Dla Wisienki. Promptem był teatr marionetek z Podwójnego życia Weroniki.
Poczwarka
Tissaia napisze w przyszłości całe tomy o magii, płodności i władzy. Są dwie równe sobie, najpotężniejsze, siły na świecie: magia i płodność. Obie są życiem, będzie podkreślała, czystym życiem. Nie wolno ich łączyć, będzie grzmiała z uniwersyteckiej katedry, ostre, staranne pismo będzie pouczało samym krojem liter, nie wolno łączyć takiej władzy. Tak samo, jak nie wolno magom mieszać się w sprawy polityczne, chociaż polityka, państwa, kraje, to przecież rzeczy znacznie mniej istotne niż życie, czyste, stężone życie.
To będzie kiedyś. Ale teraz Tissaia, smarkata, niespełna dwudziestoletnia, ledwo po jakimś ogólnym kursie medycznym, płakała z wyczerpania i wzruszenia, po raz pierwszy w życiu tuląc do siebie wrzeszczącego, wyrywającego się, czerwono-sinego noworodka, jeszcze śliskiego i mokrego od łożyska. Poród był ciężki, matka, starsza od niej, leżała obok, omdlała z wysiłku, maleństwo, na chwilę cudem – albo spontaniczną magią – uspokojone, spojrzało na nią wielkimi oczyma.
Tissaia poczuła tęsknotę, tępą, jakby ktoś kamieniem walił od środka w żebra. Ale ból minął, skoro dziecko znów zaczęło krzyczeć, żądać opieki, skoro trzeba było je wyczyścić, opatulić... oddać babce, która zaborczo spoglądała w ich kierunku.
— Wszystko jest dobrze — powiedziała, a potem dodała, ona, smarkula, sama się dziwiąc własnej śmiałości: — Będę... Będę się tobą opiekować. I twoim rodzeństwem. Wszystkimi.
