ROZDZIAŁ 7
Aelita biegła tak szybko jak mogła przez park w kierunku zejścia do kanałów. Biegła, chcąc uciec jak najdalej od wspomnień dzisiejszego dnia – dnia, który tak niespodziewanie zaczął się na nowo. Te jednak jak na złość doganiały ją i nie dawały spokoju.
Ranek. Razem z resztą grupy, oprócz Jeremiego, spotkała się przy śniadaniu. Wszyscy wymienili zdumione spojrzenia.
- Czemu czwartek zaczął się od nowa? – zapytał William.
- Powrót do przeszłości – odparła Yumi. – Ale kto i dlaczego go uruchomił?
- Jeremie... tylko on mógł to zrobić, przecież był w fabryce...– powiedział Ulrich.
Ona tylko wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, co mogło się stać.
- Właściwie gdzie on jest? – spytał William, wciąż oszołomiony efektami powrotu do przeszłości.
Istotnie, Jeremiego nie było z nimi. Tym razem nie zjawił się na śniadaniu.
- Hmm, jeśli Jeremie myśli, że dzięki powrotowi do przeszłości szkoła zapomni o bukiecie, to się myli. Aelita dostała go wczoraj – zauważył Odd.
- Czyli coś musiało się stać w fabryce – stwierdziła Yumi. – Jeremie nic nie sygnalizował? – zwróciła się do Aelity.
- Nie, nic... – odparła. – Ale nie uwierzycie, co XANA mi zaproponował...
Nie zapomni nigdy reakcji przyjaciół po tym , co usłyszeli.
- O rany...
- To szaleństwo...
- I co, zgodzisz się?
- Ale nadal nie tłumaczy to dziwnego zachowania Jeremiego...
Skąd mogła wtedy wiedzieć, że Jeremie o wszystkim wiedział? I przede wszystkim, że weźmie to tak śmiertelnie poważnie?
Po lekcjach. Zebrawszy się w sobie, weszła do jego pokoju.
- Jeremie! Powiesz mi, o co ci chodzi?! – zapytała prosto z mostu.
- O nic, a o co tobie chodzi? – odparł nerwowo.
- Zachowujesz się dziwnie - jesteś nerwowy, prawie się nie odzywasz, a teraz jeszcze robisz powrót do przeszłości bez powodu! Więc to raczej tobie o coś chodzi!
- Czego chcesz? Co...
- Chodzi ci o XANĘ, tak? Przestań się zachowywać jak dzieciak, przecież dobrze wiesz, że od zawsze był moim – naszym wrogiem!
- Ale fajnie się z nim gawędzi, co? No i bukiet... A teraz jeszcze cię namawia, żebyś z nim została!
- Słucham...?
- Nie mów że nie! Słyszałem waszą rozmowę!
- Widzę, że do ciebie wciąż nic nie dociera! Kiedyś pękniesz z tej swojej chorobliwej zazdrości, więc dobrze radzę, popuść trochę!
Czuła, że zaraz się rozpłacze, ale nie chciała już robić scen przed nim, więc zdobyła się tylko na pełne wściekłości spojrzenie, odwróciła się na pięcie i wyszła, trzaskając drzwiami.
Wspomnienie tamtej rozmowy paliło ją najbardziej. Nie mogła uwierzyć, że Jeremie nagle do tego stopnia przestał jej ufać. Dlatego była taka wściekła.
Już ja mu pokażę, myślała, zjeżdżając windą do skanerów. Była zdeterminowana mu udowodnić, jak bardzo się myli.
W tym samym czasie Jeremie siedział w swoim pokoju przy komputerze. Faktycznie, był zazdrosny. Aelita wyglądała na bardzo zadowoloną ze spotkań z XANĄ. Opowiadała przyjaciołom wszystko ze szczegółami; bardzo ją o to prosili, bo zakochany XANA był dla nich absolutnym ewenementem. Zaraz stawały mu w umyśle opisy ich rozmów – a zwłaszcza ta ostatnia. Co sztuczna inteligencja może wiedzieć o uczuciach - mierziło go – przecież jego wiedza o świecie realnym jest fragmentaryczna! Co on może wiedzieć o miłości? Przypomniał sobie jego wypowiedzi, przypominające wycinki z harlequinów(nie obrażając tychże)... I ten bukiet... był pewny, że to od niego... Żałosne... a ona jeszcze to kupuje!, pomyślał, chowając twarz w dłoniach.
Zebrawszy się w sobie, zajął się od dawna planowanym sprzątaniem twardego dysku. Obserwując postępy programu czyszczącego, zaczął się zastanawiać, czy czasem on nie jest winien temu wszystkiemu. Ostatnio rzadko za sobą rozmawiali, bo był pochłonięty pracą, nie tylko nad planem pokonania XANY, ale też pracą szkolną; kiedyś wszystko robili razem, a od paru tygodni nad większością rzeczy pracował sam. Na dodatek wciąż miał żywe w pamięci megaspięcie przed koncertem Subdigitals, na którym Aelita występowała jako support. Wprawdzie po powrocie do przeszłości udało mu się jakoś zatrzeć fatalne wrażenie, jakie na niej zrobił, ale czuł, że ona nie do końca wybaczyła mu tamten akt egoizmu czy, mówiąc bardziej dosadnie, czystego chamstwa...
Tak niewesoło rozmyślał, przekopując swój folder z dokumentami w poszukiwaniu śmieci. Wtedy przykuł jego uwagę jeden plik. Mimo zawiłej nazwy złożonej z liter i cyfr wiedział, co zawiera– był to jeden z wielu plików tymczasowych z czasu, gdy szukał nadawcy wiadomości, którą dostała Aelita we wtorek. Do tej pory wydawało mu się , że usunął je wszystkie, jednak ten jeden musiał przeoczyć. Nie przypominał sobie, by go sprawdzał, więc coś go tknęło, by go otworzyć. Uruchomił notatnik i wczytał zawartość pliku. Gdy go przejrzał, nie mógł wręcz uwierzyć w to, co znalazł.
W tym samym czasie Aelita, zwirtualizowawszy się w sektorze pustynnym, usiadła na głazie, wyczekując, aż XANA się pojawi. Miała cichą nadzieję, że prędzej czy później ją tu znajdzie. Jednocześnie powtarzała sobie w myślach to, co zamierzała mu powiedzieć. Nie potrafiła przewidzieć, jaka będzie jego reakcja, więc postanowiła uczynić to wyznanie w sposób jak najmniej bezpośredni.
Nie musiała zbyt długo czekać – wkrótce na płaskowyżu pojawiła się jasnobłękitna kula, z której wydobyła się ciemna sylwetka w długim płaszczu rozciągającym się za nią. Sylwetka się przybliżyła i ukłonił się przed nią, jak to miał w zwyczaju.
- Czemu zawdzięczam tak niespodziewaną wizytę? – zapytał. Zdziwiła się, że nie pamiętał o tym, co działo się wczoraj.
- No... bo... mam ci coś do... – zaczęła, ale po chwili straciła odwagę. - Ostatnia przejażdżka Mantą strasznie mi się spodobała. Może ją powtórzymy? – zapytała, szybko zmieniając temat.
- Oczywiście. –Dwa razy klasnął w dłonie i pojawiła się Manta. W chwilę potem odlecieli razem na odległy płaskowyż.
W internacie Ulrich próbował uczyć się fizyki, korzystając z tego , że powrót do przeszłości dał mu dodatkowe popołudnie na powtórkę do zbliżającego się sprawdzianu, podczas gdy jego przyjaciel Odd bawił się z Kiwim. Pies, jak zwykle skory do zabawy, wciąż szczekał i skakał po całym pokoju, co w końcu mocno zirytowało Ulricha.
- Odd, mógłbyś być trochę ciszej? Próbuję się uczyć - powiedział, podnosząc wzrok znad książki.
- Zrozum Kiwiego, on przecież nie może nie szczekać! - odparł Odd.
- A ty zrozum choć raz mnie, że muszę podciągnąć swoją ocenę z fizy - odpowiedział mu Ulrich, z powrotem wbijając wzrok we wzory na pracę i moc prądu elektrycznego.
- Człowieku, wyluzuj, ten test jest dopiero w przyszłym tygodniu - stwierdził Odd z właściwą sobie beztroską.
- Właśnie, w przyszłym tygodniu. I nie zamierzam przebimbać tego czasu, tak jak ty - zirytował się Ulrich. Miał nadzieję, że to ruszy sumienie Odda. Ten jednak nie przejął się ani trochę.
- E tam , pójdę w przeddzień do Einsteina, on mi wszystko wytłumaczy lepiej niż ten podręcznik.
Jako że nadeszła pora nakarmienia Kiwiego, sięgnął po puszkę psiego jedzenia z szafki.
- Na Einsteina bym nie liczył, on ci ten podręcznik najwyżej z pamięci wyrecytuje... - zażartował Ulrich. Na wspomnienie o Jeremiem podniósł wzrok znad książki i zwrócił się do Odda.
- Jeremie się dziwnie zachowuje, zauważyłeś? - powiedział.
- Trzeba być chyba ślepym , żeby tego nie zauważyć - stwierdził Odd, który otworzył w tym momencie puszkę i wysypał jej zawartość do miski Kiwiego. - Ja podtrzymuję to, co powiedziałem - on jest zwyczajnie zazdrosny. Już wiele razy był i wracał do normy. Po części go rozumiem, na jego miejscu też nie byłbym zachwycony, gdybym się dowiedział, że jakaś sztuczna inteligencja próbuje odbić mi dziewczynę...
Ulricha to nie przekonywało.
- Ale niby jak miał się dowiedzieć? Z tego, co Aelita mówiła wynika, że nie miałby szans - zauważył.
- Dlatego mam nadzieję, że wzięła sobie moją radę do serca i z nim pogadała - odpowiedział Odd.
- Ciekawe, czy uda się jej coś z niego wyciągnąć.
- Jak Kiwi skończy jeść, możemy pójść do niej i się dowiedzieć. Albo mam jeszcze lepszy pomysł, pójść prosto do Jeremiego i przy okazji spróbować pogodzić go z Aelitą.
- Ja bym się nie wtrącał .Niech swoje nieporozumienia załatwiają między sobą – stwierdził Ulrich i wrócił do nauki.
Chwilę potem drzwi gwałtownie się otworzyły i do pokoju wpadł Jeremie. Wyglądał na skrajnie przerażonego; wodził po pokoju wzrokiem niczym obłąkany. Swym nagłym wejściem przestraszył Kiwiego, który oderwawszy uwagę od jedzenia zaczął na niego szczekać.
Uspokoił się trochę, gdy odszukał wzrokiem przyjaciół.
- O, góra przyszła do Mahometa... - zaczął Odd żartobliwie. - Co jest, Jeremie? - spoważniał, gdy zauważył przerażenie odmalowane na jego twarzy, po czym zaczął uspokajać psa, który zrobił się zdecydowanie za głośny.
- Nie mam czasu wam wyjaśniać... powiem wam w fabryce... zgarniemy Williama i Yumi i tam pójdziemy... chodźcie, ale szybko! – wykrztusił z siebie Jeremie.
W tym samym czasie w Lyoko Manta dostojnie i powoli unosiła się nad sektorem pustynnym. Gdy Aelita patrzyła w dół, czuła, jak uspokaja się w duchu i dystansuje od nieprzyjemnych wspomnień. Mając rzadką okazję zobaczenia pustyni z góry, dopiero teraz zdała sobie sprawę z piękna tego sektora. O ile w sektorze górskim część widoków przysłaniały delikatne chmury, o tyle tu przestrzeń była czysta i jeszcze lepiej było widać budowę sektora, na którego składały się 10 dużych płaskowyżów z jedną wieżą na każdym i kilka mniejszych, połączonych ze sobą siecią ścieżek. Doskonale było widać każdy głaz i wszystkie uschłe pnie drzew leżące w dole, a także delikatnie prześwitujące przez teren wody cyfrowego morza.
- Jeremie, powiesz, po co nas tu ściągnąłeś? – zapytała zniecierpliwiona Yumi, gdy spotkali się przy windzie. Jeremie wziął głęboki oddech.
- Pokłóciłem się z Aelitą... i... i ona chyba chce uciec z XANĄ do sieci...
- Cooo? – reszta powiedziała niemal jednocześnie.
- Musimy ją powstrzymać... nim zrobi coś głupiego... – wymamrotał, naciskając przycisk w windzie.
Gdy znaleźli się w podziemnym laboratorium, Jeremie od razu wskoczył na fotel, by ogarnąć sytuację. Istotnie, Aelita wysłała siebie do Lyoko, jednak nie mógł się z nią skontaktować, bo cały główny ekran przesłaniało okno, w którym, ku jego wielkiemu zaskoczeniu...
- Ale... jak to możliwe... przecież on...
... Franz Hopper przesyłał kolejną część swojego programu.
- Szlag, za późno! –zorientował się Jeremie. – Nie mogę nic zrobić...
- To co nam pozostało? – spytał William.
- Czekać... - odparł.
W tym samym czasie lot nad sektorem pustynnym dobiegł końca. Oboje wysiedli przy skałach w punkcie startu.
- Właściwie, dlaczego zaszczyciłaś mnie tak niespodziewaną wizytą? – spytał nagle.
Zapadło krótkie milczenie.
- Bo... – zaczęła, ciągle odsuwając to, co miała mu powiedzieć- po pierwsze, chciałam ci podziękować za bukiet.
- Jaki... bukiet?
- Ten, co mi przysłałeś...
- Ach, tak! Cieszę się , że Ci się podobał – powiedział uradowany.
- A po drugie... – zaczęła znowu. On spojrzał na nią pytającym wzrokiem. – A po drugie, to przemyślałam sobie dokładnie twoją ostatnią propozycję.
O bukiecie już słabo pamiętał, ale o propozycji, nie do odrzucenia, jak mu się wydawało... żeby już nie wracała na Ziemię... żeby została z nim w wirtualnym świecie, na zawsze... pamiętał doskonale. Uśmiechnął się ponownie w oczekiwaniu na odpowiedź, której był pewien usłyszeć.
- Nie mogę zostać tu na zawsze. – Wreszcie wyrzuciła to z siebie. - Moi przyjaciele mnie potrzebują. Nie mogę ich zostawić.
On spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Zrozum, nie należę do tego świata. Już od dawna... – zaczęła się tłumaczyć.
- Mistrz twierdził inaczej – odpowiedział smutno, akcentując słowo „mistrz".
- Kim jest Mistrz? – Aelitę już od dawna nurtowała ta postać, o której wspominał dość często w ich rozmowach.
- Mistrz? – powtórzył. – Nie poznałem nigdy jego prawdziwego imienia. Zawsze kazał mi do siebie zwracać się w ten sposób.
- Mówiłeś o nim dużo dobrego. Był twoim przyjacielem?
- Niezupełnie... był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Był moim Mistrzem. To on nauczył mnie wszystkiego. Dzięki niemu stałem się tym, kim jestem. Dzięki niemu dowiedziałem się o... Tobie.
- Dzięki niemu dowiedziałeś się o... mnie?
- Tak. Kiedy mnie uczył, często z jego ust padało twoje imię. Pamiętam, jak raz powiedział: kochaj ją tak bardzo, jak bardzo nienawidzisz Kartaginy...
Aelitę zamurowało, gdy usłyszała to wyznanie. Przecież mówił o jej ojcu!
Równocześnie na Ziemi Jeremie i reszta grupy obserwowali postęp przesyłania programu. Odd, Ulrich, Yumi i William obserwowali powoli pojawiające się linijki kodu z tym większym zdumieniem, bo nie wiedzieli tego, co odkrył Jeremie. Z biegiem czasu kodu przybywało coraz mniej, aż w końcu transmisja ustała.
- Franz Hopper... właśnie zasygnalizował, że program jest gotowy... – powiedział Jeremie powoli. Okno znikło, odsłaniając widok z Lyoko.
- Mistrz twierdził inaczej – powtórzył mechanicznie.
- Naprawdę? Myślę, że miał co innego na myśli– Aelita odpowiedziała po dłuższym milczeniu, wciąż będąc pod wrażeniem swojego odkrycia.
- Nie sądzę... – powiedział powoli. W tym momencie w jego oczach pojawił się złowrogi błysk. Zareagował dokładnie w taki sposób, w jaki najbardziej się obawiała , że zareaguje. Oto niespodziewanie odezwała się w nim jego mroczna, nie znosząca sprzeciwu natura.
Chwycił ją za rękę z całą brutalnością, próbując ją przyciągnąć w swoją stronę .
- Hej! Puszczaj!
Usłyszał to Jeremie, który dopiero odzyskał kontrolę nad systemem.
- Aelita? Co się dzieje? – spytał, przestraszony nie na żarty.
- Nie wiem... jest źle... – odparła, wciąż mocując się z żelaznym uściskiem.
Szybko, nim nie jest za późno, myślał Jeremie, wpisując drżącymi palcami komendy.
Wcisnął Enter. Odetchnął z ulgą, gdy żółty trójkącik zniknął z mapy.
Wszyscy usiedli na podłodze labu w taki sposób, by się nawzajem widzieć. Każdy zdawał sobie sprawę z tego, że zna tylko część prawdy o tym, co się dzisiaj działo, dlatego też z niecierpliwością oczekiwał wyjaśnień ze strony sprawców całego zamieszania, mianowicie Aelity i Jeremiego. Jednak gdy wreszcie zebrali się razem, zapadła cisza: taka, która zapada, gdy każdy oczekuje, że ktoś zabierze głos, wcale samemu nie będąc chętnym do bycia pierwszym. Ostatecznie znaczącymi spojrzeniami dali niewerbalny sygnał Jeremiemu, żeby zaczął. Przywykli do tego, że właśnie on rozwiewał wszelkie wątpliwości i dochodził do rozwiązania największych zagadek. Ten jednak też nie wiedział, od czego zacząć.
- Może od powrotu do przeszłości? – rzucił William, którego ta kwestia nurtowała od samego rana.-
Jeremie się zmieszał i ciężko westchnął.
- Ja go odpaliłem. Nie Odd, tym razem powiem za Jimem, że wolałbym o tym nie mówić – zwrócił się doń, gdy ten zażądał bardziej szczegółowych wyjaśnień.
- OK., idźmy dalej. Przemiana XANY, Franz Hopper, program, który właśnie od niego dostaliśmy – co one mają ze sobą wspólnego? – spytała Yumi.
- Cała ta przemiana została zaplanowana i wywołana przez Hoppera – oświadczył Jeremie.
Fala zdziwienia przeszła po twarzach Odda, Yumi, Williama i Ulricha.
- Słuchajcie uważnie. Pamiętacie wiadomość, którą Aelita dostała we wtorek? –zaczął.
- No pewnie że pamiętamy, jak tu zapomnieć taki liścik miłosny? – powiedział Odd trochę prześmiewczym tonem.
- Tak naprawdę nie XANA wysłał tę wiadomość, tylko Franz Hopper. Uściślając, nakazał XANIE ją wysłać. Na to wskazuje plik, który dzisiaj znalazłem.
Pozostali wpadli w osłupienie.
- Ale... w takim razie jak Hopperowi udało się tak zmienić XANĘ? – nie mogła się nadziwić Yumi.
- Pamiętacie Marabuntę? Wystarczyło trafić w jej program źródłowy, żeby ją zniszczyć. Okazuje się, że XANA jest podobnie zbudowany. Jest programem wieloczynnikowym, ale jego wątki nie są niezależne. Franz Hopper wiedział o tym i to wykorzystał, żeby zmienić główny program XANY . Dobra, nie będę zgłębiał się w szczegóły... – dodał, widząc na ich twarzach minę mów-do-nas-jeszcze.
Aelita również doszła do własnych wniosków.
- Ja już chyba rozumiem! Dzięki temu, że dezaktywowaliśmy wieżę w poniedziałek, XANA stracił kontrolę nad swoimi superkomputerami na ułamki sekundy. Mój ojciec mógł wtedy przejąć nad nimi kontrolę i odpalić program – pewnie bardzo krótki – który nadpisał zmiany, przez które XANA stał się wrogiem – dodała. – To znaczy, przywrócić jego pierwotny charakter.
- Jaki... pierwotny charakter? – zdziwił się William.
- Zanim wróciłam na Ziemię, XANA wyjawił mi, kim jest Mistrz. Powiedział mi to wprawdzie nie wprost, ale jego na pewno jest nim mój ojciec. Kto by go wszystkiego nauczył, w tym nienawiści do projektu Kartagina? Tylko on!
- To by się zgadzało! – powiedział Jeremie. – W końcu XANA miał służyć nie tyle do zniszczenia Projektu Kartagina, ale przede wszystkim do ochrony waszej rodziny przed niebezpieczeństwem, do zapewnienia wam spokojnego życia.
- Czyli.... XANA był zaprogramowany na miłość do Aelity wcześniej? – zapytał Odd.
- Dokładnie. Mój ojciec zdołał obudzić w XANIE jego pierwotną naturę, która do tej pory była zdominowana przez tę wrogą – powiedziała Aelita.
- Nastała ponownie cisza. Mimo że to, co usłyszeli tłumaczyło wszystko, wciąż wydawało im się to zbyt nieprawdopodobne, żeby było prawdziwe. Musieli dać sobie chwilę, żeby ta fala faktów przeszła przez ich umysły. Wtedy Ulrich zauważył jedną niespójność.
- Skoro XANA nie jest już wrogiem , to dlaczego Franz Hopper przesyłał swój program w częściach? Dlaczego tylko wtedy, gdy Aelita była w Lyoko? Wyglądało to, jakby się czegoś bał...
- Przemiana XANY jest niestabilna – zauważył Jeremie. –Jakiś czas temu na chwilę aktywował Repliki, potem Spektrum, potem zakłócenia w transferze... ostatnio nawet w ogóle Hopper nie mógł się z nami porozumieć... Na szczęście program wreszcie mamy w całości.
- Dzisiaj znowu stał się na chwilę taki, jak wcześniej. Jak mu powiedziałam, że... nie zamierzam pozostać w Lyoko na zawsze, wściekł się i... zachowywał, jakby miał mnie tam zatrzymać siłą – wyznała Aelita. Jeremie w duchu odetchnął, że udało się mu sprowadzić ją na Ziemię w odpowiednim momencie.
- Właśnie, co z programem? Wiesz już, jak działa? – zaciekawił się Ulrich.
- Jeszcze nie. Teraz będę musiał połączyć jego części w całość i dowiedzieć się, jak go użyć. Aelita, pomożesz mi? Razem pójdzie nam szybciej... - spojrzał na nią z nadzieją.
- Jasne! – odparła, uśmiechając się lekko do niego.
- To wy tu sobie pracujcie, a my pójdziemy do internatu. – Odd wstał i się przeciągnął.
- Ja zmiatam do domu, czas na mnie – powiedziała Yumi, spoglądając na zegarek w komórce.
Wkrótce za całą czwórką zamknęły się drzwi do windy, a Jeremie i Aelita zostali sami.
- Słuchaj... ja chciałbym cię przeprosić za to, jaki byłem ostatnio... nie wiem, co we mnie wstąpiło... zachowywałem się jak ostatni kretyn...
Jeremie zaczął się tłumaczyć. Teraz już rozumiał swoje błędy i nie chciał, żeby chowała do niego urazę.
- Ja też niepotrzebnie się wkurzyłam na ciebie – odparła.
- Nie. To ja zacząłem. Poniosło mnie... wybaczysz mi? – powiedział, patrząc spode łba.
Aelita położyła swoją rękę na jego ramieniu i się uśmiechnęła.
- Daj spokój. Każdy popełnia błędy. Ale na przyszłość nie bierz wszystkiego tak do siebie!
- Widzisz, wciąż nad tym pracuję. Dobra, zabierzmy się lepiej za program twojego ojca, bo chyba nie zamierzasz spędzić tu całej nocy, co nie?
