Oj, długo mnie nie było. Jak patrzę na datę mojego ostatniego postu, to jestem załamana. Pół roku.
Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że to pół roku nie poszło na marne. Napisałam egzaminy gimnazjalne, miejmy nadzieję, że na dobrze, a ostatni miesiąc spędziłam na poprawianiu ocen. Do tego problemy własne i te związane z weną.
Tak czy siak, napisałam dwie strony w Wordzie. Jako że jest to trochę za krótkie jak na samodzielny rozdział, zostaje taką połówką.
Rozdział szósty i pół
Czasem śmiech pomaga
Myles siedział w kuchni i czytał gazetę. Jednak informacje o wojnie domowej w Afryce, wszechobecnym kryzysie na całym świecie przemykały jedynie umysł Lellanda i wracało jedno pytanie – co przed nim ukrywała jego żona. Dzisiaj pracę kończyli później niż zwykle z powodu nawału pracy spowodowanego nagłą informacją o planowanym ataku terrorystycznym. Na szczęście, terrorystów udało się złapać z łatwością, a to z powodu niezapłaconego miejsca parkingowego. W tym momencie nasuwało się stwierdzenie, że już nie ma takich złoczyńców jak kiedyś.
Lucy tłumacząc się tym, że musi załatwić jakieś ważne sprawy, wymknęła się na krótko po tym, gdy Myles zaczął szykować się do wyjścia. Mimo to, coś w jej wzroku podpowiedziało Lellandowi, że coś przed nim ukrywa. Poza tym od kilku dni wyraźnie unikała. Postanowił sprawdzić, kiedy tylko małżonka wróci do domu. Tymczasem mijały godziny, kolacja już dawno wystygła, a jej nadal nie było. Zaczynał się martwić, czy przypadkiem nie stało jej się coś. Te rozmyślania przerwało otwieranie drzwi. Po chwili w kuchni pojawiła się Lucy, która najwyraźniej nie spodziewała się zastać w niej męża.
Myles zamknął gazetę, objął obiema dłońmi kubek od herbaty i przybierając pozycję 'Musimy bardzo poważnie porozmawiać', spojrzał na żonę. Ta zatrzymała się w pół kroku, nie za bardzo wiedząc, co zrobić. Milczenie się przedłużało, a małżonkowie siłowali się na spojrzenia. W końcu, Lucy westchnęła, odwróciła wzrok i usiadła przy stole.
- Masz jakieś sekrety – rzucił prosto z mostu. Gdy Lucy nic nie odpowiedziała, kontynuował – Ale to dobrze. Każdy powinien mieć swoje sekrety. Chyba, że powodują one, że ludzie się od siebie oddalają. Wtedy ktoś powinien wyjaśnić, dlaczego znika. Dlaczego unika kogoś, kto jest dla niego ważny. Chyba, że ma chce coś zniszczyć nieodwracalnie –wziął głęboki wdech i dokończył - Cóż, możesz mi powiedzieć, jeśli chcesz, możesz też zachować to w tajemnicy. Przecież nie będę tego wyrywał z ciebie na siłę. Ale pamiętaj, to będzie twój wybór i to ty będziesz odpowiedzialna za konsekwencje tego, że mnie unikasz.
Wstał. Lucy miała utkwiony wzrok w stół i palcami nerwowo skubała obrus. Przechodząc koło niej, zatrzymał się i położył dłoń na jej ramieniu.
- Proszę Lucy, naprawdę nie chcę cię stracić – wyszeptał.
- Ani ja ciebie – usłyszał, gdy już miał pewność, że nic nie powie.
Objął ją i przytulił. Stał tak pochylony za jej krzesłem, wsłuchując się w jej oddech.
- Już niedługo termin – mruknęła, kładąc dłoń na brzuchu.
- Wiem, pokój dla Micheala będzie przygotowany.
- A już nie jest? – wiedział, że żona ma na myśli to, że niecały tydzień temu pomalował po raz siódmy, by był „nowy i świeży dla naszego synka".
- Trzeba tylko dokupić zabawki.
- Zabawkami, które już są, można by obdarować przedszkole – zaśmiała się Lucy.
Myles zrobił obrażoną minę, ale po chwili śmiał się razem z żoną.
- To jak powiesz? – spytał.
Podniosła głowę, by spojrzeć na męża.
- Drążysz temat – stwierdziła.
- Jeśli tylko mi powiesz, że nie sprzedajesz narkotyków, to przestanę pytać – co wywołało kolejną salwę śmiechu.
- Nie, nie rozprowadzam narkotyków pod twoim nosem. Nie tresuję też smoków w wolnych chwilach – dodała, nawiązując do filmu animowanego, który ostatnio zawładnął sercem jej męża, choć ten nigdy by się do tego nie przyznał.
Znacznie później, gdy prawie spali, Lucy postanowiła wyznać Mylesowi przyczynę swojego dziwnego zachowania. Lelland jednak z powodu nieprzespanej nocy i zmartwień na głowie, zasnął zaraz po dotknięciu przez głowę poduszki.
