- Jak się czujesz? – Zapytał znajomy głos w pobliżu.

- Umm...–Wymamrotał Rin próbując podnieść się z kanapy.

- Nie wstawaj. – Delikatna ręka popchnęła go z powrotem i dokładnie poprawiła, zaraz... Różowy koc?

- Mephisto?

- Nie do końca, ale blisko. –Odezwał się z rozbawieniem.

- Czy jesteś jego bliźniakiem podsiadającym wyczucie stylu? – Pytał analizując jego dokładnie skrojony, brązowy garnitur.

- Też nie.

- A może...

- Jestem Johann Faust V oryginalny, przyjemność muc cię osobiście poznać Rin nawet jeśli w tak niesprzyjających okolicznościach.

- Co się yhy-yhy...

- Stało? Nie pamiętasz?

- Jak tu traf-yh...

- Nie wysilaj się proszę, naprawdę wyglądasz okropnie. Razem z Mephisto cię tu przynieśliśmy. Kiedy ci się polepszy więcej omówimy. Będę obok gdybyś czegoś potrzebował, na razie śpij, proszę.

Rin skiną głową. Na razie nie mając siły by cokolwiek kwestionować. Był spokojny skoro znajdował się w biurze dyrektora, nawet z nieznajomym który wyglądał dokładnie jak rzeczony dyrektor.

Zamkną oczy, dryfując w stanie pół snu, pół czuwania. Był niejasno świadomy ale nie wiedział co że pojawił się ktoś jeszcze dopóki ten się do niego zwrócił.

- Jak bardzo cię boli?

A potem po raz kolejny po chwili.

- Wiem że mnie słyszysz. –Mały szczeniak.

- Bywało lepiej. Mephisto skąd ty?

- Demoniczna telepatia, jeszcze ci tego nie pokazywałem choć wiem że potrafisz jej używać.

- Kuro. Też go słyszałeś? – Dopytywał podekscytowany.

- I tak i nie. – Przyznał. –Jednak w nie byłem w stanie odpowiedzieć.

Tup, tup, tup.

- Co się dzieje... Mephisto. – Dodał widząc psa wchodzącego pod łózko.

- Nie wstawaj, ktoś idzie.

Puk, puk.

- Proszę. – Mówi cicho Rin, nie jest pewien czy go usłyszano ale drzwi się otworzyły.

Yukio? Chce zapytać zaskoczony jednak nie zdąża gdy ten wparowuje do biura.

- Co ty znowu wyprawiasz, nie brak ci kłopotów. –Wyrzuca oschle brat.

- Ja... – Nie maił jednak szansy dokończyć.

- Dlaczego znowu wdałeś się w bójkę?

- Yuki-...

- Nie chcę słuchać twoich wymówek. Czy ty nie możesz przeżyć jednego spokojnego semestru bez żadnych afer. Nie brak ci problemów, musiałeś wysłać jeszcze do szpitala całą grupę. Choć raz nie możesz pomyśleć zanim coś zrobisz. Co ci strzeliło do głowy? Co myślałeś? Czy ty w ogóle pomyślałeś o tym co robisz? Nie jesteś już dzieckiem Rin.

Młody demon chciał przerwać, wytłumaczyć bratu a przynajmniej przeprosić. Otworzył usta ale był zbyt zmęczony i przerażony. Zaczął się zapowietrzać w bezustannym wysiłku by zaczerpnąć oddech. Ostatkiem sił uniósł się z posłania i skłonił głowę chcą w ten sposób zarówno pomóc sobie jaki i wyrazić swoją zgodność i brak chęci do walki z bratem. Z całego serca pragną tylko by ten go znowu zaakceptował i w swoim dążeniu nie zważał na konsekwencje,

Widząc jego położenie, Mephisto wyszedł ze swojej kryjówki. Staną pomiędzy braćmi i zaczął nieustannie szczekać na zaskoczonego Yukio. Bracia nie zdążyli nic zrobić gdy do gabinetu wbiegł Faust zaalarmowany hałasem. Rzucając jedynie przelotne spojrzenie na scenę zwrócił się do Yukio, jednocześnie siadając obok Rin'a i pomagał mu odzyskać oddech.

- Proszę wyjść z mojego gabinet, młody człowieku.

- Dyrektorze Faust, Rin... –Niedane mu było jednak dokończyć.

- Znajduje się pod moją pieczą. Twoja obecność nie jest wymagana. – Ukryta lecz dobrze słyszalna groźba w jego głosie nie pozostawiała miejsca na dyskusję.

- Tak, dyrektorze. –Zgodził się niechętnie Yukio wychodząc i zamykając za sobą drzwi.

- Przepra-yh-yh-szam. –Wydukał Rin.

- Już w porządku. –Objął go ramieniem Faust a Mephisto wskoczył na jego kolana.

- Dziękuję panu.

- Cała przyjemność po mojej stronie.