I want to break free. – Queen leciało tylko dlatego, że dziś wszystko wyjątkowo szło po jego myśli. Hydra lizała rany po ostatnich zwycięstwach Avengersów, kosmiczne zło póki co nie dawało znaku życia i Tony naprawdę miał nadzieję, że tym razem prototyp A437 mający stwarzać anty-magiczną barierę nie wybuchnie z wrażenia na sam widok Lokiego grzecznie przekraczającego próg warsztatu.

Właściwie... Laufeyson.
Czasem miał niepokojące wrażenie, że niedługo te zielone oczy zaczną go prześladować w najgorszych koszmarach.
Chociaż to nie tak, że facet używający magii zamiast żelatyny jako swoistego rodzaju prostownicy wzbudzał strach. Stało się odwrotnie – Tony, a przynajmniej ta racjonalnie myśląca część jego mózgu odpowiadająca za zdrowy rozsądek, bardziej obawiał się myśli jak bezproblemowo przywykł do jego obecności.
To było niepokojące – ale wciąż nie znalazł momentu, w którym coś zmieniło się na tyle, by towarzystwo Kłamcy stało się nieodłącznym, poprawiającym humor elementem dnia.
I want to break free from your lies, you're so self satisfied I don't need you – zanucił wraz z Freddiem, czując rosnące obrzydzenie do samego siebie; od kiedy wykorzystywał wiekowe piosenki do tłumaczenia się przed samym sobą?
I've got to break... kurwa! – syknął, czując przeszywając ból w oparzonej dłoni. Czyli jednak idealne dni nie istnieją, po prostu to była zapowiedź kolejnego psującego humor zdarzenia.
Jakby prześladujące jego umysł myśli o Lokim nie były wystarczająco nieznośne by pokarać go za wymiganie się od cotygodniowej pogadanki z Furym nawałem niecierpiącej zwłoki pracy.

I've fallen in love" brzmiało w tle kiedy Stark zbyt agresywnie odkręcał kran, zanurzając dłoń w lodowatej wodzie wraz ze wspomnieniem irracjonalnie zimnych palców na swoim karku ostatniej nocy.
It's strange but it's true", gdy Tony nagle bardzo zapragnął wywalić wszystkie głodne kawałki o miłości ze swojej playlisty, nawet jeśli wokalistą był nie kto inny niż słynny, kochany i w ogóle Freddie Mercury.

I've got to break free – zabrzmiało tuż obok Starka, całkiem melodyjnie i równie cicho, sekundę przed wybuchem prototypu A437 i dwie zanim Tony przestał celować w niewzruszonego tym Kłamcę repulsorem w naprędce przywołanej rękawicy.

Pół minuty później Iron Man poczuł się niesamowicie sfrustrowany seksualnie, bo przyznanie się do faktu, że chyba po raz pierwszy się zakochał było zbyt niemęskie.
Kurwa, potrzebuję wakacji – pomyślał, wyłączając zapętlone „and this time I know it's for real" w połowie słowa.
– Jarvis, mógłbyś mnie dziś umówić z dziewczynami z 12, 26, 32 i 53, 54 oraz 60 strony Playboya?

Trzy godziny później starał się nie być zawiedziony faktem, że żadna z modelek nie posiadała wściekle zielonych oczu.