartymi ustami. Blondyn odszedł, w międzyczasie zrywając boki ze śmiechu.
Po trzecie, Naruto miał dość dobrą kontrolę chakry. Może nie tak dobrą jak jego i definitywnie nie tak dobrą jak Sakury, ale lepszą, niż kiedykolwiek dał po sobie poznać. Mimo wszystko nie odważyłby się na pozwolenie mu na użycie na sobie skalpela chakry.
Teraz, uzbrojony w te i wiele innych informacji, Sasuke doszedł do następującego, nieoczekiwanego, a zarazem jedynego wiarygodnego wniosku: przez te wszystkie lata Naruto nie był osobą, którą myślał, że znał. Czy Naruto nosił maskę? Powinien był o tym wiedzieć. Miał w końcu swoją, własną. Ale, jeżeli jego konkluzje były prawdziwe, dobe mógł go w tym przewyższyć. Czy nie byłoby to ironiczne?
W rzeczy samej, teraz musiał tylko zdecydować, jak go o to zapytać. Nie mógł ot tak, po prostu, wypalić pytania i zdenerwować blondyna. A skoro mówimy o tym…
- Hej dobe – Naruto przerwał swój marsz do kuchni.
- Czego, teme?
- Zmieniłeś się – Sasuke mógł sam siebie pacnąć za bycie aż tak bezceremonialnym. Co się stało z postanowieniem sprzed chwili, by tego nie robić? Brawo, Sasuke. Brawo.
Naruto wzruszył ramionami.
- Więc?
- Więc, co jest z tobą?
- Nic. Dlaczego mógłbyś coś takiego pomyśleć? – uniósł rękę, położył ją na tyle swojej nastroszonej głowy i zaczął się nerwowo drapać. Sasuke uniósł brew.
- Ponieważ pocierasz tył swojej głowy tylko wtedy, kiedy się czymś denerwujesz – Naruto szybko opuścił rękę.
- Iii… palce twojej lewej dłoni drgają, kiedy kłamiesz.
Naruto wyglądał na zszokowanego.
- A-ale s-skąd ty to…
- Wiem? Nawet jeżeli nie wiem o tobie tak dużo, jak myślałem, dalej wiem więcej, niż ktokolwiek inny, dobe – rzekł Sasuke z uśmieszkiem.
Naruto przewrócił oczami i popchnął go na drugą stronę kanapy.
- Drań.
- Przez cały ten czas nosiłeś maskę? – Naruto nie odpowiedział „tak", ani „nie". – Więc, jak długo?
Naruto westchnął i wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Zgaduję, że odkąd pamiętam.
- Dlaczego?
- O nie, teme, nie odsłonię swojej duszy, dopóki ty nie zrobisz tego samego. Kiedy będziesz gotowy na wyjawienie mi, dlaczego nosisz swoją maskę, może wtedy zacznę gadać – Naruto usiadł naprzeciwko Sasuke z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
- A kto powiedział, że w ogóle jakąś noszę?
Blondyn parsknął.
- Tylko osoba nosząca swoją maskę jest w stanie rozpoznać inną maskę. Więc jakie są twoje powody, teme? Czy nie masz ochoty na dzielenie się?
Sasuke przewrócił oczami i beznamiętnie odpowiedział:
- Hn… to proste… jestem z klanu Uchiha. My nie pokazujemy emocji. Szczycimy się tym, że potrafimy ukryć własne uczucia. Jest to w nas już od urodzenia. A teraz twoja kolej.
- Hej! To nawet nie jest bliskie wyjaśnieniu – zawarczał Naruto. – Wszyscy o tym wiedzą.
- Jest. I na teraz to jest to, co ode mnie dostajesz.
Obydwoje siedzieli prawie w ciemności. Nikt nie przejął się włączeniem lampy. Na tę chwilę lśnienie kominka było wystarczającą iluminacją. Cienie zwykły być dobrymi miejscami do ukrycia, ale w tym momencie nie były żadną pociechą dla żółtopomarańczowego światła, które zdawało się odbijać ciemne spojrzenie Sasuke, które intensywnie wpatrywało się w Naruto, oczekując odpowiedzi.
Naruto nadąsał się, po czym zaczął marudzić coś o byciu wykiwanym, ale po kilku minutach pogrążył się w myślach. W końcu westchnął, ponownie przeczesał palcami swoje włosy, w rezultacie jeszcze bardziej je mierzwiąc i osunął się na krześle, zanim zaczął:
- No dobrze… wiesz, jak bardzo byłem nienawidzony w całej wiosce… z oczywistych przyczyn – przyjaciel kiwnął głową, a on kontynuował.
- Nie potrafisz sobie wyobrazić, jak to jest w takim młodym wieku… radzenie sobie z mierzeniem wzrokiem, bycie nazywanym potworem, groźby śmierci, zaciąganie przez ninja i innych ludzi z wioski w ślepe uliczki i tłuczenie prawie do śmierci, rodzice upewniający się, by ich dzieci nie podchodziły blisko mnie, w kółko niszczenie całego mojego mieszkania. Musiałem ciągle się przemieszczać. Czasami nie wracałem nawet do domu. Koczowałem w lasach zamiast radzić sobie z alternatywą. Nawet nie wiesz, jak bardzo staruszek musiał się starać, aby przekonać radę do pozwolenia mi na uczęszczanie do akademii. Nie chcieli, abym tam chodził. Wieśniacy, kiedy się o tym dowiedzieli, robili awantury, nauczyciele również mnie tam nie chcieli i przez to uczynili moje dni w szkole piekłem. Prawdopodobnie w to nie uwierzysz, ale podczas pierwszego roku nie byłem wcale „ostatnim z ostatnich".
Widząc, jak ciemnowłosy unosi brew, Naruto zawarczał:
- Zamknij się, teme.
- Co? Nawet się nie odezwałem – Sasuke podniósł ręce i próbował wyglądać na niewinnego.
- Nieważne, co powiesz, teme, myślałeś o tym. W każdym bądź razie zacząłem akademię rok przed tobą. Jednakże, ponieważ – broń boże – zacząłem przejawiać się inteligencją, wszyscy zaczęli jeszcze bardziej się mnie bać. Zgaduję, że myśleli, że dziecko-demon użyje całej wiedzy, by zniszczyć wioskę, czy coś w tym stylu. Nauczyciele zaczęli więc mnie sabotować. Moje książki znikały bez śladu i nie pozwalali, bym dostawał nowe. Nie skapnąłem się aż do później, ale zaczęli nakładać genjutsu na moje testy, więc nawet jeżeli miałem dobre odpowiedzi, to były w złej kolejności i przez to nie zdawałem. Kiedy trenowaliśmy z broniami, zawsze dostawałem je wygięte lub zardzewiałe, bym nigdy nie zdołał nauczyć się poprawnie celować czy rzucać. Nauczyli mnie stylu taijutsu, który w rzeczywistości nie był żadnym. Pamiętasz, jak głupio wyglądałem, kiedy tamtego razu mieliśmy mieć ze sobą sparing?
- Hn – Sasuke dobrze to zapamiętał. Dobe definitywnie wyglądał jak dobe. Sama jego postawa przed walką była komiczna.
- Czy nigdy nie przeszło ci przez myśl, dlaczego testy ZAWSZE zawierały zrobienie klona? To było dlatego, że oni wiedzieli, że ja nie potrafiłem zrobić go poprawnie. Przez upewnienie się, że Bunshin był zawsze jedną z części testu, gwarantowali, że go nie zdam. W końcu zmęczyłem się gierkami i przestałem próbować.
Naruto westchnął, głowę miał opuszczoną, więc Sasuke nie mógł ujrzeć jego twarzy. Sasuke przyjął tę przerwę jako szansę na odezwanie się.
- Ale co z Iruką? Myślałem, że cię lubił.
- Nie na początku. Był taki, jak inni. Dopiero po tym, jak mnie poznał i przekonał się, że byłem tylko zwykłym dzieckiem, w którego to brzuchu zapieczętowano demona, zaczął traktować mnie inaczej.
- W dalszym ciągu to nie wyjaśnia, dlaczego ukrywałeś prawdziwego siebie.
- Ależ oczywiście, że wyjaśnia. Bycie prawdziwym sobą sprawiło, że wszyscy jeszcze bardziej mnie nienawidzili. Ale im bardziej zachowywałem się jak rozwrzeszczany idiota, tym było mi łatwiej. Wieśniacy nie czuli się aż tak zagrożeni. Nauczycieli stwierdzili, że i tak nie zdam, więc przestawali sabotować moje sprawdziany, ale w dalszym ciągu dawali mi przestarzałe bronie. A ninja, którzy mnie nienawidzili, przestali próbować mnie zabić. Pomyśleli, że jeżeli kiedykolwiek zostanę geninem, to i tak będę tak żałosny, że pierwszy lepszy wróg zrobi im przysługę i zabije mnie na misji.
Gdy dotarły do niego informacje, źrenice Sasuke rozszerzyły się.
- Więc ramen, noszenie pomarańczu, wszystkie żarty, głośne zachowywanie się…
- Wszystko częścią gry. No dobra, może nie żarty, po prostu lubię je robić – dodał z lekkim uśmiechem. – Ale tak, wszystko inne jest tylko częścią gry. No dobra, aktualnie też i nie ramen. Lubię go, ale nie aż tak bardzo, jak już sam to wywnioskowałeś. Nie miałem pieniędzy. Płaciłem mocno wygórowany czynsz, jedzenie i ubrania kosztowały mnie podwójnie, a czasami potrójnie w porównaniu do tego, co płacili wszyscy inni. Ramen był tani, a co najważniejsze, nie był zmajstrowany. Wiesz, kasjerzy, kiedy tylko mogli, zamieniali moje jedzenie na rzeczy, które były zgniłe. Większość właścicieli restauracji nie wpuszczało mnie do środka, a ci, którzy to robili, zatruwali jedzenie, które dostawałem. To dlatego żywiłem się przede wszystkim w Ichiraku. Traktowali mnie normalnie. A co do pomarańczu, była to jedyna rzecz, którą mi sprzedawali. Sądzę, że chcieli się upewnić, że będę najłatwiejszym w historii celem. Nienawidziłem koloru. Jednak po jakimś czasie zorientowałem się, że ludzie zawsze mnie z tego powodu nie doceniali, a dodatkowo było to dla mnie świetnym testem skradania się. Zdecydowałem więc zatrzymać go i odpowiednio wykorzystać. I, nie będę kłamał, byłem sam na siebie zły za to, jak bardzo głośno się zachowywałem… więc wiedziałem, że wszyscy inni byli równie wkurzeni. Przynajmniej dzięki temu cały czas myśleli, że byłem idiotą, co było tym, co chciałem, ponieważ jak długo tak się zachowywałem, tak długo zostawiali mnie samego… w większości wypadków.
Umysł Sasuke wirował. Więc przez cały ten czas dobe w rzeczywistości wcale nie był dobe. Nie spodziewał się, że wszystko, co wiedział o Naruto, było dobrze zaplanowaną grą aktorską. Myśl ta, wiedza, przez co Naruto przechodził przez te wszystkie lata spowodowała, że jeszcze bardziej zaczął nienawidzić Konohy. Ale, zastanawiał się…
- Naruto? Jak Trzeci przekonał radę, aby pozwolili ci na zostanie ninja?
- Więc… - odpowiadał powoli, jego palce niespokojnie się poruszały. – Ja… uch… musiałem zgodzić się na… tylko parę… warunków – oczy Sasuke podejrzanie się zwęziły.
- Warunków?
- … tak.
- Jakich warunków? – brunet uniósł jedną brew.
- Nie mogłem, nieważne, co by się działo, zaatakować żadnego mieszkańca wioski – Naruto nie podniósł wzroku – znak dla Sasuke, że nie było to wszystko.
- I? – naciskał. Gdyby Naruto spojrzał do góry, mógłby zauważyć świdrujące go czarne oczy.
- I… nie będę miał pozwolenia na otrzymanie wyższego stopnia od określonej rangi – w tym momencie, przez sposób, jak poruszał palcami, Naruto zaczął wyglądać jak Hinata. Sasuke miał złe przeczucie.
- Jakiej rangi? – zapytał. Jego głos stał się niebezpiecznie cichy.
Naruto patrzył wszędzie, byle nie na Sasuke.
- To w tej chwili i tak nie ma większego znaczenia – miękko odparł.
- Jaka ranga, dobe? – Sasuke odmówił bycia zbytym. Biorąc pod uwagę to, co wiedział o radzie, miał przeczucie, gdzie to wszystko zmierzało, a już sama możliwość sprawiała, że pulsowała mu żyłka na czole. Naruto coś wymamrotał.
- Co?
Naruto gwałtownie podskoczył, warcząc.
- CHUUNIN, DOBRZE?! Zakazano mi osiągania czegoś więcej. A teraz możesz śmiać się i napawać jak ty i wszyscy inni jesteście ode mnie lepsi, a ja jestem ostatnim z ostatnich – odwrócił się na pięcie, wybiegł z pokoju, za drzwi i zniknął w lesie.
Głęboko w lesie Naruto kontynuował bieg. Zatrzymał się dopiero w momencie, kiedy zabrakło mu tchu. Upadł na dłonie i kolana. Jego oddech był przerywany, kiedy suche łkanie wstrząsało jego ciałem. Nienawidził tego uczucia. Teraz jego największy rywal wiedział o nim wszystko, wiedział, jak bardzo jest słaby i to bolało.
- NIENAWIDZĘ TEGO! – wywrzeszczał do nieba. Podskoczył i wrzasnął, kiedy zebrał chakrę i trzasnął w drzewo Rasenganem, kompletnie je demolując.
- Co te drzewo ci kiedykolwiek zrobiło? – przerwał mu cichy, jedwabisty głos, zanim zdołał zniszczyć coś innego. Naruto uwolnił chakrę. Dyszał, kiedy w przegranej osunął się na ziemię. Nawet nie obrócił się w kierunku bladoskórego chłopaka.
- Odejdź… Sasuke – wyszeptał.
- Nie.
Naruto usłyszał lekkie kroki, zanim poczuł, jak wokół niego oplatają się ramiona i ciągną go do twardej klatki piersiowej. Próbował, bez sukcesu, jakoś się wyplątać.
- Złaź ze mnie.
- Nie.
Spanikował i ponownie spróbował uciec od ciepła, komfortu, którego zapewniały mu blade ramiona. Nie chciał, by Sasuke widział jego załamanie.
- Puść… mnie…
Sasuke na to tylko ścisnął go mocniej. Wiedział, że jego przyjaciel tego potrzebował, nawet jeżeli tego nie chciał. Niebieskie oczy Naruto wypełniły się łzami, po czym przygryzł sobie wargę w próbie powstrzymania szlochu.
- Proszę… Sasuke… - błagał prawie w desperacji.
- Nie, nie zrobię tego – Uchiha wyszeptał mu do ucha.
Naruto nie mógł już dłużej powstrzymać łkania, które w końcu się z niego wyrwało i upadł na kolana, zabierając ze sobą Sasuke, który w dalszym ciągu trzymał oplecione wokół niego ręce. Łzy kapały mu z policzka, kiedy się poddał, jego ciało wstrząsane było szlochem, kiedy uwalniał wszystkie emocje, które tak skrzętnie ukrywał przez półtora roku, kiedy uwalniał wieloletnie uczucie frustracji i bólu. Maska, którą tak długo nosił, pękła na kawałki, obróciła się w pył. Sasuke tylko trzymał go, przeczesywał palcami jego blond włosy i czekał na zakończenie fali łez. Kiedy łkanie w końcu przerodziło się w lekkie przerywane oddechy, Sasuke obrócił Naruto, by spojrzeć w jego opaloną twarz, po czym położył dłoń na jego podbródku i delikatnie przytrzymał.
- Naruto… - spauzował, niepewny, co ma powiedzieć. Nie był zbyt dobry w pocieszaniu. Jednak po chwili zdecydował, że skoro Naruto potrafił zdjąć swoją maskę, mógł również to samo zrobić ze swoją własną, pozbawioną wszelkich uczuć. – Naruto, czy wiesz dlaczego, nawet po tym wszystkim, uważam cię za swojego najlepszego przyjaciela?
Blondyn potrząsnął głową, a jego przekrwione oczy spojrzały w niekończącą się otchłań czerni. Blade dłonie przesunęły się na jego obdarzone wąsami policzki, po czym starły pozostałości łez.
- Ponieważ nigdy nie stawiałeś mnie na piedestale, nie traktowałeś mnie tak, jak robiła to reszta wioski – wszyscy byli gotowi upaść do moich stóp przez to, kim byłem. Uważałem cię za swojego rywala, ponieważ byłeś jedyną osobą, która zmuszała mnie do dawania z siebie wszystkiego. Byłeś o wiele silniejszy, niż ktokolwiek myślał, a twoje uczucia sprawiły, że stałeś się jeszcze potężniejszy. W głębi duszy zawsze ci zazdrościłem.
- M-mi? Dlaczego?
- Ponieważ, jak dla mnie, zawsze zdawałeś się być coraz lepszy, podczas gdy ja stałem w miejscu. Nienawidziłem tego. Odszedłem, ponieważ musiałem stać się silniejszy. Jeżeli nie potrafiłem ciebie pokonać, to jak niby miałem pokonać swojego brata? Nie mogłem być słaby. I nie miałem czasu do stracenia.
- A-ale... ty nie jesteś słaby.
- Teraz wiem o tym. Tak samo i ty. Jesteś jedną z najsilniejszych osób, o które dbam, by znać – ściągnął zmierzwione blond loki z jego twarzy. – Czy sądzisz, że każdy byłby w stanie więzić w sobie demona i radzić sobie z wrogimi, destrukcyjnymi myślami, które wkłada mu do głowy i w dalszym ciągu pozostawać przy zdrowych zmysłach? Jak wiele ludzi poradziłoby sobie z ludźmi w wiosce w sposób, jaki ty zrobiłeś i dalej nie chciałoby zmieść wioski z powierzchni ziemi? Wiem, że ja bym tego nie potrafił.
Łzy ponownie zaczęły wypełniać oczy Naruto, tym razem jednak pod wpływem uspokajających słów jego najlepszego przyjaciela.
- Poza tym czy rangi naprawdę coś znaczą? Jeżeli chcesz być pod tym względem aż taki formalny, nigdy nie przerosłem rangi genina. Czy to sprawia, że jestem słaby?
- Jasne, że nie.
- I bycie chuuninem również nie sprawia, że jesteś słaby. To wszystko po prostu sprawia, że obydwaj jesteśmy… niedocenieni.
Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Usta Sasuke ułożyły się w lekki uśmieszek, podczas gdy usta Naruto uformowały uśmiech… prawdziwy uśmiech.
- Tak… lubię to. Niedocenieni.
Sasuke wstał i wyciągnął swoją dłoń.
- A teraz chodźmy do domu. Wisisz mi za to przysługę.
- Tak tak, teme – Naruto chwycił dłoń i pozwolił, by Sasuke pomógł mu wstać. Uchiha obrócił się i odszedł, nawet się nie przejmując, czy blondyn za nim podążał.
