Wesoła kompanija i narada

Po chwili doszli do głównego placu w ich małej wiosce. Kilkoro spośród mieszkańców przerwało pracę, aby dołączyć do narady. Teraz siedzieli naokoło, niektórzy na trawie, inni na prowizorycznych ławach. Robin polecił im, żeby usiedli.

-Chciałbym wam przedstawić moją Wesołą Kompanię.- Wskazał ręką na zebranych.- Wszyscy tutaj już chyba wiedzą kim jesteście, ale przedstawię was mimo to. Oto moja córka Gwyn i jej przyjaciel Frodrick.

Gwyn zażenowana patrzyła na wszystkich przyglądających się jej z ciekawością ludzi. Wśród nich zauważyła braciszka Tucka. Tymczasem Robin podszedł do pierwszego z brzegu mężczyzny. Był on bardzo wysoki i dość potężny, jednak miał bardzo poczciwą twarz. Na plecy spadały mu długie jasne włosy.

-To Mały John- wspomniany kiwnął głową, a Robin dodał teatralnym szeptem- Przez niektórych nazywany Reynold Zielony Liść, ale sam nie wiem czemu.

Następny został przedstawiony Leśnik. Był on małym i drobnym człowieczkiem o czarnych śmiesznych wąsikach. Na jego plecach wiecznie wisiała kusza. Obok niego siedział Nick syn Młynarza, chłopak mógł mieć najwyżej z 15 lat.

-Ten tutaj to Dzielny Wędrowiec, jeden z najstarszych członków Wesołej Kompanii, oczywiście oprócz Willa- ciągnął przywódca. –No właśnie Will powinien był już dawno wrócić!

Robin przedstawił im jeszcze Arthura-a-Blanda i Davida z Doncaster.

-No to teraz musimy poczekać na Willa, którego wysłałem na zwiady. Powie nam co możemy zrobić, żeby pomóc twojej siostrze- zwrócił się do Gwyn. Ona opowiedziała mu o swoich pomysłach i wątpliwościach.

-No cóż, wykupienie jej raczej nie wchodzi w grę, gdyż nie możesz tam wrócić, przynajmniej jawnie. Gdyby szeryf domyślił się kim jesteś i schwytał cię...- powiedział braciszek Tuck.

-Tak, musimy ją uwolnić siłą- dodał Mały John.

-Ale wtedy szeryf zemści się na mojej rodzinie, gdyż pomyśli, że to oni zrobili.- Zaniepokoiła się dziewczyna.

-Rozwiązanie jest bardzo proste- zauważył jeden z mężczyzn, którego Robin przedstawił chyba jako Leśnika. –Wystarczy, że dziewczyna nie wróci do domu.

-Ale dokąd wtedy pójdzie?- spytał Frodrick.

-Jak to dokąd?- zdziwił się braciszek Tuck. –Zamieszka oczywiście z nami.

-To chyba dobry pomysł, przecież ty też będziesz tu mieszkać- Robin zwrócił się do Gwyn.- Nie wypuszczę cię, skoro już cię odzyskałem.

-Nigdzie się nie wybieram- odpowiedziała dziewczyna ze śmiechem.

-Więc nie idziemy na ratunek?- usłyszała jakiś męski głos za sobą.

-Will nareszcie!- Przywitał go Robin. Do kręgu wszedł mężczyzna w podobnym do Robina wieku, tej samej postury. Tylko twarz bardzo się różniła. Na czoło opadały niesfornie jasne włosy. Miał brązowe oczy i wesoły uśmiech. Gdyby nie był taki 'stary' mógłby uchodzić za przystojnego.

-To właśnie mój najdroższy przyjaciel, który nigdy mnie nie opuścił w potrzebie- Will Scarlet.- przedstawił go kompan.

-Przestań Robin, bo pomyślę, że czegoś ode mnie chcesz.- odparł tamten.- Zresztą nie mamy teraz czasu. Musimy wszystko zaplanować. Dziewczyna służy na zamku szeryfa, widziałem ją z daleka. Chyba nienajlepiej ją tam odżywiają.

-No to mówcie wreszcie co mamy robić- zdenerwowała się Gwyn.

-No, widzę, że dziewczyna rwie się do akcji- uśmiechnął się Will.

-Tak, a ja się zastanawiam, czy ją z nami puścić- dodał Robin.

Gwyn spojrzała na niego z rządzą mordu w oczach, więc nie kontynuował.

-Myślę, że musimy wyruszyć nocą, w parę osób, im mniej tym lepiej- stwierdził Will.

-Tak, musimy od razu ustalić kto idzie. Oczywiście ja, Will,... Gwyn- dodał Robin po lekkim wahaniu- oraz Mały John i Chris. Reszta ludzi ukryje się w lesie i w razie czego skoczy nam na ratunek.

-Niczego się nie spodziewają, więc po prostu wejdziemy tam po cichu i wymkniemy się z dziewczyną.

-No to postanowione. Do wieczora!