KarboVictoria - Dziękuję, cieszę się, że ci się podoba. Ja akurat jestem wielką fanką pairingu Lucjusz/Harry, więc bardzo mi miło, że zachęciłam Cię do czytania ff z tą parą :)
Wyszedł prędkim krokiem z sali nie patrząc za siebie. Furia i złość przysłoniły mu racjonalne myślenie i zupełnie nie zwracał uwagi na oczy wciąż wlepiające się w jego plecy, gdy odchodził. Był wściekły i miał ochotę coś rozwalić. Nie wiedział dokąd zmierza a myśli jak korytarze Malfoy Manor były zawiłe i kręte. To już czwarty zakręt, który wykonał i był pewien, że się zgubił. Mijał drzwi i schody. Nigdy by nie pomyślał, że dwór jest jak labirynt. Ale nie miał zamiaru zawracać, nie chciał wracać na to przyjęcie. Był wściekły! Na Severusa, na Lucjusza a najbardziej na samego siebie. Jak mógł być tak głupi? Jak mógł dać się tak omamić i dać wplątać w tą niedorzeczną sytuację?!
Przyspieszył, aż poczuł zmęczenie i coraz większy brak sił. Zatrzymał się w końcu, gdy znajdował się w korytarzu, którego ściany były czerwonego koloru. Nie był to, rzecz jasna, odcień gryfońskiej czerwieni, lecz głęboka czerwień – dostojna i arystokratyczna. Zresztą tak jak wszystko w dworze, pełne powagi i świadczące o czystości krwi właściciela. Nagle usłyszał coś i nagle odwrócił się do tyłu, lecz nikogo tam nie zauważył, korytarz wciąż był pusty. Znów usłyszał ciche prychnięcie więc rozejrzał się do okoła i ponownie odwrócił.
- Przestań się tak kręcić, chłopcze. - Harry podskoczył z zaskoczenia. - Żywego ducha tu nie znajdziesz.
Rozejrzał się, aż dostrzegł, że głos nie dobiegał z korytarza, lecz ze ściany. Na czerwono-krwistej ścianie wisiał obraz, a raczej czyiś portret. Podszedł bliżej, by lepiej się przyjrzeć. Portret oprawiony był w złote ramy, bogato ozdobione. Obraz przedstawiał mężczyznę sędziwego wieku. Miał na sobie czarną szatę oraz medalion na szyi w kolorze ślizgońskiej zieleni w kształcie węża. Harry spojrzał wyżej, na jego twarz. Był z pewnością wyniosły i dumny oraz pełen powagi. Jego twarz, choć pełna zmarszczek, wciąż niosła znaki urody, którą sprzed wielu lat z pewnością posiadał.
- Przestań mi się tak przyglądać – warknął. - Kim jesteś i co robisz w moim domu?
Harry poczuł się zakłopotany.
- E, ja... jestem Harry... Potter. Harry Potter, proszę pana – wydukał a mężczyzna zmierzył go wnikliwym spojrzeniem.
- Co z twoją krwią, młodzieńcze? Jesteś pełnokrwisty, jak mniemam, skoro przekroczyłeś progi tego domu – powiedział, zastanawiając się.
- Yy, nie. Właściwie, to jestem półkrwi – odpowiedział, zmieszany. Co teraz będzie? Czy portret zacznie krzyczeć i wyzywać go tak, jak obraz matki Syriusza?
Mężczyzna spojrzał na niego podejrzliwie.
- Harry Potter, półkrwi – powiedział. - Ja, jak pewnie zastanawiasz się, jestem Cygnus Black III – dodał dumnie, kładąc jedną dłoń na piersi.
Black?
- Black? - zapytał zaskoczony Harry.
- Coś nie tak, chłopcze?
- Nie, tylko, ee – zawahał się.
- Wysłów się, dziecko, to nie takie trudne – powiedział z kpiną.
- Mój ojciec chrzestny nosił to nazwisko – odpowiedział. Dostrzegł, że Cygnus patrzy na niego wyczekująco. - To Syriusz Black.
Mężczyzna zastanowił się chwilę a Harry odruchowo poprawił okulary.
- Syriusz, powiadasz. Czy to nie czasem syn mojej siostry, Walburgi?
- Tak, ten sam.
Mężczyzna przytaknął.
- Zdrajca krwi i hańba naszej rodziny? - zapytał, lecz jego głos nie był ostry, jedynie ciekawy.
- Tak, to on – odpowiedział Harry.
- Klapnij sobie, chłopcze i dotrzymaj mi, z łaski swojej, towarzystwa – powiedział, co zupełnie zaskoczyło Harry'ego, lecz wykonał polecenie i usiadł na ziemi, opierając się o ścianę.
- Więc, Harry Potterze – zaczął – opowiedz mi co słychać u mojego siostrzeńca.
- Zmarł rok temu – Harry z trudem wypowiedział te słowa.
- Och – mruknął zaskoczony. - Nic dziwnego, okryci hańbą zwykle umierają młodo.
Harry sapnął wściekle i natychmiast podniósł się na nogi.
- Jak śmiesz!? Syriusz był wspaniałym człowiekiem! - krzyknął.
Czuł złość do mężczyzny, który obraził jego zmarłego ojca chrzestnego. Nie lubił, gdy ktoś rozdrapywał po nim stare rany a jeszcze bardziej irytowało go i doprowadzało do wściekłości, gdy ktoś go obrażał. Przeżył zbyt wiele kłótni z Severusem o Syriusza i ten temat stał się dla niego bardzo wrażliwy.
- Uspokój się, młody człowieku, nie miałem intencji go urazić.
Harry aż prychnął. Nie chciał więc dowiedzieć się, co w tej rodzinie znaczyło prawdziwe urażenie kogoś, skoro słowa mężczyzny tym nie były.
- Wspaniałym człowiekiem powiadasz? A co tak wspaniałego zrobił, by zasłużyć na to określenie?
Harry trochę się uspokoił i z powrotem usiadł. Wytłumaczył Cygnusowi wszystko co ten chciał wiedzieć. Opowiedział o tym, jak poznał Syriusza i jak wiele mężczyzna dla niego zrobił. Powiedział, ile Syriusz dla niego znaczył i jak odważnym i dzielnym człowiekiem był. Cygnus słuchał całej opowieści uważnie, od czasu do czasu zadając pytania lub dopytując się o szczegóły. Harry zauważył, że całkiem przyjemnie opowiadało się to wszystko i przy okazji, wspominało.
Nawet nie zauważył, gdy jego opowieść dobiegła końca a on zmożony – zasnął.
Szukanie Harry'ego zajęło mu godzinę, podczas której musiał zostawić wszystkich gości. Nie żeby miał coś przeciwko, odpowiedział już na wystarczająco wścibskich komentarzy by mieć dość, lecz mimo wszystko nie chciał wzbudzać podejrzeń. Harry był na niego wściekły, co oczywiście było zrozumiałe. Sam wciąż czuł wściekłość po spotkaniu z Severusem oraz nadal usiłował przyswoić wszystko, czego się dowiedział. Nie podejrzewałby Harry'ego Pottera, zbawcę czarodziejskiego świata i Złotego Chłopca o romans ze swoim nauczycielem, a to w dodatku jakim! Severusem Snapem! Gdyby nie usłyszał i nie zobaczyłby tego wszystkiego na własne oczy, był pewien, że nie uwierzyłby w to. A jednak była to prawda. Sam nie wiedział, co powinien czuć. Skoro związek pomiędzy nimi był już skończony, pewnie nie powinno go to obchodzić, a jednak Severus wciąż starał się o odzyskanie Pottera a przez to Lucjusz, wbrew sobie, czuł się zagrożony. Podążył kolejnym korytarzem, wdzięczny sobie, że tak doskonale je zna . Gdyby nie to, z pewnością zgubiłby się już dawno temu. Miał również podejrzenia, że jego młody narzeczony sam zgubił się w korytarzach Malfoy Manor.
Nie byłby ani pierwszym, ani ostatnim. Masa ludzi gubiła się w dworze, w tym nawet osoby, które nie przyszły do tego miejsca pierwszy raz.
W końcu znalazł go, śpiącego na ziemi.
- Tu jesteś – szepnął. Położył jedną swoją rękę na jego plecach a drugą pod kolanami i jednym ruchem podniósł go z ziemi. Głowa chłopaka leżała na jego piersi i Lucjusz czuł ciepły oddech na swojej szyi.
- Zgubiłeś go! - powiedział nieco za głośno Cygnus. - Zgubiłeś dzieciaka w dworze – warknął, już trochę ciszej, nie chcąc budzić śpiącego Harry'ego.
- Sam się zgubił – odmruknął Lucjusz, spoglądając na portret, o którego obecności zupełnie zapomniał.
- Och, mój drogi, – pokiwał głową karcąco – zawsze uważałem cię za swojego rodzonego syna, ale w takich chwilach zachowujesz się jakbyś, w najlepszym przypadku, postradał wszystkie zmysł, jakbyś był głupim mugolem! Zapomniałeś już co stało się z twym drogim przyjacielem Nottem? Czy chociażby z tym prosiakiem Goylem?
- Pamiętam doskonale – prychnął. - Nott przez dwa dni błądził po tych korytarzach a Goyle... Goyle jest po prostu głupi. Zgubiłby się się nawet w norze Weasleyów.
- Lepiej nie używaj takich słów przy tym chłopcu, Lucjuszu – ostrzegł go. - Kim on w ogóle jest?
- To Harry Potter.
- To wiem. Można powiedzieć, że urządziliśmy sobie małą pogawędkę.
- Ty? Pogawędkę? Chyba się przesłyszałem, Cygnusie.
- Może i nie jestem łatwy w obyciu, ale wciąż jestem kulturalnym mężczyzną, więc lepiej uważaj co mówisz. Poza tym, jego towarzystwo było całkiem znośne, w przeciwieństwie do twojego, więc zabieraj chłopaka i daj mi w spokoju odpocząć.
Po czym ułożył się wygodniej w ramach swojego portretu i ignorując obecność Lucjusza, zamknął oczy i zasnął.
Lucjusz poprawił ciało Harry'ego w swoich ramionach i odszedł. Nie mógł powiedzieć, że nie był zdziwiony. Chłopak dogadał się z Cygnusem co już samo w sobie było dość nadzwyczajną rzeczą, ale również udało mu się sprawić, by mężczyzna polubił go. Dość zdumiewające.
Skierował się w stronę pustej sypialni, w której ułożył Harry'ego na łóżku. Chłopak przewrócił się na bok, odsłaniając przy tym ruchu kawałek pleców. Podszedł bliżej i przykrył go szczelnie kołdrą, po czym odgarnął zabłąkany kosmyk włosów z jego czoła.
Pstryknął palcami i po chwili pojawił się skrzat.
- Czym mogę służyć, panie Malfoy? Skrzat z przyjemnością wykona każde polecenie pana – stworzenie skłoniło się nisko, niemal głową stykając ziemi.
- Bądź tu jak się obudzi – powiedział.
- Oczywiście, panie Malfoy. Z przyjemnością, panie Malfoy.
- Na razie możesz odejść.
Skrzat przytaknął i po chwili zniknął. Lucjusz podszedł ponownie do łóżka swojego narzeczonego. Harry oddychał spokojnie i miarowo, z łagodnym wyrazem twarzy. Lucjuszowi bardzo podobał się ten widok i nie mógł odwrócić wzroku. Wiedział, że jutro będzie musiał zmierzyć się z jego złością, lecz na razie cieszył się obecnością śpiącego chłopaka. Jeśli będzie trzeba przeprosić, to przeprosi, choć wcale nie żałuje tego co zrobił. Musiał dopilnować by Snape trzymał się swoich hogwardzkich lochów i nie wtrącał się do jego związku z Harrym.
Tak właśnie zrobi i nic go nie powstrzyma.
