Beta: Do połowy Crucio, dalej Irlandka oraz hope :) Dziewczyny są niesamowite!
Siódmy raz, gdy Draco Malfoy dotknął Hermionę Granger, wydarzył się dokładnie dwa miesiące, dziewięć dni, dwanaście godzin i trzydzieści osiem minut po upadku Voldemorta. Obie strony straciły wiele, a ci, którzy przeżyli, świętowali w żałobie. Żal Hermiony był głęboki; tak głęboki, że nie sądziła, iż kiedykolwiek mogłaby mu uciec. Harry dalej przybywał w szpitalu, gdzie spał i dochodził do siebie. Jego cierpienie, mimo wygranej, rozrywało go od środka na kawałki. Po tym, gdy cała walka zakończyła się, sam nie był pewien, gdzie znajdowało się jego miejsce w czarodziejskim świecie. Potrzebował czasu oraz miłości i, na szczęście, obie te rzeczy dostawał od tych, którzy znali go najlepiej.
Ron praktycznie nie opuszczał Harry'ego na krok. Mimo że cała trójka była najlepszymi przyjaciółmi, to teraz właśnie Ron był najbliższy Potterowi. Ron, do którego zwracał się w nocy Harry, gdy poczucie winy oraz smutek przybijały go do tego stopnia, że zaczął kwestionować każdą swoją akcję, każde wypowiedziane słowo i opinię w przeciągu tych dziewięciu ostatnich lat, od momentu rozpoczęcia Hogwartu. Ron uspokajający Chłopca, Który Zwyciężył. Chłopca, którego zwyczajnie nazywał Harrym. A Hermiona w swojej wyizolowanej bańce pozwoliła sobie usunąć się w cień.
Ponieważ w momencie, gdy Harry i Ron żyli, inne nazwiska rozbijały jej serce.
Seamus Finnigan. Hanna Abbott. Alicja Spinnet. Alastor 'Szalonooki' Moody. Severus Snape. Minerva McGonagall. Dean Thomas. Colin Creevey. Wiktor Krum. Wszyscy nie żyli. I każda ta śmierć z osobna była kolejną raną w sercu Hermiony; bliznami, które krwawiły, krwawiły i krwawiły. Każda z tych osób coś dla niej znaczyła — znaczyła więcej, niż tylko nazwisko na papierze. Sama ilość zmarłych była ogromna — lista ciągnęła się prawie w nieskończoność. A jeszcze gorsza była lista osób, które zaginęły.
Katie Bell — zaginiona, prawdopodobnie martwa. Marcus Flint — zaginiony, prawdopodobnie martwy. Fred Weasley — zaginiony, prawdopodobnie martwy. Padma Patil — zaginiona, prawdopodobnie martwa. Oliver Wood — zaginiony, prawdopodobnie martwy. Luna Lovegood — zaginiona, prawdopodobnie martwa. Neville Longbottom — zaginiony, prawdopodobnie martwy. I Draco Malfoy — zaginiony, prawdopodobnie martwy. Zaginieni — nie było po nich śladu. Żadnych ciał. Tylko drzazgi z połamanych różdżek, które znaleźli na polu bitwy zaraz po ostatnim ciosie ku panującemu terrorowi Voldemorta.
Hermiona leżała w łóżku, które przez ostatnie pół roku dzieliła wraz z Draco; mocno przytulała poduszkę, próbując w ten sposób stłumić swój płacz. Zapach Dracona ulatniał się z materiału, dlatego głęboko wdychając jego woń, pragnęła chociaż jeszcze przez chwilę go poczuć. Kobieta słyszała stłumione głosy Molly i Tonks, które rozmawiały z Remusem. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że martwili się o nią. Mimo tego, mimo zakończenia wojny, nie mogła zmusić się, by się tym przejmować. Dała z siebie wszystko, co miała i kiedy trzeba było, przekraczała swoje granice; w ten sposób nie pozostało nic, co mogłaby dać. Został tylko jej własny, osobisty żal.
Kiedy tak leżała w ciemności, czasami zastanawiała się, czy traciła swoje zmysły — dokładnie tak samo, jak dawno temu Draco. Ciągle mogła słyszeć jego głos szepczący w jej myślach, czuła wibracje słów, tak jakby jego usta znajdowały się tuż przy jej szyi. Ciągle mogła przypomnieć sobie, jak to jest być pod nim, nad nim, obok niego. Kiedy jego oczy wpatrywały się w nią intensywnie, podczas gdy raz za razem powodował, że ciało kobiety rozpadało się pod jego dotykiem. Pamięta, jak oczy Draco błyszczały z rozbawieniem, gdy ona rumieniła się oraz jęczała rankiem po ich pierwszej wspólnie spędzonej nocy, po tym, jak Harry powiedział Draco, by ten lepiej dobrze się nią zajął, bo w innym wypadku Malfoy pozna nowe znaczenie słowa ból.
Ucisk w żołądku przypomniał jej o tym, że nie zjadła nic przez ostatnie parę dni, o tym, że tak naprawdę nie opuszczała łóżka na dłuższy czas. Powoli zmuszając ciało do podniesienia się, wsparła się dłonią o ścianę i powoli skierowała w stronę łazienki. Czuła, jaka jest otumaniona, chwiała się i kiwała na boki, dlatego przyłożyła palce do skroni w nieudanej próbie zatrzymania wirującego świata.
Po omacku odkręciła wodę. Ostrożnie wspięła się do wanny i usiadła, pozwalając by strumień zmoczył jej mizerne włosy oraz opuszczone ramiona. Rozkojarzonym wzrokiem wpatrywała się w pęknięcie w ścianie koło umywalki; uśmiechnęła się na wspomnienie o tym, jak ono powstało. To, że wraz z Draco byli kochankami, nie znaczyło, że wszystko było pięknie i cudownie. Dalej się kłócili, dalej na siebie warczeli, a ona dalej rzucała w niego czymkolwiek, co akurat miała pod ręką, gdy we wściekłości brakło jej słów.
To konkretne pęknięcie pojawiło się podczas jednej z bardziej zażartych kłótni, gdy zostawiła go. Ale Draco będąc Draco, poszedł za nią, przez co awantura po prostu przeniosła się do łazienki, gdzie Hermiona ubliżając mu znalazła się kilka cali od niego. Kilka cali, do momentu, aż nie złapał jej za ramiona i nie uderzył o ścianę za nią. Złość i frustracja na siebie doprowadziła do rozerwanych ubrań, do przytrzymania jej dłoni nad głową w pokazie siły oraz dominacji, do jego oddechu owiewającego jej ucho i do gniewu przejawiającego się w rundzie gwałtownego seksu.
Gdy zmusił ją do stanięcia na palcach, intensywnie wpatrywał się w jej oczy. Mocno przycisnął swoje usta do warg kobiety; po tym jak puścił smukłe nadgarstki, odwrócił ją i ponownie wcisnął w ścianę. Z palcami zaciskającymi się na kobiecych biodrach burzył jej mury w jedynie sobie znany sposób — dominacją łagodzoną przez wilgotne pocałunki, które składał na jej szyi i karku, zrogowaciałymi dłońmi, które gładziły jej delikatny brzuch, gdy zwolnił tempo, zmieniając wściekłość w ospałe ruchy.
Gdy cała drżała i opadły mury przez wolne kołysanie, wyszedł z niej i zaprowadził do ich pokoju, gdzie kontynuował niszczenie jej bariery. Nie słowami — nie w tym momencie. Lecz przez splecione razem dłoni, gdy leżała pod nim, a ich ciała stykały się prawie w każdym miejscu. Tym jak zamarł i całował ją, tak jakby mieli wieczność przed sobą, nawet gdy dygotał tak samo mocno jak ona. Tym, jak udało mu się uklęknąć i pociągnąć ją do tej samej pozycji, sprawiając po raz kolejny, że byli cale od siebie. Zmienił swoją pozycję tak, że praktycznie wepchnął swoje kolana pod nią; w zamian kobieta oplotła go w pasie nogami. Krople potu pojawiły się na ich zaczerwienionej skórze, powodując, że przykleiły się do niej włosy. Siedząc tak pomiędzy jej rozłożonymi nogami, unosił ją i powoli opuszczał, przygryzając swoją dolną wargę; oczy miała prawie zamknięte, jednak przez ledwo uchylone powieki mogła dostrzec srebro. Mięśnie ramion napinały się pod jej dłońmi, gdy wyciągał plecy by ją pocałować drżącymi ustami, gdy zatracał się w niej.
I właśnie w tym momencie, zatracona w tych srebrnych oczach, Hermiona dała mu to, czego jeszcze nikomu wcześniej nie oddała — swoje serce. Nawet z wiedzą o finałowej konfrontacji wiszącej nad nimi, spędzili całą noc na dotyku oraz spijaniu od siebie wzajemnie sił. Bezwstydne jęki z ochrypłych gardeł, smak miłości odkryty podczas czasów przelewania krwi i wszechobecnej śmierci. A gdy nastał świt, zmierzyli się z Voldemortem oraz jego poplecznikami. I Hermiona nie widziała Draco od czasu, gdy rozdzielił ich strumień magii.
Dźwięk otwieranych drzwi spowodował, iż uniosła powoli oczy, z których popłynęły świeże łzy, gdy zobaczyła wykrzywioną w smutku na jej widok twarz Rona. I kiedy wszedł do łazienki, a za nim przykuśtykał Harry, Hermiona Jean Granger w końcu się załamała. Kopiując swój ruch sprzed tak dawna, Potter w pełni ubrany wszedł do wanny, przyciągając ją mocno do siebie, gdy ta wypłakiwała strach, żal i cały gorzki ból. Kiedy poczuła jak silne ręce zaczynają myć jej włosy, wiedziała, że dołączył do nich Ron.
Będąc bezpieczną w ramionach chłopców, których od tylu lat kochała, Hermiona przestała walczyć i po prostu odpuściła. Łzy płynęły swobodnie z pustych oczu; pewne ręce spłukały szampon z włosów, po czym zsunęły się, by umyć jej skórę. Gdzieś w zakamarkach myśli wiedziała, że powinna się rumienić i zasłaniać ramionami, ale to był Harry i Ron — znali ją odkąd była dzieckiem i piersi nie były powodem, przez który stali się przyjaciółmi.
Umyta, została wyciągnięta z wanny i wytarta. Ron, mamrocząc pod nosem, że nie jest fryzjerem i jak do diabła udaje jej się na co dzień utemperować włosy, rozczesał je i związał w niechlujną kitkę. Została ubrana, po czym usadzona na kolanach Harry'ego, a Weasley w międzyczasie karmił ją zupą — łyżka po łyżce; Hermiona wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w ścianę za nim, a kiedy jadła, ruchy miała mechaniczne.
Słyszała, jak Harry szepcze jej coś do ucha, jednak nie mogła zrozumieć jego słów. Noc zmieniła się w dzień, który zmienił się w noc, a ona znowu w dzień, a Harry i Ron opiekowali się przyjaciółką. Patrzyli, jak milczała z obojętnym wzrokiem i złamanym sercem, wpatrując się w świat, którego oni nie mogli dostrzec. I gdy świeżo pobrani Marcus i Katie Flint wgramolili się do domu, przynieśli z sobą opowieści o tym, jak nowopowstały przez zaklęcie świstoklik rzucił ich gwałtownie przez świat i wylądowali w środkowej Australii — bez różdżek i pieniędzy oraz czegokolwiek, dzięki czemu mogli dostać się do domu.
Trzy dni później, z tą samą historią, pojawił się Neville z Chin. Powoli, powoli, zaginieni zaczęli się pojawiać. Luna oraz Padma przybyły tydzień później, obie przeziębione przez wrzucenie w sam środek zamieci w Alpach Francuskich. Padma nie wiedziała, co bardziej ją złościło — bycie wrzuconym w śnieg czy złamanie każdego jednego paznokcia podczas wydostawania się stamtąd. Gdy Oliver przybył z Afryki, wzrósł jego szacunek do lwów — w końcu go nie zjadły.
I kiedy z Korei Północnej przybył Fred Weasley, łzy i radość wypełniły kuchnię. Jakiś cień prześlizgnął się na piętro po schodach. Hermiona Jean Granger obudziła się powoli, czując stwardniałe opuszki palców gładzące skórę pod brwiami. Puste oczy wpatrywały się w cienistą postać leżącą obok niej; zamrugała, gdy zrogowaciała dłoń objęła jej szczękę i spierzchnięte usta przyciśnięte zostały do warg kobiety.
— Granger… Hermiona...
Hermiona dalej mrugała, kiedy jej wzrok wędrował po tych potarganych włosach i zmęczonych, srebrnych oczach. Po ledwie co wygojonej bliźnie, która ciągnęła się od skroni do szczęki. I po prostu zamknęła powieki i pochyliła głowę. Zgubiona pomiędzy marzeniami a rzeczywistością, zrobiła to samo, co każdej nocy — oparła głowę o tors zjawy, która dzieliła z nią łóżko. Czując oplatające ramiona, błagała wszystkim, co miała, żeby był on tutaj dalej z nią, gdy się obudzi rano. Tego dnia nie obudziła się samotnie.
Te same ramiona mocniej ją przytuliły w identyczny sposób, co zawsze, gdy tłumiła łzy i próbowała się uspokoić. Ścisnęły ją, gdy szeptała, jak bardzo była przestraszona, jak bardzo była zagubiona. Dłonie pokryte bliznami, gładziły jej włosy, kiedy ta w ciemności przyznała się do przerażenia i miłości. Strachu o swoją psychikę i miłość do mężczyzny, o którym nie wiedziała czy żyje. Ręce upokajająco gładziły, ramiona mocno przytulały, a usta rozpraszały ciepłymi pocałunkami, składanymi na jej skórze, gdy płakała. Niski głos szeptał uspokajające słówka.
Gdy nastał świt, a Hermiona otworzyła oczy, poczuła, jak napływają do nich łzy. Dostrzegła, że Draco leży obok i wpatruje się w nią o. Ramiona Malfoya dalej ją tuliły; czuła pewnie bijące serce pod uchem, gdy leżała na jego torsie. Kiedy uniósł się na łokciu i nachylił nad nią, by móc pocałować, poczuła na wargach smak odwzajemnionej miłości, ale również osłabionego żalu. A kiedy Harry i Ron otworzyli drzwi, zobaczyli, jak Hermiona płacze, trzęsąc się w jego ramionach, a Draco tuli ją z dłońmi zaplątanymi w jej włosy.
Ron po prostu osunął się na drzwi, a Harry oparł się o niego; poczuli ulgę, obserwując, jak Draco wtulał policzek we włosy Hermiony, a ta, w końcu przestała płakać i zapadła w tak potrzebny, uzdrawiający sen. Spoglądając w górę, krzyżując wzrok z mężczyznami, którzy, gdy był chłopcem, byli jego wrogami, a teraz, kiedy jest mężczyzną stali się jego rodziną. Draco spiorunował wzrokiem Rona i zadrwił:
— Co, do kurwy, zrobiłeś jej włosom, Weasley? Całe życie zajmie mi ich rozplątywanie.
— Całe życie? — cicho zapytał Harry, a Draco wzruszył ramionami.
— Kto inny da radę utrzymać ją w ryzach? — zapytał, na co Potter powoli zamrugał, gdy w końcu zrozumiał, co ten ma na myśli.
— Osobiście nie mógłbym myśleć o nikim lepszym do tej roboty — wymamrotał, a Harry zauważył, jak na twarzy Malfoya pojawia się mały uśmiech.
— Ja również. Ale to nie ja powiem o wszystkim Molly!
Ron zamrugał, po czym parsknął, na co Draco złośliwie się uśmiechnął. Długo nie trwało, a ich trójka cicho się roześmiała. Harry, wchodząc do pokoju wraz z Ronem, uśmiechnął się, zamykając za sobą drzwi i zwiększając tym samym prywatność. A gdy zamknął te drzwi, zamknął również drzwi do swojej przeszłości. Do przeszłości Draco. I ruszył w przyszłość, dla której cała czwórka walczyła.
Razem.
