Rozdział dedykowany mojej wiernej czytelniczce i genialnej becie Frei, która ciężko i sprawnie pracuje nad dodaniem historii kolorów. Zaczynam się poważnie zastanawiać czy nie dać a kategorii "Humor"
Freja: odpowiem tak hurtem tutaj. Natalia postępuje racjonalnie i wedle zasady, że aby dostać coś od mężczyzny nie można mu dać za wiele od razu. Wie, że Aleksander miał przed nią wiele kochanek i z czasem je zostawiał. Dlatego niczym Anna Boleyn czy Madame de Maintenon postępuje wobec króla stanowczo. Ta pierwsze przelicytowała i zginęła lecz druga wyszła na sprawie świetnie.
Gilderoy to pajac, ale tutaj chodziło o reakcje czarownic, które piszczały. Dla mnie sprawa z nim ma jeszcze jedno dno: jak trzeba być nieodpowiedzialnym, by pozwolić dziecku używać nie działającej różdżki, która mogła strzelić w tył? To nie tylko akt oskarżenia wobec skrajnie nieodpowiedzialnego Artura ale i McGonagall. Przecież Ron mógł sobie zrobić krzywdę!
Aleksander to dopiero zaczyna być niemiły. A Hermiony nie lubi, cóż ona wygłasza rewolucyjne poglądy a on jest królem, nie polubią się. Wiesz, że to zabieranie to niegłupi pomysł, albo przynajmniej obowiązkowe szkolenie z kultury czarodziei. Bo przecież wiele błędów Hermiony czy Harry'ego wynikało z niewiedzy, przez którą można było ludzi obrazić.
Zapraszam do rozdziału gdzie dowiemy się nieco więcej o złotej młodzieży magnackiej, a także o Ginny, która zaczyna wprowadzać w życie rozsądny plan.
Ostrzeżenia: jak zwykle politycznie niepoprawnie.
Kiedy Pansy i Draco wracali z wyprawy do Polski, już czekali na nich liczni członkowie rodziny. Nie tylko Hermiona z Lucjuszem oczekiwali na wieści, ale także bracia Lestrange z żonami oraz Narcyza Druella z Cygnusem. Bellatrix zaczęła głośno wspominać swoje poprzednie spotkanie z gośćmi z Polski, a opowieści przyprawiały Hermioną o rumieniec nie wiedzieć czy wstydu czy oburzenia. A może to była ukryta zazdrość. W końcu, w odróżnieniu od młodości Bellatrix, Hermiona nie miała możliwości by wypełnić obowiązki związane z nastoletnim wiekiem i zwyczajnie zaszaleć. Obie wzrastały w niebezpiecznych czasach i na tym kończyło się ich podobieństwo. Bellatrix, pomimo wzrastania w starym rodzie z tradycjami była dość śmiała, zwłaszcza w męskim towarzystwie, choć znała granice dobrego smaku. Była też przedstawicielem pokolenia zepsutego przez status społeczny. Hermiona, z kolei była szkolona od najmłodszych lat z wszelkich kodeksów i Praw Jednostki, jednocześnie kładziono jej nacisk na naukę. Pociąg do wiedzy i chęć bycia najlepszą były jednak tym, co odstraszało towarzystwo od jej osoby. W końcu nawet Ron i Harry trzymali się od niej z daleka. Przynajmniej do pewnego Halloween, gdy dziewczyna pokazała, że jednak jest człowiekiem.
- Lucjuszu, mogłeś o nas wspomnieć. Chętnie bym zobaczyła Saszę w roli poważnego polityka. Nie zapomniałam jakie mieliście pomysły, zwłaszcza jak osuszaliście piwniczkę twego ojca, a potem wypiliście wielosokowy i zaczęliście straszyć …
- Dość Bella! – krzyknął Lucjusz, który wolał by przygody z młodości nie wypłynęły na wierzch przed jego dziedzicami. Straciłby w ich oczach jako surowy senior rodu. Zwłaszcza Dracon długo nie dałby mu zapomnieć o małych i większych grzeszkach. Był w końcu Malfoyem.
- Straszysz dzieci tym swoim piskiem, a Dromeda powinna wiedzieć – wzruszyła ramionami czarownica o ciężkich powiekach – a poza tym zabawnie było jak wytoczyliście się z Fiuu prosto na ówczesnego Ministra Magii. – mówiąc to cały czas chichotała i dolewała szwagrowi polskiego wyboru, wręcz dziedzictwa narodowego, zwanego Śliwowicą, do kieliszka, którą przekazał Aleksander w darze dla Bellatrix.
Prawdopodobnie w rodzinie Blacków musiała jednak przewinąć się jakaś kropelka słowiańskiej krwi, gdyż Bellatrix w odróżnieniu od swojej rodziny, brytów z pradziada, wykazywała odporność na działanie magicznych właściwości wysokooprocentowanych eliksirów szczęścia, które dla zachodnich czarodziei bywały zgubą.
- Bella! – jęknął Lucjusz.
- Ty się nie umiesz bawić – podsumował sprawę Rudolf delektując się porcją nalewki– przecież to żadna hańba pomylić po pijaku wielosokowy z sokiem – parsknął i dodał z dumą patrząc w stronę kołyski - mój bratanek nie potrzebuje niczego takiego .
- Albo jak pomyliście pokoje i wskoczyliście razem do łóżka ciotki Walpurgi, która was potem ganiała po całym dworze różdżką i groziła uszkodzeniem cennych części ciała – dodała Bella – Powinna się cieszyć, że tacy przystojni chłopcy do niej przychodzą.
- Nie przy dzieciach – fuknęła Andromeda – jesteście gorsi niż dzieci! Bella, Rabastan, Rudolf co tam pijecie? – Andromeda nie zwracała uwagi wcześniej na trunki spożywane przez tę trójkę dzisiejszego wieczora z uwagi na pilne obserwacje potomstwa, które z kolei zaczęło czytać na głos „Świteziankę" z angielskimi transkrypcjami. Uznała, że dzieciaki są jeszcze w zbyt wczesnym okresie na TAKĄ lekturę i zagoniła towarzystwo do łóżek.
- Ależ o Morgano wcielona my nic – zaczął Rabastan, lecz przezorna czarownica szybko usunęła zawartość ich szklanek.
Andromeda jednak nie dała się przekonać do zmiany zdania. Spojrzała na męża niczym na rozkoszne dziecko, po czym z typową dla rodziny Black złośliwością nalała mu soku dyniowego. Smętne spojrzenie nie robiło na niej wrażenia, chociaż Rabastan potrafił przekonująco odgrywać rolę.
Każdy, kto spojrzał na obie siostry widział ich podobieństwo. Bella pozostała sobą z ciężkimi powiekami, burzą loków oraz długimi sukienkami z gorsetem. Doskonale zbudowana brunetka potrafiła zaprezentować dekolt tak, by pobudzać wyobraźnię patrzących. Zaczęła też ostatnio nosić ciężką, staromodną biżuterię z rodzinnej kolekcji tym bardziej ściągając wzrok na biust. Andromeda z kolei zaczęła coraz bardziej przypominać Narcyzę w kwestii stylu ubierania. Nosiła eleganckie i o wiele bardziej stonowane niż Bellatrix.
Chwalono jej stroje a prasa zgodnie orzekła, że Elaine Scrimgeour oraz Andromeda Lestrange są najelegantszymi czarownicami w Anglii. Lecz o ile żona Ministra mogła uchodzić za eteryczną blondynkę, nikt w ten sposób nie pomyślał o potomkini Blacków. Po śmierci pierwszego męża, Andromeda zmieniła się nie do poznania. Kiedy zaś dowiedziała się, że Dumbledore nie kiwnął palcem kiedy Syriusza ciśnięto bez procesu do Azkabanu... zwróciła się z powrotem ku rodzinie i Belli. Lecz Andromeda nie była eteryczna. Potrafiła walczyć jak lwica w obronie bliskich, chociaż nie miała mocy Belli. Teraz siedziała w fotelu w Malfoy Manor patrząc surowym wzrokiem na męża, siostrę i szwagra.
- Na Merlina chociaż udawajcie dorosłych. Lucjuszu, może byś zaprosił przyjaciela na wakacje? Może zapragnie podróży sentymentalnej?
- Nie – pokręcił głową blondyn – Sasza nigdy mi nie darował przystąpienia do śmierciożerców. Powiedział, że jestem totalnym idiotą. Dlatego wysłałem Draco z Pansy, Ty Andromedo też byś mogła go oczarować.
- Nie puszczę nigdzie samej mojej żony! – zaprotestował Rabastan – coś się może jej stać, ktoś ją może zaatakować.
- Wtedy niech napastnik na siebie uważa, Twoja żona i Bella to zabójczy duet, nie zapomniałeś ich w walce?
Dyskusję przerwało przybycie Draco z Pansy. Lucjusz zacisnął zęby słysząc opowieść o stanowczości dawnego przyjaciela. Niestety nie mógł wiele zdziałać, bowiem to Aleksander nosił królewski pierścień a rodzina Orłowskich była nie mniej znamienita niż Malfoyowie. Westchnął ciężko, pocierając czoło i przeklinając polskiego króla. Cholerni politycy, zawsze się lubili bawić w kotka i myszkę.
Młodzi opowiadali o wycieczce, zaś Bella wykazywała wielkie zainteresowanie miejscowymi trunkami. Jeszcze w czasie wojny zaczęła doceniać mugolskie wynalazki jak broń oraz drinki, a Andromeda prowadzała ją po wszystkich znanych pubach. Wykazywała wielkie zainteresowania samą myślą podróży, co mogło mieć swoje zalety. Bella lubiła zabawę i miała mocną głowę, co dawało jej przewagę w wycieczkach na Wschód.
- Bello, za dużo pijesz – zauważyła Andromeda – powinnaś o siebie dbać.
- Rabastanie ! – krzyknęła Belllatrix na szwagra – moja siostra jest zestresowana, zrób coś! – rozkazała.
- Wedle życzenia- powiedział Rabastan obejmując żonę.
Draco skrzywił się, za co Bellatrix prawie cisnęła w niego klątwą. Nikt nie uważał Lestrangów za zrównoważonych. Wydawali się całkowicie niezrównoważeni, no może poza ciotką Andromedą która mu próbowała matkować. Być może jej szaleństwo oraz szaleństwo Rabastana się wyrównały. Bella i Rudolf jednak… cóż powiedzmy nie uznawali zaklęć ciszy. Pansy wspomniała też o tajemniczej kobiecie idącej z polskim królem i podarowała Hermionie zestaw książek. Wieczór był wyjątkowo udany, zwłaszcza kiedy zaczęto degustować kolejne przywiezione trunki.
- Wiecie, ze w Polsce mają skondensowane eliksiry na kaca? To trudna receptura, ale George Weasley da radę uwarzyć. Jeśli zażądam procentów od zysków za podanie składu…
- Doskonale synu – Lucjusz klasnął w dłonie – masz głowę na karku. Hermiono kochanie spróbuj miodu pitnego.
Hermionie posmakował miód. Andromedzie także, przez co obie postanowiły koniecznie wypić całą butelkę. Lucjusz cmokał z obrzydzeniem, lecz wyraźnie cieszył, że żona zaczynała wykazywać rozsądek i zadawać z właściwymi osobami. Wówczas wydawało się, że czekają ich dobre czasy.
. . . . . . . . . . . . .
Percy wrócił do Anglii wyraźnie zadowolony. Wyraził głośną obawę, że jego wątroba dozna ciężkich uszkodzeń po regularnych wizytach w „Złotej Kaczce". Wyraził owo zdanie w rozmowie z Cormackiem, który kpił bezlitośnie z jego słabości. Trafili tylko na pojedynczych Czyścicieli, dość rozważnych, by nie ogłaszać swoich pomysłach w Polsce wszem i wobec. Taką wiadomość mieli przekazać Ministrowi.
Zostali zaproszenia do domu państwa Scrimgeour. W salonie już czekały na nich Audrey oraz Lavender, wyraźnie stęsknione i spragnione towarzystwa. Nienagannie elegancka Elaine także ich powitała po czym ruszyła by nakazać skrzatom by podali przystawki oraz napoje. Radość Lavender wymagała świętowania.
- Zatem irytacja Aleksandra Orłowskiego Czyścicielami rośnie – podsumował sprawę Rufus – to wspaniała wiadomość. Ciekawi mnie czy i on dostaje owe okropne, perfumowane listy z Francji. To naprawdę ohydne. – mężczyzna skrzywił się z niesmakiem
- Ale co z uczciwymi Francuzami? – zapytała Elaine.
- Udzielimy im schronienia. Tylko czekać aż czarodzieje zaczną uciekać z tego nowego raju wilkołaków – wyjaśnił Rufus – co za szaleństwo, zawsze ktoś zechce wywołać zamieszanie.
- Dawni członkowie Zakonu Feniksa się zbierają – wtrąciła Elaine – Doris mi ich pokazała, a ja nie wierzę w przypadki.
Percy westchnął ciężko. Sprawiał wrażenie zmęczonego człowieka. Miał coraz bardziej dość kolejnych objawów szaleństwa swej rodziny. Pół biedy kiedy to oznaczało złośliwości w szkole z powodu biedy, nie zaś poważne kłopoty z racji podejrzenia o sprzyjanie niebezpiecznym grupom. A przecież ostatnie spotkanie w Norze przebiegło nieomal idealnie.
Ginny przeprosiła jego a także Billa i Fleur za swoje zachowanie. Wyjaśniła, że wpadła w specyficzny stan po urodzeniu syna i dopiero niedawno znalazła leki. Zmieniła się w radosną acz bystrą dziewczynę, a wiele wskazywało, że najgorsze czasy są za rodziną Weasleyów. I właśnie wtedy Minister Scrimgeour postanowił dokonać zbliżenia z Polską, co zezłościło zwolenników zmian.
- Zawsze należy uważać – wyjaśnił Percy – ale być może przesadzamy. Moja rodzina chyba zrozumiała błędy, moja siostra też. Ginny była chora – wyjaśnił patrząc na Elaine – coś się z nią stało po urodzeniu dziecka, ale mugolska medycyna pomogła. Teraz ... teraz chce przeprosić. Ona żałuje.
- Mugolska medycyna? – zapytała Elaine wyraźnie zaskoczona.
- My czarodzieje wiemy jak wyhodować kości, sprawić by odrosła utracona ręka. Lecz nic nie wiemy o leczeniu umysłów.
- Być może – skinęła głową blondynka – nie chcę kłótni, a zauważyłam że twoja siostra zachowuje się zupełnie odmiennie. Doris i Mafalda wyjaśniły, że stała się bardziej wyciszona i opanowana. Być może musiało dojść do nieszczęścia, by zrobiła coś z sobą, a to przełożyło się na koniec problemów – odpowiedziała stanowczo pociągnąwszy łyk kawy – dla nas wszystkich – zakończyła nieco jadowitym uśmiechem.
Nikt z nich wówczas nie wiedział, że nic podobnego nie miało miejsca. Artur Weasley często zapraszał Kinglsleya oraz innych niezadowolonych. Po wygnaniu Śmieciarzy zdawać się mogło, że nic nie zaszkodzi pozycji oraz popularności Rufusa Scrimgeoura. Artur Weasley tkwił w domu sfrustrowany zaś ludzie jak Kinglsey czy Tonks zajmowali pracą Aurorów. I wtedy prasa pisała o poprawie relacji z Polską.
Dawni członkowie Zakonu Feniksa nie próżnowali. Wróciła szansa na wprowadzenie zmian, które pragnęli ongi wprowadzić. To oni rozpuścili plotki o chęci wprowadzenia równie restrykcyjnych praw co w Polsce, łącznie z chęcią pozbawienia praw wyborczych czarodziei mugolskiego pochodzenia. Takowe plany nie istniały, lecz nie przeszkadzało to rozsiewać plotek. A niepokój mógł dać szansę Zakonowi na powrót do gry politycznej. Typowe, dla słabych zagrywek politycznych partii, które nie umieją wybić się w inteligentny sposób i zdobyć atencję potencjalnych wyborców.
Hermiona usłyszała także owe słowa. Zaczęła rozmawiać z Kingsleyem, zapominając
o nieszczęsnym udziale ciemnoskórego czarodzieja w ukrywaniu pijackich wybryków Rona. Może i nie wyrzuciła z pamięci owego działania, lecz dyskryminacja okazywana władzom Polski Mugolakom budziła w niej niepokój oraz bunt. Nie mogła o tym wiedzieć, lecz kiedy mawiała o okrutnych prawach, oczy jej lśniły jak wtedy kiedy mawiała o stowarzyszeniu WESZ. Nie wydawała się zdolna do opanowania, co zapowiadało katastrofę.
. . . . . . . . . . . . .
Natalia czekała na nowy tydzień jak na ścięcie. Całą sobotę przeżywała okrutne słowa krewnych, nakazujące traktować znajomość z Aleksandrem niczym szansę na karierę, co w sumie nie powinno nikogo oburzać zważywszy na charakter osób i skrajny oportunizm otoczenia w którym wzrastała. Na dobrą sprawę można by się pokusić o tezę iż była hipokrytką. Niestety ona nią nie była. Wręcz była nieuleczalną jednostką, która chciała być prawa i uczciwa, co w jej otoczeniu było traktowane jako słabość. Nie potrafiła zrobić czegoś podobnego wobec nikogo. Mogła tylko zgadywać w jaki sposób na rewelacje zareagują ludzie w pracy.
Szef należał do zdeklarowanych antymonarchistów, głośno krytykując sam pomysł monarchii jako ustroju. Na pewno nie okaże zadowolenia. Zaczęła czytać książki, czując że powinna uważać bowiem winna pewnie będzie udowadniać swoje umiejętności i w ogóle zapewne czeka ją ciężki czas. Ludwika i inne koleżanki zapewne będą wściekłe z powodu zachowania tajemnicy. Kto wie, ile razy zostanie nazwana prosto w twarz kłamliwą wiedźmą, która postanowiła udać świątobliwą.
Ciotki rzuciły na nią zaklęcie dziewictwa, nie wierząc na słowo, że nie oddała swego ciała nikomu. Wyśmiały ją i zapewniły, że nikt nie uwierzy w jej niewinność i zauroczenie Pierwszym Obywatelem. W oczach ich wszystkich będzie wyłącznie jego kochanką, która używa swoich wdzięków dla zdobycia zysków. Najważniejsze, że on jej wierzył, bo w końcu to na jego zdaniu najbardziej zależało dziewczynie. Tak przynajmniej uważała przed poniedziałkiem.
Nieliczne kobiety pracujące w Instytucie Alchemii rzucały jej nienawistne spojrzenia.
W tamtym czasie alchemia wciąż uchodziła za dość męskie zajęcie, zaś Natalia oraz Ludwika były jedynymi czarownicami zajmujący się badaniami, nie zaś sprawami administracyjnymi w zespole. Czując na sobie kłujący wzrok, dziękowała losowi, że wybrała właśnie takie zajęcia, z dala od kobiet. Mężczyźni nie odgrywali aż takiej komedii z powodu wyjść na schadzki. Określenia „hipokrytka" padały pod jej adresem ledwie przeszła przez próg. Ogólnie rzecz biorąc praca z mężczyznami wydaje się dość specyficzna z uwagi na ich charakter. W końcu oni już na starcie mają duże plusy z tytułu bycia mężczyzną. Niczym się nie przejmują, bo to kobieta ma dbać o wszystko, w tym o niego samego. Króla i władcę. I zawsze jedna kobieta wobec drugiej będzie mniej, lub bardziej, wredna. Tak też było z Natalią.
- Nieźle skrywałaś niewiniątko – zaatakowała jedna z kobiet – cicha woda, a tu proszę dołączyłaś do listy zdobyczy Jego Wysokości. Nie wiem czy gratulować czy współczuć – zakończyła z udawanym zrozumieniem.
- Cokolwiek uznasz za stosowne – odparła Natalia siląc się na spokój wewnętrznie się gotując i ustawiając kociołek na palniku, w którym później miała ważyć eliksir „na lepszą płodność", układając w myślach listę tortur dla każdej osoby, która będzie ją określać mianem „cicha woda" – lecz radzę uważać z wnioskami, spotkałam przyjaciela w modnej restauracji.
- To się teraz tak nazywa? Nie udawaj niemądrej, mężczyźni nie szukają u nas przyjaźni lecz całkiem odmiennych przyjemności.
- Pozostaje mi współczuć doświadczeń – odparowała Natalia z jadowitym uśmieszkiem.
- Masz się za wyszczekaną? – odparła kobieta
- Nie, za spóźnioną z pracą – wyjaśniła cierpko – muszę dokończyć esej, więc wybacz że kończę rozmowę.
Odeszła szybko, nie odpowiadając na zaczepkę że gdyby większe umiejętności w alkowie, nie musiała by wypełniać papierów. Lecz ona nie zamierzała zaczynać pyskówek, nie umiała odpowiadać na podobne ataki. Nie należy zaczynać walk na nieznanych terenach. A to wszystko stanowiło li tylko początek.
Ludwika była obrażona za nie wtajemniczenie w znajomość z najbardziej pożądanym kawalerem kraju. Natalia nie lubiła opowiadać w pracy o swoim prywatnym życiu, lecz owo tłumaczenie nie trafiało. Rzecz jasna wspomniała o długiej korespondencji, coś co oboje uznali za doskonałą opowieść dla mediów, ale koleżanka była urażona. A przecież nie istniał nakaz by zdawać raporty z prywatnego życia. Natalia zaś została nauczona jeszcze w domu, by sprawy rodzinne pozostawić rodzinie, zaś poza domem zachować dystans.
Chyba tylko dzięki miksturom uspokajającym zdołała jakoś przetrwać nadchodzące dni. To poradziła mama oraz ciotki, nieomal przemocą wlewając w nią wywary. „One ci zazdroszczą, stąd ich złość. Lecz nie możesz się poddać, nie możesz okazać słabości". Ostrzegały przez pokochaniem Pierwszego Obywatela, lecz czy miłością można zarządzać? Nie. Wiedziała tylko, że gdyby uległa pokusie, gdyby uległa mu i oddała się, ów akt by zniszczył przyjaźń i szacunek jaki do niego czuła. Bowiem oddając się mężczyźnie bez choćby zaręczyn, czułaby się zbrukana i wykorzystana. On to rozumiał…
- Tylko nie przyjmuj od niego prezentów – radziły krewne – nie dawał mu cienia złudzeń.
Szef był także wściekły. Ten zaprzysięgły antymonarchista wyraźnie narzekał, że przez idiotyczne instytucje monarchii, ludzie nie mogą w normalny sposób pójść na spacer czy schadzkę. Reagował wielką złością na wszelkie dyskusje o spotkaniach jednej ze swoich pracownic z tym czy innym czarodziejem. Chociaż Natalia odczuwała złość na kąśliwe komentarze, z czasem zrozumiała, że dzięki owej postawie zyskała nieco spokoju. Nie mogła nie doceniać podobnej szansy. Mimo wszystko wspominała owe tygodnie jako nie kończący się koszmar.
To nie tak, że nie odczuwała bólu z powodu złośliwych uwag. Była chora od tłumaczenia, że nie wskoczyła nikomu do alkowy i że łączą ją platoniczne relacje z najbardziej pożądanym kawalerem w kraju. Owszem wyszli razem do „Pyłku Magii", wymienili pocałunki lecz nie każdy idzie do alkowy po lewie paru wyznaniach miłości albo bawi się w eksperymenty i schodzi do poziomu zwykłej biologii i hormonów. Ona nie należała do takich czarownic. Zaczęła odpowiadać atakiem na atak, opowiadając by inni nie sądzili jej swoją miarą. A ich spotkania nie miały w sobie niczego zdrożnego, czy naprawdę tylko ona uważała, że Aleksander może spotykać z czarownicą w taki sposób jak inni? Przecież te same kobiety, które robiły z niej zwyczajną kokotę wskakującą do łoża zamożnego mężczyzny, sama chadzały na romantyczne schadzki do „Kwiatu Paproci" po których chłopcy odprowadzali ich do domów, lecz nie dochodziło do nimi do niczego poza pocałunkami. Jej jednak odmawiano podobnego prawa tylko dlatego, że była na świeczniku, a one mogły spokojnie realizować swoje prywatne plany.
Zaczynała coraz bardziej rozumieć złość, o której wspominał najbardziej fascynujący mężczyzna jej życia. Napisała mu w liście jak na własnej skórze odczuwa podobne słowa i jak doskonale wie co próbował powiedzieć. „To takie okropne Sasza, dlaczego nikt nie chce wierzyć, że król może zwyczajnie w świecie spotkać z czarownicą na kawę. Przecież też jesteś człowiekiem i jak człowiek potrzebujesz…".
Nie wiedziała ile razy mężczyzna o ciemnych włosach czytał ów fragment listu. Jak uśmiechał się czytając owe słowa, wyraźnie zadowolony z jej wiadomości. Przesuwał palcami po liście popijając kawę. Lecz potrzebował czegoś mocniejszego, jeśli miał doczytać końcówkę listy od francuskiego Ministra Trudearoro. Zwykle nie pił niczego z procentami czytając państwową korespondencję, lecz listy of Francuzów stanowiły wyjątek.
Departament Tajemnic w ich rządzie zaczął pracę nad nowym projektem. W każdym kraju znajdował się taki dział. Ten w Anglii przechowywał przepowiednie, a także badał niewyjaśnione zjawiska. W Polsce badano naturę magii a także pracowano nad połączeniem mugolskiej techniki z magią. Technologia Mugoli nie działała w obecności magii, bowiem jak wykazały żmudne badania, wydzielała energię, która albo ulegała zniwelowaniu albo wybuchała w obecności magii. Zupełnie jakby jedno stanowiło przeciwieństwo drugiej, znosząc się wzajemnie. Owe odkrycia przyjęto z entuzjazmem. Gdyby bowiem wykorzystać odkrycia ludzi niemagicznych…
Tylko głupiec jak Voldemort ignorował Mugoli. Ich broń oraz sposoby zabijania na masową skalę przewyższały wszystko co posiadali czarodzieje. Posiadali arsenały broni zdolnej wysadzić świat w powietrze więcej niż raz. Ich technologia oraz osiągnięcia budziły respekt, bowiem zdawali się radzić sobie doskonale bez magii. Asymilacja części z ich wynalazków wydawała się racjonalnym podejściem, czymś czemu Polacy poświęcili wiele wysiłku. Mieli całe zespoły oraz Departament w rządzie pracujący nad adaptacją wynalazków Mugoli do świata magii. To właśnie oni okryli w jaki sposób połączyć rdzenie różdżek wpierw z ostrzem stali a potem z pistoletami, tak by broń przewodziła magię. Podobna broń była na wyposażaniu Justycjariuszy, a zagraniczni czarodzieje mogli takową nabyć za odpowiednio wysoką cenę. Lecz całkiem inne plany miało wielce oświecone Ministerstwo Francji. Jeanne D'Artoix co jakiś czas chwaliła się nowymi planami, zaś te nabrały z czasem krystalizacji.
„Mamy rok 2003 i nadszedł czas na wielkie zmiany" – krzyczały błyszczące literki –„Ja i mój partner zażywamy wielkiego szczęścia, lecz nie możemy spocząć na laurach. Pary jednopłciowe są wielkim darem bogów i Merlina, bowiem nasza miłość jest wielka i transcendentna. Lecz brakuje nam szans przekazywania naszych wartości potomstwu. Dlatego też zaczniemy pracę nad kolejnym etapem rozjaśniania ciemnoty.
Wciąż musimy walczyć, by małżeństwo dwóch czarodziejów lub dwóch czarownic, wspanialsze w oczach bogów niż te tradycyjne zostało uznane przez Was, moi najmilsi. Tradycjonaliści jednak nie dają za wygraną, twierdząc jakoby tylko oni mogli mieć dzieci. Dlatego zaczynamy badania mające na celu zmianą tego stanu, by już nic nie pozostało barbarzyńcom. Wpierw zaczniemy kolekcjonować najwyższej jakości nasienie z naszych…".
Aleksander skrzywił się wewnętrznie i dał upust swojej złości soczyście przeklinając. Nie zamierzał nijak rozważać w jaki sposób mogło dojść do podobnego aktu. Powiedział o liście Podolakowi, który zaczął głośno rozważać w jaki sposób może wyglądać poród w równie nietypowej sprawie. Złośliwy śledczy zdawał się bawić zmieszaniem swego królewskiego przyjaciela, kiedy dość obrazowo opisywał możliwe scenariusze.
- Bo którędy ma nastąpić poród? Bo jeśli przez… - zawiesił sugestywnie głos Podolak
- Zamknij się Podolak – syknął Aleksander – albo powiem Gertrudzie o czym fantazjujesz!
- Nie bądź taką wstydliwą dziewką Sasza, to do ciebie francuski Minister pisze o kolekcjonowaniu najwyższej jakości nasienia z …
- Zamknij się – syknął jeszcze głośniej Aleksander – od razu widzę Trudearoro jak używa rąk by… Jestem na to zbyt trzeźwy – dodał popijając pośpiesznie koniak, marząc jednak o jakimś przyjaznym geście od Rosjan w postaci samogonu – dlaczego on pisze do mnie o takiej ohydzie?
- Może liczy na twą pomoc, w końcu jesteś taki przystojny – zakpił Podolak – ciekawe, czy Rufus Scrimgeour także dostaje listy z opisami procedur?
- Nie zapytam go o coś podobnego, mam swoją godność. Czy znaleźli coś na Francuzicę? – zapytał z nadzieją JW.
- Jeszcze nie – wyjaśnił Podolak – chyba mamy trop, ale nie chcemy jej płoszyć.
- Mogę się poświęcić i znieść kilka spotkań o ile to ważne – dwa wypite duszkiem kieliszki koniaku uspokoiły Aleksandra.
- Ta zmora często chodzi na ulicę Bazyliszka – wyjaśnił Podolak – podejrzewamy, że pomaga wywrotowcom. Ale jak rozumiesz, chcemy aresztować także jej wspólników.
- Oczywiście, jak rozumiesz pozwalam wam używać wszelkich klątw, ale nie zabijajcie za wielu pokazowy proces ma znacznie silniejszy przekaz.
- A teraz powiedz jak tam z twoją Natalią, wyznałeś jej w końcu co czujesz? – zapytał Podolak – Gertruda radzi byś jej wysłał czekoladki. Nawet kobiety na diecie nie odrzucą podobnego podarku.
Podolak zabrzmiał na wielce zbolałego. Gertruda co jakiś czas dochodziła do wniosku, że powinna schudnąć. Kiedy zaś owa na co dzień pogodna czarownica przechodziła na dietę, wpadała w jędzowaty nastrój z powodu głodu. Biedny Podolak uciekał wówczas z domu, nie chcąc trafić na końcówkę różdżki swej żony i nocował u swego przyjaciela. A Gertruda umiała porządnie przekląć, wszak jej rodzina, Sandomierscy byli mistrzami zaklęć ofensywnych. Czasem wpadała do pałacu szukając męża, a każdy uciekał przed nią gdzie pieprz rośnie. Podolakowi wielce podobały się kształty żony, uważając, że po urodzeniu czwórki dzieci była nawet piękniejsza niż przed ślubem.
Pochodzący z mugolskiej rodziny Podolak nigdy by nie miał szans marzyć o córce ze znamienitej rodziny, gdyby nie przyjaźń z Aleksandrem Orłowskim. Ci dwaj zaprzyjaźnili się jeszcze w czasach szkolnych i przyjaźń trwała przez lata, czyniąc z Podolaka szanowanego czarodzieja i ważną osobę. Pewnie dlatego tak zamożna rodzina jak Sandomierscy, pozwolili na ślub córki jednego z nich z obiecującym, młodym czarodziejem.
- Natalia jest inna. – odparł z nieco cielęcym spojrzeniem Aleksander
- Na pewno – zgodził się Podolak – ale jeśli lata małżeństwa czegoś mnie nauczyły, to tego, że nie należy unikać wyznań. Kochasz ją, prawda? – spojrzał badawczo na przyjaciela
- Tak – wyznał Aleksander, popijając koniak.
- Zatem życzę ci szczęścia, małżeństwo to wspaniała rzecz. Gertruda to mój skarb, najcudowniejsza kobieta świata. Chciałbym byś znalazł sobie podobną czarownicę. A jak ma się Liliana?
- Chce poznać Natalię, nie wiem jak ona zniesie całe zamieszanie.
- Da radę – zapewnił Podolak – ale jak ty znosisz listy od Trudearoro?
- Z pomocą przyjaciela i koniaku. – odparł prostodusznie król
. . . . . . . . . . . . .
Rufus Scrimgeour dostał także list dumnego Ministra Francji. Odczytał treść swoim przyjaciołom Bertie'mu oraz Tyberiuszowi, którzy zgodnie zaczęli obalać butelkę Ognistej, by zmyć z ust smak ohydy. Jasnym się stało, że Francuzi zaczynali podążać osobliwymi ścieżkami, których nie akceptowali inni.
- Jeśli Orłowski dostał podobny list… – zaczął Bertie Higgs.
- Zapewne skrzywił się okropnie – dokończył Rufus – napisałem do niego list, potępiający podobne zachowanie. Być może pewnego dnia znowu będziemy mieć u nich swego ambasadora?
- Masz już kandydata? – zapytał Tyberiusz McLaggen.
- Percy się nada – odparł Minister – Potrzebuję docelowo Cormacka w biurze Aurorów, by miał oko na Shacklebolta. Dawni członkowie Zakonu Feniksa zaczynają się z nim spotykać i niech mnie Avada, jeśli to przypadek.
– Dobry kandydat – zauważył Bertie – pracowity oraz z dobrej rodziny, spodoba się Polakom. Weasleyowie są czystej krwi, chociaż to niejasne patrząc na nich. Co porabia Artur Weasley?
- Nic – wyjaśnił Tyberiusz – byłem w restauracji Molly, dawno nie jadłem niczego równie dobrego. Posiłek kosztował dwa razy tyle co gdzie indziej, ale wart swej ceny. Artur zaś nie robi niczego, ot siedzi w domu podczas, kiedy żona zarabia na rodzinę. Teraz jednak zaczyna głosić swoje dawne hasła.
W oczach zebranych mężczyzn Artur był uważany za nieudacznika, który najpierw nie umiał zapewnić rodzinie odpowiedniego statusu, skazując swoje dzieci na używane rzeczy i szyderstwa ze strony rówieśników, a teraz nie umiał się ogarnąć i pomóc żonie w biznesie. Wolał zajmować się czymś do czego po prostu nie był stworzony, czyli polityką.
- Z tego wyjdzie nieszczęście – zauważył Rufus – przez jego ideały, Ronald okradł moją żonę na tysiące galeonów. Niech ktoś ma na ich oko, ostatnie czego potrzebuję to ...
Nie zdążył dokończyć zdania. Do salonu weszła Elaine w towarzystwie Domiceli Higgs oraz Lavender. Ta ostatnia przeszła daleką drogą od wesołej panny zakochanej w Ronie do poważnej pani McLaggen i matki rudowłosej Rose. Teraz była poważną czarownicą i wziętą dziennikarką w „Proroku". Nazywano ją nową Ritą Skeeter, co uchodziło za komplement.
Elaine natychmiast przywołała butelkę Ognistej, nalewając whisky mężowi oraz ich jego kompanom, po czym zasiadła obok Rufusa. Mężczyzna przyciągnął ją bliżej, wyraźnie zadowolony z bliskości blondynki. Żona wielce o niego dbała, tak jak niewielu miało szczęście zaznać.
Rufus rozmawiał z nią o wielu sprawach związanych z Ministerstwem i polityką. Blondynka nie cierpiała Zakonu Feniksa, chociaż dała się przekonać, by nieco odpuścić Ginny Potter. Audrey Weasley zaczęła ostatnio interesować mugolską psychiatrią i przesłała pani Scrimgeour wiele interesujących materiałów. Kto wie może cało zamieszanie z żoną Harry'ego Pottera stanowiło koszmarne nieporozumienie?
- Powinnaś mówić głośno o tym co przeszłaś Ginny – radziła Audrey – ja… przepraszam za moje reakcje. Nie wiedziałam.
- Nikt nie wiedział – zapewniła Ginny – moje emocje mnie opętały, Mugole mają na to wiele nazw. Nie byłam sobą.
- Elaine też to wie, zastanawiam się czy nie otworzyć oddziału w Mungu, zajmującego się leczeniem umysłów – wyjaśniła Audrey – Elaine obiecała pomóc, chyba rozumie…
- Byłam dla niej okropna – zauważyła Ginny – pozbyła się Umbridge, która napsuła nam wszystkim krwi, zwłaszcza mojemu Harry'emu. Z kolei zaś strata dziecka… Nie wiedziałam o tym. – odparła szczerze i ciągnęła dalej swój wywód - Mugole mają na to leki. Tak Audrey, pomogę. Jeśli czegoś się nauczyłam przez ostatnie lata, to jak duże braki mamy w dziedzinach w których Mugole górują. Ich leki postanowiły mnie na nogi. Chcę wysłać Rona na terapię, został oskarżony a on … być może był chory.
- Powinnaś spotkać Elaine – wyjaśniła Audrey – gdyby żona Pottera i żona Ministra razem wsparły inicjatywę, można by pomóc wielu.
- Zatem porozmawiajmy we trzy na Pokątnej, może pójdziemy na lody?
Harry Potter uściskał żonę słysząc owe wiadomości. Wycałował Ginny tak intensywnie, że portret Walpurgi Black wróżył narodziny nowego członka rodu. Zawsze impulsywna żona po urodzeniu James'a miała coś, co Mugole nazywali chorobą dwubiegunową, schorzenie nieznane czarodziejom. Oczywiście nalegał na zaproszenie pani Scrimgeour na Grimmauld Place.
- Może potem – wyjaśniła Ginny.
- Powinnaś zaprosić żonę Ministra Magii – wyjaśniła Walpurga – i nosić więcej czerwieni, pasuje do twych włosów, a mężczyźni lubią czerwień – dodała, gdy Harry wyszedł – powinnaś dać mu więcej dzieci to całkiem przyjemne!
- Rodzenie? – zapytała Ginny sceptycznie.
- Nie, ale chyba wiesz, co potrafi w alkowie czarownica czystej krwi? Jeśli nie, mam książki. Biedny Harry za ciężko pracuje, zadbaj by nie chciał wychodzić z domu. I ma słabą głowę, umiesz warzyć eliksir na kaca? Mój Orion upijał Ministra, zaś kochany Aleksander, znaczy król Polski, to był dopiero młodzieniec…
Ginny długo jeszcze słuchała Walpurgi. Czarownica uznała za właściwe by edukować młodą czarownicę w wielu sprawach. Dzięki leczeniu Ginny doceniała rady pani Black a poza tym Harry był zachwycony pomysłami. O tak, wiele wskazywało, że najgorsze już za nimi. Stworek codziennie rano przynosił swej pani leki, rozpuszczone w szklance wody. Ginny posłusznie piła roztwór, po czym sprawdzała czy James śpi. Syn miał rzecz jasna miał charakterek, ale teraz nareszcie nad wszystkim panowała.
Faktycznie spotkała Elaine i Audrey na Pokątnej. Rozmowa nie należała do łatwych, ale Ginny nie zamierzała się zniechęcać. Mugolski lekarz twierdził, że cierpi na chorobę jak każda inna. Tę narrację przekazywała tak Audrey oraz Elaine, która słuchała uważnie. Blondwłosa żona Ministra zagryzała wargi, jakby niepewna. Kiedy jednak się odezwała jej głos nosił w sobie zdecydowanie.
- Twa historia może pomóc wielu Ginewro – zauważyła Elaine.
- Wiem – skinęła głową Ginny – dlatego popieram Audrey i proszę o pomoc. Należy otworzyć odział w Mungu, a nie zamykać ludzi z problemami i ładować w nich tony eliksirów, które mają też skutki uboczne. Moje emocje nade mną panowały, lecz to mogło ulec zmianie, gdybym dostała pomoc.
- Porozmawiam z Domicelą oraz ciotką Lukrecją – zapewniła Elaine.
- Dziękuję za załatwienie Umbridge i… Harry chciał panią widzieć na Grimmauld Place.
- A Rufus twego męża i ciebie u nas – wyjaśniła Elaine.
Owo spotkanie zakopało topór wojenny między Ginny a Elaine. Nie zostały może przyjaciółkami, ale miały poprawne relacje. Zrobiono wielki krok w istotnym kierunku, który z czasem miał pomóc obu czarownicom. Niestety Hermiona nie zamierzała, w przeciwieństwie do Ginny zmieniać postępowania.
. . . . . . . . . . . . .
Percy wrócił z Anglii, lecz Cormack wrócił zabierając ze sobą Lavender. Blondynka została korespondentką zagraniczną „Proroka", wysłaną obecnie do Polski na staż. Bycie kuzynką żony Ministra Magii bywało wielce pomocne, a poza tym jako dziennikarka mogła by się spokojnie rozglądać. I kto wie czy nie odpocząć od pojawiających co jakiś czas złośliwych komentarzy o Ronie. Rude włosy Rose prowokowały takowe reakcje, bowiem podobieństwo dziewczynki do Weasleyów uderzało.
Dlatego pewnie blondynka poważnie rozważała by nie posyłać córki do Hogwartu. Odkąd Ron pracował, nie szalał i nie prowokował awantur. Ciężka praca skutecznie pomagała mu w walce z alkoholizmem, a poza tym szaleńcze występy w „Świńskim Łbie" nikogo nie bulwersowały ni nie dziwiły. Lecz Lavender nie chciała by córeczka chodziła do szkoły gdzie wszyscy znali przeszłość jej ojca. Nie wiedziała jednak tylko dokąd posłać, bowiem Beauxbuttons nie wchodziło w grę, odkąd Czyściciele zaczęli wprowadzać swe szalone pomysły w życie.
List o „badaniach" francuskiego Ministerstwa został opublikowany z „Proroku".Z właściwą sobie złośliwością, Rita Skeeter opublikowała komentarze, sugestywnie opisując „zbieranie próbek" oraz możliwy poród. Rufus Scrimgeour wyraził oburzenie podobnymi pomysłami i marnowaniem pieniędzy na takie bzdury. Wielu ludzi mu przyklasnęło, poza może Zakonem Feniksa, który nie odpuszczał okazji, by uderzyć w nielubianego Ministra.
Natalia zaczęła prenumeratę „Czarodziejskiego Kuriera", czy też „Polskiej Czarownicy", aby być na bieżąco z plotkami na swój temat. Musiała widzieć co gazety o niej piszą. Na szczęście na razie wciąż była „przyjaciółką Króla Jegomości", lecz wiedziała jak wielce musi uważać. Koniec z wyjściami do „Strzygi" na kilka drinków, teraz gdyby nawet zaczęła zachowywać zbyt radośnie, wieści trafiły by do gazet. Tymczasowo została osobą publiczną.
Jakoś przeżyła dwa pierwsze tygodnie. Zapewne by nie dała rady bez spotkań i rozmów z Aleksandrem. Jego głos ją uspokajał, zaś kiedy czuła na ustach gorące pocałunki, nie myślała już o niczym innym poza cudownym uczuciem. Pozbawiał ją tchu i zdolności myślenia, ilekroć przyciskał usta do jej ust. Zakochała się w nim jak ostatnia idiotka, co złośliwie wypominały krewne. Lecz Natalia odpowiadała, że woli przeżyć miłość i żałować niż nie przeżyć i żałować.
- Gazety piszę o nas całkiem dobrze – zauważyła – czyżby naciski?
- Moja słodka, nie zadawaj pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi – odparł Aleksander unosząc brwi - jesteś dość inteligentna, by doceniać ile znaczą przekazy prasowe. – powiedział z pewną naganą w głosie
- Wiem – zapewniła – dlatego zachowuję się w sposób stonowany, staram panować nad emocjami i nie zrobić niczego, gdzie mogłabym zostać sfilmowana w złym świetle. Nie potrzebuję kłopotów ni nic chcę ich dla ciebie. Skandale nikomu nie pomagają.
- Niektórzy z tego żyją – zauważył spokojnie Aleksander – dlaczego nie założysz bardziej wyciętej szaty? – zapytał szczerząc się złośliwie – nie patrz na mnie wzrokiem oburzonej, jestem mężczyzną i nie miałbym nic przeciwko..
- Jesteś dżentelmenem – zauważyła – czy to w „Magicznych Fusach" czy też potem zawsze czułam się wyjątkową damą, kimś wartym wielkiej uwagi. Wyobrażam sobie jak w ten sposób oczarowałeś inne.
- Ależ skąd – wyznał przyciągając ją bliżej – ich nie obchodziły ni moje maniery ni wiedza, a jedynie stanowisko. Wskakiwały mi prosto do alkowy w swej naiwności wierząc, że zyskają swoim zachowaniem mój podziw. Czas na nasz spacer Babiogórską.
Chwyciła jego rękę, wyraźnie poruszona. Nie wiedziała w jaki sposób zareagować na owe słowa. Wspominał swoje dawne kochanki bez cienia sympatii, czy choćby sentymentu. Nie udawał, że miał z nimi inne niż intymne relacje opowiadając wprost o spotkaniach kończących w jednej z sypialni zamku królewskiego. Bez cienia skrępowania opowiadał jak korzystał z hojnych ofert kobiet, które oferowały mu swe wdzięki licząc na zyski. O tak, doskonale rozumiał znacznie słów „transakcja wiązana" i dawał im hojne prezenty, pozował z nimi do zdjęć. Lecz miała wrażenie, że nie darzył ich ani cieniem sympatii.
Bez skrępowania wspominał przeszłość, co mu nie przeszkadzało odgrywać przy niej idealnego dżentelmena. Odczuwała złość, lecz mama a także ciotki Gertruda i Helena nakazywał się cieszyć z takiego przebiegu sytuacji. Dzięki podobnym słowom miała nie zapominać, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, zaś w żadnym kraju ni w żadnej epoce królowie nie słynęli ze stałości uczuć.
- Uśmiechnij się Natalio, trafisz na okładkę – usłyszała lekko przyganę – tak w Polsce jak i poza granicami. Angielski „Prorok Codzienny" na pewno zamieści notkę, mają nawet zagranicznych reporterów, wielce ciekawych zresztą.
- W jakim sensie Sasza? – zapytała cicho, tak że idący mieli wrażenie jakby szeptali sobie tajemnice.
- Moi ludzie sprawdzili korespondentkę „Proroka", Lavender McLaggen, to kuzynka Elaine Scrimgeour – wyjaśnił – znasz ją zapewne z afery z jej mężem-alkoholikiem.
Natalia zachichotała diabolicznie. Rzecz jasna pamiętała sprawę. Zarówno „Czarodziejski Kurier" jak i „Polska Czarownica" chętnie tłumaczyły artykuły Rity Skeeter z przebiegu wielkiego rozwodu pomiędzy Ronem i Lavender Weasley. Sprawa z rzucaniem Encorgio na wrażliwe części męskiego ciała wywoływały łzy śmiechu nie tylko w Anglii, ale i całej magicznej Europie.
To był najbardziej smakowity skandal, od czasu wydania książki tejże Skeeter na temat Albusa Dumbledore. „Weź swą różdżkę i powiększ różdżkę" – owo hasło wywoływało salwy śmiechu w wielu miejscach, zaś Natalia pamiętała jak zaśmiewali się do łez z kolejnych odsłon rodzinnego dramatu. Parsknęła na samo wspomnienie, woląc nie pytać jaki rodzaj służb przynosił królowi równie szczegółowe informacje. Faktycznie nie powinna zadawać wielu pytań. To, co zamierzała, to czytać artykuły owej Lavender. Kuzynka żony Ministra z pewnością nie została wysłana przypadkiem.
Idący obok niej mężczyzna zgadzał się z owym sposobem myślenia. Chwalił głośno jej wyczucie oraz zrozumienie. Jeszcze zanim doszło do spotkania, w listach wielokrotnie podkreślał, że w polityce i dyplomacji nie ma przypadków a jedynie nieznana gra interesów. A Anglicy mieli wiele powodów by zabiegać o polskie głosy. Tylko co sprawdzało krewniaczkę żony Ministra Magii? Mogli na ten temat rozmawiać wiele razy, także w czasie spacerów po pałacowych ogrodach.
Szczególnie latem doceniała przyjemny cień drzew. Co prawda czarodzieje znali zaklęcia utrzymujące dobrą temperaturę wewnątrz budynków, to jednak wychodząc na ulice narażali się na fale gorąca. Ale przy stawie nie myślała o podobnych nieprzyjemnościach, zwłaszcza kiedy czuła koniuszki jego palców gładzące policzki oraz delikatnie przeczesujące włosy. W podobnych chwilach nie wierzyła, że to ten sam człowiek co z takim przekąsem mówił o dawnych kochankach, niczym o jakiś zdobyczach na polowaniu. Dla niej był czarującym oraz subtelnym dżentelmenem.
. . . . . . . . . . . . .
Lavender nie miała lekkich początków w „Polskiej Czarownicy". Ku wyraźnemu niezadowoleniu blondynki, sprawa Rona była doskonale znana całej magicznej Europie. Ku dalszej zgrozie czarownicy, Rita Skeeter stanowiła najsławniejszą, angielską dziennikarkę. Już pierwszego tygodnia obiecała przekląć każdego, kto wspomni powiększanie różdżki.
- Popełniłam błąd z Ronem, lecz Rose nie zasłużyła na nieustanne kpiny, ja wybrałam sobie pierwszego męża, lecz Rose nie wybrała ojca.
- Nie denerwuj się tak kochana – zapewniał Cormack – ludzie z czasem zapomną, zresztą Polacy teraz bardziej śledzą najnowsze romanse swego króla, nie zaś wygłupy Rona.
- Wiem, po prostu czuję jakby jego cień wciąż za mną chodził. Nie wiem co mi strzeliło, by wyjść za niego, by namieszać tak w swojej przyszłości jak i przyszłości dzieci. On się nigdy nie zmieni, tak samo zresztą jak nie zmieni się jego ojciec.
Przed wyjazdem do Polski, odwiedziła dawnych teściów. Pragnęła porozmawiać z nimi, zwłaszcza jeśli Rose wyraźnie uwielbiała kuchnię babci Weasley. Molly zaś rozpieszczała każdego członka rodziny bez wyjątku, nawet kiedy miała pełne ręce roboty w swej restauracji. Oczywiście zatrudniła już jakiś czas temu pomoc, inaczej nie dałaby rady. Szczególnie, kiedy powiększyli lokal, zaś Madame Rosmerta błagała by Molly otworzyła filię w Hogsmeade.
Lavender była dumna z sukcesu swej byłej teściowej. Tak samo jak zresztą Ginny a i Ron być może dostałby lepszą pracę w lokalu matki, niż rola pomocnika gajowego. Lavender słuchała tych wszystkich planów, ale podsłuchała też przez przypadek rozmowę Artura, Kingsleya oraz Tonks. Przechodziła akurat obok otwartego okna, zaś towarzystwo głośno dyskutowało na zewnątrz. Nie trzeba było nawet specjalnie się przysłuchiwać, bowiem czarodzieje rozmawiali dość głośno o swoich planach.
- Sprawy idą w fatalnym kierunku – zauważyła Tonks – nie możemy patrzeć biernie na najnowsze działania Ministerstwa. Zbliżenie z Polską doprowadzi do nieszczęścia, oni tam polują na wilkołaki, a ich przepisy są jeszcze bardziej restrykcyjne. Dobrze by Scrimgeour walczył z przywilejami dla czarodziei czystej krwi, a nie je wzmacniał.
- Słusznie prawisz Tonks, lecz co możemy uczynić? – załamał ręce Artur – nie pracuję już w Ministerstwie, ale Kingsley ma wciąż przed sobą możliwości. Jest szanowany jako Auror, kto wie czy jeśli przedstawi nasze prawa... Nie sądzę też, by wielu popierało pomysł by pozbawiać praw wyborczych czarodziei mugolskiego pochodzenia, czy wyborów króla a nie Ministra. Oczywiście tylko jeśli zagramy ostrożnie tą kartą.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę, aż Lavender się wycofała. Postanowiła przekazać zasłyszane wieści Cormack'owi oraz Elaine. Ona wprawdzie nie miała głowy do polityki, lecz inni mieli i uważała za swą powinność by powiadomić o wszelkich planach. W końcu czasem lepiej gdy ktoś niezaangażowany przekaże co i jak powinno być, by osoby uzdolnione w polityce mogły odpowiednie informacje przesiać i je wykorzystać. Kiedyś nie rozmawiała za wiele o swoich problemach i sprawa zakończyła procesem przed Wizengamotem oraz skandalem nie tylko w Anglii, ale i magicznej Europie.
Elaine oraz Cormack wysłuchali bardzo uważnie, kiwając głowami. Elaine nie powiedziała tego na głos, lecz Doris, Mafalda oraz inne urzędniczki nieraz wspominały o spotkaniach czarodziei powiązanych z Zakonem Feniksa. Rzecz jasna sprzeciw wobec polityki międzynarodowej Ministra Magii nie stanowił niczego niezgodnego z prawem. Opozycja stanowiła ważną część życia społeczno-politycznego, lecz nigdy dość patrzenia na ręce. Elaine uważnie słuchała.
Blondynka co tydzień umawiała się na lunch z wybranymi urzędniczkami Ministerstwa, uważnie słuchając ich spraw oraz plotek. Wiedziała ile znaczy dla tych kobiet spotkanie z żoną wielce szanowanego Ministra Magii, a ona potrafiła okazać wdzięczność. Wieści przekazane przez kobiety bywały użyteczne, lecz należało zawsze mieć sposobność by korzystać z dodatkowych par oczu oraz uszu. Urzędniczki widziały wiele, a Elaine umiała je organizować w swoją siatkę. A będąc ongi jedną z nich umiała z nimi rozmawiać.
Lavender nie wiedziała o owych meandrach polityki. Zajmowała się dziennikarstwem, skutecznie czyniąc z zamiłowania do plotek sposób na zarabianie pieniędzy. Przez pierwsze dni zwiedzała sklep za sklepem na Smoczej oraz Babiogórskiej. Była oczarowana wyborem oraz ilością dostępnych towarów, co czyniło Pokątną nieomal prowincjonalną uliczką w prowincjonalnym mieście.
Podobnie jak każdy, była oczarowana atrium do którego przybyła. Porównanie między schowanym w podziemiach angielskimi Ministerstwem a magicznymi ulicami Warszawy wypadało niekorzystnie na korzyść pierwszego. Lavender tym bardziej czuła coraz bardziej zachwycona nowym miejscem, raz po raz błogosławiąc swoją kuzynkę Elaine, która niewątpliwie miała swój udział w zajściach.
Redakcja w „Czarodziejskiego Kuriera" mieściła się na parterze oraz pierwszym piętrze wysokiej kamiennicy na Babiogórskiej. Na wyższych kondygnacjach znajdowała się redakcja drugiej z gazet, „Polskiej Czarownicy" oraz „Polskiego Radia Magia". Lavender dostała swoje biurko pod oknem, w dość zacisznym kącie. Redakcja była oczywiście wielce gwarnym oraz pełnym ludzi miejscem, lecz jako zagraniczna korespondentka miała własny kącik, coś co w oczach praktykantów uchodziło za luksus.
W takich chwilach błogosławiła zaklęcia tłumaczące. Tutejszy język brzmiał niczym dziwne szuranie oraz szepty, coś czego nie zdołała by zrozumieć ni nauczyć się bez pomocy magii. A wedle rozpiski na kartce, będzie pisała artykuły oraz uczestniczyła we wszystkich, najważniejszych imprezach towarzysko-kulturalnych Warszawy oraz innych miast jak Lwów, Wilno czy Kraków. Z tego co przeczytała, czeka ją całkiem sporo pracy. Nie narzekała, gdyż uwielbiała wyzwania. I co by tu ukrywać była bardzo towarzyską osobą, która szybko odnajdywała się w nowej sytuacji.
Jeanne D'Artoix poznała jeszcze pierwszego tygodnia. Francuzka niebezpiecznie przypominała koszmarną nauczycielkę, która zamierzała przekazać swoje zdanie bez względu na zainteresowanie czy też ważkość sprawy. Nosiła wściekle różowe, dopasowane szaty które nadawały jej iście koszmarny wygląd. Lavender miała nieprzyjemne przekonanie jakby przeżywała swoje deja vu, głośno wspominając Dolores Jane Umbridge.
Długo rozmawiała z mężem na temat kobiety. Oboje wspominali swoją szkolną zmorę, głośno zastanawiając dlaczego ktokolwiek wybrał kogoś podobnego w charakterze ambasadora. Lavender zgodziła się bliżej poznać Francuzkę, wyraźnie zainteresowana ową kobietą a poza tym dawno się przekonała ile może zdziałać rozmowami o modzie i strojach.
W magicznej Warszawie tematy same wpadały w ręce. Lato stanowiło długi cykl koncertów oraz imprez towarzyskich, na które zapraszano także dziennikarzy. Przedstawiciele najważniejszych rodów organizowali bankiety oraz uczty, rywalizując na ich wspaniałość. Najważniejsi gracze, Orłowscy, Polescy oraz Krzemienie, raz po pokazywali, kto też potrafi lepiej bawić ludzi. To głównie przedstawiciele ich rodzin bywali wybierani w wolnej elekcji, chociaż nie byli jednymi. Lavender przeczytała książki na temat miejscowych zwyczajów oraz wpływowych rodzin. Plotki na temat ich życia zawsze przyciągały uwagę, tak właśnie miało miejsce w przypadku najnowszego romansu króla. Wówczas oczywiście nikt nie podejrzewał, by owa znajomość stanowiła coś więcej niż wszystkie inne.
Natalia nijak nie mogła uchodzić za kandydatkę na królową, nie pochodziła bowiem z dość znamienitej rodziny by móc chociaż marzyć o podobnym szczęściu. Brunetka doskonale rozumiała swą pozycję i dlatego odmawiała czegokolwiek więcej niż tylko pocałunków, czy przytulenia. Czuła jego wielkie pragnienie, ilekroć obejmowała go czy to w ogrodach czy w innej części pałacu. Lecz nie mogła ulec, pożałowała by owego kroku dość szybko, a nie chciała odczuwać żalu.
- Nie pragnę niczego, czego nie pragniesz sama – zapewniał – jesteś piękna i skłamałbym mówiąc, że cię nie pragnę lecz mam świadomość jak zostałaś wychowana i jak bardzo byś żałowała ulegnięcia pragnieniom zmysłów.
Właśnie za podobne postawy go pokochała. Bez względu jak idiotycznie brzmiały owe podejścia, nie potrafiła o nim zapomnieć, czy też zachować zimną głowę Nie potrafiła i nie chciała uważać swego zachowania za niewłaściwe. Czy to taka zbrodnia odczuwać drżenie serca, czy nie ma prawa uważać rozmów w ogrodach za cudowne?
A/N: postanowiłam pogodzić Ginny z Elaine. Impulsywność można opanować, lewackie skażenie nie.
