oryginał: Six Years to Life: There and Back Again (link w moim profilu)

autor: Laume (link w moim profilu)

Tłumaczenie za zgodą autorki


Rozdział ósmy


Harry biegł i biegł; nie obchodziło go nic poza znalezieniem brata i sprowadzeniem go z powrotem całym i zdrowym.

Dziękował swej szczęśliwej gwieździe, że Severus jest zbyt rozstrojony, aby ukrywać ślady. Dzięki temu mógł podążać ścieżką połamanych gałęzi i krzaków wyrwanych z korzeniami, krzycząc aż do ochrypnięcia, kiedy majaczył przed nim cień mistrza eliksirów.

Szaleńcza pogoń przez las dobiegła nieoczekiwanego końca, gdy znalazł Severusa na jakiejś polanie. I nie tylko Severusa. Przed mężczyzną znajdował się bowiem ogromny dwugłowy pies, który warczał z obnażonymi zębami.

Severus stał z plecami przyciśniętymi do drzewa. Był wyraźnie przerażony i nie miał różdżki.

- NIE! - wrzasnął Harry, widząc, jak wielkie kły kłapią zaledwie centymetry od twarzy mistrza eliksirów. Ignorując kłujący ból w boku, potykając się o korzenie drzew i z trudem łapiąc równowagę, dotarł wreszcie do brata i zasłonił go własną piersią.- BRZYDKI PIESEK!

Zwierzę cofnęło się nieco, zdecydowanie wstrząśnięte. Potem potrząsnęło łbem i chyba zdało sobie sprawę z tego, że jest dużym, silnym psem, a nie żadnym "brzydkim pieskiem"!

Harry cały się trząsł, gdy celował różdżką w bestię.

- DRĘTWOTA! PETRIFICUS TOTALUS! Aaa, kotki dwa...

Pies niestety nie podzielał słabości Puszka do muzyki. Lub może Harry był kiepskim śpiewakiem. Poirytowane rzuconymi na nie zaklęciami stworzenie BARDZO zdenerwowało się wspomnieniem o kotkach i kłapnęło paszczą. Wyszarpnęło Harry'emu różdżkę z dłoni, po czym odrzuciło ją gdzieś za siebie.

Gryfon szybko podniósł z ziemi gałąź drzewa, popchnął Severusa, żeby dokładniej go zasłaniać, po czym przybrał pozycję obronną, jakby miał w ręku miecz Gryffindora, a nie nadgnity kawałek drewna.

- Nie dostaniesz go! To mój brat i nie pozwolę ci go skrzywdzić! - krzyknął zwierzęciu w pysk i zamierzył się, aby uderzyć w nią gałęzią.

Nagle rozległ się gwizd. Pies odwrócił łeb, nadstawiając uszu.

- Ortros! Chodź tu, chłopczyku! No chodź! Oto mój druh!

Zwierzę radośnie podbiegło do staruszka w purpurowej szacie, który właśnie wszedł na polanę.

- Przyjmij moje przeprosiny, młody Harry. - Mężczyzna uśmiechnął się. - Ortros jest bardzo opiekuńczy. Prawie tak opiekuńczy, jak ty, zapewne.

Nastolatek nie odezwał się, ale zachował prowizoryczną maczugę, gotowy do ataku.

- Accio różdżka Harry'ego - powiedział nowo przybyły spokojnie. Kiedy znalazła się w jego dłoni, podał ją młodszemu czarodziejowi. - Weź ją. Uzbrojony poczujesz się lepiej.

Harry powoli wyciągnął rękę i zabrał różdżkę.

- Kim jesteś? - spytał. - Wciąż znajdujemy się na mojej ziemi. Co tu robisz?

- Mieszkam tu już od bardzo dawna. Gdy twoja rodzina kupiła ten dom, ustaliliśmy, że mogę tu mieszkać jak długo zechcę. Lecz ty jesteś ranny, młody Potterze, a twój kompan, twój brat, jak go zdaje się nazwałeś?, również nie wydaje się być w zbyt dobrym stanie.

Nastolatek dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo pokaleczyły i posiniaczyły go gałęzie. Rozejrzał się i zobaczył Severusa skulonego przy pniu drzewa.

- Skąd mam wiedzieć, że mogę panu ufać? - zapytał, drżąc.

Mężczyzna uniósł dłoń.

- Przysięgam na moją magię, że nie planuję wyrządzić krzywdy ani tobie, ani twojemu bratu.

Harry skinął głową i powoli opuścił różdżkę. Staruszek podszedł bliżej. Pies, jak zauważył Gryfon, leżał kawałek dalej; skomlał od czasu do czasu, lecz posłusznie czekał, aż jego pan skończy swoje sprawy.

- Och, drogi chłopcze - powiedział mężczyzna, przyglądając się Severusowi. - JESTEŚ zagubiony, nieprawdaż?

Nastolatek usiadł, zmęczony po długim biegu, wielu piekących zadrapaniach i walce z cerbe... zaraz.

- Czy to jest cerber? Ma tylko dwie głowy.

- Nie - odparł starszy pan, który cały czas próbował wywołać jakąkolwiek reakcję u mistrza eliksirów. - Jak wiesz cerber, choć teraz jest to nazwa gatunku, był trójgłowym psem strzegącym wrót Hadesu. Ortros był jego bratem. Mój Ortros jest potomkiem tamtego psa. - Wstał. - Sądzę, że powinniście udać się do mojego domu, Harry. Mogę pomóc twojemu bratu, potrzebuję jednak czasu i pewnych przedmiotów. Twoje rany też wymagają troski.

- Naprawdę? - spytał Harry z szeroko otwartymi oczami. - Może pan pomóc Severusowi? Wyleczyć go?

Staruszek uśmiechnął się.

- Mogę co najmniej pomóc mu odnaleźć drogę - zapewnił. - Chodźcie.

Razem podnieśli płochliwego czarodzieja na nogi i nakłonili go, żeby szedł między nimi. Ortros podążał za nimi, kłapiąc zębami na co przelatujące bliżej nietoperze.

- Przepraszam, nie spytałem, jak się pan nazywa - odezwał się Harry.

- Jestem Rhys ap Merdhyn - przedstawił się staruszek. - Większość ludzi nazywa mnie Merlinem, choć jest to technicznie nieprawidłowe.

- Merlin? - Nastolatek zatrzymał się gwałtownie i wlepił wzrok w mężczyznę, który zachichotał.

- Takie reakcje nigdy mi się nie znudzą - stwierdził. - Nie, nie TEN Merlin. On był moim przodkiem. Moje oficjalne imię brzmi Rhys i jestem jego praprawnukiem. Nie jestem tym potężnym czarodziejem, którym był mój pradziad, aczkolwiek jestem całkiem niezły. - Zmarszczył twarz w krzywym uśmieszku. - W dzieciństwie uczęszczałem nawet do Hogwartu.

- Niech zgadnę, był pan kolegą Albusa Dumbledore'a? - westchnął Harry.

- Skądże znowu - roześmiał się Rhys. - Albus jest dużo młodszy ode mnie. Byłem jednym z jego hogwarckich nauczycieli. Cóż jednak sprawiło, że o nim pomyślałeś?

- Jest naszym ojcem - wyjaśnił Harry; mistrz eliksirów spojrzał na niego po raz pierwszy od ucieczki. - Adoptował najpierw Severusa, a potem mnie w zeszłym roku. - Przyglądał się wciąż milczącemu bratu.

- Ach, rozumiem. Cóż, dotarliśmy na miejsce. - Staruszek wskazał dom, przed którym się znaleźli. - Oto mój dom.

xXxXx

- Gdzie oni są? Co się stało? HARRY! SEVERUSIE! - Dumbledore z niepokoju odchodził od zmysłów.

- Albusie, uspokój się, musimy zdecydować, co mamy teraz robić - ocierający pot z czoła Filius Flitwick próbował uspokoić przerażonego przyjaciela.

Nagłe błysk poinformował ich o przybyciu następnej osoby. Artura Weasleya.

- Czy z chłopcami wszystko w porządku? - spytał zdyszany mężczyzna. - Albusie, Minister upadnie lada chwila. Aurorzy odkryli w Azkabanie Amelię Bones, najwyraźniej oszołomioną i porwaną. Co...? - Rozejrzał się zdumiony.

- Masz przy sobie Veritaserum, Arturze? - odezwał się Dumbledore ponuro, cały czas patrząc na pobliską ścianę lasu.

- Owszem, mam, byłem w drodze na przesłuchanie... Dlaczego?

- Podaj je jednemu z nich.

Chwyciwszy tego, którego chłopcy wskazali jako przywódcę, Artur zaaplikował mu dawkę eliksiru.

- Kim jesteś, jaki był wasz cel i kto was przysłał? - rzucił agresywnie.

- Nazywają mnie Sprytny - odparł mężczyzna. - Harry Potter i, jeśli to możliwe, Severus Snape. Przysłał nas Minister Knot.

Dumbledore pochylił głowę.

- Zabierz ich, Arturze. Twoi synowie mogą bezpiecznie wrócić do domu. Ja zaś muszę odnaleźć moich, w przeciwnym bowiem przypadku będzie to iście pyrrusowe zwycięstwo.

Z determinacją wkroczył do lasu.

xXxXx

Rhys posadził Severusa na wygodnej sofie i zaklęciem zamknął drzwi.

- Nie chcę, aby ponownie uciekł - wyjaśnił Harry'emu. - Osłony nas jednak przepuszczą, jego również, jeżeli jeden z nas będzie mu towarzyszył.

Po tych słowach zaczął delikatnie opatrywać sińce i zadrapania biernego czarodzieja. Nie spuszczał przy tym oka z Harry'ego, który zajął się własnymi obrażeniami, gotowy pomóc w razie potrzeby.

Staruszek przemywał rany i wcierał w nie maść uzdrawiającą.

- Nie szybciej byłoby wyleczyć je czarami? - spytał Harry.

- Owszem - odparł mężczyzna - lecz on jest wystraszony. Celowanie w niego różdżką nie byłoby najlepszym pomysłem, zaś fizyczny kontakt tego rodzaju pomoże mi później, gdy będę pracował z wami oboma.

- Co chce pan zrobić?

Rhys przyjrzał mu się uważnie.

- Nie wyrządzę mu krzywdy, Harry. Obaj poznaliście legilimencję. To, co zamierzam uczynić, jest z nią związane. Zabiorę cię do umysłu Severusa i razem pomożemy mu przyswoić wspomnienia, przez które jest oszołomiony. - Odwrócił się do mistrza eliksirów, który patrzył na niego poważnymi, ciemnymi oczami. - Pomogę ci, młodzieńcze - zapewnił cicho. - Pozwolisz mi?

Severus powoli skinął głową.

xXxXx

- Dobrze, Harry - powiedział Rhys później, kiedy obaj młodsi czarodzieje byli zabandażowani, a nastolatek opowiedział mu większą część historii Severusa. - Najpierw połączę się z tobą. Gdy skończę, zabiorę nas obu do umysłu Severusa. Najprawdopodobniej spotkamy tam zarówno wcześniejszego dorosłego Severusa, jak i dziecko.

Harry jęknął.

- Wiem - stwierdził staruszek współczująco - nie możesz jednak wpaść w złość, Harry. Musisz traktować starszego z taką samą troską jak to dziecko. Jego strach częściowo zasadza się na tym, iż ty i twój ojciec nie będziecie go już kochać, teraz, gdy ponownie jest dorosły. Jeżeli źle zareagujesz na jego dorosłą wersję, to jedynie upewni go w jego przekonaniach. Najpewniej będzie dość niemiły, aby spróbować cię odstraszyć. Nie pozwól mu.

Nastolatek pokręcił głową.

- To mój brat. Wiedziałem, że może wrócić do swojego starego ja, jeśli znowu dorośnie, i już dawno obiecałem, że zawsze przy nim będę.

- To dobrze.

Rhys skoncentrował się. Harry poczuł coś dziwnego, a potem nagle był świadom obecności starszego pana.

- Wchodzimy teraz do umysłu Severusa - usłyszał.

Nieoczekiwanie znaleźli się w gabinecie Dumbledore'a.

- Czemu tu jesteśmy? - zdziwił się nastolatek.

- To jedyne miejsce, w którym i jako dorosły, i jako dziecko czuł się bezpiecznie, jak w domu - wyjaśnił Rhys. - Powinni gdzieś tu być...

Właśnie w tej chwili z korytarza prowadzącego do sypialń wbiegł mały chłopiec. Rzucił się na Gryfona.

- Harry, pomóż mi, jak się go boję!

Harry odruchowo objął dziecko, jak robił to niezliczoną ilość razy, po czym uniósł wzrok i spojrzał na wchodzącego mistrza eliksirów.

- Potter - warknął mężczyzna. - Co tu robisz? Wynoś się!

Rhys spokojnie usiadł na kanapie.

- Może usiądziesz, Severusie, i będziemy mogli to omówić.

Mistrz eliksirów zerknął na niego groźnie.

- Odejdź, staruszku, jeżeli chcesz wyjść z tego cały i zdrowy.

Rhys westchnął.

- SIADAJ, Severusie.

- Ty nieznośny stary głupcze! - wrzasnął mężczyzna. - Wciąż próbuję pozbyć się tego bachora, a teraz wy się tu zjawiacie, aby sprowadzić go z powrotem, aby mnie zabić...

- Zabić cię? - Harry był wstrząśnięty. - Nie! Rhysie, nie! - Wstał, wziął Sevvy'ego za rękę i stanął obok mistrza eliksirów. - Przyrzekłeś, że nie zrobisz mu krzywdy! Przyrzekłeś! Nie pozwolę ci skrzywdzić żadnego z nich! - warknął z taką wściekłością, że nawet na Snapie zrobiło to wrażenie.

Staruszek pokręcił głową.

- Nie zamierzam nikogo zabić. Usiądźcie wszyscy.

Tym razem byli posłuszni.

- Słuchaj, Severusie - zaczął mężczyzna, pochyliwszy się do przodu z łokciami opartymi na kolanach. - Wiem, że jesteś wystraszony. Może powiesz mi, co cię tak przeraża?

- Poza faktem, że mam w głowie Cholernego Chłopca, Który Przeżył, i jakieś idiotyczne stare próchno?

- Severusie - powiedział Rhys tylko.

- Dobrze. DOBRZE! Boję się, ponieważ Potter zabrał mi ojca, on i to małe byle co tutaj, i teraz obaj cackają się z bachorem, i pragną, żebym nigdy nie istniał.

- Nie chcę być tobą! - krzyknął naraz Sevvy. - Boję się ciebie i mówisz brzydkie rzeczy, i lubisz ELIKSIRY!

- Zaś ja dzięki TOBIE mam teraz wspomnienia o tym, że KĄPAŁ mnie POTTER, na litość Merlina! - odrzekła na to dorosła wersja.

- Dosyć - rzucił Rhys. - Sevvy, chodź tutaj.

Chłopiec podszedł do niego i staruszek przyciągnął go bliżej.

- Sevvy, posłuchaj mnie. Severus nie jest miłym człowiekiem. Ale jest dobrym człowiekiem. Twój tatuś bardzo, bardzo go kocha. Pamiętasz swoich matkę i ojca, dziecko?

Malec zadrżał.

- Ty się od nich uwolniłeś - wyjaśnił Rhys cicho. - Zamieszkałeś z Harrym i tatusiem. Ale Severus musiał z nimi mieszkać, aż był całkiem dorosły.

Sevvy szeroko otworzył oczy i przyjrzał się starszemu sobie z... nie do końca sympatią. Bardziej ze zrozumieniem.

Severus pochylił głowę.

- Kochasz tatusia? - spytało dziecko.

- T-tak - przyznał mężczyzna.

- Ale Harry'ego nienawidzisz - ciągnął mały.

- Nie. Musiałem udawać, że go nienawidzę. Musiałem udawać tak mocno, że w końcu zacząłem w to wierzyć - wyznał Severus. Spojrzał na nastolatka. - Broniłeś mnie, nie tylko teraz, lecz wcześniej... Nie rozumiem. Zająłeś się nim - wskazał chłopca - kiedy mogłeś się zemścić. Nie wiem, czego ode mnie oczekujesz. Czego Albus ode mnie oczekuje. Nie jestem nawet pewny, czy nadal chce być moim ojcem, teraz, kiedy przez tak długi czas miał lepszych synów.

Oczy Harry'ego zapłonęły zielonym ogniem.

- Ty... ty idioto! - wybuchł Gryfon. - On cię kocha! On cię kocha tak bardzo, że został, choć tak bardzo chciał być z tobą, ale został, żeby walczyć o ciebie! On cię kocha bez względu na wszystko! Ani trochę go nie obchodzi, czy masz sześć lat, czy trzydzieści sześć! A jak o tym pomyślę... - zrozumiał naraz - ...to mnie też nie.

Severus przełknął ślinę. Sevvy podszedł do niego i położył mu dłoń na kolanie.

- Nie jesteś zły - uznał. - Tatuś kocha nas obu. Może możemy stać się nowym Sevvym z częścią każdego z nas?

Severus wahał się. Spojrzał na Harry'ego. I na Rhysa. I w końcu utkwił wzrok w dziecku.

- Nie wiem - szepnął, głaszcząc ciemne włoski. - Byłeś szczęśliwy, prawda?

Chłopiec z entuzjazmem pokiwał głową.

- Ja nigdy wcześniej nie byłem całkiem szczęśliwy - zadumał się mężczyzna. - Czy ojciec... czy ojciec naprawdę mnie chce? - spytał po raz ostatni.

Harry usiadł obok niego.

- Tak, Severusie. On cię kocha. Jestem pewny, że przeszukuje teraz las, starając się nas znaleźć. Kocha cię.

- Mam więc gryfońskiego brata - zadrwił mistrz eliksirów, choć już niezbyt mściwym tonem.

- No cóż, tak - zgodził się nastolatek. - Co prawda mało brakowało, żebym został Ślizgonem. Niestety spotkałem Dracona Malfoya.

- Doskonale rozumiem, dlaczego może to zniechęcić do Slytherinu - przytaknął Severus z krzywym uśmieszkiem.

Harry spojrzał na Rhysa i nagle wiedział, co trzeba zrobić. Objął mocno Sevvy'ego i przez chwilę go kołysał. Potem, ku zaskoczeniu mistrza eliksirów, posadził dziecko na kolanach mężczyzny i objął ich obu. Uśmiechnął się, wstał i poszedł usiąść obok starszego pana.

Gdy Severus przytulił Sevvy'ego, obaj zaczęli migotać i powoli stopili się w jedno. Później Harry i Rhys ułożyli wyczerpanego czarodzieja na kanapie i opuścili jego umysł.

xXxXx

Było ciepło. I coś przyjemnie pachniało. Słyszał głosy. Głos Harry'ego. Głos Rhysa.

Och.

Pomału Severus zaczął badać otoczenie zmysłami. Z dziwną ulgą stwierdził, że wszystkie wspomnienia znalazły się na swoich miejscach. Oczywiście, niektóre z nich były zdecydowanie wyjątkowe - nikt nie zmienia się codziennie w dziecko i z powrotem w dorosłego. Miał wrażenie, jakby bardzo trudna układanka, której nie był w stanie ułożyć, była już prawie skończona. Jeszcze nie całkiem, ale mało brakowało.

Usiadł i uśmiechnął się, widząc, jak jego brat wypytuje Rhysa o jakiś aspekt magii.

- Harry! - zawołał.

- SEV! Obudziłeś się! - Nastolatek podbiegł do niego.

- Owszem, obudziłem się, jak widzisz - odparł. - Jak długo...

- Niespecjalnie - uspokoił go Harry. - Choć nie jestem pewny, ile czasu spędziliśmy w twoim umyśle. Wszystko w porządku, Sev?

- Tak. Prawie wszystko. - Podszedł do stołu, korzystając z pomocy brata. Spojrzał przez okno i drgnął. - Miałem nadzieję, że tego psa to sobie wymyśliłem.

xXxXx

Albus Dumbledore godzinami szedł przez las tym samym tropem, co Harry. Wyczerpany i bardzo zmartwiony natknął się wreszcie na chatę.

Odwrócił się gwałtownie, gdy podbiegł do niego wielki pies. Dwie głowy obwąchały go i zaskomlały.

Wtedy otworzyły się drzwi.

- Dobry wieczór, przepraszam, że przeszkadzam o tak późnej porze - zaczął dyrektor pośpiesznie - ale szukam moich synów. Czy widział pan dwóch ciemnowłosych młodych mężczyzn? Proszę, zaczynam być zdesperowany...

- ALBUSIE! - odezwał się z mocą mężczyzna w drzwiach.

Dumbledore wybałuszył oczy. Nie słyszał tego głosu od... od... wieków?

- P-profesor R-Rhys?

- Oni są tutaj, Albusie - odparł mężczyzna.

Harry wypadł z chaty i rzucił się dyrektorowi w ramiona.

- Ojcze!

Dumbledore objął go i znad ciemnej głowy patrzył na swego byłego nauczyciela ze zmartwieniem.

- Severus jest w środku - uspokoił go Harry, odsuwając się.

Przepchnął Albusa przez drzwi, po czym wraz z Rhysem zajęli się karmieniem Ortrosa.

Dumbledore wszedł do pokoju i stanął twarzą w twarz ze starszym synem.

- Severusie? - spytał niepewnie.

Ciemnowłosy czarodziej przygryzł wargę.

- Czy ty... Czy nadal...

Zanim zdołał zdecydować, w jaki sposób wyrazić palące go pytanie, Albus wziął go w ramiona, ponieważ nie był w stanie już dłużej się powstrzymywać.

- Och, dziecko, Severusie, tak się o ciebie martwiłem. Kocham cię, synu.

Severus poczuł, jak ostatni kawałek układanki trafia na miejsce i dopełnia obrazu całości. Zalały go emocje; do głowy przychodziła mu tylko jedna odpowiedź:

- Ojcze.


KONIEC
rozdziału ósmego


Bardzo dziękuję za komentarze, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Jednocześnie przypominam, że nie trzeba być zarejestrowanym, aby móc komentować teksty na tej stronie. Służy do tego poniższy przycisk Review this Story / Chapter - wystarczy na niego kliknąć, w wąskim pasku wpisać przezwisko, w dużym oknie komentarz i wcisnąć napis pod spodem. Komentarze są dla mnie bardzo ważne, ponieważ pozwalają mi poznać Czytelników i ich opinie na różne sprawy. Nie mówiąc już o przyjemności płynącej z ich czytania ;-).