Scott poszedł do Dereka kiedy przestał żądać krwi za to co ten zrobił Stilesowi. Trochę czasu potrzebował. Poszedł z Isaakiem choć ten wciąż twierdził że pomysł odwiedzenia Hale'a był kiepski. Według niego Derek był poza kontrolą. Scott był szczerze przekonany, że zachowanie Dereka było wypadkiem podczas pełni.
– Hale, jesteś tu?! – krzyknął Scott w powietrze pustego mieszkania. Isaak wkroczył pewniej do środka. Zaraz obaj zatrzymali się gdy z górnego piętra zszedł Peter.
– Jestem. – odpowiedział Peter z dziwną satysfakcją w głosie. Chłopcy spojrzeli na niego z niesmakiem.
– Gdzie jest Derek?! – warknął Scott.
– Gdzie indziej. – odpowiedział Peter z zadowoleniem.
– Mamy dość gierek, Peter. Gdzie jest Derek?
– Widzicie, sumienie bardzo gryzło go, że pozwolił sobie napaść tak na człowieka, więc postanowił pozbyć się go.
– Sumienia? – zapytał zdezorientowany Scott. Isaak przesunął wierzchem dłoni po ręce McCalla jakby chciał go uspokoić w ten sposób. Beta czuł kiedy napięcie wzrastało w jego Alfie.
– Prawie. – odpowiedział z teatralnym grymasem Peter. – Ważne dla was że nie będzie zagrażał nikomu podczas pełni.
– Nie, ważne dla nas jest to jaki poroniony pomysł mu poddałeś. – warknął Scott wrogo, ale nie robił wrażenia na mężczyźnie.
– Scotty, rozumiem że masz swoje stado o które martwisz się. Przepraszam za Dereka. Zajmujemy się sprawą jego epizodu. – powiedział oficjalnym tonem Peter. Scott zmarszczył się gniewnie. Derek zawsze był częścią stada, nieważne który z nich był obecnie Alfą. Więcej, Derek był lojalnym przyjacielem.
– Chce wiedzieć czy Derekowi nic nie grozi?
– Proszę, Scotty. Derek to wciąż rodzina. Nie skrzywdziłbym go.
Obaj chłopcy spojrzeli na niego wymownie. Peter wszystko robił interesownie; jeśli pomagał Derekowi to dlatego że miał w tym interes.
– Co robisz mu? – zapytał ze wściekłością Scott.
– Jeśli Derek nie powiedział Ci, to ja nie mam zamiaru.
Scott i Isaak wycofali się rakiem z loftu. Dereka i tak tam nie było. Nie dawało im spokoju, że Peter namówił na coś chorego swojego bratanka. Dlaczego Derek w ogóle jeszcze mu ufał?
– Może to nic takiego? Może Peter naprawdę pomaga? – rzucił ostrożnie Isaak.
– Nie wierzę w jego dobre intencje.
– Może znajdźmy Dereka? On wszystko nam wytłumaczy. – zasugerował Isaak i miał rację. Scott chciał pomóc Derekowi zanim Peter zrobiłby siostrzeńcowi wodę z mózgu.
– Jak znajdziemy go? – zapytał Scott a Isaak uśmiechnął się szeroko.
– Lidia może nam pomóc. – odpowiedział Isaak. – Ma moce. Znalazła waszych rodziców.
– Lidia nie wie jak aktywować swoje moce. – powiedział Scott. Nie chciała narażać przyjaciółki na dołek psychiczny który dopadł ją ostatnim razem gdy rysowała wszędzie korzenie nemetonu. Lidia nie kontrolowała swoich „napadów".
– Musi się kiedyś nauczyć z nich korzystać. – odpowiedział Isaak. Scott uważał że kolega miał rację – Lidia musi zapanować nad mocami banshee. Im szybciej tym lepiej, bo za każdym razem przeżywała sporą traumę.
– Masz rację. Lidia musi nauczyć się korzystać ze swoich mocy. – odpowiedział Scott. Lidia była częścią stada i jako stado powinni zadbać aby koleżanka rozwinęła umiejętności.
Isaak wyraźnie był zadowolony z tego że pomógł. Powinien mieć więcej pewności siebie.
Lidia nie podzielała ich entuzjazmu, aby wykorzystywać moc banshee. Nie miała nad nią władzy i sądziła że oszaleje jeśli będzie jej nadużywać.
– U–un! Nie robię tego dla Dereka cholernego Hale'a! – odpowiedziała z wredną miną Lidia. – Jest dorosły. Zatroszczy się o siebie.
– Tobie Peter zrobił wodę z mózgu. Myślisz że Derek jest odporny na jego wątpliwy urok?
Lidia zacmokała zniesmaczona. Przewróciła oczami i spojrzała na Isaaka, jakby był ostatnią ostoją rozumu. Machnęła ręką zrezygnowana.
– Świetnie. – westchnęła zrezygnowana dziewczyna. – Choć nie mam pojęcia jak użyczyć wam swoich mocy.
– Wiesz, możesz skontaktować się z duchami i one wskazałyby nam drogę. – odpowiedział Isaak z wąskim uśmiechem.
– Mam wyciągnąć plansze Ouiji? – zadrwiła Lidia, ale wszyscy inni traktowali to bardzo poważnie.
Scott musiał przyznać że uważał za mocno niedorzeczne takie siedzenie nad planszą do wywoływania duchów. Lidia także nie wyglądała jakby wkładała w to serce.
– Czy jest tu z nami kto pomoże nam znaleźć Dereka Hale'a? – zapytała w powietrze Lidia. Scott spojrzał naokoło, ale nie dostrzegł żadnej zmiany w otoczeniu. Lidia musiała stracić kontakt z zaświatami. Może po prostu nie było nikogo w okolicy kto usłyszałby ją?
– Może zacznij od czegoś prostszego? Jak czy jest ktokolwiek? – zapytał Isaak patrząc na Lidię. Ta posłała mu okropne spojrzenie.
– Czy jest z nami ktokolwiek? Daj jakikolwiek znak, bo czuję się jak kretynka. – rzuciła Lidia w powietrze, ale prowadziła ten seans tak okropnie że Scott nie zdziwiłby się gdyby wszystkie duchy obraziły się na nią.
– Jesteś okropnym medium. – odpowiedział Scott. Lidia strzeliła w jego stronę złe spojrzenie.
– Przypominam że to ode mnie duchy nie mogą odczepić się. Nie chce mieć kolejnego na karku. – rzuciła gniewnie dziewczyna i wstała z podłogi. Isaak uśmiechnął się przepraszająco w jej kierunku, bo w końcu to wszystko było jego propozycją.
Nagle szklanka rozbiła się tuż przy głowie Isaaka i ten spojrzał na Scotta ze złością.
– To nie ja! – krzyknął obronnie Scott i rozejrzał się po pokoju. Lidia patrzyła zszokowana na swoją toaletkę. Uciekła z krzykiem na korytarz a potem dalej w stronę drzwi wyjściowych. Scott upewnił się, że nie miał nikogo za plecami. Isaak był już w połowie drogi za przerażoną Lidią.
Na trawniku przed domem Martinów, Isaak złapał Lidię w pół i przytulił mocno do piersi, upychając jej twarz w swoją szyję, aby nie dawać sąsiadom koleżanki widowiska. Nic takiego nie działo się: nastolatka pokłóciła się z chłopakiem.
