Rozdział 7
Drugi tydzień początku roku szkolnego zmierzał ku końcowi i wszystko wróciło do normy. No, prawie wszystko. Granger w dalszym ciągu nie pojawiała się na lekcjach i to go irytowało. Nie miał zamiaru pytać się o jej stan, bo niby, co go to obchodzi. Miał jej pomóc i pomógł, a skutki uboczne go nie interesują. Jednak Złota Trójca bez Chodzącej Encyklopedii stała się jeszcze bardziej wnerwiająca. Potter był bardziej bezczelny niż zwykle, a Weasley łypał groźnie spod tej swojej rudej czupryny za każdym razem, jak Snape pojawiał się w pobliżu. Obaj Gryfoni przez cały ubiegły tydzień zarobili łącznie ze trzy tygodnie szlabanu u Filcha, a Gryffindorowi ubyło co najmniej z dwieście punktów, o czym Minerwa cały czas mu przypominała, nie odzywając się do niego. Obraziła się i tyle.
Myślał, że już nie wytrzyma na ostatniej piątkowej lekcji z szóstorocznymi i najzwyczajniej w świecie udusi Chłopca – Który – Przeżył – By – Go – Wnerwiać- I – Wysłać – Do – Piekieł – Czeluści już na początku lekcji.
- Potter! Czy możesz mi łaskawie powiedzieć, dlaczego marnujesz tak cenne składniki?!
- Myślałem, że profesor wie…Robię eliksir.- odparł najzwyczajniej w świecie.
- A czy do Eliksiru Żywej Śmierci potrzeba całej fiolki krwi jednorożca?- syknął, a wzrokiem rozrywał Harry'ego na kawałeczki.
- Oj, pomyliłem się.- powiedział niewinnie i zobaczył, jak w Mistrzu Eliksirów się gotuje ze złości i, że zaraz wybuchnie, na co czekał z niecierpliwością.
W tym momencie ktoś niezbyt idealnie wybrał moment i zapukał do drzwi klasy, narażając się na gniew profesora.
- Wejść!- warknął w kierunku drzwi, a do Pottera syknął:- Jeszcze z tobą nie skończyłem…
W drzwiach ukazała się postać profesor McGonnagall w wyjątkowo dobrym humorze.
- Przepraszam, profesorze, że przerywam. Panna Granger wraca na lekcje, a jej spóźnienie to całkowicie moja wina, więc proszę nie odejmować punktów.
Obok niej ukazała się burza loków, która niepewnie minęła nauczycielkę i weszła do sali. Brwi Snape'a momentalnie wywindowały do góry, a na twarzach Harry'ego i Rona pojawiły się tak wielkie uśmiechy, jakby oberwali tłuczkiem po głowach.
- Dziękuję, pani profesor.- powiedziała Hermiona uśmiechając się nieśmiało i zajęła swoje miejsce.
Harry i Ron natychmiast zarzucili ją gradem pytań.
- Jak się czujesz?
- Czy to prawda, że byłaś w szoku pourazowym?
- Wszystko pięknie i obrzydliwie wspaniale, że Genialna Trójka Hogwartu jest znowu razem, ale zachowajcie te swoje nonsensy na kiedy indziej. Jesteście na lekcji.- powiedział chłodno Snape i przyjrzał się Gryfonce.
Wyglądała zdrowo i tryskała energią.
- Acha, Potter… Minus dwadzieścia punktów i szlaban. Ze mną.- uśmiechnął się sadystycznie.- Oczekuję cię o dwudziestej w moim gabinecie. Teraz do pracy i żadnych rozmów!
Hermiona pracowała w spokoju, co jakiś czas zerkając na przyjaciół i uśmiechając się do nich promiennie. Jak ona za nimi tęskniła! Spojrzała w kierunku profesora i zaśmiała się pod nosem. Zachowywał się jak zazwyczaj. Zimny, nieczuły i obojętny, ale co chwilę na nią zerkał, jakby nie wierzył, że ona istnieje. Przed lekcją długo rozmawiała z McGonnagall i wspólnie doszły do wniosku, że dziewczyna może o wszystkim opowiedzieć przyjaciołom. Jeśli wszystko skończyło się dobrze, sam dyrektor nie widział przeciwskazań, aby poinformować Rona i Harry'ego o całym zajściu. Pomyślał, że nauczy ich to, aby nie chodzić samemu po szkole w nocy i mieć się na baczności. Hermiona zdecydowała, że opowie im o tym od razu po zajęciach, aby dali jej spokój, gdyż będzie musiała nadrobić zaległości z wszystkich przedmiotów.
Zajęcia dobiegły końca i wszyscy uczniowie napełniali słoiczki ze swoim imieniem eliksirem, a potem kładli na biurku Snape'a. Kiedy Hermiona podeszła do biurka, Mistrz Eliksirów się odezwał.
- Zostań, Granger. Podam ci tematy wypracowań, które musisz nadrobić.
Dziewczyna dała znać chłopakom, żeby poczekali na zewnątrz, spakowała swoje rzeczy i podeszła do profesora z pergaminem.
- Podczas twojej nieobecności klasa miała dwie kartkówki i pięć prac domowych.- machnął lekko różdżką, a drzwi do klasy zamknęły się za ostatnim wychodzącym uczniem.
Hermiona spojrzała zdziwiona na Snape'a i już otwierała usta, aby zapytać, o co chodzi, ale on ją wyprzedził.
- Jak się pani czuje?- jego twarz jednak wyrażała obojętność.
- W porządku. Tylko trochę boli mnie głowa. Profesorze… Ja chciałabym panu podziękować…
- Granger…
- Nie. Proszę mi nie przerywać. Chciałam podziękować, bo wiem, że nie było panu łatwo ze mną wytrzymać. Dziękuję, że wyleczył mnie pan i, że potem pan o mnie dbał. Mimo że spałam, to słyszałam wszystko. Dziękuję…
- Nie potrzebuję twojej wdzięczności. Robiłem tylko to, co kazał mi dyrektor. Tu masz listę wszystkich tematów.- wręczył jej pergamin, a po zastanowieniu otworzył szufladę i dał jej także buteleczkę z jakimś eliksirem.
- Co to jest?
- Eliksir na ból głowy, chyba że nie chcesz…- wyciągnął rękę po buteleczkę, ale ona szybko powiedziała:
- Nie, nie. Chcę.- uśmiechnęła się i chciała podziękować.
- Idź już.- nie dał jej dojść do słowa.
Odwróciła się i już otwierała drzwi, kiedy usłyszała:
- Dobrze, że nie muszę już z tobą mieszkać, Granger.
- Wzajemnie, profesorze.- odwróciła się, pokazała mu język i zwiała.
Zamykając drzwi, Hermiona zastanawiała się, dlaczego stała się taka bezczelna wobec niego. Czy te kilka dni uzależnione od jego osoby tak bardzo ją zmieniły? Nie mogła jednak zastanawiać się nad tym dłużej, gdyż dopadli ją przyjaciele.
- Hermiono, tak się martwiliśmy…- widziała radość w ich oczach, że znowu są razem.
Nic nie odpowiedziała, tylko mocno ich uścisnęła i wzięła pod ramię, idąc na obiad.
- Wytłumaczysz nam w końcu, o co w tym wszystkim chodzi? McGonnagall nie była zbyt przekonująca w swojej teorii…
- Wszystko w swoim czasie, chłopaki. Chodźmy na obiad jestem potwornie głodna.
W drodze do Wielkiej Sali opowiedziała im całą historię, a przy dramatyczniejszych momentach śmiała się z min przyjaciół.
- I mieszkałaś cały ten czas u Snape'a.- zapytał Harry i wepchnął sobie kawałek ziemniaka do ust.
- Yhym…
- Okropieństwo!- Ron się strasznie zniesmaczył.- Jak ty z nim wytrzymywałaś?
- Na początku było ciężko, ale wiecie co? On nie jest taki straszny, jak go malują.- uśmiechnęła się do chłopców, a oni spojrzeli na siebie ze zdezorientowaniem.
Hermiona wybuchła niekontrolowanym śmiechem i po chwili cała trójka się śmiała, a reszta uczniów patrzyła na nich, jak na wariatów.
- W każdym bądź razie dobrze jest znów być sobą.- powiedziała Hermiona, gdy już się uspokoili.
- My też się cieszymy.-powiedział łagodnie Potter.- Ale to i tak nie zmienia tego, że Fretka umrze w katuszach.
- Nie, Harry. Zostaw go. Proszę nie mścij się. Chcę już o tym zapomnieć… Lepiej powiedzcie mi, co się działo, jak mnie nie było. Chcę znać najdrobniejsze szczegóły. No i dlaczego masz dzisiaj szlaban ze Snape'm.- powiedziała pokazując na czarnowłosego widelcem.
No i chłopcy zaczęli opowiadać, ale tak nieskładnie, że Gryfonka ledwo ich rozumiała. Z tego co się dowiedziała, to pod jej nieobecność strasznie się opuścili w nauce i ciągle rozrabiali. Dowiedziała się także, że po szkole chodzi plotka o tym, że McGonnagall szpieguje Dumbledore'a jako kot. Ich wymiana zdań była coraz częściej przerywana wybuchem śmiechu, a po pół godzinie Hermionę aż bolał brzuch. W końcu dołączyła do nich także Ginny. Uściskała Hermionę i zaczęła się żalić, jak to Lupin przetrzymał ich pół godziny dłużej na lekcji, bo się zagadał. Cała czwórka wracała do dormitorium we wspaniałych humorach, a Granger czuła, że nigdy nie była szczęśliwsza, jak po tych kilku godzinach wracania do normalności.
Po obiedzie zebrali się w pokoju wspólnym i dołączył do nich jeszcze Neville.
- Słuchajcie, jest taki piękny dzień, chodźmy nad jezioro.
- Świetny pomysł Ginny, już tak dawno nie byłam na zewnątrz.- poparła pomysł młodszej koleżanki Hermiona.
Poszli więc i przesiedzieli aż do kolacji w piątkę nad jeziorem, żartując i wygłupiając się. Potem zebrali się i jak to zgrana paczka przyjaciół udali się na wieczorną ucztę w Wielkiej Sali.
- Co ty Harry taki smutny?
- Dostał szlaban u Snape'a, Ginny.
- Au…
- Mówię wam, że nie będzie tak źle. On jest… inny.- Hermiona nie wiedziała, jak w zasadzie opisać zachowanie Mistrza Eliksirów.
Niby był miły, ale nie do końca. Tak bardziej… Wredno-miły. Ale kiedy coś było nie tak, to nawet dawało radę z nim wytrzymać. Taki… No… Bardziej ludzki.
- Ziemia do Hermiony.- Ron zadał jej pytanie jakieś dwie minuty temu, a ona cały czas o czymś dumała.
- Przepraszam, zamyśliłam się. Co mówiłeś?
- Pytałem się, czy pójdziesz z nami na boisko. Mamy trening…
- W sumie czemu by nie?- odparła Gryfonka. Wszystko, co kiedyś było dla niej takie nużące, teraz wydawało się świetnym pomysłem.
Po kolacji Harry z miną skazańca podreptał w kierunku lochów, a pozostała trójka wyszła na błonia. Był ciepły jesienny wieczór i na niebie nie było żadnej chmurki. Hermiona usiadła na trybunach i przypatrywała się z błogim uśmiechem na ustach, jak drużyna Gryffindoru trenuje. Lekki wiatr muskał skórę dziewczyny, a ona cieszyła się z każdej chwili na powietrzu. Już tak dawno nie miała okazji być na zewnątrz, że aż zatęskniła za najzwyczajniejszą w świecie naturą. Po około godzinie dołączył Harry i zajął miejsce zastępującej go Ginny. Widać było, że jest wspaniałym liderem. Na początku strasznie się wzbraniał przed byciem kapitanem, ale na pierwszy rzut oka widać, że ma to we krwi. Brązowowłosa zatopiła się we wspomnieniach. To cudowne, jakich wspaniałych miała przyjaciół. Harry był kochany i zawsze dbał najpierw o dobro najbliższych, a potem o swoje. Ron był roztrzepany, ale także dowcipny i zawsze wesoły, a Ginny… Ginny była pierwszą najlepszą przyjaciółką Hermiony. Zawsze miała własne zdanie, którego zaciekle broniła i świetnie dogadywała się z wszystkimi chłopcami, a mimo to pozostawała kobieca. Granger zamknęła oczy i zagłębiła się w odgłosach dookoła niej. Nagle jak fala uderzeniowa dopadły ją nieznane wspomnienia.
Leżała na ziemi na jakimś wilgotnym podłożu, a wokół niej była cisza. Próbowała otworzyć oczy, ale jej się nie udało. Powieki ciążyły jej jak jakieś stalowe wrota, ale mimo to była na granicy świadomości. Poczuła, jak ktoś ją łapie za ramiona i potrząsa.
- Granger… Granger do cholery…- to był Malfoy.
Draco próbował ją wybudzić szeptem, ale Hermiona nie mogła otworzyć oczu.
- Jeśli się nie obudzisz, nie zdołam ci pomóc i on cię zabiję…- w głosie Malfoy'a Hermiona wyczuła nutkę błagania i desperacji.
- Obudź się do cholery…
Wspomnienie się urwało, a Hermiona znowu siedziała na trybunach, tym razem głośno dysząc. Jak to możliwe, że dopiero teraz przypomniała sobie to zdarzenie? Przecież była prawie przytomna. A może to był tylko zwid? Lub sen… Malfoy wszakże nie może jej życzyć dobrze i próbować ją uratować, prawda? Ale tego nie była pewna.
Zastanawiałaby się dłużej, ale trójka przyjaciół machała do niej z boiska.
- Hermiono, już czas iść! Zaraz będzie cisza nocna!
- Już idę!- odkrzyknęła Gryfonka i zbiegła po schodkach na dół.
Doszła do wniosku, że to jej wyobraźnia płata jej figle, więc dłużej nie rozmyślała na temat Dracona, tylko wraz z przyjaciółmi udała się do zamku. Gdy już dotarli do wieży Gryffindoru, Hermiona zniknęła na schodach do dormitorium dziewcząt, by potem powrócić do Pokoju Wspólnego obładowana książkami. Usiadła na fotelu przy kominku i uśmiechnęła się uroczo do przyjaciół. Harry, wietrząc podstęp, szybko się ulotnił, a w ślad za nim poszła od razu Ginny. Zanim Ron się zorientował, już siedział obok Hermiony i z miną męczennika pokazywał jej, co przerobili z każdego przedmiotu po kolei i dał jej swoje notatki. Chciał już iść spać, ale przyjaciółka cały czas wypytywała go o kolejne informacje. W końcu Hermiona zlitowała się nad ziewającym Weasley'em i odesłała go do łóżka, a sama zaczęła pisać wypracowania na Eliksiry.
Następne dnia było wyjście do Hogsmead, więc wszyscy uczniowie udali się do magicznej wioski. Hermiona ucieszyła się niezwykle z kolejnego dnia spędzonego w gronie przyjaciół. Siedzieli pod Trzema Miotłami i właśnie pili kremowe piwo. Rozmawiali w najlepsze, kiedy Neville zapytał:
- A jak tam Harry twój szlaban u Snape'a? Kazał ci szorować kociołki?
- Tak, ale zadziwiająco spokojnie minął czas. Powiedział mi tylko, co mam robić i do końca nie odezwał się ani słowem. Trochę dziwne, ale co ja będę narzekać.- powiedział Potter uśmiechając się szeroko.
- Mówiłam wam, że on nie jest taki zły.- dołączyła się do rozmowy Hermiona.- Słuchajcie… Mówiąc o Snape'ie to ja już będę lecieć. Chcę wpaść jeszcze do biblioteki i napisać pracę na Eliksiry, a Nietoperz powiedział, że jak oddam ją dzisiaj, to sprawdzi ją z resztą wypracowań i odda razem z wszystkimi w poniedziałek.
- Odprowadzić cię Hermiono?- zapytał Ron z niepokojem. Nie chciał zostawiać przyjaciółki samej, zwłaszcza po tym, co ostatnio się stało, jak sama chodziła po Hogwarcie.
- Pójdę z Hermioną.- odparła radośnie Luna.- Muszę wysłać list do taty. Chce znać moje zdanie o najnowszy wydaniu Żonglera i wywiadzie z wilkołakiem z Bedford. Myślę, że poradzimy sobie razem.- uśmiechnęła się uspokajająco do pozostałych i razem z Gryfonką wymaszerowała na zewnątrz.
- Hermiono…
- Tak, Luna?
- Czemu oni się tak o ciebie martwią? Coś nie tak?
- Nie, nic się nie dzieje Luna.- Hermiona nie chciała uświadamiać kolejnej osoby o niebezpieczeństwach Hogwartu.- Po prostu traktują mnie jak jajko, martwią się i tyle.- Gryfonka uśmiechnęła się do Krukonki, a ta zaczęła od razu jej opowiadać o wywiadzie w Żonglerze, jakby poprzednie pytanie nie miało miejsca.
Gdy dziewczyny dotarły do zamku, tam się rozdzieliły i każda poszła w inną stronę. Hermiona na szczęście wcześniej zaopatrzyła się w pergamin i pióro, gdyż wiedziała, że później uda się do biblioteki i teraz nie musiała zahaczać o wieżę Gryfonów. Szła swobodnie, jeszcze raz spoglądają na obrazy dookoła i przypominając sobie, która z postaci jest którą i jakie to ma znaczenie historyczne. Zawsze tak robiła, gdy sama szwendała się po zamku, gdyż wiedziała, że w ten sposób łatwiej jej zapamiętać wydarzenia z Historii Magii. I w ten oto sposób nie zauważyła postaci idącej z naprzeciwka. Dopiero w ostatniej chwili zwróciła oczy na osobę, którą mija i automatycznie zbladła. Zatrzymała się i obejrzała na zmierzającą do wyjścia osobę. Mama zawsze jej powtarzała, jak była mała, że jest małym motylkiem, który kiedyś rozłoży skrzydła i odleci oraz, że nie powinna bać się zmierzyć ze swoimi demonami. Kiedyś tego nie rozumiała, ale teraz pojęła metaforę. Musi wydorośleć i stanąć naprzeciw problemom, próbując je rozwiązać. Więc zebrała się w sobie i krzyknęła:
- Malfoy!
Ślizgon odwrócił się z grymasem wymalowanym na twarzy i podszedł do dziewczyny.
- Czego chcesz szlamo?- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Hermiona doszła do wniosku, że Draco jej nie wysłucha, jeśli nie wyłoży kawę na ławę, więc odpowiedziała:
- Chcę porozmawiać. Pamiętam, co do mnie mówiłeś, gdy byłam nieprzytomna i oczekuję wyjaśnień.- skrzyżowała ręce na piersi i dostrzegła cień strachu na twarzy Malfoy'a, ale zniknął on tak szybko, jak się pojawił.
- Nie wiem, o czym mówisz Granger. Coś ci się przyśniło.- powiedział chłopak i odwrócił się na pięcie.
- Jeśli się nie obudzisz, nie zdołam ci pomóc i on cię zabije.- powiedziała hardo Gryfonka, cytując słowa Ślizgona.
Ten odwrócił się gwałtownie, szybko pomaszerował do Hermiony i chwycił ją za rękę, ciągnąc w przeciwnym kierunku, do którego przed chwilą zmierzał.
- Co…- zaczęła Hermiona, wyrywając się z uścisku Malfoy'a, ale on jej przerwał.
- Przestań się wyrywać. Musimy znaleźć bezpieczne miejsce. Wszystko ci powiem…
